SOVABOO

Domyślnie szczęśliwa

Ch. 5: Rozdział 5

Rozdział 5

Rozdział 5/39 · Strona 2 z 411%

Tym razem nie zamierzałam w niczym ustępować grubianinowi. Tym razem po mojej stronie stało prawo i jeden policjant! A jeśli głośno krzyknę, może przybiegnie i drugi.

Wstałam i otrzepałam kożuszek. Dumnie uniósłszy podbródek, zmierzyłam bezczelnego morderczym spojrzeniem i odwróciłam się do swojego obrońcy. Ten zdążył już wstać i właśnie naciągał czapkę na kudłatą głowę.

— Towarzyszu sierżancie, oto ten typ o bandyckim wyglądzie — nie zawahałam się wskazać palcem — napadł na mnie, obrażał i groził uszkodzeniem ciała. A jeszcze wyrzucił mnie z mieszkania, do którego mam pełne prawa! Proszę go aresztować i zabrać do aresztu!

— Sekundeczkę, obywatelko Fiejakina. Zaraz wyjaśnimy!

— A co tu wyjaśniać? — nie mogłam się doczekać satysfakcji. — Przez telefon wszystko panu opowiedziałam!

Policjant zebrał się w sobie i pewnym krokiem podszedł do drzwi. Wyciągnąwszy z kieszeni służbową legitymację, machnął nią przed nosem Hulka — fiu! — ten tylko zamrugał, a sierżant zażądał:

— Sierżant Leszenko! Trzynasty komisariat policji! Poproszę pana dokumenty!

Takie podejście mi się spodobało. Właśnie tak z nim trzeba!

Pokiwałam z aprobatą i ustawiłam się za niezbyt szerokim ramieniem. Z szacunkiem patrzyłam, jak ważnie Leszenko wyciągnął rękę, a nawet poruszył dłonią z niecierpliwości — rusz się, niby! Nie każ czekać!

— Nie tak szybko, sierżancie — niewzruszenie odpowiedział Hulk i wcale nie zamierzał się bać. Zdjął sweter i zdążył przebrać się w koszulkę, przez co wyglądał jeszcze potężniej. — Nie mam pojęcia, o jakich prawach mówi ta obywatelka. Najpierw proszę wyjaśnić powód kontroli. Spokojnie spędzam wieczór w swoim mieszkaniu, więc co naruszyłem?

Co? I ani grama wstydu w oczach!

— Kpisz sobie? — nie wytrzymałam i wyjrzałam zza ramienia obrońcy, tracąc całą wyniosłą dumę. — Przez ciebie tkwię tu już całą godzinę — w zimnie i głodzie. A on pyta, co naruszył! Moją kruchą równowagę psychiczną, mało ci?!

— Proszę poczekać, Natalio! — stróż prawa odciągnął mnie od goblina, bo inaczej natychmiast bym się na niego rzuciła. — Mówię przecież — wyjaśnimy!

— Czekam — znów chłodno odezwał się Hulk, nie spuszczając ze mnie ostrzegawczego spojrzenia.

— Służba dyżurna policji otrzymała skargę od obywatelki Fiejakiny Natalii Siergiejewny, tymczasowo mieszkającej pod tym adresem. Zgodnie ze skargą dziś około 23:00, kiedy obywatelka próbowała wprowadzić się do wynajętego mieszkania, nieznany osobnik siłą wystawił ją poza granice wynajmowanego lokalu. Pańskie dokumenty, szanowny panie! I proszę nie zmuszać mnie do powtarzania trzy razy! Inaczej będę zmuszony zatrzymać pana i przewieźć na komisariat do ustalenia tożsamości!

Drzwi się zatrzasnęły i Hulk zniknął. Ale już po minucie pojawił się znowu. Podał policjantowi dokumenty. Wyglądał przy tym nadal niewzruszenie, a ja tak chciałam, żeby choć trochę się przestraszył!

— Ta dziewczyna, sierżancie, nie może tu mieszkać — spokojnie zaprotestował. — To mieszkanie znalazła mi poważna agencja nieruchomości, oto umowa najmu z wczorajszą datą. To ja, a nie obywatelka Fediukowa, tymczasowo mieszkam pod tym adresem. Proszę samemu sprawdzić.

— Jestem Fiejakina, chamie!

— Choćby Przykręć-koniowi-pedał, jeden diabeł! — Hulk jednak stracił panowanie nad sobą, nozdrza mu się rozdęły.

To dobrze, ja też dla postrachu zabłysnęłam oczami. Nie zawsze kot będzie miał śmietankę na białym dywanie. A ja oczywiście zapamiętam, co trzeba. I przypomnę!

— A więc Bierkutow Jegor Aleksiejewicz — tymczasem policjant zmrużył brązowe oczy, kartkując paszport. Obejrzał młodego mężczyznę od dołu do góry. — Lat dwadzieścia osiem… Najwyraźniej sportowiec. Wynajął mieszkanie na trzy miesiące i zapłacił z góry.

— Ten sam — niechętnie odezwał się tamten. — Tak jest.

— Cel przyjazdu do stolicy?

— Zaprosili mnie do pracy w klubie sportowym „Wiking”. Jestem trenerem boksu. To tymczasowe mieszkanie, sierżancie, niedługo zamierzam przeprowadzić się do własnego, więc w mieście zostaję na dłużej.

— Sądząc po wszystkim, dobry z pana trener?

Policjant wyraźnie nawiązywał do prestiżowej dzielnicy i ceny najmu, ale Hulkowi nie drgnął ani jeden mięsień. Aż szkoda, że okazał się z tych, którym niełatwo zajść za skórę.

— Chyba. Nie mnie oceniać. No i co tam, szefie? Wszystko w porządku? — spytał z irytacją, najwyraźniej zaczynając mieć dość naszego towarzystwa.

— Na pierwszy rzut oka tak.

— Co znaczy „na pierwszy”? Dziwne ma pan aluzje. Nie żyję w konflikcie z prawem i innym tego nie radzę.

Tu głośno prychnęłam, już otworzywszy usta i zamierzając zaprotestować… Ale zamilkłam pod groźnym spojrzeniem Leszenki. Tylko sapnęłam policzkami z oburzenia — pch! Ależ kłamca!

— Mówię „na pierwszy”, ponieważ, jak się okazało, obywatelka Fiejakina także ma umowę na to mieszkanie. I jest łudząco podobna do pańskiej. Nawet daty się zgadzają.

— To znaczy? — Hulk zmarszczył ciemne brwi. — Jak to?

— A tak! Umowa najmu mieszkania na trzy miesiące, zawarta z agencją „Dziadek Mróz”. Sprawdziłem. Wszystko się zgadza, Natalio?

— Dokładnie!

— Pokaż! — to Hulk warknął już do mnie. Wreszcie dotarło, że nie gram tu z nim w bierki?

Ale warknął bardzo, baaardzo nierozważnie. Bo pewnie złożyłam mu figę i uniosłam ją wyżej. Masz, popatrz, policjant i tak nie widzi.

— Niedoczekanie, Pietuchow! Tylko świadkom!

— Jestem Bierkutow!

— Ty? — zmierzyłam bezczelnego pogardliwym spojrzeniem, jakby był muszką. — Nie wyobrażaj sobie! Maksimum Wróblow, a może w ogóle Zięblikow!

— Natalio, proszę pokazać Jegorowi swoją umowę — Leszenko wymagająco wyciągnął rękę i zamarł w oczekiwaniu. — Proszę się nie martwić — uspokoił — w pełni kontroluję sytuację. Teraz wszystkim zależy, żeby potwierdzić prawdziwość oświadczeń.

Och, jak nie chciałam ustępować, ale musiałam podporządkować się stróżowi prawa. Stałam jednak na baczności, gotowa w każdej chwili zapobiec choćby aluzji do dywersji!

Hulk wziął umowę, uważnie ją przeczytał i niezadowolony wypuścił powietrze, oddając policjantowi całą i nietkniętą.

— To niemożliwe — powiedział ze sceptycyzmem w głosie. — Zapewniono mnie, że mam do czynienia z jedną z najbardziej wiarygodnych firm w mieście. Z nienaganną reputacją. Jestem pewien, że zaraz do nich zadzwonimy i wszystko wyjaśnimy!

— Jasne, jasne — mruknęłam, kiedy bokser (czy kto on tam) zniknął w mieszkaniu.

— No co, Pietuchow, nie odebrali? — spytałam, kiedy po paru minutach wyszedł na klatkę ponury i zły. — Dziwne, prawda, czemu milczą o północy?

— Powiedziałem, że jestem Bierkutow!

— Choćby Indykow! A ja mam pełne prawo być w tym mieszkaniu i teraz ty to wiesz!

— Misiu, co się stało? Czekam i czekam, a ciebie ciągle nie ma.

W przedpokoju pojawiła się ciemnowłosa dziewczyna. I dziwna rzecz: kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz, przelotnie, nawet nie zauważyłam, że pasuje do Hulka — taka sama wysoka i mocna. Kulturystka, czy co? Nie było wtedy czasu. Teraz się zdziwiłam. Tylko głos człowieka zawiódł — no strasznie piskliwy.

Tak cienko zaćwierkała i zaguguła, choć w pokoju darła się aż miło:

— Czego ci ludzie od ciebie chcą? Odeślij ich już z Bogiem. Przecież mówiłeś, że nie znasz tej nienormalnej. Stęskniłam się, Misiu! — spróbowała objąć boksera, ale on rzeczowo odsunął ją od siebie i odwrócił się do Leszenki.

Rozdział 5 / 39 · Strona 2 z 4