SOVABOO

Zabójcza sekretarka!

Ch. 7: Rozdział 7

Rozdział 7

Rozdział 7/10 · Strona 2 z 463%

A więc mam jakieś piętnaście minut, zanim wydarzenie na trzynastym piętrze płynnie zejdzie na niczym i wakat zostanie zamknięty.

 

Podeszłam do windy prowadzącej w serce firm i, rozejrzawszy się, skorzystałam ze swojej karty firmowej – bez dokumentów uzyskanie tymczasowej przepustki u ochrony nie wchodziło w grę.

Wjechawszy na trzynaste piętro, wyszłam z windy i znalazłam się w głównym holu „Imperial-KUB”, po czym się rozejrzałam.

Rozkład działów wewnątrz agencji-konkurencji znałam. Nieraz słyszałam od Ałłoczki, która polowała na Orłowskiego i znajdowała każdy sposób, żeby się tu dostać, co i gdzie się znajduje. W tym gabinety dyrektorów. Dlatego zorientowałam się łatwo.

Zanim ktokolwiek zdążył mnie zatrzymać, uczepiłam się teczki i szybko pokuśtykałam korytarzem. Dotarłszy do właściwej recepcji, zajrzałam do środka – wzdłuż ściany siedziała już kolejka młodych i nie całkiem młodych kobiet.

Zerknąwszy z ukosa na te ostatnie, zdjęłam czapkę, kurtkę, wsunęłam wszystko pod pachę… i ruszyłam obok konkurentek prosto do drzwi z tabliczką „Sala narad”.

— Ej, dziewczyno!

— Dziewczyno! Dokąd pani idzie?

— Cicho! — groźnie syknęłam. — Mam sprawę wagi państwowej!

Zatrzymawszy się przed właściwymi drzwiami, zza których dobiegały głosy, nasłuchiwałam, z hałasem wypuściłam powietrze i zdecydowanie otworzyłam przeszkodę, zanim panie z recepcji oprzytomnieją i zedrą ze mnie perukę.

Wtargnąwszy do sali bez pukania, zamknęłam za sobą drzwi teczką i głośno się oburzyłam:

— Skandal! Po prostu rażące chuligaństwo!! To nie biznesowe centrum o znakomitej reputacji, tylko jakaś kolumbijska dzielnica! Nigdzie, nigdzie na świecie nie spotkałam tak bezczelnych gangsterów! Co tu się w ogóle dzieje?! Mam nadzieję, że nie zjazd mafiosów?!

W przestronnym pomieszczeniu zwanym salą znajdowało się dziesięć osób. Czworo rozlokowało się za stołem – kierownictwo „Imperial-KUB” i nieznany mi Azjata. Kolejnych pięć siedziało na krzesłach dla gości pod nową ścianą, wszystkie płci żeńskiej. I jeden stał przy oknie – sam Maksim Orłowski.

Skrzyżowawszy ręce na piersi i opierając biodra o parapet, młody mężczyzna obojętnie obserwował obecnych z wysokości swojego wzrostu. A sądząc po ponurej zmarszczce, która pojawiła się między ciemnymi brwiami, to, co działo się w pokoju, niezbyt mu się podobało.

Usłyszawszy mój wyraźny i oburzony głos, wszyscy natychmiast odwrócili się w moją stronę. A gdy zobaczyli rude loki sterczące na wszystkie strony i malinowe podkolanówki, połowa obecnych otworzyła usta.

Na wszelki wypadek się przywitałam:

— Dzień dob-ry.

Chuda brunetka z zespołu kierownictwa pierwsza przyszła do siebie i mdłym głosikiem (a może tylko wydawało mi się, że mdłym, bo Kira Krapiwina, a to była właśnie ona, z założenia mi się nie podobała!) oburzyła się w odpowiedzi:

— To znaczy… zjazd? Szanowna pani, czy pani jest przy zdrowych zmysłach? Właściwie odbywa się tu ważna rozmowa kwalifikacyjna! I to pytanie my wszyscy kierujemy do pani. Co tutaj się dzieje?! — powiedziała i z obrzydzeniem zacisnęła usta, oglądając mój strój.

No, na takie przyjęcie byłam gotowa i z całego serca się poskarżyłam.

— Przed chwilą w dolnym foyer nieznany mężczyzna o kryminalnym wyglądzie wyrwał mi teczkę z dokumentami i uciekł! A ochrona mówi, że nic nie widziała! To skandal, nie sądzą państwo?! Ale już skontaktowałam się z policją i żądam natychmiastowego przejrzenia wszystkich kamer! Nie mogę pozwolić, żeby podobna zbrodnia uszła moim zawistnikom na sucho! Dobrze, że domyśliłam się odłożyć CV do teczki i się nie spóźnić!

Podniosłam tę ostatnią do piersi i poklepałam ją.

— Tutaj! Lubię porządek w szczegółach, wiecie państwo.

— Przepraszam, ale kim pani jest?

Głos zabrzmiał poważnie i sucho. Dobiegł z drugiej strony stołu, a pytanie zadał nie byle kto, tylko sam Bogdan Orłowski. Znany w mieście biznesmen i według plotek jeden z właścicieli budynku, w którym wszyscy właściwie teraz się znajdowaliśmy.

Dziwne, co on tu robi? Przecież mówiono, że przekazał agencję synowi.

Ale jak dobrze, że mam gdzieś jego regalia i stan konta. Choć raz w życiu mogę być sobą!

Surowo poprawiłam okulary na nosie i odwróciłam się do mężczyzny.

— Ja? — zatrzepotałam rzęsami i uśmiechnęłam się do niego miło. — Przyszła sekretarka dyrektora wykonawczego „Imperial-KUB”, oczywiście! Gielotyna Wietrzyk. Miło mi poznać!

— Gilo… Jak?

Machnęłam ręką, uśmiechając się do mężczyzny jeszcze szerzej.

— Można po prostu Giela!

Teraz usta otworzyli wszyscy. Nawet Azjata.

Wykorzystawszy pauzę, przemknęłam kulawą kaczką pod ścianę i usiadłam na wolnym krześle przy brzegu. Tylko znaczki brzęknęły w ciszy.

Ale ocknąwszy się, rozpięłam teczkę, wyjęłam CV (w którym zapomniałam wspomnieć o skromności) i, doskakując do stołu, położyłam je na samym środku. Bliżej szefostwa!

— Proszę! San Sanycz powiedział, że się umówił! — poinformowałam i wróciłam na miejsce.

Usiadłam, składając ręce na teczce.

— Jaki znowu San Sanycz? — zdezorientowany spytał starszy Orłowski. Ale wyciągnął rękę i wziął CV. Najpewniej sprowokował go szok.

Nachyliłam się na krześle do przodu i „tłusto” mrugnęłam do głównego Bossa. Tak, żeby wszyscy widzieli.

— Ten sam! — wskazałam palcem w górę. — Którego nie wypada nazywać, ale z którym wszyscy się liczą!

Zadowolona z siebie odchyliłam się na krześle i wygładziłam pod teczką spódnicę. Posiedziawszy i pomyślawszy, podczas gdy nadal mnie oglądano, podniosłam rękę i doprecyzowałam:

— Zapomniałam powiedzieć! Zgadzam się przejść casting uczciwie! W kolejności. Dziewczyny, kto tu ostatni?..

 

Dziewczyny wszystkie były pierwsze, zwłaszcza jedna, która niecierpliwie wstała. Jednak moje pojawienie się wszystkich skonfundowało i pauza milczenia się przeciągała.

Nie łudziłam się i rozumiałam, że wyrzucą mnie stąd, gdy tylko szefostwo przebierze w myślach wszystkich znanych sobie San Sanyczów i dojdzie do siebie. Dlatego przygotowałam się do natychmiastowego działania, przybierając poważny wyraz twarzy i poprawiając okulary na nosie.

— Khm, proszę kontynuować, Kiro… — dał znak starszy Orłowski, oderwał ode mnie wzrok i podniósł do oczu moje CV. — Jeszcze nie skończyliśmy.

Kirze Krapiwinie trudniej było oderwać ode mnie wzrok, ale sobie poradziła. Prawda, najpierw kulturalnie odkaszlnęła w moją stronę, pokazując intonacją, co myśli o mojej obecności. A potem zwróciła się do dziewczyny z długimi, ciemnoblond włosami i prostą spódnicą, która niecierpliwie przestępowała z nogi na nogę, cały czas poprawiając przy twarzy rozpuszczone pasma.

— Lucjeno, więc nie odpowiedziała pani… Co dokładnie pociąga panią w pracy w „Imperial-KUB”? Dlaczego chce pani dostać stanowisko sekretarki właśnie u nas?

Fe. Skwaśniałam. Jak banalnie. I to ma być dyrektorka do spraw obsługi klientów? Nic bardziej oryginalnego nie zdołała wymyślić?

A przecież dziewczyny tutaj – wszystkie piękności jak z obrazka!

Lepiej zapytałaby kandydatki wprost: czy rozważają to stanowisko jako możliwość urządzenia sobie życia osobistego? Popatrzyłabym, jak wszystkie zaczęłyby się tu wiercić. I od razu połowa by odpadła!

A potem można już przechodzić do poważnych pytań. Wtedy może wyszłaby rozmowa kwalifikacyjna. A tak jasne, czemu młodszy Orłowski się nudzi.

Rozdział 7 / 10 · Strona 2 z 4