Capitolo 33
Rozdział 33
Staje się tak cicho, że słychać trzask ognia, gdy się wypala.
Ramiona - nagie, ciepłe, obce. Cienkie, silne, pulchne... Dłoń z łatwością dotyka podbródka, włosów, policzków - gładko ogolonych i kłujących. Niczego nie czując, nikogo nie rozpoznając. Fryzura na jeża, ogon, grzywka - twarda, wystylizowana żelem w formie "kolców", kręcone grzywki ... Voropaev ma cienkie blond pasma, a kiedy dotykam podobnych włosów, natychmiast odsuwam rękę, by zrobić krok dalej w całkowitej ciemności. Nie, zdecydowanie potrzebuję oczu, wszystko wydaje się tak podobne i bez twarzy pod moimi rękami. Wszystko jest takie podobne i bezosobowe. Teraz jestem pewna, że nie rozpoznałabym nawet mojego ojca...
Stoi w ósmym rzędzie. Ten, którego dotyk sprawia, że moje serce przyspiesza, a palce zamarzają na moim ramieniu. To jak porażenie prądem. Ostre ukłucie wrażeń, które jeszcze chwilę temu spały w ślepym świecie ciepła ciał innych ludzi, tak beztroskich i obojętnych. Jeśli wcześniej stałam bokiem, teraz odwracam się całkowicie, by spotkać się z uczuciem, które wepchnęło się w moją klatkę piersiową gorącą falą, nagle sprawiło, że moje nogi stały się niepewne i zaparło mi dech w piersiach.
Gorąca skóra. Silne, silne ramiona. A teraz moja druga ręka sięga do nich, by się dowiedzieć, znaleźć, poczuć... Tak wiele razy chciałam ich dotknąć. Dotknąć go. Przejechać dłońmi po gładkich mięśniach, pogłaskać jego szyję, twarz...
Zapominam o ludziach, o wakacjach. O tym, dlaczego tu jestem. Głaszczę jego czoło, jego uparte kości policzkowe i przesuwam palcami po jego ustach... Zostawiam dłoń, która lekko drży, na jego policzku, drugą rękę chowając w jego włosach - gęstych, upartych, a jednocześnie tak miękkich z tyłu jego głowy.
Jak się okazało, świat wrażeń dotykowych jest pełen życia, a ja z wdzięcznością pozwalam sobie rozpłynąć się w nim na kilka minut. Prawdopodobnie zachowuję się dziwnie dla ludzi wokół mnie, testując ich cierpliwość, nasycając się nowymi emocjami - jasnymi, prawdziwymi i bolesnymi w oddychaniu. Wiem, że to zbyt intymne, by dotykać go w ten sposób, ale nie dbam o to, moje dłonie nie dbają o to, co ktoś pomyśli. Znalazły to, czego szukały i nie chcą puścić.
Nie, to nie Voropaev. Nie jest nawet blisko niego, nie mylę się. To on sprawia, że płaczę z bólu, gdy jestem blisko niego, który sprawia, że moje serce ożywa raz po raz, zamiera - i znów wściekle bije... bije.... Ponieważ zawsze, gdy jest w pobliżu, wszystko jest przesadzone. I nawet jeśli nie było go na tym brzegu, kiedy miałam zawiązane oczy, to teraz na pewno tu jest. Przede mną.
Mój przyrodni brat.
- Wybrałem to.
Wiem, że to wbrew zasadom, ale ściągam chustę, by spojrzeć w jego szare oczy, które odbijają blask płomieni w gęstym wieczornym zmierzchu. Jego oczy są tak pełne miłości, że boję się w nie spojrzeć.
- Voropaev! Niech mnie diabli! Jesteś pewien, że masz właściwą dziewczynę? Wygląda na to, że Frol znowu wpakował cię w kłopoty!
- Seryozha, to twoja dziewczyna czy nie? Nawet mi zrobiło się ciężko, widząc, jak bardzo cię szukała.
- Mój!
- Kłamiesz!
Dawni przyjaciele stoją czoło w czoło, gotowi w każdej chwili zadać sobie cios - z wielką ochotą i bez żalu, ku uciesze zdyszanego tłumu. Prawdopodobnie już by walczyli - widać, jak żyły na ich szyjach są sztywne, a podbródki spuchnięte - gdyby nie silne ramiona innych facetów.
Stoję najbliżej innych, całkowicie oszołomiony tym, co się dzieje, chroniony przez szerokie plecy Stasa, i słyszę, jak jeden z chłopaków syczy w twarze nieoczekiwanych przeciwników:
- Kompletnie ci odjebało! Tu są nauczyciele i kilka dziewczyn! Jeśli się ruszysz, będą krzyczeć na cały las! Oboje zostaniecie wyrzuceni z uniwersytetu do diabła! Jeśli chcesz to załatwić, zejdź z plaży! Nie psuj ludziom wakacji. Nie teraz i nie tutaj, zrozumiano?!
- Potapenko, mylisz się. Psujesz wszystkie maliny swoją ideologią! Chłopcy muszą się wyładować, to jasne jak słońce. Dziewczyna wciąż stoi bez pocałunku. Może powinniśmy robić to na zmianę? Żeby nikogo nie urazić? Przecież nie popełniłem błędu. Auć! Tylko żartowałem, Frolov! Ty draniu, rozwaliłeś mi wargę!
- Więc płyń! Do zwycięzcy!" - głosy innych ludzi.
- Zgadzam się! A potem, jeśli zostanie mi sił, nawet jeśli pobiją mnie w twarz, nie będzie to takie straszne. Frol, nie masz nic przeciwko?
Przed sekundą Stas wciąż był trzymany przez kogoś innego, ale teraz już nie. Zrzuca je, odpycha chłopaków i kieruje się w stronę wody:
- Pierdol się!
- Zgadza się! A ty, Sierioża?
- Odezwę się do ciebie, Lukin.
- Seryozha w akcji! Pływanie z nagrodami trwa! ... Jesteś naprawdę silna, kochanie, żeby zmusić Frola do tego...
Brzeg jest łagodny, a fala szeroka. Nie będzie łatwo przepłynąć rzekę w obu kierunkach. Żartują sobie czy co? Nie mogę w to uwierzyć.
- "Jesteś szalona, przestań!" szepcze.
Ale nie dawaj uczniom chleba i masła, tylko zabawę i rozrywkę.
- "Nie martw się tak bardzo, Nastia", prezenterka próbuje mnie uspokoić, "Czy to twój pierwszy raz tutaj? Co roku mamy tu to samo. Ktoś zawsze bierze udział w nocnym pływaniu! I nikt jeszcze nie utonął.
- "Jeszcze nie?" Wstaję na chwiejnych nogach. "Stas, proszę, nie!
Zatrzymuje się nad brzegiem wody. Spogląda za siebie i na mnie. To tylko chwila, ale wystarczy, by złamać mi serce. Ściąga dżinsy i sekundę później, z szerokimi plecami, machając ramionami, podąża za Voropaevem do wody.
- Szalony ...
- Stop! Przestań! I tak cię wygonią! Będziesz tylko przeszkadzał!
Minuty ciągną się w nieskończoność, a uczniowie radośnie śledzą to, co się dzieje. W gęstym półmroku i blasku ognia pływaków nie widać, ale chłopcy z brzegu bacznie obserwują kłótnię. Ktoś w łodzi krzyczy, że pierwszy dopłynął do drugiego brzegu i zawrócił... Nie mogę się ruszyć, oczekiwanie jest tak ciężkie, a ja jestem zbyt skrępowany poczuciem winy i strachem.
Dlaczego poszedłem z Woropajewem? Raczej pomyśleliby, że zwariowałem. Co mnie obchodzą ci wszyscy ludzie? Ale wtedy nie znalazłbym Stasa.
Mętna zasłona zakrywa moje oczy, uniemożliwiając mi spojrzenie w noc, mrugam, a na moje policzki pada gorąca mgła.
- Proszę... Proszę... - powtarzam, nie wiedząc, o co proszę.
- Ale on wróci! "Wróci, nie martw się! - prychnęła dziewczyna - To logika nosorożca, do cholery! Jestem magistrem biologii, więc mogę ci wiele powiedzieć o instynktach i upartej męskiej naturze... Będzie orał ziemię nosem, ale na pewno dopnie swego.
- Co?
- Chociaż nie, - myśli, - bardziej jak woda...
Stas wychodzi z wody pierwszy, zostawiając Voropaeva daleko w tyle, a ludzie na brzegu wybuchają okrzykami, gratulując zwycięzcy, ale ja nikogo nie słyszę. Spoglądam na chłopaka, który zbliża się do mnie niespiesznym krokiem pewnego siebie mężczyzny, nie wstydzącego się swojego silnego ciała i własnej klatki piersiowej, która unosi się z nierównymi westchnieniami. Nie mogę oderwać wzroku od jego twarzy. Od szarych oczu, które odnalazły mnie w tłumie zgromadzonym wokół ogniska i teraz nie spuszczają ze mnie wzroku ani na chwilę.
- "Myślę, że on cię zje, Nastia!" - powiedziała prezenterka. Powiedziała i, oczyszczając drogę, wymknęła się. Wraz z przyjaciółmi i odgłosami imprezy zniknęła poza czasem, w którym Stas i ja znów zostaliśmy sami.
Zwalniając, podchodzi tak blisko, że muszę podnieść głowę, by się z nim spotkać. Muszę zrobić krok w jego stronę i odpowiedzieć szaleńczym biciem serca na jego spojrzenie, które błyska jak roztopiona stal. Odpowiedzieć na oczekiwanie, które mocno i boleśnie pulsuje w mojej piersi, odbijając się tęsknym echem między drżącymi palcami, które niedawno pieściłam i rozpoznawałam z takim pożądaniem.
Stoję tam, oczarowana, napotykając delikatną dłoń Stasa na moim policzku. Bez tchu przyjmuję delikatny dotyk jego wilgotnych palców. Przejeżdża dłonią po moim policzku, opuszczając ją na moją szyję. Wciąż patrząc mi w oczy, głaszcze kciukiem mój obojczyk, zbliżając się do miejsca, w którym rozpaczliwie bije mi puls
- Elf ...
Unosi mój podbródek, drugą ręką rozpuszczając mi włosy. Wplątuje palce w długie kosmyki, pochyla głowę w moją stronę i szepcze:
- Ja też to czuję. Zawsze to czuję, gdy jesteś w pobliżu. Tylko ty.
Jego usta są zwodniczo chłodne i miękkie. Jakby były nieważkie, ledwo dotykają moich ust, jakby nie całowały mnie, ale kradły mój oddech.
- Pozwól mi, Elf. Powiedz tak. Tak długo na to czekałem.
- Tak.
- Nastya ...
Poszarpane westchnienie z niemal bolesnym jękiem. Ręce pędzą na moje nagie ramiona. Stas znów głaszcze mnie po włosach, delikatnie dotyka moich ust... I nagle ściska palce za moimi plecami, przyciągając mnie do siebie. Tym razem znajduje moje usta, które otwierają się na jego spotkanie, by z pełną siłą poddać się jego pragnieniom. Smakując mnie, opadając na mnie, pijąc mnie z rosnącym pragnieniem. Prosząc i żądając pocałunku w zamian.
- Nastya ...
A ja odpowiadam. Tak, jak się czuję. Podnoszę się na palcach i odwzajemniam jego pocałunek, całkowicie poddając się przytłaczającym emocjom. Zgadzam się, by pił mnie z głodną, niemal wściekłą furią. Pozwalam, by jego pragnienie dotknęło mojej duszy, która jest teraz na zewnątrz... A w zamian przyjmuję jego duszę, czując delikatny dotyk wraz z naciskiem jego twardych warg
Nie, to zdecydowanie więcej niż tylko odpowiedź.
- Mówiłem, że to zje!
- Frolov, jesteś silny, chłopcze! Puść dziewczynę, bo ją udusisz!
Nasze nierówne oddechy i bicie serca są jakby na skraju ... A potem świat eksploduje dźwiękami. Krzyki, śmiechy, pohukiwania i przyjazne klepnięcia w ramiona Stasia, który wydaje się teraz tak samo zdezorientowany jak ja.
Tak, nasz czas już nas opuścił, ale jego nici są nadal napięte i nadal dzwonią uczuciami. Tak jak nasze oczy wciąż mówią. Najpierw odwracam wzrok. Odwracam się w zakłopotaniu, patrząc na tłum. Oddychając głośno, przechodzę przez niego, rozpychając go rękami, kierując się w stronę brzegu. Do wody. Tam, gdzie mam nadzieję zrozumieć, co jest ze mną nie tak... co się z nami stało?
- Nastya, czekaj!
Dlaczego jest tu tak wielu ludzi? Myślałem, że jesteśmy sami. Zupełnie sami.
- Proszę, Stas, nie teraz.
Ludzie patrzą na nasze twarze z zaciekawieniem, odsuwają się i rzucają nam zdziwione spojrzenia.
- Nie! Pieprzyć to, Nastia! Natychmiast!