SOVABOO

Zabójcza sekretarka!

Ch. 5: Rozdział 5

Rozdział 5

Rozdział 5/10 · Strona 1 z 240%

Do domu z parku wróciłam zupełnie rozbita. Zdjęłam płaszcz i, nie zapalając światła, poszłam do swojej sypialni. Padłam na łóżko i tak leżałam, rozmyślając o wszystkim, co dziś się wydarzyło. Okropny dzień!

Straciłam pracę. Chłopak mnie rzucił. Kariera zniszczona.

O zachowaniu reputacji skutecznej specjalistki od reklamy po utracie projektu z najwyższej półki lepiej nawet nie marzyć! Już jutro o mojej wpadce będą wiedziały wszystkie agencje w mieście. Żegnaj, dyrektorko artystyczna Wietrowa. Nikt nie lubi przegranych.

Nie no, co za drań z tego Orłowskiego! A z wyglądu – chłodna uprzejmość: „Lina, mogę panią prosić na minutkę…”, „Lina, wszystko z panią w porządku?”

Udawacz!

Chociaż czy wcześniej nie wiedziałam, jaki on jest?

I Regina – też niezła żmija. W jednej chwili zapomniała, ile zrobiłam dla agencji. A przecież widziała, jak się dla niej starałam. Dla wszystkich!

Tylko Marik jest dobry. I dziewczyny z działu. Wyobrażam sobie, jak będą „szczęśliwe”, kiedy Ałłoczka dostanie moje stanowisko, o którym marzyła.

O Arnoldzie nie chciałam myśleć – tak nieprzyjemne okazało się uświadomienie sobie oczywistości, że on nigdy mnie nie kochał…

I ja nie kochałam.

Co to więc za dzień demaskacji i prawdy?

 
Właśnie w takim przygnębionym nastroju zastała mnie Żeńka po powrocie z uniwersytetu. Upuściła plecak i otworzyła usta, usłyszawszy, że oprócz porannych przygód rzucił mnie chłopak i wyrzucono z pracy.

— Nie, to niemożliwe, Giela! Oni są samobójcami czy co?!

— Nie ma ludzi niezastąpionych.

— Nie, są! Dokładniej, ciebie nie da się zastąpić. Jesteś najlepsza!

— Ty tak myślisz. Jestem twoją siostrą i mnie żałujesz, a inni mają mnie gdzieś.

— Nie mają, jeśli nie są idiotami.

— Czyli wszyscy dookoła są idiotami?

— Czyli tak!

— Żeń, chcę poleżeć. Zamknij drzwi z tamtej strony.

— Jeszcze czego! Żebyś tu sama cierpiała? Niedoczekanie, dawaj we dwie!

Dobrze. Chyba zacznę:

— Nie mam pracy, nie mam życia osobistego…

— Pff! I tak go nie miałaś!

— …a niedługo nie będę miała pieniędzy. I znowu pójdę sprzątać park. Ciekawe, co powiedziałby sierżant Leszenko, gdyby się dowiedział, że kiedyś przez całą zimę pracowałam w parku jako dozorczyni. Pamiętasz tamte czasy?

Młodsza pociągnęła nosem.

— Pamiętam. Przynosiłam ci herbatę w termosie i pomagałam targać zamarznięte liście.

— Dobra, Żeńka, chociaż ty nie płacz.

— A może ja z radości, że rzuciłaś Arnolda.

— Ja?

— Oczywiście, i nie kłóć się ze mną! Jeszcze rano, czy zapomniałaś? Musi być dziś choć jedna dobra wiadomość!

Nie zapomniałam. Cierpiałam, ale wcale nie myślałam o Mierzlajewie. Coś niepokoiło mnie przez ostatnie pół godziny, jakiś szczegół, na który dotąd nie zwróciłam uwagi. I ten szczegół dosłownie swędział pod skórą, w końcu zmuszając mnie, żebym usiadła na łóżku.

Żeńka rozebrała się, pobiegła do kuchni, zaparzyła herbatę i przyniosła. Usiadła obok mnie na łóżku po turecku, zamierzając dalej besztać cały świat, który ośmielił się skrzywdzić jej uwielbianą Angelinę.

— …nienawidzę tego „Imperial-KUB” — z zapałem ciągnęła siostra. — Zwłaszcza przystojniaczka Orłowskiego! Wiecznie lansuje się na tle tatusia i jego możliwości, a w rzeczywistości jest tak samo tępy jak Ałłoczka!

Pokręciłam głową.

— Żeby tak było. To on wygrał ze mną olimpiadę na uniwersytecie.

— No i co? — Żeńka wzruszyła ramionami. — Byłaś wtedy na drugim roku i na pewno nie miałaś głowy do nauki. A teraz zgłupiał! Widać mu to po oczach! Patrz!

Oficjalną stronę konkurencji w sieci społecznościowej śledziłam przez konto siostry i bardzo często szybciej ode mnie dowiadywała się o nowościach, które działy się wewnątrz „Imperial-KUB”.

No i plotki, oczywiście, nie umykały uwadze Żeńki. Byłam dla niej zawodniczką, za którą zawsze kibicowała na ringu. A głównego rywala „Regina-style” nie znosiła nawet bardziej niż ja.

Siostra sięgnęła do plecaka i wyjęła z niego tablet. Włączywszy gadżet, znalazła potrzebną stronę i skrzywiła usta:

— Fe! Tylko popatrz, jak ten Orłowski puszy ogon. Stoi z jakąś brunetką i uśmiecha się jak kretyn. Pewnie się cieszy, że poderwał kolejną dziewczynę na weekend. I co on ma mądrego w twarzy? Sztuczne zęby?

— Zęby ma swoje.

— To znaczy, że brunetka ma sztuczne — prychnęła Żeńka. — Patrzy na niego, jakby chciała go zjeść!

— To Kira Krapiwina. Nowa dyrektorka „Imperial-KUB” do spraw obsługi klientów — skomentowałam bez większej uwagi plotki omawiane w pracy. — Córka przyjaciela jego ojca i, mówią, przyszła pani Orłowska. Ałłoczka urządziła Reginie całą histerię z powodu jej pojawienia się na horyzoncie. Z tą Kirą kiedyś się przyjaźniły.

— W takim razie oboje są paskudni, po prostu fuj! — z obrzydzeniem podsumowała Żeńka. — Niech więc Maks zajmuje się swoim personelem, a nie śledzi cię po parkach. Harem sobie urządził. Babiarz!

— Zajmuje się — westchnęłam, dopijając herbatę. — Projekt odbił, a teraz szuka sobie sekretarki. Po odejściu starszego Orłowskiego w głównym zespole prawie nikt nie został z dawnego personelu. A przed Koreańczykami pokazywać się bez sekretarki nie wypada.

— Aha! I na pewno szuka takiej — przytaknęła ze złością Żeńka — żeby nie było wstyd pokazać jej na swoim tle! Nie zdziwię się, jeśli niezbyt mądrej! Co za świnia z tego Maksa, choćby i był ładniutki! I-i… czemu tak na mnie patrzysz, Giela? — zdezorientowana wymamrotała Żeńka, zauważywszy moje zastygłe spojrzenie. — Przecież powiedziałam to obiektywnie.

— Powtórz! — nagle zdumiona mrugnęłam i machnęłam ręką: — Nie, nie o ładniutkiej świni. O tle!

— No, Orłowski jest atrakcyjnym mężczyzną – to fakt — niepewnie powtórzyła siostra. — „Imperial-KUB” nie opuszcza żadnej prestiżowej imprezy, odkąd tatuś mianował go dyrektorem wykonawczym agencji. „Marka roku”, „Art-show”, „Cyfrowy przełom”. A więc i sekretarkę zamierza znaleźć taką, żeby wszyscy się na nią ślinili. Niby pod prestiż agencji.

Żeńka wzięła tablet i otworzyła stronę konkurencji. Zaczęła grzebać tam w poszukiwaniu potrzebnej informacji.

— Dokładnie, Giela, patrz! — nagle oświadczyła zadowolona. — Wakat sekretarki dyrektora wykonawczego jest otwarty! Główna rozmowa kwalifikacyjna wszystkich kandydatek na stanowisko odbędzie się jutro w sali narad o dziesiątej rano!

— Jutro…

Zdążyłam wstać z łóżka i dokuleć do łazienki, zdjąć spodnie, a nawet usiąść na tronie „poukładaj myśli na półkach”, zanim naciągnęłam bikini z powrotem i wpadłam do sypialni, doskakując na jednej nodze.

— Jutro?! — drzwi huknęły o ścianę, a siostra drgnęła.

— Tak — pisnęła. — Tu tak jest napisane.

— Żeńka! — wypuściłam powietrze. — Muszę dostać tę pracę!

Młodszej Wietrowej otworzyły się usta, a tablet spadł na poduszkę.

— Ale Orłowski przecież cię zna — przytoczyła najważniejszy argument przeciw.

— To trzeba zrobić tak, żeby nie poznał! — rozbiłam go argumentem „za”.

— Ale kulejesz…

— Świetnie! Będzie miał kulawą sekretarkę!

— I jesteś naturalną blondynką, Giela. Ta Kira wykończy cię nawet kulawą i jasną. Przypomnij sobie Reginę i swoje surowe koki.

— Potrzebuję peruki. Rudej! Soczewek, okularów i koniecznie getrów – kolorowych! Ktoś je teraz nosi?

— No, właściwie ja czasem — siostra spuściła nogi z łóżka. — Mam nawet takie drogowe na mix-imprezę i z czaszkami, kupiłam na Halloween.

— Żeńka! — podskoczyłam do siostry i pocałowałam ją w czoło. — Nieś!

— Giela, ale wtedy na pewno cię nie wezmą!

Rozdział 5 / 10 · Strona 1 z 2