SOVABOO

Tylko ty

Ch. 37: Rozdział 37

Capitolo 37

Rozdział 37

POV Nastia

- Jak powinienem siedzieć? Tak, czy to w porządku?

Nigdy bym nie pomyślał, że mogę to zrobić - wstrzymać oddech na widok silnego mężczyzny z mięśniami brzucha i ciemnymi pachami, które mignęły mi przed oczami. Ścieżka włosów biegnie w dół do jego pachwiny, znikając za paskiem dżinsów, które siedzą nisko na jego biodrach. Dlaczego? Ponieważ wiele razy widziałam innych mężczyzn rozebranych do połowy.

Patrzę na klatkę piersiową Stasa, puls mi przyspiesza i zasycha mi w gardle. Zawsze mi się to zdarza, gdy jesteśmy sami, ale teraz... Ledwo czuję podłogę pod sobą, jestem tak zaskoczona tym, co widzę.

- Tak, nic mi nie jest. Po prostu... Odchyl ramiona do tyłu. Oprzyj się o ścianę i spójrz na mnie.

Jedna sekunda... Dwie. Trzy...

Panie, słyszę, jak tyka - nasz czas, znów jest tutaj, z nami. Przesunął granice wokół nas - do nieskończoności! A w tych granicach znów jesteśmy tylko my i grawitacja - lepka, słodko-gorzka i coraz trudniej się jej oprzeć.

Robi wszystko, o co go poproszę. Odrzuca ramiona do tyłu i opiera tył głowy o ścianę. Wyciąga nogę do przodu, drugą zgina pod sobą, a ręce kładzie swobodnie na biodrach. Patrzy prosto przed siebie, bez wyzwania. Bez wahania pozwala mi zobaczyć swoje piękne i silne ciało. Ciało młodego mężczyzny, które w przeciwieństwie do ciała zwinnego przystojniaka Bonneta, nie wydaje się zbyt gibkie i wesołe, więc to w nim odnajduję potrzebne mi cechy.

Zrelaksowana pozycja. Wtedy nie wiesz, nie czujesz, jak bardzo jest spięty. Zwodniczo zrelaksowany... Teraz jego oczy mówią za niego. Wystarczy w nie spojrzeć, by móc uchwycić Burlaka na skalnej półce. Samotny, jak wiatr targający jego ciemne włosy. Zamarznięty w słonej mgle zimowego oceanu. Mały, boleśnie kłujący, lodowaty, jak wspomnienie, które zżera ci serce.

Tak, dokładnie tak namalowałem mojego Burlaka w wyobraźni. To tych oczu szukałem i wciąż nie mogłem znaleźć. Tak widziałem jego ramiona, szyję, klatkę piersiową, wystawione na działanie żywiołów. Tylko w moich wizjach nie było napisu na jego nagiej klatce piersiowej, co mnie uderzyło. Po lewej stronie. Tam, gdzie bije serce...

Patrzę na niego raz za razem, nie mogąc uwierzyć.

"W moim sercu jest tylko Elf", na gładkiej, opalonej skórze.

"Tylko Elf w moim sercu", kaligraficznym pismem. "Misterne, z niespodzianką - mój pseudonim. Dobra robota.

- Jezu Chryste, Stas, oszalałeś. To jest... to jest tatuaż?!

- Nie.

- Ale co z ...

- Nie dla mnie, Elf. To moje życie i moje serce.

Nie wiem, co powiedzieć, ale odpowiadam całym sobą. Nie rozumiejąc Stasia - okrutnego i złego chłopaka, który kiedyś mnie nienawidził - i nie rozumiejąc siebie.

Nie szukałem tego, zapomniałem o tym, więc dlaczego? Tak głęboko, tak żywy - dlaczego?

Spoglądam w dół, znów na twarz, na kartkę i rysuję. Rysuję, aż robi się ciemno i muszę zapalić światło. Niedbale skręcony kosmyk włosów rozplątuje się, a ja szybko pospiesznie chowam go za uchem - bo nie jemu, nie teraz, nie później. Na razie zamiast słów przemawia natchnienie.

- Stas, chcę ci zadać pytanie. O coś osobistego. Mogę?

Jestem pewien, że odmówi. Pieśń objawienia nie jest o Stasie. Otrząsam się z zażenowania własną śmiałością, ale wciąż plamią mi kości policzkowe.

- Zapytaj. Ale tylko pytanie za pytanie. I za szczerą odpowiedź. I najpierw zapytam ciebie.

- Dobrze.

- Gdzie poznałeś Francuza? Właściwie.

To było niespodziewane. Nie wierzyłeś w to?

Kontynuuję wykonywanie małych pociągnięć rysikiem.

- We Francji, w Wersalu. Tak jak powiedziałem przy stole.

- Jak szybko zaczęliście razem mieszkać?

To drugie pytanie, a głos Stasia twardnieje, ale boję się, że zmieni zdanie, więc po krótkiej przerwie przyznaję się:

- Już pierwszego dnia spotkaliśmy się.

- Jezu, Elf...

- Poprosiłeś mnie o szczerą odpowiedź. Arnaud i ja dzieliliśmy mieszkanie niedaleko szkoły architektonicznej. To wszystko.

Milczy, a ja nie mogę powstrzymać się od pytania, ponieważ czuję to samo - urazę i gorycz.

- A Ty? Ile czasu zajmuje ci ...

Nie mam odwagi dokończyć, ale on mnie rozumie.

- Wcale nie. Po prostu przeszedłem nad tym do porządku dziennego. Twoja kolej.

Tak, ale coraz trudniej jest zadawać pytania. Nie mamy sobie nic do pokazania, ale mamy o co pytać.

- Kiedy zrobiłeś sobie tatuaż? Dlaczego? Wiele osób może go zobaczyć.

- Nie pamiętam dokładnie. Myślę, że to było trzy dni po twoim wyjeździe. Nie pamiętam dobrze tego czasu, ale znalazłam najlepszego tatuażystę. Twoje imię było godne pięknej czcionki.

- To nie jest moje imię.

- Jest twój, Elf. Wiesz o tym.

- Ale dlaczego?

- Żebym już nigdy się nie oszukiwał. I nie obchodzi mnie, co mówią inni.

- Pewnego dnia możesz zdać sobie sprawę, że się myliłeś. I co wtedy? To kogoś zrani.

- Kiedyś zdałem sobie z tego sprawę i nigdy nie dawałem nikomu fałszywej nadziei, nawet sobie. Ale ty wróciłeś.

- Zmieniłeś się, Stas. Wciąż pamiętam cię inaczej.

- Ale tak nie jest.

- Czy to wciąż ten sam szkielet?

Nie spieszy się z odpowiedzią, wpatrując się w moją twarz. Kącik jego ust wykrzywia się w smutnym uśmiechu, ale jego oczy ożywają, a ja przyciągam je uczuciem, które wciąż we mnie żyje.

- Wciąż ta sama bajecznie piękna dziewczyna, delikatna i krucha jak szkło, które prawie stłukłem. Powiedz mi, Elfie, czy kiedykolwiek żałowałeś słów, które ci wypowiedziałem? Tej ostatniej nocy?

Nie potrzebuję czasu na myślenie. Ale potrzebuję go, by poradzić sobie z falą gorąca, która pali mnie w gardle i uspokoić walące serce. Moje serce pamięta zaciekłą desperację, z jaką mnie całował, jakkolwiek krótko, jakkolwiek długo.

Chciałbym móc o tym zapomnieć. Tego dnia walczyły we mnie dwa uczucia i oba były tak żywe, że aż bolesne.

- Nie, nigdy.

- Żałowałem, że nic nie powiedziałem. Żałowałem wielu rzeczy, ale było już za późno.

I wreszcie pytanie, które dręczyło mnie od powrotu.

- Skąd masz swoje blizny?

- Gdzie, Elf?

- Na dłoniach.

- Nie wiem, o czym mówisz.

- Przestań. Obiecałeś być szczery.

- Miałem trudną młodość, nie pamiętam.

- Stas, mówię poważnie.

- Elf, nie widzę ich. Są częścią mnie. Nie proszę cię o ich zaakceptowanie, po prostu je zignoruj.

- Nie mogę.

Ponieważ je widzę. Widzę je! Pocięte, wyblakłe, wielokrotne, rozdzierające silne nadgarstki.

Nie mogę zrozumieć, gdzie zniknął mój ołówek i dzielące nas metry. Jak znalazłam się przed nim. Po prostu chwytam jego dłoń, a prąd przeszywa mnie na wskroś. Iskrzy na moich palcach, gdy tylko go dotykam, głaszczę jego nadgarstek... I znowu ciężko mi oddychać. Ilekroć jesteśmy razem, trudno jest oddychać.

- Ładnie pachniesz, Elf.

- Nie zmyślaj. Nie używałam perfum.

- Nie potrzebujesz perfum, żebym cię polubił.

Gorąca dłoń chłopaka spoczywa na moich plecach, przyciągając mnie do niego. Szept jego ust dotyka mojego brzucha falą ciepła:

- Nastya, dlaczego ... Kochasz go? Kochasz? Jesteś moja. Zawsze tak czułam. Tylko moja!

- A ty, Stas? Dla kogo jesteś? Jak szybko mnie pokonasz i pójdziesz dalej? Zostawiając mnie, bym opiekowała się tobą bez nadziei? Przepraszam, drugi raz nie dam rady", ale moje palce niepostrzeżenie wplotły się w ciemne włosy. "To był chyba błąd, że tu wróciłem. Do ciebie.

Gdzieś za mną otwierają się drzwi i rozlega się głośny huk: "Wow!", a radosny okrzyk Arno sprawia, że odskakuję od gościa.

- Stacey, kochanie! Nie mogę w to uwierzyć! Udało ci się! Udało ci się!

Arnaud, rozczochrany i zaspany, stoi na progu sypialni i patrzy na sztalugi. Podchodzi bliżej obrazu i dopiero wtedy nas zauważa. Patrzy na nas z dziwną mieszanką uczuć na twarzy - zaskoczeniem i nieufnością.

- Przepraszam, kochanie, chyba zasnąłem. Twój przyrodni brat naprawdę mnie dobił. Ale nie martw się, po tygodniu prób i lotu, właśnie tego potrzebowałem.

- "Stary!" zwraca się do Stasia, "następnym razem przynajmniej przykryj gościa kocem, bo moi rodzice przyszli, a ja jestem praktycznie nagi, to niewygodne. I to wszystko przez ciebie!

- Moi rodzice wrócili - tłumaczę słowa Francuza, czując, jak moje policzki rumienią się jak kwiaty maku pod spojrzeniem przyjaciela. Wracam do sztalug i kontynuuję malowanie, nie wiedząc, na którego z chłopców spojrzeć najpierw.

Arno nie jest obcy wstyd. Przechodzi przez pokój, zakłada dżinsy i koszulkę pod nosem Stasa i znów staje po mojej lewej ręce. Przygląda mi się, jak pracuję, zadaje ciche pytania:

- Powiedziałeś mu? O nas?

- Nie.

- Stacy, spójrz na mnie - prosi tak delikatnie, że moje oczy mimowolnie podnoszą się, by spotkać jego niebieskie spojrzenie. - On? - pyta ze zdziwionym uśmiechem. Ponieważ ten facet wydaje się być o ciebie zazdrosny z jakiegoś powodu.

- Arnaud, nie wiesz wszystkiego...

- I nie muszę. Powinieneś zobaczyć siebie z zewnątrz. Żyjesz i promieniejesz, moje dziecko! Widzę wszystko tutaj - wskazuje na zdjęcie - czuję więcej niż tylko muzykę. Stacey-Belle, posłuchaj wujka Bonneta - nie popełniaj błędów. Nie jesteś nikomu nic winna w tym życiu.

Odwracam wzrok, zdając sobie sprawę, o kim mówi Arno.

- A tym bardziej dla niego. Żyje się raz, bądź ze sobą szczery, inaczej nigdy nie będziesz szczęśliwy.

- Nie mogę. Dałem słowo. Był przeciwny mojemu powrotowi tutaj.

- W takim razie jest prawdziwym palantem, zmuszając cię do oddania mu go. W przeciwnym razie, co za różnica, on czy ja? Nudna Fabienne? Przynajmniej ze mną będziesz wolna. Cholera, kochanie! Nie musisz nic robić, kiedy kogoś kochasz! Jak mam do ciebie dotrzeć?!

- Słyszę cię, Arnaud. Naprawdę, inaczej by mnie tu nie było. A jednak trudno mi to wyjaśnić. Stas i ja mamy własną historię. Nie najszczęśliwszą, mówiąc w skrócie. Nie teraz, proszę... Może kiedyś ci o tym opowiem.

- Dobra, Stacey, będę czekał. Naprawdę mnie dziś zaskoczyłeś.

Widzę, jak w oczach Bonne'a pojawia się chytry błysk, gdy patrzy na Stasa, więc pospiesznie go ostrzegam:

- Arnaud, nawet o tym nie myśl!

Ale blondyn już się śmieje, z łatwością opadając na łóżko.

- Uwierz mi, kochanie, to będzie dobre dla twojego przystojnego mężczyzny, aby kręcić się na igłach! Doceni to jeszcze bardziej! Oboje potrzebujecie działania! A później wszystko mi opowiesz! Opowiesz! Uwierzysz, że prawie zastrzelił mnie na dole? Założę się o mojego wysłużonego franka, że wyjdę z tego pokoju w mniej niż minutę!

- Arno, nie!

Ale blondyn już wyrzuca ręce za głowę, rozciągając się na łóżku jak kot.

- Mała Belle, myślisz, że gdybym ładnie poprosiła twojego brata, żeby zrobił nam kilka kanapek, to by się zgodził? Jestem głodna jak wilk! A tak przy okazji, kochanie, jak długo jeszcze będziesz? Potrzebuję twojej uwagi! Nie oczekuj, że pozwolę ci dziś spać. Jest tyle rzeczy, o których jeszcze nie rozmawialiśmy!

Szalony, mówi to po angielsku, celowo, aby sens tego, co mówi, dotarł do Stasia, a on nie czekał.