SOVABOO

Tylko ty

Ch. 5: Rozdział 5

Rozdział 5

Capitolo 5/46 · Pagina 3 di 310%

– To, że upadłaś pod nogi właśnie Frolowowi, miejscowemu pawiowi. Jeśli zapamięta cię z twarzy, może się poznęcać, bo to u nas niezły niedorobiony łoś. Niby lokalna popularna persona. Nie, ja oczywiście nie mówię, jest przystojny i zna swoją cenę. Sama wzdychałam do niego dwa lata, dopóki nie dorosłam. Tylko on w szkole z nikim nie chodzi, a o dziewczyny woli wyłącznie zakładać się ze swoim stadem. Tak jak dzisiaj wyszło z Lenką Połozową z jedenastej B. Chociaż do końca miałam nadzieję, że to tylko plotki. Szkoda.

– Dlaczego?

– Bo ktoś kiedyś powinien naprawdę zahaczyć Frolowa. Żeby to jego zabolało, a nie innych. Tak jak z Lenką, tylko odwrotnie. Chociaż Połozowej ani trochę mi nie żal, zasłużyła. Wiedziała, z kim obściskuje się w toalecie i czego się spodziewać. Wśród jedenastych klas jest taką samą primą jak u nas Marinka Woropajewa. Też nosi koronę i w dzień targowy nie da się jej ceny ustalić. W zeszłym roku na balu zimowym wybrali ją królową wieczoru, więc wszystkie dziewczyny wokół nagle okazały się grubymi pokrakami, a Jej Wysokość zupełnie oduczyła się witać.

Daszka zmarszczyła brwi i surowo pokręciła głową.

– Więc uważaj, Nastia. Jeśli Frolow nagle zacznie podbijać - najlepiej udawaj martwą! I po cholerę ci ten przystojniak! Jemu i jeleniom tylko rozrywki w głowie. Szkolna nuda ich zżera, a ty jesteś tu nowa. Założą się albo wymyślą coś jeszcze gorszego, potem od nich choćby do innej szkoły uciekaj.

Westchnęłam i poprawiłam ręką włosy. Łzy ostatecznie ustąpiły, a mnie zachciało się uspokoić nową przyjaciółkę, która ku mojemu szczęściu okazała się tak serdeczną dziewczyną i pierwszą prawdziwą przyjaciółką w tym wielkim mieście.

– Nie martw się, Dasz, nie zacznie. Ani trochę mu się nie podobam.

Oczywiście to wyznanie zabrzmiało pospiesznie, więc spróbowałam zatrzeć je niezręcznym:

– Ch-chyba. Tak czuję.

Ale Daszka tylko ważnie machnęła ręką.

– Ja też czuję, uwierz, i znam tę szkołę jak własną kieszeń. Nie bez powodu Frolow gapił się na ciebie, jakby zapomniał, dokąd szedł. Nawet myślałam, że uderzy tego Woropajewa, kiedy zobaczył go obok. Oczywiście może to wszystko zaczęło się przez Lenkę Połozową, podobno Woropajew też do niej podbijał, ale ty, Nastia, na wszelki wypadek trzymaj się od tej dwójki z daleka.

To było chyba moje największe życzenie, więc zgodnie skinęłam głową.

– Z największą przyjemnością.

– No i dobrze – uśmiechnęła się Kuzniecowa. – Nie martw się, ze mną nie zginiesz! Ja potrafię przewidzieć jeszcze nie takie rzeczy! Spróbuj zgadnąć, gdzie pracuje moja mama?

To było praktycznie niewykonalne, a Daszka wesoło zachichotała, wciągając mnie za łokieć na korytarz i pewnym krokiem idąc naprzeciw uczniom, którzy rozstępowali się na nasz widok.

– Moja mama jest znaną psycholożką i pracuje w więzieniu dla kobiet. Uwierz, Nastia, czasem przy kolacji kreśli taką kliniczną kartę, że tylko zatkać uszy i uciekać! Szczególnie mocno z tatą chcemy się ulotnić, kiedy prosi nas o spojrzenie z boku na interesującą ją sytuację. To dopiero jest prawdziwy hardkor! Choćby się w worku utopić! Dopóki nie usłyszy odpowiedzi, nie odpuści!

– A po co? Po co jej wasza odpowiedź? – Daszka była ciekawą, żywą osobą i lubiłam jej słuchać.

– Bo już trzeci rok pisze doktorat z psychologii. Chce obronić stopień naukowy. Wiesz, jaka ona jest mądra? Każdego człowieka wywróci na lewą stronę, przerobi, oczyści z brudu i wypuści w świat jako nową osobowość. Więc nasza odpowiedź jest dla niej niesamowicie ważna! Do pracy ze studentami i w ogóle, żeby pisać podręczniki! W każdym razie nam z tatą właśnie tak mówi!

Czy to było zabawne - nie wiem, ale roześmiałyśmy się. A kiedy znalazłyśmy się z Daszą pod drzwiami właściwej klasy, prawie zapomniałam o tym, co wydarzyło się w stołówce.

– Dobra, chodźmy na lekcję, Matwiejewa. I głowa do góry! Jeszcze czego, żebyś markotniała ku uciesze Woropajewej i jej koleżanek! Na pewno czekają, że wejdziesz do klasy jak zbity kundel. Niedoczekanie! Nie tylko królowe potrafią zadzierać podbródek! Ale naszej Grymzy Iwanowny - anglistki - złościć nie będziemy. Siedzimy cicho, patrzymy jej w usta i gdzie trzeba, pilnie spisujemy łacinkę od Borki Bragina. Zrozumiałaś?

Dalej lekcje minęły spokojnie. Nie wiem, czym tak nie spodobałam się ładnej blondynce Marince Woropajewej, córce przyjaciółki mojej macochy, ale chyba naprawdę się zmartwiła, widząc mnie bez łez. Siedziała przygaszona, niezadowolona i odwracała się za każdym razem, kiedy łapała na sobie mój wzrok. Daszka zaś okazała się jedną z tych niezależnych osób, które nie ulegają wpływowi tłumu, dlatego trzymała się w klasie jak pewna siebie, samodzielna jednostka. Szybko się zaprzyjaźniłyśmy, i pod koniec dnia szkolnego wesoło szczebiotałyśmy w naszej ławce o swoich, dziewczyńskich sprawach, wymieniając spojrzenia z Pietką Zbrujewem, a ja nawet opowiedziałam jej o babci i ojcu. O tym, że mieszkam w jego nowej rodzinie z macochą. O przybranym bracie znowu przemilczałam.

Ale lekcje się skończyły i, pożegnawszy się z nowymi znajomymi, zostałam sama.  Do domu miał mnie zawieźć i pokazać drogę Stas, a czekając na niego, już drugą godzinę stałam na przystanku.

Capitolo 5 / 46 · Pagina 3 di 3