SOVABOO

Tylko ty

Ch. 41: Rozdział 41

Rozdział 41

Rozdział 41

Wychodzę z budynku akademickiego, zbiegam po schodach na werandę, potem idę chodnikiem w stronę parkingu i robię to prawie tak szybko, jak podczas porannej ucieczki. Z daleka widzę wysoką, silną sylwetkę ciemnowłosego chłopaka o oczach tak przeszywająco szarych, że gdy raz się je zobaczy, nigdy się ich nie zapomina. Kiedyś błyszczały nienawiścią, ale nawet wtedy, pięć lat temu, moje serce dostrzegło w nich szczególne światło i zostało do nich przyciągnięte - wbrew wszelkim przeciwnościom.

Nawet teraz to światło mnie spotyka, ale Stas nigdy nie był dobry w aktorstwie, a w jego oczach domyślam się zaskoczenia i niepokoju. Zwalniam kroku, spodziewając się czegoś złego, obserwując, jak kończy rozmowę telefoniczną, wkłada iPhone'a do kieszeni i obchodząc samochód, otwiera mi drzwi Pomimo podekscytowania, które napięło jego szerokie ramiona, próbuje się uśmiechnąć.

Tak, zawsze wiedziałem, że może być inny.

- Cóż, Elf, wróciłeś. Udało nam się i nie mam nic przeciwko spróbowaniu ponownie.

Zatrzymuję się i patrzę na niego, odgarniając z policzków potargane wiatrem włosy.

- Stas, czy coś się stało? - pytam, zauważając, że uśmiech opuszcza jego usta wraz z moim pytaniem, a linia ust powraca do swojej zwykłej twardości.

- O ile wiem, wszyscy żyją i mają się dobrze. Ale, Nastya... - nie chce odpowiadać, a jednak wątpliwości nie leżą w jego naturze - Zanim wrócimy do Cherokhino, powinnaś wiedzieć. Mamy gości.

Od mojego powrotu nikt nie był w domu mojej macochy. No, może Arno. Ale pamiętam słowa matki Galii do syna i domyślam się, kto to może być:

- Twoi przyjaciele?

Ale Stas kręci głową.

- Nie, wręcz przeciwnie. Myślę, że to twoi krewni.

- Mój... kto?

Nie mogę ukryć zaskoczenia.

- Dzwoniła moja matka. Właśnie przyjechali. Sam nie mogłem nic zrozumieć. Zrozumiałem tylko, że wpuściła ich do domu.

Wiadomości, które słyszę, wydają się absurdalne i mimowolnie się uśmiecham, nie chcąc uwierzyć w takie założenie.

- Stas, to niedorzeczne. Moja babcia zmarła zimą, a mama już dawno odeszła. Mam tylko ojca i ciebie. Nie mam nikogo innego.

- Nie musimy teraz wracać do Cherokhino. Chcesz?

Czy chcę unikać spotkań z nieznajomymi? Oczywiście, że tak. Lepiej, żeby mój ojciec wiedział, kto jest z nami spokrewniony, a kto nie. Nie sądzę, by ukrywał cokolwiek przed matką Halii.

Moje serce nagle pęka, gdy myślę o Jegorze. Nie dzwoniłam ani nie rozmawiałam z nim przez ostatnie dwa dni, więc czy zdecydował się ... Nie, to niemożliwe. Nie mógł przyjechać. I po co miałby to robić? Kiedy jestem sama...

- Nie - protestuję z zimnym sercem - chodźmy do domu. Proszę. Chcę wiedzieć, kto to jest.

- Dobrze.

Stas pomaga mi wsiąść do samochodu i sam wsiada. Jedziemy w milczeniu i dopiero przy bramie naszego podwórka, po wyłączeniu silnika, nagle znajduje moją dłoń, by ścisnąć moje palce i uchwycić drżenie, z jakim zareagowałam na jego dotyk.

- Nastya ...

- Spoglądam ponownie w szare oczy, a cały niepokój, który mnie ogarnął, natychmiast schodzi na dalszy plan.

- Rozumiem, że może teraz nie jest na to czas i nie masz na to ochoty, ale... Proszę, weź je, są twoje.

Kwiaty. Biało-różowy bukiet storczyków. Bardzo delikatny i piękny, który nagle pojawił się na moich kolanach. Zauważyłam, że nie wygląda jak Stas. A może po prostu nie znam go wystarczająco dobrze.

Wydaje się czytać w moich myślach. Pytania, których boję się sobie zadać.

- Nikomu, Elf - dotyka lekko palcami mojego podbródka, zmuszając mnie, bym na niego spojrzała... i opuszcza rękę, zaciskając pięść. Tylko dla ciebie.

Wydaje się, że jesteśmy zdezorientowani i brakuje nam słów. Coś unosi się między nami na samej powierzchni, coś subtelnego i wrażliwego, tak kuszącego jak zapach orchidei. Jest żywe i drżące, przyciągając nasze oczy i twarze ku sobie... i nagle boleśnie ściśnięte, gdy drzwi samochodu zatrzaskują się gdzieś w pobliżu.

Nieznajomy mężczyzna wychyla się przez okno po stronie kierowcy i wyrzuca przez nie niezapalonego papierosa.

- Hej, chłopcze! Daj mi ogień. Właściciel zabrał zapalniczkę i utknę tu na nie wiadomo jak długo. Umrę bez papierosa. Och, dziewczyno! Przepraszam!" pośpieszył z przeprosinami, zauważając, jak odskoczyłam od Stasia. "Przeszkodziłem ci, prawda? Cholera, to było brzydkie.

Czuję się też niekomfortowo pod czyimś spojrzeniem i czuję się źle. I bolą mnie usta, ponieważ nie wyciągnąłem ręki, nie spotkałem się, nie otrzymałem.

- Nie palę, człowieku. Spierdalaj!

Jeśli rozczarowanie może mówić, to teraz krzyczy na dwa głosy, a mężczyzna, patrząc na zesztywniałą twarz Stasa, cofa się, unosząc ręce.

- Mam! Mój błąd, już idę.

Przy bramie zaparkowane są dwa nieznane samochody, a Stas przygląda im się ponuro, prowadząc mnie na werandę.

- Nie podoba mi się to, Elf - mówi, nieświadomie obejmując mnie za ramiona, gdy ostrożnie wsłuchuję się w głosy dochodzące z domu, odróżniając męskie od pozostałych - Te samochody nie pasują do twojej rodziny z Far Bur i Batey. Może ktoś się pomylił. W życiu wszystko się zdarza.

Tak, to się zdarza. W tej chwili jestem prawie pewien, że tak.

Stoją w salonie, moja macocha i mój ojciec. Oboje są spięci, rozciągnięci i podniesieni. W przestronnym pokoju, oprócz rodziców, dostrzegam dwóch mężczyzn i szczupłą kobietę po sześćdziesiątce, która siedzi na kanapie. Już pierwsze spojrzenie na nią mówi mi, że myliliśmy się ze Stasiem. Rozpoznaliśmy ją. Znajome rysy, które tak często widzę we własnym odbiciu i na zdjęciach mojej matki, są łatwe do odgadnięcia nawet przez drobne zmarszczki, które pokrywają jej zimną, ale wciąż piękną, zadbaną twarz.

Siedzi wyprostowana przed swoją macochą, ciemnowłosa, ubrana w lekki żakiet i ołówkową spódnicę, z zaciśniętymi ustami, palcami ściska uchwyty swojej cennej torebki i odwraca głowę w naszą stronę na dźwięk naszych kroków.

- "Cześć", nadal uważam za konieczne witanie się z nieznajomymi, chociaż zadowolony wyraz twarzy Dmitrija Iwanowicza, gdy nagle pojawia się w naszym domu, sprawia, że mam ochotę wyjść, zamiast odwzajemniać powitanie jego pewnym siebie uśmiechem i pełnym szacunku skinieniem głowy.

Nie ma wątpliwości, że ten człowiek ma z czego być dumny, niespodzianka zakończyła się sukcesem.

Stas i ja zatrzymujemy się na progu salonu, a wtedy kobieta widzi mnie i podrywa się na nogi, krzyżując ręce na piersi.

- O mój Boże! Aneczka! Moja dziewczynka!" wykrzyknęła głośno, upuszczając torebkę na podłogę i natychmiast wpadając w ręce mężczyzn, którzy szybko zareagowali. Nikola, jak to możliwe? To nie może być...

- "Mówiłam ci, Emmo Leonidovna", mówi założycielka konkursu, "że dziewczyna jest podobna do Anyi.

W oczach kobiety pojawiły się łzy, jej ręce drżały, a ja sama pobiegłabym do kuchni, gdyby moja macocha nie zareagowała pierwsza.

- Synu, przynieś trochę wody - woła cicho Stas i niechętnie wychodzi z pokoju, by po chwili wrócić ze szklanką w dłoni.

- Dziękuję...

Wszyscy milczymy, sytuacja jest dziwna, żaden z gości nie spieszy się z przedstawieniem się lub wyjaśnieniem swojej wizyty, a kobieta znów się odzywa.

- Moja kuzynka Olga powiedziała mi kiedyś, że na wakacjach spotkała dziwną kobietę i dziewczynkę, która wyglądała bardzo podobnie do mnie w młodości, ale ja jej nie uwierzyłam. Nie mogłam uwierzyć, że to dziecko naprawdę może być moją wnuczką. O mój Boże, Aneczko!

Znowu na mnie patrzy, a mój ojciec nie może tego znieść.

- To nie jest Anya. To Nastia, moja córka. I wygląda jak jej matka.

To niesamowite, jak szybko emocje zmieniają twarz gościa, przywracając jej lodowaty chłód i usztywniając plecy. Gdy tylko jej drżące wargi przecięły bladą twarz, chciałem ukryć się przed jej spojrzeniem. Przypominam sobie opowieści babci o apodyktycznej naturze tej kobiety i rozumiem, jak trudno było mojemu ojcu żyć w jej niełasce.

Patrzy na niego jak na nic, jakby to ona była właścicielką tego domu, a nie on. Ale wiem, że tylko cierpliwość matki Galii pozwala jej to robić.

- Grishka Matveev. Syn magazyniera w miejskiej pralni. Nieporozumienie. Straszna pomyłka, która przekreśliła los mojej córki. Byłem pewien, że zgnijesz w kopalni. Gdyby nie ty, moja Anya żyłaby dzisiaj i wyszła za mąż za Dmitrija. Zrobiłaby karierę w teatrze! Skąd się tu wziąłeś, żebraku, łobuzie! Zawróciłeś dziewczynie w głowie!

Rozbrzmiewa to z nieoczekiwaną dzikością - w naszym zwykle cichym domu, a cisza nie spieszy się z pochłanianiem dźwięków, pozostawiając je odbijające się echem w salonie raz po raz. Ale zanim zdążyłem się zdziwić, moja żona zostaje stanowczo odciągnięta przez starszego mężczyznę, który przez cały czas trzymał ją za ramiona, a teraz po raz pierwszy zwrócił na siebie uwagę.

- Mamo, przestań! Myślałam, że cię o to prosiłam!

Żadnych znajomych cech w jego wyglądzie. Prawdopodobnie tak wygląda lub mógłby wyglądać mój dziadek.

- Przepraszam, Hryhorii, to wszystko z podekscytowania - mówi mężczyzna tak spokojnie, jak to tylko możliwe, zwracając się do ojca - Wiadomość o Nastii dotarła do nas jak grom z jasnego nieba. Przysięgam, nie wiedzieliśmy... Nie chcieliśmy wiedzieć! I jaki sens ma rozpamiętywanie przeszłości? Jesteśmy winni. Wszyscy jesteśmy winni. Nawet po tylu latach śmierć Anny jest straszną tragedią dla naszej rodziny.

- Nikolai, zamknij się! Musiałam mu powiedzieć, nawet po tylu latach! Gdyby nie on...

Ale mój ojciec znów przemówił. Prawdopodobnie nigdy nie widziałem go tak zasmuconego i poruszonego. Zanim Stas i ja weszliśmy do pokoju, napięcie już dzwoniło.

- Twoja córka, Emma, nienawidziła widowni i kółek teatralnych, a ty o tym wiedziałeś. Kochała ciszę i pisała wiersze. Lubiła patrzeć, jak malujesz. Kiedy urodziła się Nastia, marzyliśmy, że nasza córka dorośnie, a Anya będzie uczyć dzieci muzyki. Zwykłe dzieci w zwykłej szkole muzycznej. Byliśmy szczęśliwi, tylko rok dzielił ją od ukończenia szkoły... Nie wiem, co wydarzyło się tamtej nocy w twoim mieszkaniu, kiedy przyszła pokazać ci dziecko. Byłem pod ziemią w kopalni, a ty dałeś mi nadzieję na pojednanie i pozwoliłem jej odejść. Nigdy nie mogłem jej rozkazywać. Miała wrócić rano, ale uciekła od ciebie w zimową noc z dzieckiem w ramionach i myślę, że trucizna, której użyłeś, by zatruć moje życie, wciąż cię prześladuje. Anya nadal by żyła, gdyby nie duma twojej rodziny, która ją złamała.

Synowi nie udaje się powstrzymać matki, a gość jest już na nogach.

- Ty! Po tym wszystkim, co się stało, śmiesz wytykać mnie palcami?! Oskarżać mnie?! Mnie, człowieka, który otrzymał zasłużone nagrody i regalia? Lepiej powiedz swojej córce, czyją jest wnuczką i do czyich domów może wejść, jeśli chce! Nie chcę o tobie wiedzieć!

Czuję, jak dłoń Stasa dotyka mojej. To jak kliknięcie, które uwalnia napiętą do granic możliwości nić. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jestem tak spięta.

W salonie słychać głos jej macochy:

- Wygląda więc na to, że nadszedł czas, aby wszyscy odetchnęli, a zwłaszcza ty, kochanie, jeśli chcesz kontynuować rozmowę z moją dziewczyną. W tym domu nie ma miejsca na histerię i krzyki, nie toleruję tego. Szczerze współczuję tobie i Hrycowi w waszej wspólnej żałobie, ale muszę przypomnieć, gdzie jesteście i w jakim celu.

Na próżno mama Galia apeluje o powściągliwość - nie zostaje wysłuchana. Czarnowłosa nieznajoma, moja krewna, staje twarzą w twarz z tym, którego obwiniała przez całe życie, i pospiesznie opowiada mu o wszystkim, co dręczyło ją przez tyle lat. Wściekłość aż kipi pod jej skórą, nie ukrywając tego przed nikim w tym pokoju.

- Nie rozumiem, dlaczego wybrali ciebie. Dlaczego Anya wybrała ciebie? Nawet po tylu latach wciąż tego nie rozumiem. Jesteś nikim! Urodziłeś się, by być cieniem! Myszą pod stopami ludzi takich jak Dmitri! To samo powiedziałem mojej córce. Nie można was ze sobą porównywać i życie to udowodniło!

- Twój Dmitri nie pozwalał jej oddychać i nigdy by tego nie zrobił. Ze mną Anyuta była prawdziwa. Ale ty naprawdę nie rozumiesz.

- O czym ty mówisz... - twórca konkursu odrywa się od ściany, ale mój ojciec już się do niego odwrócił. Nie wiem, co gość w nim widzi, ale ja widzę w moim ojcu dość wewnętrznej siły, by przyjąć każdy cios i odpowiedzieć na nie wszystkie. Teraz nie wydaje się ani trochę słabszy od Dmitrija.

- Zamknij mordę! Jeśli już przyszedłeś do mojego domu. I ostrzegam cię, Jasminow: nie waż się zbliżać do Nastii. Widzę, jak na nią patrzysz. Nie waż się! Nie pozwolę ci ingerować w jej życie!

Czuję, jak Stas zaciska palce na moim ramieniu. Odwraca głowę w stronę mężczyzny, a ten milczy pod jego spojrzeniem, nie powiedziawszy ojcu, co zamierza powiedzieć.

- Emmo Leonidowna, po raz ostatni proszę cię o więcej powściągliwości i zastanowienie się, w czyim jesteś domu. Pamiętaj, że mówisz o moim mężu. Tylko ze względu na Nastię, Grisza i ja pozwoliliśmy ci tu być, wiedząc, że nadal będziesz szukał spotkania z naszą dziewczyną. A teraz po raz kolejny jestem przekonana, że postąpiłam słusznie, wpuszczając cię. Więc nie próbuj mojej cierpliwości. Nie jest nieskończona!

Ale gość znów na mnie patrzy i zdaje się nie słyszeć apelu matki Galii. Nagle czuję się źle z powodu tej ostentacyjnej nieuwagi z jej strony, zupełnie niezasłużonej przez gospodynię. Słowa wydobywają się ze mnie, jakby czekały na swój czas:

- Powiedziałeś wszystkim, że nie żyję. Tamtej nocy umarłam razem z matką. Przez te wszystkie lata unikałeś jakiejkolwiek wzmianki o mnie. - Spotykam się bezpośrednio z jego niebieskim spojrzeniem. Wiem, że Dmitrij Iwanowicz powiedział ci o wszystkim. Nienawidziłeś mojego ojca tak bardzo, że odciąłeś mnie od swojego życia. Powiedz mi, nie rozumiem, czego teraz chcesz. Do czego jestem ci potrzebny?

Podchodzi szybko - babcia, która tak bardzo różni się od matki mojego ojca. Nieznajoma, której bliskość sprawia, że boli mnie klatka piersiowa i dusza. Bliski nieznajomy, który nagle pojawił się w moim życiu. Podchodzi do mnie, by wziąć mnie za rękę i przycisnąć ją do swojej piersi. Mówi coś podekscytowany, przez łzy, głaszcząc dłonią moje włosy.

- Wiem. Wynagrodzę ci to, Nastya, najlepiej jak potrafię. Obiecuję! Twój dziadek był wpływowym człowiekiem, nasza rodzina ma poważne powiązania. Powiedz mi tylko, czego chcesz... Wiem, gdzie studiujesz i gdzie mieszkasz. Nikolasha i ja dowiedzieliśmy się wszystkiego! Jestem uhonorowaną aktorką teatralną, członkiem Związku Artystów, moi przyjaciele to sławni ludzie... Mam doświadczenie, znajomości, pieniądze. Mogę robić wiele rzeczy...

- Dziękuję, ale jestem zadowolony ze wszystkiego.

- Proszę, mów mi Emma. Mój Boże, tak bardzo przypominasz Annę! Macie taką samą twarz! Dziecko, mylisz się, po prostu nie rozumiesz. Wiem, że ci ludzie są twoimi przyjaciółmi i dorastałaś z nimi. Nie proszę cię, żebyś teraz podejmowała decyzję, ale proszę cię, żebyś pomyślała o sobie, o swojej przyszłości.

- Przepraszam, Emma, nie rozumiem cię.

- "Co tu jest do rozumienia?" kobieta uśmiecha się przez łzy, a jej uśmiech wydaje się taki szczery. "Oferuję ci życie godne mojej wnuczki. Mój mecenat w świecie sztuki i moje nazwisko. Osobiście znam Gruno Lisowskiego, zadzwoniłam do niego i otrzymałam pochlebną recenzję na twój temat. A znając mistrza, jestem skłonna w to uwierzyć.

- Skąd jesteś?

- Mówiłem ci, że dowiedzieliśmy się wszystkiego! Nie ma się czego wstydzić, Nastia, to krew, to geny! Nasza rodzina ma wiele powodów do dumy i powiem ci wszystko!

Stas zareagował złośliwym śmiechem.

- Jakie to wzruszające. Więc, proszę pani, najpierw dowiedziała się pani, że pani wnuczka nie jest ani opóźniona, ani kaleka. Czy postanowiłaś dowiedzieć się, czy jest utalentowana, zanim jej o tym powiesz? A gdyby odpowiedź była przecząca? Czy nadal siedziałbyś z boku? Nie przypominam sobie, żeby ojciec opowiadał mi o tobie, pani. I pozwól Nastii wreszcie odejść! Ona cię nie lubi. Jej matka zresztą też nie. I to jest ryzykowne - ostrzegam, mimo wszystkich twoich koneksji.

Kobieta puszcza mnie i cofa się nawet o krok, by powrócić w ramiona syna, który natychmiast kładzie jej ręce na ramionach. Spogląda na Stasia uważnie, zaciekawiona, z jasnymi ustami zaciśniętymi w niezadowoleniu.

Uśmiecha się do niej zawadiacko, wiedząc, że nie ma się czego wstydzić, jeśli chodzi o swój wygląd.

- Tak, jestem przyrodnim bratem, jeśli jeszcze się nie domyśliłeś.

Gość nie lubi, gdy mu się przerywa, czuję to. Moja nieznajoma babcia mruży oczy i unosi szczupły podbródek, oceniając Stasia. Zauważa chłodno:

- Dlaczego tak. Rozumiem. "Ryzykowne, powiadasz?" Przerywa na znaczącą chwilę. "Nie jestem przyzwyczajona do odpowiadania ludziom takim jak ty, młody człowieku. Masz rację, nie potrzebuję regaliów, by wiedzieć, czym jest relacja macocha-córka. By zrozumieć ich słony smak. Jesteś pewien, że mojej wnuczce nie spodoba się ta propozycja? Potrafię być przekonujący.

- Nie jestem pewien co do tego drugiego.

- Dlaczego?

- Niezbyt mądrym posunięciem z twojej strony jest rozpoczynanie poznawania wnuczki od oskarżania jej ojca i naszej rodziny. Niewielu osobom się to spodoba.

- Jeśli to jakieś pocieszenie, zamierzałem się powstrzymać, ale nie udało mi się. Spotkanie z przeszłością było zbyt bolesne.

- Kogo chcesz teraz przekonać? Mnie czy siebie?

- Młody człowieku, chciałbym cię prosić o ...

Ale podniesiona ręka kobiety z łatwością powstrzymuje jej syna.

- Czekaj, Nikolai! Nie widzisz, że on też wymaga szacunku. Ktoś, kogo nauczono mówić językiem ulicy. "Nie różni się od 'Batya' i 'dame', prawda?" Spogląda ostro, przewlekając oczy, "co za przystojny chłopiec wyrósł na sprzedawcę ciast. To oczywiste, że dodali fajną mieszankę do ciasta, ale nie wszystkie składniki zostały wzięte pod uwagę. Więc, kochana, może zdradzisz mi przepis? Z kim mam zagniatać ciasto i kiedy - żeby w rubryce "ojciec" była kreska?

Gość zwraca się do macochy, a jej słowa sprawiają, że robi mi się zimno w środku.

- Tak, wiem wszystko. Tak, zapłaciłem pieniądze, żebym nie musiał grać z tobą na ślepo, byłem zaskoczony obecną sytuacją twojej rodziny. "Jej dziewczynka"! Jak śmiesz mówić mi, co mam mówić mojej wnuczce? Gdzie i jak mam się zachowywać? Grozić mi swoją decyzją? Dla mnie, Emmy Grigorievy, która jest szczęśliwa, że jest mile widziana w każdym domu! Nie ma znaczenia, w jaki sposób była więźniarka sierocińca dostała ten domek. Jak na nią zapracowałaś? Widzę, że nie masz nic wspólnego z kulturą, która karmiła naszą rodzinną krew od pokoleń. I myśli pani, że zostawię wnuczkę pod pani opieką, pani Frolova? Do diabła, nie! Mam znajomości w tym mieście, mam przyjaciół! Wystarczy, że wykonam jeden telefon i...

- Wynoś się - mówi mój ojciec cichym, ochrypłym głosem, a ja drżę z gniewu w jego głosie. I jeszcze głośniej, zaciskając pięści: - Wynoś się stąd, Emmo! Albo cię uderzę.

- Postradałeś zmysły?

- Nie rób sobie nadziei. Jeśli Nastya chce się z tobą zobaczyć, nie zabronię jej. Ale nie chcę widzieć ciebie. Żadnego z was. Nigdy w życiu! Wynocha!

Kobieta blednie, a oddech więźnie jej w gardle. Zbyt wiele oczu w tym pokoju patrzy na nią w oczekiwaniu, a ona się wycofuje. Cofa się do drzwi, bierze torebkę syna z jego rąk i odwraca się do ojca:

- W porządku, Grigorij. Nastia nie będzie musiała długo tańczyć do twojej melodii. Dzisiaj wyjeżdżam, niech tak będzie, ale wkrótce, kiedy dziewczyna wyjdzie za mąż, odzyskam ją. Rozmawiałem z jej przyszłym mężem i wiem, że jest o wiele bardziej przychylny niż ty. Do widzenia!

Rzuca mi jeszcze jedno długie spojrzenie i wychodzi. Gdy opuszcza salon, jej nogi uginają się w drodze do wyjścia, a założyciel konkursu chwyta ją za łokieć, by ją odprowadzić.

Mykoła wychodzi z domu jako ostatni i to on odwraca się i mówi:

- To było okropne spotkanie. Katastrofa dla nas. A jednak proszę wszystkich o wybaczenie Emmie, jest złożoną osobą i głęboko nieszczęśliwą. Wiadomość o Nastii po prostu ją załamała. Moja matka nie jest już potworem, jakim się dziś okazała. Grigoriju, jeśli możesz, proszę, wybacz mi wszystko.

Chodźmy. Po raz kolejny jesteśmy sami w domu, jakby nie było żadnych intruzów. Tylko wyraźnie zmęczony głos mojej macochy przerywa ciszę.

- Nie powinieneś być taki pochopny, Grisha. Wiesz, że przeszłość nie może mnie zranić. To mały sekret, dziecko z sierocińca. Jest jak jest. Nie można usunąć słów z piosenki.

- Galya ...

- Pusty wydech. Tylko ona została spalona.

Po raz pierwszy widzę, jak mój ojciec całuje swoją żonę. Obejmuje ją mocno, zmysłowo przyciągając do siebie, jakby próbując ochronić ją przed dawnym bólem, który utkwił w jego sercu.

- Grisza, co ty robisz? Dzieci patrzą.

- Przepraszam, Galia! Przepraszam! Nie zasługujesz na to.

- Przepraszam - powtórzyłam, wiedząc dlaczego Stas zamarł na moim ramieniu.

Słońce zaszło. Przez szerokie okna salonu widać marszczące się nisko niebo, las za wioską spowija szara mgła, a ryk grzmotu, który przetoczył się po horyzoncie, symbolicznie oddaje ogólny nastrój. Ponury i nieco boleśnie gorzki, jak smak świeżego piołunu. Smak przeszłości, który wisi nad domem niczym ładunek nierozlanego deszczu.

Teraz chcę powiedzieć mojej macosze i jej synowi znacznie więcej niż samotne "przepraszam". Chcę ich zapewnić, że wszystko, co się stało, było strasznym błędem, niesprawiedliwością, bezsensem i nonsensem. Że kocham ich ponad życie! Bo jeszcze trudniej jest odczuwać cudzy ból niż własny. Prawie niemożliwe!" I rozumiem mojego ojca, czytając w jego oczach odbicie moich własnych uczuć, gdy nagle pyta z podekscytowaniem:

- Nastia, Stas... Moglibyście zostawić Galię i mnie samych? Proszę, dzieci, musimy być sami. To bardzo ważne!

A ja mu wierzę. Zamiast zrobić krok w stronę macochy, cofam się. Tak, to dla nich ważne.

Stas i ja wychodzimy z salonu i zatrzymujemy się w holu przy schodach. Patrzy na mnie w ponurej ciszy, unosząc się nade mną, a ja odwracam się do niego, by zatrzymać wzrok na jego ustach. W namacalnym dzwonieniu napięcia między nami słyszę już echo pytania, które jeszcze nie zostało zadane

- Nastya, co oznacza "jej przyszły mąż"? O kim mówiła ta zrzędliwa kobieta?

... Patrzę w jego szare, zdezorientowane oczy, zdając sobie sprawę, że nie ma sensu się ukrywać. Wiedząc, że oczywiście zapamięta to imię, tak jak zapamiętał to, o co pytał mnie wiele lat temu.

- O Jegorze. Mówiła o Jegorze, ale nie mam pojęcia, skąd o nim wiedzieli.

- Powiedz, że to nieprawda.

Milczę, nie wiedząc, jakie słowa wybrać. Jak mu to wytłumaczyć w sposób, który go nie zrani. Jak nie pozwolić mu poczuć żalu i duszności, które czuję w środku. Zdaję sobie sprawę, że teraz niszczę subtelną i prawdziwą rzecz, która istnieje między nami. To, co Stas próbował zachować. Ale kłamstwo to nie milczenie. Z nim to niemożliwe.

Przechyla głowę, przesuwając niegrzecznie palcami po ciemnych włosach.

"...Kochasz go? Kochasz go, szkielecie? Powiedz mi!

- Jegor jest moim przyjacielem i kocham go".

Przypomniałam sobie. Tylko tym razem nie pytał.

- "Kurwa, Elf", wydyszał szeptem, nie patrząc w górę, z taką udręką w głosie, że jego serce mówi za niego, "co ty nam robisz?

Jego głos natychmiast odbija się echem w moim sercu i wyciągam do niego rękę, ale Stas już się odwraca i powoli wchodzi po schodach, zostawiając mnie stojącą w ciszy korytarza.

- Przepraszam...

Moje szerokie plecy nie są już widoczne i zakrywam twarz dłońmi. Nie chcę, ale wciąż nasłuchuję kroków.

Drzwi do jego sypialni zaraz się zamkną. Do tej pory pozostawały otwarte, ale jeśli się zamkną, stracę go na zawsze. Z jakiegoś powodu ta myśl staje się główną.

I kiedy te cholerne drzwi stały się dla mnie tak ważne? Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, co próbował powiedzieć - od pierwszego dnia, kiedy wróciłam?

Nie mogę czekać, nie mogę słyszeć tego dźwięku i pędzę do wyjścia. Wybiegam z domu, przez bramę i ulicą, nie znając drogi i nie widząc niczego przed sobą. Potrzebuję powietrza i wolności, potrzebuję tego deszczu, który leje się z nieba, ponieważ obietnice są duszące, duszące, duszące

Nigdy nie sądziłem, że nadejdzie moment, w którym będę chciał o nim zapomnieć. Nie pamiętać, nie widzieć, nie znać osoby, która tak długo była moim prawdziwym przyjacielem. Moim najlepszym przyjacielem.

Jegor.

Jak długo uciekam od ciebie i nie mogę uciec. Kocham cię moją dziecięcą pamięcią i duszą, ale nie kocham cię moim sercem.

"...Witaj, Nastia.

- Witaj, Yegor.

- Co, już nie przyjdziesz? Tęsknię za tobą, prawda?

- Nie mogę teraz tego zrobić, przepraszam. Ja też nie.

- Wiem. Śledzisz kalendarz?

Po przerwie.

- Tak.

- Nasz numer wkrótce, wciąż czekam.

- Jegor ...

- Nastya, wiesz, co do ciebie czuję. I jak zawsze będę cię traktował. Nawet kiedy byłem dzieckiem, wymyślałem różne wymówki, żeby być z tobą.

- Jegor ...

- Nie mów więcej, że nie jesteś pewien. Proszę! Już wszystko omówiliśmy! Wszystko będzie dobrze, Nastia, słyszysz mnie? Moja droga, obiecuję. Jestem pewna nas..."

 

"- ... Nastia, dobrze, że masz Jegora. Wyrasta na dobrego chłopca!" Babcia wzdycha z zadowoleniem, a ty nie możesz temu zaprzeczyć.

Jest bardzo dobry. Bardzo dobrze. I spędzałam z Jegorem dużo czasu, nie dziwiąc się, gdy nagle spotykał mnie pod drzwiami szkoły, by razem odprowadzić do domu, albo gdy zapraszał mnie do kina w niedzielę. Rano odprowadzał mnie na uczelnię. W końcu byliśmy dobrymi sąsiadami i przyjaciółmi. Przez wiele lat byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, aż pewnego dnia mnie pocałował.

Dobrze pamiętam szczęście, które błysnęło w jego niebieskich oczach i moje własne przerażenie. Szybki upadek z wysokości pod słupem wody, tak głęboko, że mogłem się tylko udusić. Stałem tam przez długi czas, gapiąc się, nie słysząc, nie rozumiejąc, co mówi. A on mówił i mówił... Przez całą drogę do domu, śmiejąc się i rumieniąc, podczas gdy ja szłam w milczeniu, ledwo poruszając nogami, czując, jak ziemia się pod nimi kruszy. A potem szczęśliwa twarz mojej babci, która spotkała nas w drzwiach, i jej słowa, gdy Jegor już wyszedł.

- No i proszę! W końcu dorosłaś, Nastia! Miałam nadzieję, że Jegorka w końcu się zdecyduje. Co za dobry chłopak! Teraz może umrzeć w spokoju.

- "Babciu, o czym ty mówisz?" - zapytałam prawie bezgłośnie.

- Mówię ci, co widzę, wnuczko. Jegor to dobry chłopak. Jest miły, porządny, a jego rodzice cię znają. Będziesz stała za nim jak kamienny mur!

- "Nie", mówi cicho. "Nie, nigdy!

- Nastya, co się z tobą dzieje? Znacie się od dzieciństwa. Jesteście przyjaciółmi.

- Tak, jesteśmy przyjaciółmi. Ale nie kocham Jegora!

- W porządku, moje dziecko. Tam, gdzie przyjaźń jest silna, miłość jest na wyciągnięcie ręki! To nie jest jak życie z paskudną, niekochaną osobą... Och, jaki miły facet, poprosił mnie o pozwolenie na zabranie cię do kina.

- Zawsze tak robiliśmy, babciu. Dlaczego pytasz?

- Nie rozumiesz, Nastya? Ty masz osiemnaście lat, on prawie dwadzieścia. Po co tańczysz, to poważny facet, czas się ożenić. Inaczej go ukradną!"

 

"- ... Dlaczego obraziłaś chłopca? Nie poznaję cię, wnuczko. Dlaczego chowasz się jak stara panna? Masz, Jegorka przyniosła ci trochę słodyczy. Dał mi kwiaty, stara kobieto. Dlaczego nie poszłaś na spacer?

- Nie obraziłem go, sam odszedł.

- Jak to, tak po prostu? To dlaczego stałeś na korytarzu przez pół godziny? O czym rozmawialiście?

- Powiedziałam mu, że chcę pozostać z nim tylko przyjaciółką. Że prawdopodobnie nie będę w stanie go pokochać.

Wiem, że moja babcia będzie zdenerwowana. Będzie ocierać łzy i znowu wzdychać z powodu chłopaka, którego kochała przez tyle lat. Od tak dawna staram się znaleźć odpowiednie słowa dla Jegora, aby go nie urazić, ale wciąż obrażam najbliższe mi osoby i czuję się okropnie.

- Co? Tak powiedziała?

Moja babcia klaszcze w dłonie. Moja normalnie spokojna babcia nagle wzdycha z podekscytowaniem i złością:

- O mój Boże! Co się z tobą dzieje, Nastya? Dlaczego jesteś uparta? Jakiej miłości ty chcesz? Rozejrzyj się, gdzie znajdziesz lepszego faceta?! Nie, nawet nie chcę o tym myśleć! Z kim cię zostawię? Z kim cię zostawię? Szanuję Galię, nie zrozum mnie źle, ale obce dziecko to obce dziecko. I nie kłóć się! Znam życie lepiej niż ty! Ale kogoś takiego jak Jegorka nie znajdziesz w ciągu dnia pracy! Jego rodzice to porządni ludzie. Sam chłopak jest przyszłym wojskowym, ma już własny samochód. Jest jedynakiem! Z takim facetem nigdzie się nie zgubisz! Będziesz kochana, szanowana i będziesz żyła w dobrobycie! A miłość to coś, co pochodzi z książek - wybij to sobie z głowy! Sama będziesz cierpieć i stracisz Jegora!

- Nie mogę, babciu. Nie chcę.

Udaje mi się powiedzieć to stanowczo, a babcia ściska się za serce. Natychmiast spieszę pomóc jej usiąść, biegnę do kuchni po wodę, sięgam do apteczki po krople i proszę, żeby się nie martwiła. Proszę, proszę, tylko się nie denerwuj, inaczej będzie kolejny atak i karetka. Zrobię wszystko tak, jak chcesz.

- Czego ja chcę dla siebie, głupia? Czego ja, stara kobieta, chcę? To już niedługo, czuję to. Nie znajdę dla siebie miejsca w zaświatach! Będę się martwić o ciebie, moja niepokorna mała bajko!

Ustaliliśmy ten dzień dwa lata temu, kiedy Jegor po raz kolejny powiedział mi, że mnie kocha, a moja babcia zalała się łzami. Unikałam go wtedy, ale nie mogłam go unikać, więc byłam zajęta nauką, a on przyszedł do naszego domu z rodzicami i kwiatami. Jego oświadczyny pojawiły się niespodziewanie.

- Nastya, oczywiście, że nie teraz! Dlaczego tak się boisz? Rozumiem, że studiujesz, a my jesteśmy jeszcze młodzi, ale chcę, żeby Nina Iwanowna była spokojna. Ona potrzebuje tego bardziej niż my teraz!

I znów moje oczy błyszczą szczęściem i oczekiwaniem, a moja dusza pogrąża się w otchłani. Ponieważ rozbicie czyjegoś kruchego szczęścia jest łatwe i dlatego przerażające, ale nie można poskładać własnego z odłamków.

To nie była moja wina, że nie kochałam Jegora. Po prostu kochałam go jak przyjaciela - czule, z wdzięcznością za naszą wspólną przeszłość, ale moje serce milczało, kiedy mnie całował. A teraz, z taką nadzieją, przycisnął mnie do siebie, że nie mogłam znaleźć nic do powiedzenia. Z dłońmi na twarzy, zalałam się łzami bezradności, gdy zamiast niebieskich oczu, zobaczyłam wyimaginowane szare oczy Stasia. Kłuły mnie w serce wyrzutem.

Serce, mimo wszystko, nadal kochało tego, który o nim zapomniał.

Moja babcia była szczęśliwa, a ja nigdy nie byłam w stanie odmówić Jegorowi - nawet miesiąc później, nawet rok później".

 

"Przyjaciel. Zawsze tylko przyjaciel. Czas mijał, a moje serce odmawiało uczuć i wzajemności. Nie chciało zapomnieć. Wciąż należało do kogoś innego.

- Jesteś moją dziewczyną, Nastya. W porządku, jeśli się do siebie zbliżymy. Nie zdradzę cię, wiesz o tym.

- Nie teraz, Yegor.

- Proszę, Yegor, nie chcę.

- Jegor, może następnym razem. Nie dzisiaj czy jutro. Przepraszam.

I zawsze bez zmian:

- Dobrze, Nastya, poczekam. Ale pewnego dnia i tak to się stanie.

Tylko wtedy, gdy przyjeżdżała moja macocha lub gdy gdzieś z nią jechałem, miałem okazję odpocząć i oddychać swobodnie. Zapomnieć o złożonej obietnicy. Wiem, że mu się to nie podoba. Nie podoba mu się dystans, który utrzymuję między nami, nie pozwalając mu się do mnie zbliżyć. Nie mówiąc ani nie rozmawiając o niczym. Ponieważ nie chcę dzielić się osobą z Jegorem. On jest tylko moją osobą".

 

"- Nastia, Nina Iwanowna umarła, nie możesz żyć sama.

- Nie jestem sam, mam moją matkę Galię.

- Nastya, przestań! To macocha, nie ma jej tutaj i nie będzie wiecznie! Te studia we Francji...

- Wiesz, że chciałem tam studiować i jestem jej bardzo wdzięczny za tę możliwość.

- Ale nie ma cię tak długo. I rzadko dzwonisz.

- Prawie codziennie.

- To ja dzwonię do ciebie prawie codziennie! A ty jesteś zajęty, zawsze zajęty dla mnie!

- Nie, nie jest, Jegor.

Ale to prawda. To naprawdę prawda. Nawet nie zauważyłam, jak zaczęłam unikać telefonów. Odległość zawsze daje mi możliwość odetchnięcia.

- Słuchaj, Jegor, tak dalej być nie może. To nie w porządku. Próbowałem, naprawdę próbowałem...

- Przestań! Nie chcę nic słyszeć! Pokochasz mnie, jak tylko będziesz moja. Zrobię wszystko, żeby tak się stało. Ty już mnie kochasz.

- Oczywiście, że cię kocham, Jegorze, ale kocham cię duszą i sercem...

- A co z sercem? Odpowie. Nastya...

Ponownie jego usta obejmują moje, ale jego serce milczy. Nie, nie odpowiada. Zaciska się boleśnie, jakby zostało zdradzone. Tęsknota kłuje mnie w piersi.

Nie lubię tych pocałunków. I rąk. Nigdy nie pozwalam im się dotykać.

- Nastia, - taka otępiała na karku, - no, dlaczego? Jak długo można czekać? Chcę ciebie. Jesteś moja.

Nie jest twój.

- Nie. Nie mogę. Proszę, Yegor, nie teraz..."

A im bardziej zbliża się termin, w którym Jegor i ja musimy złożyć wniosek, tym bardziej moje serce się buntuje. Jest dręczone myślami, rozdarte do tego, który kiedyś je zranił, ale bezpiecznie przywiązał do siebie.

Kto wybiera, kogo kochać? Dlaczego to uczucie przynosi szczęście niektórym, a tortury innym?

Mogłam okłamywać samą siebie, wydawać się silną i dorosłą, mogłam wmówić sobie, że Stas i ja kiedyś się spotkaliśmy, a potem rozstaliśmy, ale nie było dnia, żebym nie myślała o moim przyrodnim bracie.

Bliskość Jegora mnie dusiła. Nigdy bym nie pomyślała, że mogę czuć się tak okropnie obok przyjaciela, z którym spędziłam dzieciństwo. Nie wróciłam do niego z Francji, co było dla niego zaskoczeniem. Nie spodziewał się tego, ale błagałam o czas.

Chciałam mieszkać w mieście, w którym żyli moja macocha i ojciec, a on nie miał prawa mi tego zabraniać.

Teraz niebo wydaje się być rozdarte. Błyskawica przecięła chmury w pobliżu lasu, a grzmot przetoczył się przez wioskę, zmuszając mnie do zatrzymania się i odwrócenia twarzy, by stawić czoła ulewie. Strumienie zimna uderzały o asfalt pod stopami, a ich niezamierzony, gwałtowny spadek przerwał moją ucieczkę.

Zaciskam dłonie na piersi, dopiero teraz zauważając, że wciąż trzymam w nich bukiet orchidei. Pierwsze kwiaty, które dostałam od Stasia. Delikatne różowe płatki zmiażdżone przez żywioły, jak moje pierwsze uczucie.

W tym momencie zdaję sobie sprawę z tego, co moje serce wiedziało od dawna - nigdy nie wrócę do Jegora. Nigdy. Nawet jeśli zostanę sama. Nawet jeśli złamię obietnicę daną babci.

Nikt nie ma prawa zmuszać nas do odczuwania miłości. Nikt nie może odebrać nam prawa do popełniania własnych błędów i życia z otwartymi oczami. Nikt, nawet nasi bliscy. Lepiej wypalić się w krótkim błysku, pamiętając, że w życiu była chwila szczęścia.

Deszcz obmywa ekran mojego telefonu, gdy wyciągam go z torebki i wybieram znajomy numer.

- "Jegor, puść mnie, nie idę z tobą.

I po tylu kilometrach rozumie.

- Nie. Nastya, co się stało? Będę tam!" krzyczy do telefonu, ale nie mogę mu teraz wyjaśnić. Później. Na pewno później.

- Nie ma potrzeby. Sam przyjdę. Sam do ciebie przyjdę...

 

Kiedyś stałem przy oknie w sypialni mojego przyrodniego brata i patrzyłem na podwórko, gdzie ponura postać Stasia była zaciemniona przez pokryte śniegiem jodły. Często przychodził w to miejsce, patrzył w moje okno i za każdym razem czułam jego obecność.

Teraz nie pada śnieg, pada deszcz, a ja jestem przemoczony do suchej nitki, ale kiedy wracam do domu, nie spieszę się, by schować się w środku. Nie wiem dlaczego, podchodzę do świerków, które wyraźnie rozciągnęły i rozłożyły swoje korony, i podnoszę twarz do okna sypialni. Wiem, że on tam jest.

Mogłabym tak stać bardzo długo i patrzeć na niego. Moje serce obmywa deszcz, zimne krople uderzają o dach, spływają po powierzchni szyby... Ale nawet przez grubą zasłonę jesiennej ulewy widzę szare, przenikliwe spojrzenie, które mnie odnalazło. Czy mi wybaczyło?

Stas próbuje otworzyć okno, ale kręcę głową: nie, nie rób tego. Jestem przemoczona do suchej nitki i ledwo czuję swoje ciało. Nie chcę, żeby ten zły deszcz zmoczył również jego.

Idę do niego sama. Wchodzę do domu, idę pogrążonym w półmroku korytarzem... Wspinam się po schodach, słysząc bicie własnego serca i własne kroki. Teraz, pomimo ciszy i złej pogody, która wypełniła dom półmrokiem, nie wydaje mi się już obcy i nieprzyjazny, jak kiedyś, gdy spotkałem samotną dziewczynę. Teraz dom reaguje spokojnym, przytulnym oczekiwaniem na późny wieczór. Wydaje się, że ma nadzieję uspokoić swoich zaniepokojonych mieszkańców wewnętrzną harmonią.