Rozdział 1
– Ona nie ma mamy, Wiera. Tylko Griszę i babcię.
Dzisiaj rozumiem, że takie pytanie zabrzmiało nietaktownie. Że gdyby ojciec trzymał się pewniej przy żonie, nikt nie odważyłby się go zadać, a wtedy... A wtedy odpowiedział tak, jakby córki nie było obok, rzuciwszy małżonce krótkie spojrzenie.
– Tak, Nastia mieszka z moją matką, tak jest jej wygodniej. Rodzinny dom, szkoła, przyjaciele, no, rozumiecie... Niech tak zostanie.
– Dobrze chociaż, że nie sierota, ojca ma.
Tak, ma. Najwyraźniej rozumieli to wszyscy oprócz mnie. Ale mnie nikt nie pytał, a rozmowa przy stole potoczyła się dalej. Ten dzień był zbyt trudny, bardzo długi i pełen niepokoju o los babci; po prostu nie przywykłam do takiej uwagi. Otwarta i na pozór życzliwa, była równoznaczna z torturą, i przez całą kolację tuliłam się do rogu stołu, drapiąc widelcem pusty skrawek talerza, i owijałam się kardiganem. Starając się nie patrzeć w stronę nieznajomych nastolatków ani przybranego brata, który nie spuszczał ze mnie niechętnych, szarych oczu.
Wszystko skończyło się po jakichś dwóch godzinach, kiedy Galina Jurjewna, odprowadziwszy gości i zaakceptowawszy krzątaninę męża przy sprzątaniu ze stołu, powiedziała:
– Jak widzisz, Nastia, dom mamy nowy, zaledwie dwa miesiące temu skończyliśmy budowę i się przeprowadziliśmy, nie wszędzie zdążyliśmy wszystko urządzić i zrobić remont, więc pośpisz na razie w pokoju Stasa. Sypialnia ciepła, z komputerem i łazienką, myślę, że tam będzie ci najwygodniej.
Nie zdążyłam się nawet zdziwić, gdy przybrany brat zerwał się zza stołu, omal nie przewracając krzesła.
– Co-o?! Nie, mamo! Przecież nie mówisz serio?! To jakiś absurd!
Głos Galiny Jurjewny zabrzmiał niespodziewanie surowo, tak że nawet ja nie zwątpiłam w jej decyzję.
– Jak najbardziej serio.
– Ale, cholera! Mamo, to przecież mój pokój! I mój komp, i łazienka, i w ogóle… Tam wszystko jest moje!
– Jeszcze mi pogadaj, właścicielu! Wstydziłbyś się przy siostrze!
– Jaka z niej dla mnie siostra…
Kolejny policzek wyszedł macosze znakomicie, bo przybrany brat od razu zamilkł.
– Taka, jaka jest! Nic ci nie będzie! Pośpisz w salonie na kanapie! Chłop z ciebie nie byle jaki, nie rozsypiesz się.
– Pokój i tak jest mój!
Stali naprzeciw siebie - matka i syn - a ja nawet nie mogłam schować się za plecami ojca.
– Widać nie dowychowałam cię, Stasiek. Przestań mi tu urządzać histerie! Ja tego nie znoszę! Tak bym ci skórę złoiła, ty łajzo, tylko przed Nastią mi za ciebie wstyd. W tym domu twoja jest jedynie skóra naciągnięta na tyłek. Znasz mnie - nie będę patrzyła na to, że wyrosłeś, tak cię pasem przeciągnę, że popamiętasz!
– No, dzięki, mamo.
– Proszę bardzo! I dobrze by było, żebyś częściej pamiętał o synowskiej wdzięczności. Zwłaszcza kiedy prosisz o pieniądze na nowy telefon i nowe ciuchy.
– Grisza!
No proszę, ojciec jednak był obok.
– Tak, Gala?
– A ty czego stoisz jak kołek, Matwiejew? Zanieś już dziecku torby na górę! Ile można męczyć córkę!
Pokój przybranego brata znajdował się na drugim piętrze. Milcząco weszłam po schodach za ojcem i zatrzymałam się na progu cudzej sypialni, nie odważając się wejść. Zresztą ojciec też się zawahał, nie spiesząc się z otwarciem drzwi.
– Gala trochę się zagalopowała w sprawie tej sypialni – powiedział niepewnie, głośno westchnął i spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach. – No ale dobrze, wejdź, Nastia. Powiedziane, że tutaj, to znaczy, że tutaj będziesz się urządzać. Z Galiną Jurjewną w tej kwestii nie wygrasz…
Wszedł, postawił torbę przy drzwiach, niezgrabnie rozejrzał się dookoła… Uznał za stosowne włączyć górne światło… i wyszedł, burknąwszy na pożegnanie ciche i zmieszane: „Odpoczywaj”.
Pokój rzeczywiście okazał się ciepły, tak jak mówiła macocha. Po dniu spędzonym w podróży czuło się to niemal skórą. Nieduży, przytulny i jakiś nowoczesny jak dla mnie, choć nieposprzątany, w chłopięcym bałaganie. W starych kozaczkach przemokły mi nogi i teraz, patrząc na nowy jasny dywan na podłodze, nagle zmartwiłam się, że na pewno go ubrudzę, jeśli wejdę. Pomyślałam też, że nie zdołam wysuszyć kozaczków, a więc jutro do szpitala, do babci, będę musiała iść w mokrych butach. Wciąż stałam na progu cudzego pokoju, niezdolna do końca uświadomić sobie wszystkiego, co mi się przydarzyło, i zebrać odwagi, by wejść do sypialni przybranego brata, kiedy czyjaś ręka dotknęła mojego łokcia…
Ten dotyk, niespodziewanie gorący, odezwał się strachem w każdej komórce mojego napiętego od niepokoju i lęku ciała. Zadźwięczał paniką w sercu, a ja odwróciłam się ku macosze, ku jej uważnemu szaremu spojrzeniu, drgnąwszy w ramionach i dłonią łapiąc krzyk na swoich ustach.
– Przepraszam…
Milczała, ale wprowadziła mnie do pokoju stanowczo, obejmując palcami szczupły nadgarstek. Posadziła na łóżku, chwilę postała nade mną i usiadła naprzeciwko, odwróciwszy obrotowe krzesło od komputerowego biurka syna.
– Nastia, posłuchaj…
– Tak? – Od przeżyć i zmęczenia zaczęły mną wstrząsać dreszcze, ale i tak nie mogłam oderwać rąk od kolan, żeby objąć się i choć trochę ogrzać. Walcząc ze wstydem i zażenowaniem, podniosłam oczy na kobietę.
– To ty mi wybacz, dziewczyno. Nie tak powinno się witać pasierbicę, ale taka już z nas rodzina. I ja też nie umiem tak od serca… Wszystko wychodzi jakoś na szybko, z doskoku, nie jak u ludzi.
Umilkła, znów mi się przyglądając, potem głośno westchnęła:
– Nie rozumiem, dlaczego Grisza nigdy o tobie nie mówił? Nie przedstawił cię wcześniej? Czyżbym sama coś przeoczyła?.. Czasami wydaje mi się, że nie znam własnego męża.
W wieku piętnastu lat usłyszeć taką prawdę od obcego człowieka boli tak samo jak w wieku dwudziestu, dlatego niezgrabnie wzruszyłam ramionami i spuściłam wzrok, chowając pod rzęsami nieproszone, kłujące łzy.
– Dobrze, poradzimy sobie, Nastia, nie martw się. Najważniejsze, że teraz wiem. A na mojego Staśka nie zwracaj uwagi. Rozpieściłam go, sama zrobiłam z niego paniczyka. Wychowywał mi się sam jeden, bez ojca i babć. Ja mam pracę, nie mam kiedy głowy podnieść. Zawsze wszystko dla niego było: nianie, prywatne przedszkola i korepetytorzy, szkoły sportowe. Równowagę wychowania przywracałam samym pasem. Za to kiedy przetrzepię pasożytowi tyłek, chodzi jak w zegarku! Jak po sznurku! A tutaj, patrzę, zapomniał, jak należy rozmawiać z matką. Za to uczy się, dzięki Bogu, normalnie, nie tak jak ja w swoim czasie. W przyszłym roku planujemy zdawać na uczelnię techniczną. Będziemy ostatecznie robić ze Staśka człowieka. To ja, dziewczyno: zawodówka, bazar, smażone pierożki. Potem pierwszy stragan, drugi, trzeci… Punkt gastronomiczny, pierwsza kawiarnia. Powiem szczerze: nie było lekko. Lata dziewięćdziesiąte, szalejąca przestępczość, a ja sama bez męża, jeszcze za dziecko odpowiedzialna. Aż trudno uwierzyć, przez co trzeba było przejść. Trzeba było i własnego dobra bronić pięściami, i stawiać się na spotkania z bandziorami. Za to teraz mam własny zakład piekarniczy, pierwszy w obwodzie. Znana sieć piekarni. W sąsiednim obwodzie buduję właśnie nowy zakład. No i jeszcze coś tam w zanadrzu oczywiście jest. Więc ty, Nastia, jeśli czegoś potrzeba, nie krępuj się, powiedz ojcu, pieniądze dam. Po prostu nie mam do tego głowy, rozumiesz? Czasem wieczorem własnego imienia nie mogę sobie przypomnieć, a co dopiero poświęcać uwagę rodzinie.
– Tak.