Capítulo 5
Rozdział 3, część 2
Wyciskam piankę na dłoń i nachylam się nieco ku niemu, by nanieść ją na skórę. Nabierając preparat na palce, ostrożnie dotykam brzucha Rusłana, a on zamiera pod moją ręką, wstrzymując oddech i unosząc klatkę piersiową.
A może tylko mi się zdaje, że zamiera, zamieniając się w samo skupienie, bo cisza w kuchni jest ogłuszająca, a dotyk wydaje się znacznie bardziej intymny niż nasz nieudany pocałunek.
– Boli?
– Nie. Czysty raj, Śniegu! Od twoich rąk delikatniejsze mogą być tylko twoje usta. Nie przestawaj, maleńka. Tak cudownie pachniesz. Co to, fiołek? Kurwa, nie mam pojęcia, jak pachną fiołki, ale wiem, jak pachniesz ty!
O Boże. Aż strach pomyśleć, jakim uwodzicielem stanie się ten chłopak, gdy dorośnie – on za nic ma wszelkie granice! Ale to, co sama czuję, sprawia, że wpadam w popłoch. Niczego podobnego nie odczuwam, gdy dotykam Włada, o niczym takim nie myślę.
I nie tracę zdolności mówienia, słuchając w ciszy naszych oddechów.
Rusłan nagle dotyka moich włosów i zdejmuje z nich spinkę, sprawiając, że wciąż wilgotne pasma rozsypują się po moich plecach i ramionach. Natychmiast odrywam palce od jego brzucha i prostuję się, tracąc ostatecznie głos. Zastygam, czując rzadki żar zawstydzenia na policzkach – tak gorący jest dotyk Rusłana.
– Przestań.
– Co?
– Sam wiesz.
– Nie mogę.
Podnoszę głowę, czując ciężar rzęs, by spojrzeć mu w twarz.
Teraz naprawdę nie mam głowy do jego gierek. To wszystko to za dużo! Jeśli chce się bawić, musi wrócić do Romki. Obaj są siebie warci.
Ale twarz Rusłana jest poważna i zadziwiająco skupiona, choć mówi całkowicie w swoim stylu:
– Chryste, Śniegu, jakie ty masz teraz ciemnoniebieskie oczy. A w dzień są błękitne. Ciekaw jestem, jakie są w nocy… Może zgasimy światło? Sam wszystko zrobię, tylko mi pozwól.
Stoi pół kroku ode mnie i opuszcza ciemny wzrok na moje usta, a potem na szyję, oglądając mnie bez cienia wstydu. Mam na sobie bluzę, a pod nią nic. Nie mam w zwyczaju zakładać stanika po prysznicu, jeśli kładę się spać. Pod bezczelnym spojrzeniem chłopaka sutki mi twardnieją, wbrew mojej woli odznaczając się pod materiałem. Ja sama stoję bezradnie, po raz kolejny sparaliżowana jego otwartością i oczami w kolorze jagód, w które gdy patrzy się z bliska, można stracić kontakt z rzeczywistością.
Rusłan podnosi rękę i chwyta za suwak mojej bluzy. Przełyka głośno ślinę, łapczywie patrząc na moją szyję, i powoli ciągnie zamek w dół, rozpinając bluzę coraz niżej.
W jednej dłoni ściskam butelkę panthenolu, na drugiej mam piankę na oparzenia, którą jeszcze przed chwilą smarowałam mu brzuch. Tą dłonią umazaną w piance, sama nie wiedząc jak, uderzam go w policzek, sprawiając, że zamyka ciemne oczy i mnie puszcza.
Odskakuję do tyłu, ale serce wali mi jak szalone, z wysiłkiem pompując krew w żyłach.
– Alicja…
Ale ja już się odwróciłam i wrzucam butelkę do szafki. Wycierając rękę w ściereczkę, siadam przy stole przed laptopem, nie będąc w stanie wydusić słowa po tym, co się stało. Nie mam nawet siły na kłótnię.
Czekam, aż wyjdzie. Nie będzie już żadnej „pomocy”, ale Rusłan milczy. I nie wychodzi, leniwie ścierając piankę z twarzy. Stoi nieruchomo przez jakiś czas, podczas gdy ja próbuję pracować, byle tylko jakoś odzyskać panowanie nad sobą.
„Czy jednak słowo possessed zostało tu użyte w znaczeniu «posiadający» czy «opętany»?” – patrzę w tekst i nie potrafię znaleźć odpowiedzi, bo ledwo ten tekst widzę.
Rusłan podchodzi do zlewu i myje mój kubek. Bywa u nas często, więc znalezienie czegokolwiek w kuchni nie jest dla niego problemem.
Nalewa herbaty i rozgląda się. Zagląda do lodówki, po czym wraca do szafki, wyjmuje chleb i butelkę oliwy. Przysuwa toster. Włącza go, robi dwa tosty, skrapia je oliwą i smaruje jedynym awokado, które znajduje na stole, nie zapominając o posoleniu wszystkiego. Stawia przede mną najpierw talerz z tostami, a potem herbatę.
– Trzymaj, Śniegu. Z miodem i imbirem, tak jak lubisz. A to zamiast kolacji. Są smaczne, spróbuj. Moja matka ma bzika na punkcie zdrowego odżywiania, je to co rano.
Wzdycha niemal z żalem:
– Choć chętnie nakarmiłbym cię czymś konkretniejszym. Alicja?
Wciąż jestem oszołomiona jego gestem, ale poczęstunek wygląda całkiem apetycznie i nie potrafię go zignorować.
Jednak nawet przysunąwszy do siebie kubek, uparcie gapię się w laptopa, żeby nie widzieć niemal pod samym nosem jego nagiej klatki piersiowej – wysportowanej, twardej i żylastej. Gorącej nawet na odległość, o czym świadczy niesłabnący żar na moich policzkach.
– Słyszę. Dziękuję.
– Nie ma za co. Żaden problem.
– Tak będziesz stał? Nie umiem jeść, gdy ktoś się na mnie patrzy.
– Mogę usiąść, ale to ci się nie spodoba. Będę jeszcze bliżej.
– Nie, pracuję.
– Tak myślałem.
Rozgląda się i odchodzi od stołu. Podchodzi do kuchenki, podnosi pokrywkę garnka i zagląda do środka, szturchając mięso łyżką.
– Szlag, jak to się gotuje? A raczej: jak niczego nie spieprzyć?
– Nie trzeba – odzywam się. – Sama to zrobię.
– E tam, spróbuję. To przecież pikuś. Google w dłoń i jazda! Muszę tylko przypomnieć sobie, czego z twoim bratem jeszcze nie wyżarliśmy w tej kuchni, i to znaleźć. O, spaghetti… Mam! I ryż! Alis, co wolisz? Wybieraj z tej dwójki, nic innego nie ma!
Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co i jak Rusłan zamierza pichcić, i już mam mu odpowiedzieć, że jest mi wszystko jedno, gdy do kuchni nagle wpada Romka. Wchodzi boso, w samej koszulce, rozdzierając swoją obecnością aurę napięcia, którą czuję, i pozwalając mi wreszcie spokojnie odetchnąć.
– Ej, stary! Gdzieś ty przepadł? – zwraca się do kumpla. – Załadowałem już wszystko bez ciebie. Zostało odświeżenie sterowników, właśnie się dociągają, i można odpalać program. Testujesz?
– Potem. Głodny jestem – odpowiada Rusłan. – Widzisz, zupę pichcę. No, coś w tym stylu – burczy pod nosem.
– Mardżanow – oczy Romki robią się okrągłe i wiem dlaczego – upadłeś na głowę? Jaka zupa? W realu nie da się ciebie zmusić do pokrojenia chleba, a co dopiero do obierania ziemniaków. Przecież to ty dzisiaj zbijałeś bąki, gdy ja smażyłem jaja z kiełbasą.
– Ja – Rusłan wzrusza nagimi ramionami, nawet nie myśląc o kłótni. – Ale ty nie porównuj, Śnieżny. Twoja siostra każdego zmusi do tego, czego akurat chce. Zacząłem jęczeć, że jestem głodny jak wilk, a ona: bierz się sam do roboty. Chłop jesteś, Mardżanow, czy co? No to teraz, póki zupy nie ugotuję, nie wyjdę. Ty instaluj, co tam trzeba, zaraz przyjdę.
– Alicja? – dziwi się brat, zerkając na mnie, ale zaraz przyznaje mu rację: – No, w sumie ona potrafi. A dlaczego jesteś na golasa?
Słysząc pytanie, spinam się, ale Rusłan odpowiada spokojnie:
– Chciałem uwieść twoją siostrę, ale ona uważa, że jestem małoletnim kretynem, któremu pampers jeszcze od dupy nie odpadł. Krótko mówiąc: spławiła mnie.
Romka docenił żart i uśmiecha się. Ja natomiast z trudem przełykam kęs tosta.
– Prawidłowo uważa – słyszę odpowiedź brata. – A tak serio?
Dosyć tego. Tego mi jeszcze brakowało – być centrum rozmowy dwóch facetów, siedząc z nimi w jednym pokoju.
Wstaję i zatrzaskuję laptopa. Wsuwam go pod pachę, biorę talerz z tostami, kubek i kieruję się do drzwi.
– A tak serio, Romku, to niechcący oblałam Rusłana gorącą herbatą, oparzyłam go i zniszczyłam mu koszulkę. Proszę, daj mu swoją. Jak będziecie wychodzić, wyłączcie tu wszystko, a ja idę do siebie pracować.
– Alicja, a co z zupą? – woła za mną Rusłan, a ja zmuszam się, by stanąć i spojrzeć na niego.
– Jestem pewna, chłopie, że sobie poradzisz. Na pewno docenię twoje starania… rano! A tymczasem będzie wam o wiele weselej beze mnie.
Jednak gdy dwa godziny później zasypiam w swojej sypialni, wciąż nie mogę pozbyć się żaru wewnątrz i nie czuję chłodu. To dziwne uczucie, i zdecydowanie niebezpieczne. Muszę zażyć lekarstwo, żeby uspokoić serce i odpocząć.
Acaba de terminar la última parte de la obra.
¿Qué emociones le dejó?
Comparta sus impresiones en los comentarios: es importante para el autor y ayudará a otros lectores a descubrir esta historia.
La historia continúa ✨
El autor continúa trabajando en nuevos capítulos.
Guarde la obra en su biblioteca y suscríbase al autor para recibir las actualizaciones primero.