SOVABOO

Siedem fałszywych randek!

Ch. 6: Rozdział 3, część 2

Rozdział 3, część 2

Capítulo 6/1926%

Aliska schowała tablet i zerwała się ze stołu.

– Ale Den, ty mnie nawet nie wysłuchałeś!

– I nie zamierzam! Usłyszałem „miłość” i usłyszałem „show” – to wystarczy. Powiedziałem nie!

– Potrzebuję tej szansy! Zostałam drugą reżyserką projektu i jeśli pilot wypali, moje nazwisko trafi do produkcji poważnego formatu, a show dostanie najlepsze pasmo prime time! Den, proszę! Od trzech lat pukam do wszystkich drzwi! Potrzebuję mojego pierwszego zawodowego sukcesu!

– Świetnie! Wierzę w ciebie, Alisa. Ale co ja mam z tym wspólnego?

– Walentyn powiedział, że format jest odważny i można go przetestować w odcinku pilotażowym. Ale potrzebny jest jeszcze jeden uczestnik. Taki, który nie jest nastawiony na poważny związek. Nie po to, żeby przegrać, tylko żeby utrudnić zadanie... nieważne komu! To show jest grą, w której uczestnicy będą walczyć o zwycięstwo, próbując stworzyć parę i przekonać widzów do swojej miłości. I wygra ten, komu widzowie uwierzą. A nagroda, Denis, jest baaardzo konkretna! Zaczęłam wymieniać opcje... i wtedy mnie olśniło.

– Olśniło?! – znowu spojrzałem na siostrę, przeczuwając katastrofę.

– Tak! Powiedziałam, że mam brata. Świetny wygląd, mądry, zadziorny, charyzmatyczny, z uroczym uśmiechem i poczuciem humoru!..

– Nie!

– ...a do tego ukryty intelektualista i dobry sprinter, więc praktycznie nieuchwytny dla strzał Kupidyna. Idealny kandydat!

Brwi powędrowały mi w górę, a szczęki się napięły.

– Aliska, żartujesz sobie ze mnie?! Nie mogłaś mnie im wcisnąć!

– Odprowadzałam cię do przedszkola i wycierałam ci nos! Nawet czytać cię nauczyłam! Pamiętasz, jak w ósmej klasie wyciągnęłam cię z urodzin, na których chciałeś przekłuć sobie ucho kapslem od puszki piwa?! Wtedy się na mnie wściekałeś, ale potem powiedziałeś dziękuję! A teraz dorosłeś i nie chcesz wyświadczyć mi maleńkiej... No naprawdę maaalutkiej przysługi!

Aliska złożyła przed sobą palce, zupełnie jak Koszkina dzisiaj na sali sportowej, kiedy sugerowała malutki rozmiar nie wiadomo czego, i pstryknęła mnie nimi w nos.

– A wystarczy tylko, Den, powiedzieć „tak” i pójść na siedem randek. Nawet nie musisz się zakochiwać! Bierzemy pary i tworzymy romantyczną sytuację, jeśli pojawi się chemia – będzie sukces, jeśli nie – widowisko. Ty po prostu przychodzisz i działasz tak, jak umiesz, a ja reżyseruję! Obiecuję, wszystko będzie piękne i romantyczne!

– Nie!

– Tylko tydzień, diabełku! Już wypełniłam twoją ankietę i... i dałam Walentynowi twój numer telefonu.

Natychmiast zerwałem się na równe nogi, mając nadzieję, że się przesłyszałem.

– CO ZROBIŁAŚ?!! – ryknąłem na cały pokój.

Aliska złożyła ręce na piersi w błagalnym geście i z poczuciem winy zatrzepotała rzęsami.

– Denis, to samo wyszło! Słowo honoru! Po prostu pomyślałam o tobie i... bach!.. idealnie wpisałeś się w ankietę i horoskop!

– Aliska, do cholery! To już jest przekroczenie granic, nie wydaje ci się?! I wszystkich naraz!

– Wydaje! Masz absolutną rację! Ale co, jeśli naprawdę... się zakochasz? Hm, Den?

Wypuściłem powietrze... i znowu nabrałem go w płuca, rozdymając nozdrza.

– Nie, ty jednak robisz sobie ze mnie jaja, starsza... Masz setkę znajomych, dlaczego ja?! Jest masa innych facetów chętnych do udziału w głupich show! Czy ja wyglądam na idiotę, który będzie się z kimś przytulał przy romantycznych skrzypcach, ślinił tęsknie na widok ładniutkiej dziewczyny i żuł burgera przed kamerami? U mnie nawet w realu takie rzeczy nie przechodzą!

– No, zawsze zdarzają się wyjątki. A poza tym skąd możesz wiedzieć, że dziewczyna ci się nie spodoba?

– Ona. Mi. Się. Nie. Spodoba! Do takich show nie przychodzi się po uczucia, tylko po popularność – nie urodziłem się wczoraj! Tam wszyscy mają wszystkich gdzieś! Bajki to wy pokazujcie widzom!

Palec siostry natychmiast wzleciał w reżyserskim geście, a w spojrzeniu zapaliło się oczekiwanie.

– Właśnie o to chodzi – więcej ekspresji, Den! Nawet złościsz się epicko, w głosie pojawia ci się taki seksowny warkot, że aż chce się to uwiecznić... – Aliska wskazała palcem w stronę swojej sypialni i przymrużyła oko. – Poczekasz sekundkę, skoczę po kamerę? Szybciutko!

– Stać!

– Stoję.

Wypuściłem powietrze. Chwyciłem ze stołu kubek z kawą i dopiłem jednym haustem. Po prostu po to, żeby nie wylać jej siostrze za kołnierz.

– Dobra, postawmy sprawę jasno, Alis – walnąłem kubkiem o stół. – Wszystko, czego szukam, to zniżka na pizzę, dobra playlista na siłownię i czasem ktoś, z kim można się przespać. Tyle! Rozeszliśmy się i zapomnieliśmy. Nie szukam miłości i nie chodzę na randki. Chemii nie będzie!

– A mnie się wydawało, że zawsze chciałeś wyjść z cienia „tego słynnego Demonca z kaloryferem”, czyż nie? Kto mi pół życia wierci dziurę w brzuchu o nowości książkowe?

Zamarłem.

– To teraz, Alis, zabolało.

Aliska opuściła ręce, a jej broda nagle zadrżała. Pokręciła głową – niemal niezauważalnie, ale nagle zobaczyłem w jej oczach błysk łez. Prawdziwy. Nie teatralny, w stylu „rozczul brata za smaczną muffinkę”, tylko cichy, zmęczony, jak po długim maratonie.

Moja siostra mogła zapomnieć o kolacji, uwierzyć w pomysł od pierwszej sekundy, oddać najlepsze buty przyjaciółce i o nich zapomnieć. Mogła śmiać się z siebie w dniu porażki i nie pamiętać o własnych urodzinach – ale nigdy nie traciła nadziei i nie przestawała marzyć.

Nawet kiedy ją wykorzystywano. Nawet kiedy myliła się co do ludzi. Nawet kiedy zostawała sama.

– Nie, Denis, to nie boli – powiedziała nagle cicho, usuwając z głosu nuty prośby. – Boli, kiedy harujesz trzy lata, a w napisach sprowadzają twoje nazwisko do „asystentki”. Kiedy twój scenariusz oddają komuś innemu, bo odmówiłaś kolacji z producentem w osobnym pokoju hotelowym, ze wszystkimi konsekwencjami. Kiedy zwalniają cię „za brak kompetencji”, choć tak naprawdę za policzek, którym zatrzymałaś bezczelną rękę pod swoją spódnicą.

Wypuściła powietrze, przysunęła do siebie moje krzesło, które przejechało małymi kółkami po podłodze, i usiadła na nim. Poprawiwszy włosy, spuściła wzrok.

Teraz przede mną siedziała nie optymistka Aliska z masą pomysłów i planów, tylko młoda kobieta, która zbyt wcześnie musiała bronić samej siebie. I najwyraźniej zbyt często, skoro zdecydowała się o tym opowiedzieć.

– Boli, Den, kiedy widzisz, jak po tylu wysiłkach moje marzenie rozsypuje się jak domek z kart, a projekt trafia do innych. Bo jeśli już mamy mówić szczerze... o to show będzie się toczyć walka i boję się przegrać. Boję się, że nie dam rady i stracę szansę, by zostać samodzielną reżyserką. Jesteś jedyną osobą, która pomoże mi wszystko kontrolować, jeśli coś pójdzie niezgodnie z planem. Jedyną, której będę mogła zaufać.

Aliska podniosła głowę i całkiem szczerze sama zrobiła minę kota ze Shreka. A potem cicho, z zabójczą szczerością, wyszeptała:

– Proszę.

Moja starsza siostra. Niezbyt dorosła, często uparta... narwana, dumna, hojna i nieskończenie bliska.

I gdyby w tej chwili ktoś podał mi scenariusz, w którym główny bohater o kamiennym sercu odwraca się chłodno i mówi „nie”, spaliłbym go. Bo w życiu, dziwnym trafem, nawet nieczuli ludzie mają swoje słabości.

I moja słabość siedziała teraz w piżamie w jelenie, z serwetką w ręce i z najgłupszym, najszczerszym pytaniem na ustach:

– Diabełku, przecież mnie kochasz?

Capítulo 6 / 19