SOVABOO

Pokochaj mnie, Wróbelku!

Ch. 1: Rozdział 1

Rozdział 1

Rozdział 1/7 · Strona 2 z 27%

— Kogo ja widzę, Wróbelku! Patrzę i widzę, że się nie zmieniasz. Wciąż taki niebezpieczny dla serca i gorący. A do tego pewny siebie! „Czekam o szesnastej przy teatrze” — i to cała wiadomość? A gdzie: „Albinko, słoneczko, tak za tobą tęskniłem!”? A gdybym nie przyszła?

Wyszczerzyłem zęby w szerokim uśmiechu, przyciągnąłem dziewczynę do siebie i lekko pocałowałem ją w policzek.

— Tęskniłem — skłamałem bez mrugnięcia okiem i uniosłem brew. — A nie przyszłabyś?

Odpowiedź znaliśmy oboje, więc brunetka roześmiała się, przyjmując z mojej ręki bukiet. Odpowiedziała pytaniem na pytanie:

— Jakby tobie dało się odmówić? Przecież wiesz, Dani, jak działasz na dziewczyny. Ale jest mi trochę przykro. Przez pół roku nie przypominałeś sobie o mnie, a tu nagle „czekam” i bez dyskusji. Więc dlaczego ja?

Dlaczego? Bo po prostu jej numer telefonu wyskoczył w kontaktach jako pierwszy, oto cała tajemnica. A poza tym Albinka zdecydowanie umiała robić pewne rzeczy lepiej od innych dziewczyn i bez zbędnego mizdrzenia się.

Ale teraz w jej oczach nie mignęła chyba nadzieja na coś więcej? Bo jeśli tak, lepiej od razu wyjaśnić, po co się spotkaliśmy, zanim pójdziemy dalej.

— A dlaczego nie, mała? — odpowiedziałem chłodniej. — Ostatnim razem sama prosiłaś, żebym zadzwonił, kiedy nadarzy się okazja. No to jestem — przyjechałem i dałem znać. Ale gdybyś nie przyszła, zrozumiałbym i nie zadawał pytań. Przecież wiesz, że nie mam aż tyle czasu między treningami, żeby tracić go na telefony i rozmowy. Wcześniej ci to odpowiadało.

— Nadal mi odpowiada — przeciągnęła śpiewnie przyjaciółka, trochę urażona. — Po prostu jestem ciekawa, a gdybym kogoś miała? Wiesz, ja też znam swoją wartość.

Omiótłem ją zamyślonym spojrzeniem.

Dziewczyna rzucała się w oczy, a figurę miała taką, jak trzeba. Szczerze mówiąc, zdobycie jej uwagi nie kosztowało mnie żadnego wysiłku. Wszystko było dokładnie odwrotnie. A to, co przychodzi łatwo, trudno docenić. Dlatego odpowiedziałem uczciwie, ściągając uśmiech z twarzy:

— Wtedy na twoim miejscu znalazłaby się inna, i tyle.

— Dupek! Wróbelku, ty nie masz serca! Następnym razem nie przyjdę, żebyś wiedział!

Ale zawisła mi na szyi. Przycisnęła się do mnie piersiami, uśmiechając się obiecująco.

— To jedziemy? — ja też objąłem Albinkę w talii, przyciągając ją do siebie. — Czy zmieniłaś zdanie?

— Niedoczekanie! Dzisiaj jestem cała twoja, przystojniaku!

— Świetnie! Od razu trzeba było tak mówić…

Otworzyłem drzwi i posadziłem dziewczynę we wnętrzu audi z przyciemnianymi szybami. Obszedłem samochód, usiadłem na fotelu kierowcy i uruchomiłem silnik. Wyjechałem z parkingu na aleję i poprowadziłem auto w stronę domu, zamierzając, zanim trafię do swojego mieszkania, wstąpić do centrum handlowego i kupić jedzenie.

Dzisiejsza noc zapowiadała się długa i bezsenna, a podczas takich zawsze budził się we mnie wilczy apetyt. I nie tylko jeśli chodzi o seks, więc warto było zadbać również o prowiant.

Albinka nie traciła czasu. Odłożyła bukiet na tylne siedzenie, zawiesiła torebkę na uchwycie i przysunęła się do mnie. Zaczęła trajkotać o różnych bzdurach, wsuwając palce pod cienki sweter i muskając oddechem moją szyję. Owiewała mnie zapachem perfum tak mdląco słodkich, że aż chciało się odsunąć.

— Boże, Dani, stałeś się jeszcze seksowniejszy. Co ty robisz ze swoimi mięśniami? Są po prostu ze stali! I skąd u ciebie taka opalenizna? Byłeś w Dubaju? Sam? Chociaż po co pytam, oczywiście, że nie. Powiesz mi, z kim?

Nie słuchałem brunetki. Nie lubiłem tych wszystkich czułości i wypytywania. Z takim samym skutkiem mogłaby po prostu milczeć. O wiele bardziej niż życie osobiste Albiny interesowała mnie jej ręka, która leżała na moim kroczu i gładziła to, co już od kilku miesięcy domagało się kobiecej uwagi…

Cholera! Właśnie teraz się domagało!

Ciało natychmiast się napięło, więc musiałem zjechać na pobocze, a potem w stronę parku — tam, gdzie było ciszej. Zatrzymałem się i odpiąłem pas bezpieczeństwa akurat w chwili, gdy przyjaciółka rozpięła pasek moich spodni i figlarnie zapytała:

— Mam kontynuować?

— Oczywiście, mała! Inaczej po co tu jesteśmy.

Niecierpliwym ruchem odsunąłem fotel kierowcy do tyłu, opuściłem oparcie i uśmiechnąłem się do Albinki, pozwalając jej pochylić głowę…

Ależ przyjemnie zaczyna się ten wieczór!


[1] Historia Iwana, brata bliźniaka Daniela, w książce „Kujony się nie poddają!”

Rozdział 1 / 7 · Strona 2 z 2