Capítulo 11
Rozdział 6, część 2
– Mardżanow, cześć! Rusłanku, potańcz z nami! – zaczepiają mnie znajome dziewczyny, które wyrastają jak spod ziemi. Potrzebuję chwili, żeby spławić je bez zbędnego chamstwa.
Kiedy mi się to udaje, orientuję się, że przyjaciółka Śnieżnej została na balkonie sama, a Alicji nigdzie nie ma. Nic dziwnego, ona zawsze unikała zimna.
Szlag, koksika Rybackiego też nie widzę!
Wracam do mieszkania dokładnie w momencie, gdy ten urządza show przy wejściu do jednego z pokoi, myśląc, że nikt nie zwraca na nich uwagi. Ten idiota obściskuje się w najlepsze z inną na oczach własnej dziewczyny. Jest tak pewny, że ona się o tym nie dowie, że nawet nie rozgląda się na boki. Brakuje tylko, żeby wyjął fiuta ze spodni i przeleciał tę laskę na miejscu – wtedy mógłbym uznać, że do reszty zniszczył Śnieg.
Znajduję wzrokiem Alicję i widzę, że jest trupio blada. Prawie zlewa się z białym tłem salonu. Patrzy z przerażeniem, cofając się w panice.
Cóż, histerie i sceny to nie styl wzorowej uczennicy, jaką jest Śnieżna. O wiele lepiej katować się nauką, potem pracą i udowadniać światu, który i tak ma wszystkich gdzieś, że jest go godna. Że zasługuje na miłość bliskich, dobre stopnie i uwagę nawet takiego kretyna jak Rybacki.
Tyle że wszystkie te nadzieje to pieprzone iluzje, które prędzej czy później zawsze pryskają! Tyle razy próbowałem jej powiedzieć, że jest w błędzie, że życie jest prostsze. Chcesz – robisz, nie chcesz – nie robisz. Bycie sobą jest przecież łatwe!
Tylko kto by mnie słuchał? Na pewno nie Śnieżna.
Alicja wycofuje się i wbiega do obcej sypialni, bo inaczej nie uniknie spotkania z tą parą i paskudnej kłótni, na którą z radością zbiegłaby się cała impreza. A mnie jest wszystko jedno, kto mnie widzi. Kiedy ruszam w pogoni za Śnieżną, ci dwoje są tak w siebie wessani, że nie zauważają nikogo wokół.
Wpadam do sypialni, rozglądam się, ale Alicji nigdzie nie ma. Dopiero drzwiczki garderoby chwieją się lekko, zdradzając, gdzie się schowała.
Nie myślę o tym, co robię. Po prostu wchodzę za nią. Wydaje zduszony okrzyk przerażenia, ale natychmiast zakrywam jej usta dłonią, napierając ciałem.
– Cicho, Śniegu – mówię szeptem. – To ja.
– Szlag! – przeklinam, robiąc krok za plecy Alicji i szybko przymykam drzwi garderoby, bo durnowaty Rybacki ze swoją kurą właśnie wwalają się do pokoju tuż za nami.
– Wład, jesteś pewien, że nikt tu nie wejdzie? – słyszę, jak zamykają się drzwi sypialni, odcinając odgłosy imprezy.
– Pewien, mała. To czysty ekstrem!
– Ojej, tak mi się to podoba! A jeśli ktoś się domyśli?
– Każdy ma to w dupie, jeszcze nie załapałaś?
– A ty?
– Ja też!
– Wszystkich?
– Teraz – tak…
No, to wdepnęliśmy! Ale najgorsze nie są nawet ich debilne, namiętne wzdychania i gadki, tylko to, że wąskie drzwi garderoby są zrobione z poprzecznych listewek, coś jak żaluzje. Alicja wciąż widzi łóżko przed sobą i ten cały spektakl. A sądząc po tym, jak ta dwójka jest nakręcona, przedstawienie zapowiada się na brudne i ordynarne. Na nic więcej tych dwoje nie stać.
Przesrana sytuacja. Gorsze może być tylko przyłapanie przez rodziców na czymś podobnym.
Nadal zakrywam usta Alicji ręką i nachylam się do jej włosów.
– Chcesz, żebym wkroczył? – pytam cicho.
– Nie! – wypuszcza bezgłośny wydech prosto w moją dłoń, ale słyszę go. I czuję, jak jej palce wbijają się w moje udo. „Nie” – szarpie podbródkiem, a ja widzę, że zupełnie nie radzi sobie z szokiem.
Odgarniam włosy z jej ramienia i nachylam się do ucha.
– Zamknij oczy! – nie proszę, a żądam szeptem, muskając ucho wargami. – Zamknij je, Śniegu, i zapomnij o nich! To cudze życie, już nie twoje, słyszysz? To tylko dwa marne robaki! Przejdziesz po nich i pójdziesz dalej.
Alicja drży, jakby stała na wietrze i było jej lodowato. Już wcześniej stałem blisko, ale teraz przysuwam się całkiem – tak, żeby czuła moją pierś. Zsuwam dłoń z jej twarzy i obejmuję ją pod szyją, przyciskając do siebie w pragnieniu, by ją ogrzać i nie puszczać.
Nie chcę, żeby słyszała teraz to, co dzieje się w sypialni, i myślała o innym facecie. Chcę, żeby myślała o mnie. Zawsze!
Ucho Śnieżnej jest delikatne i chłodne, z małym złotym kolczykiem z niebieskim kamyczkiem, pod kolor jej oczu. Nie muszę tego widzieć, wiem to i dotykam go.
Moje usta są o wiele cieplejsze niż jej skóra. Milknę, ale nie przestaję muskać wargami jej ucha. Słuchając bicia własnego serca, ostrożnie ogrzewam Alicję swoim oddechem. Obniżam głowę i dotykam ustami jej policzka. Przesuwając wargami wzdłuż kości policzkowej, wracam do ucha, by chwycić je już śmielej i spróbować językiem.
Alicja pachnie obłędnie i idealnie układa się w moich ramionach. Jej miękkie włosy łaskoczą mnie w twarz, a palce nie puszczają mojego uda. Stoimy tak blisko, jak nigdy wcześniej, a poczucie zamkniętej przestrzeni i ciemności, w której się znaleźliśmy… fakt, że to „ona” jest tu ze mną… sprawia, że zaczynam tracić zmysły.
– Alicja…
Tak, wiedziałem, że właśnie tak to będzie wyglądać – mrowienie w dłoniach od samego dotyku i uczucie czystego raju. Sam zamykam oczy i mam gdzieś wszystko, co dzieje się wokół. Tyle razy się kłóciliśmy, ale ani na chwilę nie przestałem jej pragnąć i teraz po prostu nie potrafię nad sobą zapanować. Kiedyś powiedziałem Śnieżnej, że jeśli mi pozwoli, zajmę się wszystkim sam – i nie żartowałem.
Przy niej nie potrzebuję rozmów ani gry wstępnej – po prostu tracę hamulce.
Tchórzliwy Śniegu, czy jeden pieprzony rok może mieć dla nas jakiekolwiek znaczenie? No dlaczego on, ten cholerny idiota, a nie ja? Dlaczego?!
Ta myśl nie daje mi spokoju, więc nie spieszę się, całując jej szyję, wypadając z rzeczywistości i obejmując ją. Niepostrzeżenie zsuwam dłonie na jej udo i brzuch. Przysuwam się bliżej, wsuwając dłoń pod sweter i gładząc chłodną skórę pod piersią, wciąż ją ogrzewając i przyzwyczajając do siebie. Czyniąc ją moją.
Skąd ta myśl? A jakie to ma znaczenie! Ważne, że nic we mnie się temu nie opiera. I Alicja też mi się nie opiera, gdy moja dłoń wędruje pod jej spódniczkę i ściąga rajstopy do połowy uda. Gdy dotykam Śniegu tak, jak mogłem tylko marzyć, i sam sobie nie wierzę.
Ma wąską talię i jedwabiste udo pod moimi palcami. Moja dłoń spoczywa na nim, boję się ruszyć dalej, a jednocześnie nieprawdopodobnie tego chcę. Ona już nie drży. Słyszę, jak Alicja oddycha szybko, płytko i zamiera pod dotykiem moich warg. Jak lekko wzdryga się, ale nie odsuwa, gdy wsuwam dłoń pod jej stanik i nakrywam dłonią pierś. Unosi podbródek, opierając się ramionami o moją pierś, kiedy pod spódniczką wsuwam palce pod jej bikini. Trzymam wargami jej policzek i pozwalam sobie na to, czego pragnę najbardziej – poznać ją tam.
Nigdy nie miałem problemu z zagadaniem dziewczyny, ale teraz słowa wydają się zbędne. Tak samo jak obce dźwięki. Słyszę własne serce i czuję pod ręką serce Alicji – bije mocno, wyganiając z niej ostatnie resztki chłodu. А wraz z nim i strach. Tutaj, w półmroku cudzej garderoby, okazała się o wiele odważniejsza niż we własnej sypialni.
Śnieżna ma niewielkie, ale jędrne piersi z twardymi sutkami. Jest jedną z tych rzadkich dziewczyn, w których kruchość idealnie łączy się z kobiecymi krągłościami – nie bez powodu Romka wścieka się, gdy kolesie gapią się na jego siostrę. Ale ja zakochałem się w niej wcześniej, kiedy była jeszcze chudzielcem z warkoczem, mojego wzrostu, i przychodziła do klasy młodszego brata sprawdzić, czy znowu się z kimś nie pobił.
A bił się – ze mną. I lubiłem odpowiadać zuchwałością na jej szeroko otwarte, niebieskie oczy. Czasem zagubione, gdy to mi obrywało, czasem surowe – gdy Romce. Ale dzięki temu mnie zauważała. Tak często, że w końcu przyzwyczaiła się do moich wizyt w jej domu i nauczyła się mojego imienia.
Chciałbym słyszeć je z jej ust częściej.
– Rusłan… – szepcze na wydechu, bo przekroczyłem wszelkie granice i pieszczę ją teraz palcami tam, gdzie jest wilgotno i gorąco. Gładzę ją dłonią między gładkimi udami, sam poruszając się przy jej biodrze w rytm tej pieszczoty.
– Nie wolno, słyszysz… Nie możemy!
– Możemy. My już uprawiamy seks, Śniegu, i to jest najlepsza rzecz pod słońcem.
Odpowiadam cicho, wodząc językiem wokół jej ucha. Czuję, jak drży, ale już nie z zimna, a od moich zbyt śmiałych dotyków. Chcę ich więcej, chcę jej więcej dla siebie. Nie tylko czuć Alicję, ale i ją widzieć. Od tak dawna mam na jej punkcie obsesję.
Koksik Rybacki ze swoją panienką już się zmył. Niedługo wrzała ta ich namiętność – nie minęły nawet dwie minuty, a wszystko zgasło. Idiota tak się spieszył, żeby spuścić nie tylko napięcie w gaciach, ale i cały ten związek do kibla, że nawet nie pomógł dziewczynie wstać z łóżka. Kretyn!
Alicja tego nie widzi, nie pozwalam jej tego zobaczyć. Ale to, co dzieje się między nami, to dla niej zbyt wiele. Prosi:
– Rusłan, proszę, nie tutaj.
– Ale pójdziesz ze mną?
– Tak.
– Alicja? – boję się w to uwierzyć.
– Tak!
Zabieram rękę z jej piersi i odwracam Śniegu twarzą do siebie. Patrząc w jej ukrytą w cieniu twarz, nachylam głowę i całuję ją w usta. A ona odpowiada. Przecież nie zwariowałem? Odpowiada z pożądaniem, nie mniej namiętnie niż ja, przyciągając się do mnie i kładąc dłoń na mojej szyi.
Uwielbiam jej usta, nikt takich nie ma. Miękkie i soczyste, z tą wabiącą świeżością. Całuję je, dopóki w garderobie nie braknie powietrza.
– Och, Mardżanow – odrywa się ode mnie pierwsza – daj mi chwilę przerwy, bo się uduszę! Często praktykujesz całowanie się w szafie?
Alicja jest w porządku i wydaje się zdziwiona tym, co się stało, nie mniej niż ja, ale nie zabiera ręki z mojego ramienia i nie odsuwa się. Moje oczy przywykły do półmroku i przysięgam, że widzę blask w jej spojrzeniu.
– Nawet jako smarkacz bym na to nie wpadł! – przyznaję szczerze i uśmiecham się. – Tylko z tobą wszystko jest możliwe. Chodźmy!