SOVABOO

Kruche serce

Ch. 8: Rozdział 5, część 1

Rozdział 5, część 1

Rozdział 8/34 · Strona 1 z 321%

Ostatecznie zwolniłam się ze szkoły. Lubiłam tę pracę i strasznie żal mi było tracić to miejsce, ale intuicyjnie czułam, że Rusłan ma rację. Ludzie pokroju Maksyma nie przyjmują odmowy i nie zapominają urazy. Poza tym miałam już dość wracania do domu i ciągłego oglądania się za siebie.

Zyskałam za to czas, by na poważnie zająć się tłumaczeniami i częściej widywać się z moją szkolną przyjaciółką – Marinką Cwietkową. Rzadziej miałyśmy kontakt, odkąd w moim życiu pojawiła się praca i Wład. I o ile przeciwko temu pierwszemu Marinka nic nie miała (sama dorabiała w jednej z restauracji znanej sieci fast-foodów), o tyle Rybackiego nie znosiła za jego pozoranctwo i samouwielbienie, i wcale nie zamierzała tego ukrywać.

Kilka razy próbowałam ratować sytuację, ale sielanka między moją najlepszą przyjaciółką a chłopakiem nigdy nie nastąpiła. Potem życie każdego z nas potoczyło się własnym torem i przestałyśmy w ogóle przejmować się czyimiś sympatiami albo ich brakiem. Marinka do dziś jednak żałowała, że w czasie, gdy poznałam Rybackiego, ona była po uszy zakochana w pewnym muzyku z lokalnej grupy rockowej, cierpiała przez ich burzliwy związek i przegapiła moment, w którym Wład wtargnął w moje granice. Uważała, że zrobił to wyłącznie podstępem, i nie dało się jej przekonać, że było inaczej.

Zadzwoniła do mnie wczesnym wieczorem w sobotę, dzień przed Sylwestrem, radośnie szczebiocząc pod wpływem rozpierających ją emocji:

– Śnieżna, błagam, musisz wszystko rzucić i iść ze mną, inaczej całe moje życie legnie w gruzach i już się nie podniesie! A ja chcę być szczęśliwa. Trafiła mi się taka szansa, Alis! Można powiedzieć: jackpot!

– Jaka szansa? Nie trajkocz tak, Marin, powiedz normalnie, co się stało?

– Jeszcze nic, ale na pewno się stanie. Poznałam niesamowitego chłopaka! Jest takim ciachem, Alis, i chyba mu się spodobałam. Nie, na pewno mu się spodobałam! Na początku po prostu podbijał – no wiesz, jak to u nas bywa. Słabe żarty, komplementy wątpliwej jakości. Kiedy stoisz na wydawce przy okienku, a fury podjeżdżają jedna za drugą, najlepiej po prostu nie słuchać! Ale wczoraj znowu mnie zauważył, zostawił swój numer telefonu i mrugnął do mnie.

– I ty oczywiście zadzwoniłaś? – domyśliłam się.

– Aliska, żebyś ty go widziała! – westchnęła marzycielsko Marinka. – Tatuaż na szyi i pewnie pod ubraniem też. Taki seksowny chłopak w Infiniti, z zadatkami na oddanego brutala. No jasne! Zdzwoniliśmy się i teraz zaprasza nas na imprezę do swojego kumpla. No powiedz, super!

– Nas, Cwietkowa?

– Tak! Sama za nic nie pójdę. Jestem przecież porządną dziewczyną! I nie puścisz mnie samej, prawda? Czeka nas noworoczne milkshake-party! Drinki, muzyka i penthouse w sąsiedniej dzielnicy luksusowych wieżowców! Będzie tam ze sto osób!

– Słuchaj, Marin, przecież ty go nie znasz.

– Nie, nie, nie! Jestem głucha na twoje argumenty! No prooooszę, Alicja, chodźmy! To wielka impreza, będą tam dziewczyny z uniwersytetu. Słyszałam o niej nawet bez tego Denisa.

Kręcę głową, choć przyjaciółka nie może tego widzieć.

– Nie mogę. Po prostu głupio mi! Wiesz, Wład ma dziś sprawy rodzinne – babcia źle się czuje. Pojechał z rodzicami ją odwiedzić, żebyśmy jutro mogli razem powitać Nowy Rok. Nie wypada, żebym szła na cudzą imprezę bez niego.

– Tylko na godzinkę, Śnieżna! Przecież o nic więcej nie proszę! Spotkam się z Denisem i zaraz wyjdziemy, obiecuję! Inaczej do końca życia będę nieszczęśliwa! A nuż on jest moim przeznaczeniem?

– To samo mówiłaś o Zacharze Litiaginie. Że jest miłością twojego życia.

Nastrój Marinki natychmiast się popsuł. Doskonale pamiętałam, że w swoim muzyku była zakochana po uszy.

– Dupek z niego – westchnęła rozeźlona. – Nie chcę o nim mówić. Faceci z „Suspense” to sami kobieciarze, zafiksowani na punkcie swojej kapeli. Nie wiem, na co ja liczyłam… Czyli co, wystawiasz mnie? – zapytała niemal grobowym tonem. – Przecież sama nie pójdę, a Denis więcej o mnie nie pomyśli.

– No…

– Alicjaaaaa!

– Tylko na godzinkę?

– Tak!

– Czekaj, uprzedzę Rybackiego.

Rozłączyłam się z Marinką i wybrałam numer Włada. Nie chciałam mu przeszkadzać, ale jeśli nie zadzwonię, obrazi się. Wszystko, co dotyczyło mojego czasu, traktował bardzo zaborczo.

– Cześć, Wład. Jak babcia? Lepiej jej?

– O, cześć, Alicja! Tak, dzięki. Przesyła ci pozdrowienia i marzy, żeby cię poznać. Już jej powiedziałem, że z wzajemnością! Niedawno przyjechaliśmy, więc zostaniemy tu chwilę. A ty co, już tęsknisz? Wytrzymaj do jutra, Śnieżku, obiecuję ci niezapomnianego Sylwestra! Mam dla ciebie prezent!

– Ja dla ciebie też – przyznałam, łapiąc się na tym, że się uśmiecham.

Jakiekolwiek wątpliwości dręczyły moją duszę, wciąż był ktoś, dla kogo nie byłam obojętna.

– Wład, chcę wyjść gdzieś z Mariną – wyznałam – to nie potrwa długo. Obiecuję, że wrócę do domu taksówką.

– Gdzie chcesz wyjść? – Rybacki natychmiast stał się czujny.

– Na imprezę do jej znajomych – trochę nagięłam prawdę, wiedząc, że Władowi mój pomysł się nie spodoba. – Potrzebuje towarzystwa, a ja nie mam dziś pracy. W końcu idą święta, dawno nigdzie razem nie byłyśmy. Jak tylko wrócę, zadzwonię do ciebie!

– Em, pewnie będę zajęty. Rodzinna kolacja, sama rozumiesz.

– Dobrze. To ty zadzwoń, jak będziesz mógł.

– Alicja, jestem przeciw. Zostań w domu. Poczytaj książkę albo obejrzyj film. Naprawdę nie można spławić Marinki do innej koleżanki? Nigdy jej nie lubiłem.

Potrzebowałam chwili pauzy, by przetrawić jego odpowiedź.

– Rybacki, ty tak na serio?

– Tak, a co?

Nie wiem, dlaczego nagle postanowiłam postawić na swoim. Pewnie dlatego, że nie podobało mi się poczucie, iż nie mam prawa o niczym samodzielnie decydować.

– Pójdę z Mariną, Wład. Obiecałam jej. To moja przyjaciółka, dawno nie spędzałyśmy razem czasu. Nie chcę myśleć, że mi nie ufasz. Przecież tak nie jest?

– N-nie.

– W takim razie do wieczora?

– Kocham cię, Śnieżna. Obiecujesz o tym pamiętać?

– Obiecuję. Cześć.

 

Umawiamy się z Marinką za półtorej godziny pod kinem, by stamtąd ruszyć na imprezę. Biorę od przyjaciółki słowo, że wpadniemy tam tylko na chwilę, a gdy słyszę jej zapewnienia: „oczywiście, oczywiście, oczywiście!”, idę pod prysznic i zaczynam się zbierać.

 Prostownicą wygładzam jasne włosy, maluję na powiekach delikatne kreski, tuszuję rzęsy i podkreślam usta. W ten przedświąteczny dzień chcę wyglądać pięknie i poczuć atmosferę święta. Ostatnio pracowałam zbyt dużo, więc naprawdę cieszę się na czas spędzony z Marinką. Przez kilka minut stoję przy szafie, wybierając ubrania.

 Zakładam czarne rajstopy, krótką spódniczkę o kroju trapezu, błękitny sweterek i wysokie buty. Skrapiam się perfumami, wkładam płaszcz, a na ramię zarzucam małą torebkę na długim łańcuszku. Rezygnuję z innych dodatków, a kaptur chroni mnie przed zimnem, gdy niemal biegnę pod kino.

***

 – Alicja! Hej, tutaj jestem!

 Marinka już na mnie czeka. Stoi pod podświetlonym plakatem obok srebrzystej choinki przy wejściu do kina i podskakuje z radości, gdy mnie zauważa.

Cwietkowa to płomienna brunetka. Upięła długie włosy w wysoki kucyk, a jej zielonobrązowe oczy błyszczą świątecznym nastrojem. Podekscytowanie wieczorem nie pozwala jej ustać w miejscu.

Rozdział 8 / 34 · Strona 1 z 3