SOVABOO

My nad oceanem

Ch. 4: Rozdział 4

Rozdział 4

Rozdział 4/6 · Strona 2 z 258%

— Właśnie! — Amber podnosi palec. — Tobie i innym żal Seana, bo wszyscy wiedzą, że Palmer zdecydowanie nie jest grzecznym chłopczykiem. A moim zdaniem tylko zwiększyłoby to zainteresowanie artykułem. I poza tym, Ashley, powiedz szczerze: czy powrót trudnego nastolatka na łono społeczeństwa sam w sobie nie jest pozytywnym wydarzeniem? To zwycięstwo społeczeństwa nad ciasnym systemem zasad! Nowa szansa dla człowieka, rozumiesz?… I właśnie za to szanuję trenera Hurleya!

Bardzo dobrze to rozumiem, dlatego prycham i smutno się uśmiecham, patrząc przed siebie.

— Powiedz to Moran.

— Ooch — ciężkie westchnienie dziewczyny wyjaśnia wszystko. — Stara, wstrętna jędza! — Amber wysuwa język na bok, wybałusza oczy i, wyciągając przed siebie drżące ręce, udaje martwego zombie. — Zobaczysz, jeszcze będzie wychowywać nasze dzieci według zasad cenzury, a my będziemy tak myśleć, jak dobrać się do jej chudej szyi!

To niespodziewanie zabawne i śmiejemy się, choć ze smutkiem. Ale przyjaciółka jest w lirycznym nastroju, więc gdy łapie oddech, poprawia warkoczyki na ramieniu.

— Ash, pamiętasz, z kim Matthew spotykał się w zeszłym roku? Chcę o tym wspomnieć w nowym artykule — nienachalnie, wiesz, jak ja to potrafię. Szkolna publiczność lubi szczegóły z życia prywatnego, a ja wcale nie mogę sobie przypomnieć. Z Kate, z Tamarą czy z Joanną Pickert?

Zastanawiam się. Nie żebym śledziła Palmera, ale to wyrazisty chłopak, a tacy w każdej szkole są na widoku. Poza tym częściej niż inni widywałam go na treningach i meczach, kiedy Sean zapraszał mnie na stadion.

— Chyba ze wszystkimi i z nikim na poważnie. Nie pamiętam, żeby miał choć jedną stałą dziewczynę. Może są po prostu przyjaciółmi? W każdym razie nigdy nie widziałam go w domu Patricii. A na imprezy Kate nie chodzę, wiesz o tym.

— Przyjaciółmi? Ha! — Amber przewraca oczami. — Na pewno przespał się z każdą z nich i rzucił je! — z przekonaniem kiwa głową. — Jeszcze będzie poznawał rodziców! Tacy chłopcy zmieniają dziewczyny jak rękawiczki i mają gdzieś przyzwoitość! Nie wspominając już, że taki jak Palmer w ogóle nie ma wstępu do porządnego domu. Ja osobiście nie zostawiłabym go sam na sam z własną córką w sypialni!

— Amber! — zaskoczona prycham, odwracając się do przyjaciółki. — Nie przesadzaj! Chyba przeczytałaś tego lata za dużo romansów o złych chłopcach!

— Owszem, z córką może bym go nie zostawiła — przyjaciółka dalej marzycielsko rozważa. — Ale sama na pewno bym została! I jeszcze powiesiłabym na drzwiach tabliczkę: „Nie przeszkadzać! Miejcie sumienie!”

Amber nagle wybucha głośnym śmiechem, ale zdążam szturchnąć ją w bok.

— Oj, daj spokój, Ash! — Amber promienieje dołeczkami na pulchnych policzkach, nawet nie myśląc się rumienić. — Mamy już osiemnaście lat i możemy o tym mówić. A Palmer ma dziewiętnaście, dowiedziałam się od Davis. Nie wierzę, że jest cnotliwie niewinny. Zwłaszcza z takimi braćmi. Ma to wypisane w oczach — grzeszny i niestały! Myślisz, że dziewczyny nie rozumieją tego, kiedy wiążą się z takimi chłopakami jak on?

— Chyba masz rację — łatwo się zgadzam. Rzeczywiście trudno w to uwierzyć.

— To, co zakazane i grzeszne, zawsze jest słodkie — tak było i będzie do końca świata, to fakt! — podsumowuje Amber. — Niewiele od nas zależy. I jeszcze boli, ale kto o tym myśli? Ludzi przyciągają zupełnie inne niuanse relacji. I właśnie te niuanse mnie interesują!

Couch interesuje mnóstwo rzeczy, i to koniecznie ze szczegółami. Kiedyś będzie pierwszorzędną dziennikarką — dociekliwą i poważną — ale na razie na straży jej „wielkich pomysłów” stoimy ja i Zachary. Nie zawsze skutecznie.

— Zaczekaj — zwalniam krok i podejrzliwie marszczę brwi, odwracając się do dziewczyny. — Ambi, coś kombinujesz? — nagle się domyślam. — Znam cię od stu lat. No, przyznaj się, jakie trybiki kręcą się w twojej głowie?

— No…

Muszę się zatrzymać i wziąć przyjaciółkę za rękę.

— Amber? — pytam natarczywie, zanim jej pomysł zdąży nabrać cech obsesji.

— Nic, Ashley.

Ale nie puszczam jej, pytająco unoszę brwi i Couch ustępuje.

— No dobrze. Dobrze! Jeszcze nic nie wymyśliłam, tylko coś pomyślałam — to różnica! — w niebieskich oczach błyska podekscytowanie. — Wydaje mi się, że wiem, kto wkrótce może zrzucić Seana Rentona z piedestału! Tym bardziej że wciąż nie wiadomo, czy zostałby kapitanem „Złotych Orłów”, gdyby nie bójka z Palmerem.

— Nie, Amber.

— Tak! Myślisz, że miło mi patrzeć, jak zachowuje się ten idiota? Jakby Ashley Wilson nie istniała! Nie tylko ty — my wszyscy, Trisha i Zack, wszyscy uważaliśmy Seana za przyjaciela. Mógł powiedzieć wszystkim, że rozstaliście się w zgodzie, wtedy nie byłoby tych chichotów. Ale zamiast tego uniósł się pychą i udawał, że ma cię gdzieś! Tak, Ash! To już nie jest Sean, którego znałyśmy i który do upadłego przesiadywał u nas w gazecie. Na pewno nie zasłużyłaś na to, żeby być pośmiewiskiem dla Kate! Ile można ją znosić?

Amber skończyła mówić i teraz ze smutkiem wypuszcza powietrze, nagle niezwykle poważna, a ja nie wiem, co odpowiedzieć.

Nie, słowa oczywiście są, ale nie chce mi się ich wypowiadać. A co tu właściwie powiedzieć?

— Ambi, nie można zmusić człowieka, żeby był z kimś wbrew swojej woli, nie wierzę w to. Nawet jeśli Kate celowo wtrąciła się w mój związek z Rentonem, on ją lubi, rozumiesz? Właśnie wszyscy byliśmy w jednej klasie i to widać. A mnie już nie, i tyle. Nic mi nie będzie, przeżyję. W naszej szkole jest dość innych wiadomości, żeby długo o mnie pamiętać. Uczucia nie poddają się logice. Albo są, albo ich nie ma. Nie trzeba więc mścić się na Seanie ani szukać sprawiedliwości tam, gdzie jej nie ma. Ze mną wszystko w porządku, naprawdę.

— I tak nie jest orłem, tylko dzięciołem! Nawet się ze mną nie przywitał. Przeszedł obok, jakbym była powietrzem!

— Jestem pewna, Ambi, że łatwo to przeżyjesz. Znalazłaś, o kim myśleć! Zwłaszcza teraz — uśmiecham się i znowu biorę przyjaciółkę za rękę, zmuszając ją, żeby ruszyła z miejsca — kiedy Palmer wrócił do szkoły, a my mamy przeprowadzić wywiad z Hurleyem!

Dobry humor wraca do Amber i sama już spieszy do sali łaciny, odkrywając, że do dzwonka została tylko minuta.

— Jasne! — obiecuje, z krótkim śmiechem. — A co do wiadomości, trafiłaś w sedno. Wyobrażam sobie, co dziś będzie się działo w stołówce podczas lunchu, kiedy pojawi się tam łobuz Matthew. Chcę to zobaczyć!

Rozdział 4 / 6 · Strona 2 z 2