SOVABOO

Bri & Kai. Serce wie

Ch. 3: Rozdział 3

Rozdział 3

Rozdział 3/6 · Strona 2 z 339%

— Wiem. Wystarczył mi jeden rok, żeby się tutaj wynieść.

Minęło jeszcze kilka minut ciszy.

— Wiesz – odwróciłam głowę na poduszce w jego stronę – chyba będzie trudniej, niż nam się wydawało, co?

Kaylen ciężko westchnął i też odwrócił głowę ku mnie:

— No raczej.

Nagle prychnęłam:

— Jesteśmy jak małżeństwo po czterdziestu latach związku. Hej, może pogadamy o wnukach?.. Chociaż – natychmiast się zganiłam i westchnęłam – moja babcia z dziadkiem do tej pory śpią pod jedną kołdrą i proszą, żeby pukać, kiedy wchodzi się do ich sypialni. Chyba już zaczęłam pleść bzdury.

— Nie mam nic przeciwko, pleć.

Wciąż patrzyliśmy na siebie. Oczy przywykły do ciemności, słuch do ciszy, a chłopak obok wydawał się czymś logicznym, co mój analityczny umysł był w stanie zaakceptować. Dziwne.

— Wiem, czego nam trzeba, Kai – powiedziałam nagle. – Potrzebujemy ekspresowego zbliżenia, jak w dzieciństwie, inaczej na nic się nie odważymy.

— Co to za metoda?

— Musimy opowiedzieć sobie nawzajem sekret. Coś głupiego, co nie ma żadnego znaczenia w dorosłym życiu, ale coś, czego nikt o tobie nie wie. Każdy człowiek ma taki sekret. Obiecuję nikomu go nie zdradzać! Po prostu wpuścisz mnie za swoje granice, rozumiesz?

— Chyba tak.

Kaylen zamyślił się, zakładając rękę za głowę, i na sekundę wbił wzrok w sufit. A potem poważnie wyznał:

— W dzieciństwie mama nazywała mnie pan Pączek, a ja strasznie się obrażałem i ryczałem. Może być?

Zachichotałam cicho.

— Idealnie! Ale chcę wiedzieć dlaczego.

Uśmiechnął się.

— Miałem takie policzki, jakby pogryzły je osy albo jakbym schował za nimi zapasy na zimę. Twoja kolej.

Westchnęłam.

— Moja mama jest nauczycielką matematyki, a tata szkolnym trenerem. W dzieciństwie mama często wyjeżdżała na różne seminaria, robiła stopień, a my z siostrą praktycznie mieszkałyśmy na szkolnym stadionie. Ale o ile siostra robiła maślane oczy do chłopaków i całowała się za szklarnią, ja obłaziłam wszystkie płoty i drążki. Wiecznie chodziłam z poobijanymi kolanami i bez problemu żywiłam się bananami. Dlatego tata nazywał mnie Małpką. Do dziś tak do mnie mówi, kiedy zaczynam się kłócić.

— Pan Pączek i Małpka. Brzmi jak świetna ekipa do piaskownicy – prychnął Kaylen.

— Dokładnie – uśmiechnęłam się.

Ale uśmiech szybko zgasł, kiedy cisza znów przyłapała nas na milczeniu i uważnych spojrzeniach, choć ukrytych w ciemności.

— Wiesz, Bri – głos Kaia stał się poważniejszy. – Będziesz musiała zrobić pierwszy krok. Nie mam w zwyczaju brać tego, co nie jest moje.

Rozumiałam go, wiedziałam, o czym mówi. Jeszcze dziś rano byłam dziewczyną Travisa Sandersa, popularnego zawodnika uniwersyteckiej drużyny futbolowej, a teraz nie potrafiłam nawet porządnie uwieść chłopaka. Więc nabrałam w płuca więcej powietrza i się odważyłam. Wyciągnęłam pod kołdrą rękę i odnalazłam jego palce. Ostrożnie wplotłam w nie swoje, od razu czując, jak od tego prostego dotyku po skórze przebiegają mi ciarki. I zanim zdążyłam się rozmyślić, pociągnęłam jego rękę i położyłam sobie na udzie.

No dobrze, nie na udzie, tylko prosto na trójkącie między nogami. Do mega-przegrywki dołączyła mega-uwodzicielka!

Kaylen głośno wciągnął powietrze i chrapliwie powiedział:

— Uff, Bri… nie do końca to miałem na myśli – ale ręki nie cofnął.

Sama natychmiast przestraszona odłożyłam jego dłoń na miejsce.

— Oj, przepraszam! Trochę się pospieszyłam, co? – nerwowy śmiech wyrwał mi się sam. – Cholera, Kai, niezręcznie wyszło. Spróbuję jeszcze raz, ale nie tak zdecydowanie, dobrze?

— Wszystko w porządku, tylko daj mi odetchnąć.

Oboje odetchnęliśmy i wbiliśmy wzrok w sufit.

— Wiesz, jeśli ludzie są fizycznie niedopasowani – zaczęłam – powinni to od razu poczuć. I jeśli ty to czujesz…

— Po prostu boję się cię przestraszyć, Bri – przyznał nagle Kaylen. – Cholera wie, jak to wygląda u innych i jakie to uczucie, kiedy… tak.

— Ja wiem. Dzisiaj widziałam – odparłam ponuro, przypominając sobie swój powrót na kampus i widok gołego tyłka Travisa w oknie. – Nic dobrego, uwierz mi. Chociaż… chyba im się podobało. Kai?

— Tak?

— Zrobię pierwszy krok i obiecuję, że nie będę żałować. Ale ty też obiecaj mi jedną rzecz.

— Jaką?

Kai spojrzał na mnie.

— Nie myśl o swojej byłej. Niech to będzie tylko nasza noc, nawet jeśli okaże się najgłupsza na świecie. Po prostu wyobraź sobie, że dziś jesteśmy tylko my.

— Obiecuję.

— I jeśli będzie ci nieprzyjemnie albo nie będziesz mógł ze mną… no, rozumiesz – zacięłam się. – Powiedz, a zrozumiem. Dobra? Masz prezerwatywy?

— Mam.

— To dobrze.

 

Uniosłam się na łokciu i odwróciłam do niego. Oczy zdążyły już przywyknąć do ciemności i widziałam regularne zarysy jego twarzy. Powoli przysunęłam się bliżej. Jeszcze bliżej. Tak blisko, że końce moich długich włosów opadły na jego nagą pierś. Patrząc mu w oczy, podniosłam rękę i dotknęłam palcami jego policzka. Przesunęłam po wyraźnej linii kości policzkowej i podbródka. Wróciłam dłonią na policzek i pogładziłam skroń. Kaylen zamarł, jakby przestał oddychać.

Odczekawszy kilka sekund, żeby przywykł do mojego dotyku, pochyliłam się nad nim i niepewnie musnęłam jego usta swoimi. Ujęłam jego dolną wargę i ostrożnie pocałowałam, nie czując niczego nieprzyjemnego. Wręcz przeciwnie. Ten chłopak był właściwie nieznajomym, ale fizyka mojego ciała wcale nie sprzeciwiała się temu, co się działo. Jeśli robiłam dziś głupotę, nie zamierzałam jej żałować. Tu go nie okłamałam. Pozostawało sprawdzić, czy Kaylen mnie nie odrzuci. Wtedy po prostu wyjdę i o wszystkim zapomnę. Nawet w nocy.

Na początku Kai nie odpowiadał, jakby wsłuchiwał się we własne odczucia. A może dawał mi szansę się wycofać. Ale potem jego ręka pod kołdrą spoczęła na mojej nagiej talii, gorąca i pewna. Wyciągnął drugą rękę spod głowy i objął mnie. Powoli, ale bez cienia wątpliwości przyciągnął mnie bliżej i wreszcie odpowiedział na pocałunek.

Zaparło mi dech i łapczywie zaczerpnęłam powietrza od tego zaborczego, męskiego ruchu, z jakim jego dłoń przesunęła się po moich nagich plecach. Kaylen z łatwością przejął inicjatywę. Przewrócił mnie na poduszkę, zawisł nade mną i zamarł centymetr od moich ust.

Nasze spojrzenia spotkały się w ciemności, oddechy też. A potem Kai nagle pochylił głowę i sam mnie pocałował. Powoli i głęboko. Całował długo, aż się rozluźniłam i poluzowałam uścisk palców na jego mocnych ramionach. Posmakowawszy tego pocałunku i mojej uległości, śmielej wsunął we mnie język, przyciskając mnie do łóżka swoim ciałem.

No proszę, ten chłopak to ogień! I to on niby nie ma w zwyczaju brać?!

Nagle pod jego ustami i dłońmi zalała mnie tak ciężka, gorąca fala, że mimowolnie wygięłam się ku niemu. Zakręciło mi się w głowie, serce zabiło gdzieś w gardle, a dłonie same przesunęły się na jego rozgrzane plecy. Nigdy nie czułam niczego podobnego z Travisem, ani w pierwszym miesiącu, ani w ósmym. Mój wewnętrzny matematyk natychmiast zaproponował, żeby zwalić wszystko na adrenalinę i stres dzisiejszego wieczoru. I się z nim zgodziłam.

Tak, to po prostu nadmiar emocji. Oboje po prostu tego potrzebujemy!

Ale jedno zrozumiałam od razu: ten chłopak zdecydowanie nie był mi niemiły. Ani trochę.

 

Kaylen powoli się odsunął, dając mi możliwość zaczerpnięcia powietrza. Jego oczy w półmroku wydawały się prawie czarne, a oddech parzył wilgotne usta. Moje dłonie zamarły na jego łopatkach.

Rozdział 3 / 6 · Strona 2 z 3