SOVABOO

Upolować Kujona!

Ch. 3: Rozdział 3

Rozdział 3

Rozdział 3/7 · Strona 3 z 436%

Włączyłam prawy kierunkowskaz i ostro skręciłam z prospektu. Przejechawszy ulicą między wysokimi topolami, zaparkowałam audi przy krawężniku i zgasiłam silnik, stając po drugiej stronie od niskiego budynku z szerokim podjazdem i niewielkim hangarem na podwórzu. Zostawiwszy ręce na kierownicy, wcisnęłam ramiona w oparcie fotela i zapatrzyłam się przed siebie.

- Hej, Agnia! Ty mnie w ogóle słuchasz?

- Nie piszcz, Milena. Słucham.

- Właśnie widzę!

Przyjaciółka rozejrzała się, ale nie zamierzałam jej niczego wyjaśniać. Najpierw sama musiałabym zrozumieć siebie. Wystarczyło, że Milenka wiedziała: zawsze postępuję wyłącznie tak, jak uważam za potrzebne.

– I dokąd my przyjechałyśmy? Pocztowa służba dostawcza „Service life”? Agnieszko, zamierzasz wysłać paczkę? Pewnie jest już późno i poczta zamknięta. Słuchaj, a co z barem?

- Będzie twój bar. Posiedź pięć minut, a potem cię odwiozę.

Spojrzałam na zegarek. Morozow zawsze wyróżniał się punktualnością, więc i teraz pojawił się przy budynku poczty za siedem ósma. W dżinsach, trampkach i lekkiej wiatrówce, z plecakiem na plecach. Jasne włosy ściągnięte trochę nad karkiem w zwinięty kucyk, przez co wydawały się ciemniejsze. I oczywiście okulary.

Ciekawe, dlaczego nie nosi soczewek?

Sama nie zauważyłam, jak mocno objęłam palcami kierownicę i wychyliłam się ku oknu, obserwując, jak chłopak idzie chodnikiem do oddziału serwisu, w którym pracował nocami. Nie martwiłam się, że mnie zauważy. Marzyciel Loczek nie wyróżniał się uważnością, to już zdążyłam zrozumieć. Także teraz przeszedł obok i zatrzymał się przy dwóch chłopakach palących z boku schodów „Service life”.

Milenka też przycisnęła nos do szyby i zmrużyła oczy.

- Poczekaj, znowu ten blondynek? To przecież za nim jechałyśmy spod uniwersytetu ostatnim razem, parę tygodni temu? Agnieszko, wydaje mi się, czy ty go śledzisz?

Zaprzeczać mi się nie chciało, chciałam usłyszeć jego głos.

- Nie wydaje ci się. Śledzę go.

- Niezłe rzeczy! I czym on ci tak zaszedł za skórę?

Uczyłyśmy się z przyjaciółką na różnych uczelniach, więc Milena nie znała Mrozika.

Tym razem postanowiłam zbyć ją półprawdą.

- Coś mi zabrał i nie zamierza oddać. Ma nadzieję, że samo się rozejdzie. Naiwny!

Milenka, zdumiona, parsknęła śmiechem:

- Raczej wariat! Nawet ja nie zaryzykowałabym z tobą zadzierać! Słuchaj, on jest całkiem młody. Ile ma?  Osiemnaście? — spytała ze zdziwieniem.

Morozow rzeczywiście wyglądał młodziej niż na swój wiek, ale mnie to z jakiegoś powodu nie krępowało.

- Dwadzieścia. Tak samo jak my.

- Tak? – kąciki ust przyjaciółki opadły rozczarowane. - Hm. Nigdy nie lubiłam rówieśników, z nimi jest tak nudno! Żadnych niespodzianek, wszystkie zachowania można przewidzieć z góry.

- Cóż, ja bym tak nie powiedziała. Z tym się nie wynudzisz, uwierz mi.

- I pracuje na poczcie, - przeciągnęła zamyślona Milenka, krzywiąc nos z obrzydzeniem. - Przecież tu płacą grosze!

Pieniędzy Morozow nie miał, tu przyjaciółka trafiła, ale i to mnie nie obchodziło. Pierwszy raz w życiu obchodziły mnie rzeczy o wiele bardziej przyziemne. Takie, które setki tysięcy lat temu zmusiły naczelne do wejścia na palmę i zerwania banana.

- On „na razie” pracuje na poczcie! – spokojnie zaprotestowałam. - Nic, człowiekowi rozumnemu każda praca jest pożyteczna, byle nie drapał się po przyrodzeniu w barach jak twój Rusik.

Trafiłam w punkt i Milenka poczerwieniała.

- Rusłana czeka obrona dyplomu. A jeszcze czeka na niego miejsce w firmie ojca! Nie potrzebuje dorabiać. Tym bardziej w taki sposób! – prychnęła i odwróciła się od okna. - Wiesz, jaki on jest dumny?

Ja tylko się uśmiechnęłam. Miałyśmy różne pojęcia o dumie.

- Słuchaj, Agnia, a może opowiem chłopakom, co ten blondyn jest ci winien? — zaproponowała przyjaciółka. - Niech sami z nim pogadają. Wiesz przecież, tobie nikt nie odmówi.

Dopiero teraz zaparło mi dech od możliwej perspektywy takiej rozmowy. Kto jak kto, ale Milenka nie grzeszyła bystrością i bez trudu mogła skomplikować Antonowi życie.

Nie trzeba było jej tutaj wieźć, ale to okazał się ten rzadki przypadek, kiedy działanie wyprzedziło myśl, wystarczyło zobaczyć znajomy zakręt. Zresztą nie liczyłam, że ją spotkam.

- Tylko spróbuj, Archipowa! — spojrzałam przyjaciółce w oczy. - On jest mój!

- W jakim sensie twój? — brwi Milenki wystrzeliły w górę, a usta się rozchyliły.

Musiałam ją uprzedzić.

- Ten blondyn jest moim chłopakiem! I nie spodoba mi się, jeśli ktokolwiek choć kichnie w jego stronę, jasne?!

Morozow zdjął plecak, roześmiał się z jakiegoś żartu kolegi i razem z nim wszedł do budynku pocztowego serwisu, znikając za drzwiami.

Odprowadziwszy go wzrokiem, westchnęłam i zacisnęłam usta. Miałam spotkać się z Loczkiem rano. Mimo nocnych zmian udawało mu się nie opuszczać zajęć na uniwersytecie, i tylko myśl, że niedługo znów go zobaczę, pomogła mi ocknąć się i uruchomić silnik audi.

Milenka nic nie odpowiedziała, ale się zamyśliła. Siedziała pochmurna, zupełnie zapomniawszy o Mardżanowie. Wygląda na to, że ostatnio moje zachowanie nie dziwiło tylko mnie.

Kiedy zatrzymałam samochód przy wejściu do baru „Pajęczyna”, przyjaciółka zaproponowała:

- Agniesz, nie wiem, co się z tobą dzieje, ale może pójdziesz ze mną? Zobaczysz, jak zrywam z tym draniem Rusikiem, a potem zajrzymy do klubu, co? Swoją drogą, jestem pewna, że Żanka z Irką też nie będą przeciwne spontanicznemu babskiemu wieczorowi. Dawno razem nie wychodziłyśmy! A Irka w ogóle do tej pory myśli, że unikasz jej przez Eryka. No, było u nich parę razy z głupoty, a z kim on nie miał? Tylko ja ci nic o tym nie mówiłam, bo mnie zabije!

Eryk zdecydowanie był ostatnim człowiekiem, o którym teraz myślałam.

- Nie, nie chcę, Milen. Nie mam nastroju.

- Co, znowu wrócisz do „Skały”? Wy tam wszyscy jesteście jak opętani tą swoją wysokością! Zwłaszcza ten przystojniak Makar! Od samego patrzenia na was serce mi staje!

Spojrzałam przed siebie na drogę i wzruszyłam ramionami:

- Może.

- A co do blondyna… Uznajmy, że nie zrozumiałam żartu, dobrze? Zawsze miałaś osobliwe poczucie humoru. Teraz uwierzę, że jesteście razem, a ty potem mnie wyśmiejesz.

- Pa, Milen! Dobrze przyłóż Rusikowi!

Zamknęłam boczne okno audi i odjechałam, zostawiając przyjaciółkę z jej chłopakiem i myślami.

Prosiła, żebym ją podwiozła, i zrobiłam to. A patrzeć, jak Milena we łzach wiesza się Mardżanowowi na szyi, nie miałam ochoty. I moje poczucie humoru nie miało z tym absolutnie nic wspólnego.

 

***

Nie wróciłam jednak do „Skały” do Makara, choć prawie uległam takiej chęci, tu przyjaciółka trafiła. Ścianka wspinaczkowa działała do jedenastej wieczorem, a jednak na dziś trening się skończył. Choć bardzo kochałam ścianę, priorytetem nadal pozostawała nauka. Moja rodzina w przeszłości nie skąpiła na korepetytorów, a dziś już ja nie mogłam pozwolić sobie na to, by nie uzasadnić nadziei pokładanych w tej inwestycji. Na wydział fizyczno-matematyczny postanowiłam zdawać sama i wciąż byłam nastawiona, żeby go skończyć, cokolwiek myśleliby o tym moi rodzice.

Niestety nie pociągał mnie ani teatr, ani kino, ani wszystko, co łączyło moją rodzinę z telewizją i sztuką. Zbyt dobrze znałam odwrotną stronę świata, który często brał życzenia za rzeczywistość, kolorując szary obraz realności drogimi filtrami. Tak mistrzowsko, że w końcu zacierały się granice i podmieniano pojęcia.

Rozdział 3 / 7 · Strona 3 z 4