Rozdział 7
Zdążam wejść do klasy, w której mam nadzieję uczyć się „Prawo”, równo z dzwonkiem. Nauczycielka, surowo wyglądająca kobieta w ponurej sukience koloru dojrzałej wiśni i z ustami w tym samym odcieniu, wita uczniów, stojąc przy tablicy.
Jej pełne wyrzutu spojrzenie sprawia, że zatrzymuję się i przepraszam. Pilar siedzi już w ławce przy oknie; z rozszerzonymi ze strachu oczami i głową wtuloną w ramiona daje mi znak (przejeżdżając kciukiem po szyi), że marny mój los.
— Dzień dobry, miss Edwards! Przepraszam za spóźnienie. Czy mogę usiąść?
Mam nadzieję, że moja przyjaciółka się nie pomyliła i poprawnie wymawiam nazwisko, inaczej nie uniknę niezręczności i niepotrzebnych kłopotów. Zazwyczaj nowych nauczycieli przedstawia uczniom osobiście dyrektor, ale sądząc po tym, jak przenikliwie patrzy ta kobieta i jak pewnie się zachowuje, wcale tego nie potrzebuje.
— Jak się nazywasz? — pyta, a ja odpowiadam:
— Lena Holt.
Sprawdza moje słowa z zapisem w dzienniku i pozwala:
— Siadaj, miss Holt, ale pamiętaj: otrzymujesz pierwsze ostrzeżenie. Drugie spóźnienie skończy się dla ciebie punktami karnymi i pracą z materiałem dodatkowym. I dotyczy to wszystkich! — podnosi głos, omiatając wzrokiem klasę. Wyciągając rękę, wskazuje mi jedyną wolną ławkę w skrajnym rzędzie pod ścianą: — Zajmij swoje miejsce, proszę! Od teraz przez cały kurs jest ono twoje!
Skinam głową, chwytam plecak i spieszę się, by usiąść, ale nagle potykam się, zauważając w ostatniej ławce, tuż za moją — Cartera Wrighta.
On również patrzy na mnie z oszołomieniem, dla niego to też z pewnością niespodzianka z rzędu tych nieprzyjemnych. Moje nogi ledwo mnie słuchają, gdy opadam na krzesło przed nim.
Cholera! Tylko nie to! Nie mógł wybrać tego samego przedmiotu co ja!
W klasie jest zaledwie szesnaście osób, a szkoła oferuje duży wybór zajęć dodatkowych dla tych, którzy chcą uzyskać świadectwo z wysoką średnią — makroekonomię, fotografię, kultury Wschodu, psychologię, języki obce. W naszym mieście znajduje się jeden z najlepszych uniwersytetów w stanie, więc nikt nie chce zmarnować swojej szansy.
Więc dlaczego akurat prawo?!
Alexowi nauka zawsze przychodziła z łatwością, zamierzał studiować dziennikarstwo i z pewnością ukończyłby szkołę z wyróżnieniem. Gdy Gregory Butler zażartował kiedyś, że natura sprawiedliwie podzieliła role między bliźniaków — jednemu dała mózg, a drugiemu pięści, jak Carterowi — Alex się obraził. Powiedział wtedy, że jego brat jest o wiele mądrzejszy, niż wszyscy myślą, i na pewno to udowodni.
Zawsze jednak wydawało mi się, że starszy z braci liczył na stypendium sportowe, tak jak Nicholas. Chłopaki z drużyny lacrosse’a wręcz oszaleli na punkcie zeszłorocznego sukcesu w mistrzostwach miasta, a słyszałam, że Wrighta wybrano na kapitana… I nagle — podstawy jurysprudencji.
Od lodowatego spojrzenia w plecy moje łopatki zesztywniały tak mocno, że nie mogę się poruszyć. Przy próbie wyciągnięcia z głębi plecaka zeszytu i długopisu — jedno i drugie upada na podłogę, a ja zamieram w niepewności, docierając do wniosku, że nie jestem w stanie ich podnieść.
— Proszę ją przesiąść w inne miejsce!
Miss Edwards akurat kończy zapoznawać się z uczniami, gdy zmuszona jest przerwać. Poprawia okulary na nosie, reagując na rzucone żądanie.
— Powiedział pan coś, mister… e-e, Wright? — dopytuje, jakby niedosłyszała.
— Tak — dobiega głuchy i twardy głos zza moich pleców. — Powiedziałem: proszę przesiąść Holt w inne miejsce.
Boże, moje serce podskakuje i tłucze się jak u spłoszonej łani. Uczniowie w klasie odwracają głowy w naszą stronę, a ich wzrok parzy. Jestem już gotowa zerwać się z miejsca… gdy kobieta gestem nakazuje mi zostać.
— Podaj powód, Wright, dla którego miałabym to zrobić?
Carter nie czuje skrępowania. Sądząc po jego chłodnym tonie, wątpię, by cokolwiek lub ktokolwiek był w stanie go zmieszać.
— Nie życzę sobie oglądać Holt przed sobą, to wszystko.
Mówi prawdę. Wiem, że mnie nienawidzi, tylko nie potrafię pojąć, dlaczego. Jednak w tej chwili nie potrzebuję odpowiedzi — sama pragnę znaleźć się jak najdalej od tego chłopaka.
— Nie pytam o pana życzenia — równie chłodno zauważa miss Edwards. — Poprosiłam o podanie powodu.
— Zasłania mi. Słabo przez nią widzę.
— Ach tak? — zdziwienie na twarzy nauczycielki ustępuje miejsca sceptycyzmowi. — Ile ma pan wzrostu, mister Wright?
Sądząc po wahaniu, pytanie nie podoba się Carterowi, ale w końcu odpowiada.
— Sześć stóp, ma’am.
— A czy mogę poznać twój wzrost, miss Holt?
Mówię cicho, ale wszyscy mnie słyszą:
— Pięć stóp i cztery cale, ma’am.
— Dobrze — kiwa głową nauczycielka. — Tak też myślałam. Czy wybrał pan tę ławkę samodzielnie, mister Wright? — upewnia się u chłopaka. — Bez mojego udziału?
— Tak, ma’am.
— Czy pamięta pan główną tezę Deklaracji Niepodległości?
Po jej wyniosłej minie łatwo zgadnąć, że jest niemal pewna twierdzącej odpowiedzi, a Wright jej nie rozczarowuje.
— Doskonale pamiętam.
— W takim razie bądź pan tak uprzejmy i przypomnij nam ją, proszę. W przeciwnym razie zacznę wątpić, czy nie pomylił pan drzwi do gabinetu.
Wszyscy w klasie wstrzymują oddech, ja również. Nikt nie chce skandalu z udziałem dyrektora. Z radością przesiadłabym się, byle tylko przerwać tę rozmowę — Pilar się nie pomyliła, miss Edwards okazała się twardym orzechem do zgryzienia, inna już dawno wezwałaby dyrekcję.
— „Wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami…” — recytuje Wright. — Tak mówi źródło. Osobiście mocno w to wątpię, ale mniemam, że miała pani na myśli tę część Deklaracji, ma’am?
— Właśnie tak, dziękuję.
— Czy mam też wyrecytować z pamięci Kartę Praw? — w suchym tonie Cartera słychać kpinę. — Może od razu przejdziemy do poprawek do Konstytucji i podstaw statusu prawnego jednostki? I to wszystko z powodu Holt?
W końcu nie wytrzymuję i prostuję się na krześle, gotowa zeskoczyć z niego w każdej chwili.
— Z pewnością przejdziemy, na wszystko przyjdzie czas. Póki co jednak, młody człowieku, wciąż nie usłyszałam powodu pana żądania — przypomina Edwards.
Chłopak za moimi plecami niechętnie i głośno wypuszcza powietrze.
— No dobrze, to sprawa osobista! Teraz jasne?
— Ani trochę. Wszelkie osobiste pobudki zalecam zostawiać za progiem placówki oświatowej. W przeciwnym razie naszej szkole grozi przekształcenie się w to, w co o mało nie zmienił się Biały Dom podczas skandalu „Monicagate”, a tego bym sobie nie życzyła.
Nauczycielka przenosi wzrok na mnie.
— Miss Holt, czy masz jakieś obiekcje? Proszę wziąć pod uwagę, że to ty się spóźniłaś i przyszłaś do klasy jako ostatnia. Wybór był więc niewielki.
Pytanie pada nieoczekiwanie, unoszę lekko podbródek:
— Nie!
— Dobrze. W takim razie masz ustawowe prawo zajmować swoje miejsce. Pan zaś, mister Wright — zwraca się do Cartera — ma do wyboru trzy propozycje. I wszystkie, proszę zauważyć, wyłącznie w granicach prawa!
— Słucham pani, miss Edwards.
Kobieta kiwa głową, splatając dłonie na teczce przed sobą.