8. Artystka
Mama. Na dźwięk tego prostego słowa znów ciężko było mi oddychać, zupełnie jak niedawno na ulicy. Wtedy coś jakby uderzyło mnie w pierś z nieludzką siłą i boleśnie ją ścisnęło. Basia nigdy nie nazywała mnie mamą, a teraz… W ciągu tych kilku sekund nagle uświadomiłam sobie, że za nic w świecie nie oddam Basi nawet jej rodzonej matce.
— Dobrze. Jutro dobiorę się do Mili.
Kompletnie straciła sumienie. Wykorzystywać dziecko do własnych intryg — to już przechodzi wszelkie granice.
— Jutro się nie uda — powiedziała ostrożnie Basia, napotykając moje wściekłe spojrzenie.
Ale naszą rozmowę przerwał gospodarz, który wrócił w wyśmienitym humorze. Blondynka u jego boku marszczyła brwi i wyraźnie była wściekła.
— No dobrze, poznajcie się. Olgo, to Basia — moja córka. A to jej mama, Darina. Moja przyszła żona.
Wyglądało jednak na to, że złość w tym domu przenosi się drogą kropelkową, bo teraz byłam gotowa osobiście udusić tego zadowolonego z siebie, uśmiechniętego profesora.