SOVABOO

Tylko ty

Ch. 13: Rozdział 13

Глава 13

Rozdział 13

- Uwaga, 10. B! Bądź człowiekiem, mimo wszystko! Macie pięć minut na dokonanie wyboru i przekazanie pałeczki dalej! Nie wiem jak wy, ale ja nie zamierzam tkwić z waszą klasą przez całą zmianę! Mam jeszcze dwie klasy ludzi, którzy nie głosowali!

Piękna i pulchna Nika Krapivina, przewodnicząca szkoły i tegoroczna absolwentka, potrząsnęła warkoczem, przeszła między rzędami ławek z kartonowym pudłem w rękach i zatrzymała się przy tablicy.

- "Czas minął!" tupnęła nogą, spoglądając na naszych chłopców spod swojej gęstej grzywki. "Tereszczenko, proszę, żadnych wulgarnych żartów! Sama dyrektorka sprawdzi notatki z nazwiskami kandydatów!

W przeddzień ferii noworocznych i balu zimowego w klasie panował gwar, podobnie jak w całej szkole. Dzisiejszy dzień był dniem ogólnoszkolnego głosowania, a wśród starszych uczniów toczyło się wiele dyskusji na temat króla i królowej.

- Czy mogę głosować na siebie? Osobiście lubię siebie!" krzyczał ten sam Lew Tereszczenko z tyłu klasy.

Dashka prychnęła i natychmiast zakręciła palcem na skroni:

- Co za głupiec!

- Dlaczego? Każdy lew powinien mieć równe szanse na zostanie królem! Mam rację, Nico?

- Ty, Tereszczenko, możesz wszystko! "W drodze wyjątku!" - zgodziła się przewodnicząca Krapivina. "Tylko nie zdziw się, gdy ludzie zaczną mówić, że król szkoły wygląda jak małpa!

- Co? Równie piękne?

- Zupełnie jak ten głupi oszust!

Dashka wzięła długopis i kartkę papieru i odwróciła się do mnie:

- Nie wiem jak reszta, ale ja zagłosuję na Borka Bragina. Nie jest jeleniem ani pawianem, jak niektórzy. I nie jest "sadzonką": zawsze oszukuje. I nawet nie pomyślę o głosowaniu na dziewczyny, one i tak wybiorą Marinę Voropaevą, zobaczysz. Za kim jesteś, Nastya?

Moi koledzy z klasy rozmawiali i śmiali się, szeptali między sobą, kłócili się z szanowaną Niką. W mojej starej szkole nigdy nie było balu sylwestrowego, tylko ogólnoszkolny poranek i uroczyste powitanie przez nauczycieli w klasie. Takie głosowanie widziałam tylko w kinie, więc oglądałam z zainteresowaniem. I odpowiedziałem trochę zmieszany:

- Nie wiem. Ale na pewno wybiorę!" - zapewniłam przyjaciółkę w odpowiedzi na jej zdziwione spojrzenie. Zapytała ostrożnie: "Czy mogę przyjść też z innych klas?

Dashka przytaknęła twierdząco.

- Możesz. Nawet pawia! W naszej szkole panuje pluralizm opinii, demokracja poglądów i nie ma presji! I, Nastiu - powiedziała, ciągnąc mnie za rękaw - jeśli już, to żartowałam z Frołowa. Lepiej Bragin, uwierz mi...

- Dobrze, pomyślę o tym...

Spośród dziewcząt wybrałem Dashę Kuznetsovą. Dlaczego nie? W tej szkole najbardziej lubiłam Dashę. Była naprawdę miła, uprzejma i ładna. Korona królowej szkoły idealnie pasowałaby do jej niebieskich loków na skroni i odważnego skrętu ramion. Z pewnością Pietia Zbrujew byłby szczęśliwy, widząc ją tak majestatyczną i piękną. Ale chłopcy... Bez względu na to, jak dobrym człowiekiem był Borka i jak przekonującym przyjacielem, w tej szkole był dla mnie tylko jeden chłopak, na wspomnienie którego moje serce zamarło, a potem boleśnie zacisnęło się i zaczęło bić. Nie miało znaczenia, że nawet nie chciał o mnie myśleć. Nie miało znaczenia, jak wyniosły i obojętny wyglądał, gdy przechodził obok, nie zauważając swojej znienawidzonej przyrodniej siostry, z łatwością przytulającej inne dziewczyny. Nie miało znaczenia, jak przekonująco ignorował ją w domu. Nawet gdyby nagle okazał się pustym miejscem dla wszystkich w szkole, nadal bym na niego głosowała.

Po krótkim spojrzeniu na mojego przyjaciela, napisałem "Stas Frolov" na kartce papieru, złożyłem ją kilka razy i, wraz z głosem na Dashę, wrzuciłem ją do kartonowego pudełka Niki.

- Moja przyjaciółka odetchnęła, podążając za mną z powrotem do biurka. Odwróciwszy się do klasy, włożyła niebieski kosmyk za ucho. Nawet Tereshchenko i Zbruyev zdołali upuścić notatki, więc Krapivina może śmiało tupać nogą. Pozostaje czekać na piłkę i dowiedzieć się, czy miałem rację co do zwycięzców, czy nie. Niestety, pod tym względem wszystko w naszej szkole jest przewidywalne aż do znudzenia.

- Przy okazji, Matveyeva - Dashka znów zwróciła się do mnie z podkrążonymi oczami - jak sobie radzisz ze strojem na bal? Jestem pewna, że nasze dziewczyny spróbują prześcignąć absolwentki. Kupiłaś już sukienkę? A buty? Umówiłaś się na wizytę u manikiurzystki w modnym salonie? Zegar tyka: tik-tak, tik-tak! Wakacje zbliżają się wielkimi krokami, a Ty nawet nie wiesz, czy masz nowiutkie koronkowe stringi pasujące do Twoich paznokci? Jakie to okropne!

Brzmiało to tak pompatycznie, że oboje się roześmialiśmy.

- Nie, Dasha, nie zapisałam się. I nie mam jeszcze sukienki. I nie noszę stringów, więc obejdę się bez manicure.

- Cóż, to strata. Mówię o manicure" - powiedziała Kuzniecowa, wyglądając poważnie. Kiedy nauczycielka pojawiła się w klasie, otworzyła swoje notatki i zniżyła głos do szeptu: "Mieszkasz teraz w dużym mieście, Nastia, nie wiesz, że nawet prowincjonalne Kopciuszki muszą wyglądać przyzwoicie na balu, aby przyciągnąć uwagę księcia? Do diabła ze stringami. Obejdziemy się bez bikini, nie jesteśmy dumnymi dziewczynami. Ale scrunchies są dla nas wszystkim!

Wiedziałam, widziałam, co noszą miejscowe dziewczyny, jak atrakcyjnie wyglądają, nawet zgadzałam się z koleżanką, ale nie mogłam wymagać tego samego od macochy. A ona tego nie chciała. O wiele bardziej niż na popisywaniu się zależało mi na zobaczeniu Balu Zimowego, na który dyrekcja szkoły zaprosiła prawdziwy zespół muzyczny. A co do księcia... Stas i Marina prawdopodobnie tworzyliby dobraną parę, nie było co do tego wątpliwości, Dashka miała rację.

- "Nie, Dasza, nie poproszę macochy, wstydzę się. Galina Juriewna obiecała kupić mi ładną sukienkę. Ona i ja idziemy dziś wieczorem do sklepu. Jeśli, oczywiście, ona i mój ojciec wyjdą wcześniej z pracy.

- M-tak... - powiedziała zdziwiona Kuzniecowa, zaczynając razem ze mną zapisywać temat lekcji w zeszycie: "Kształtowanie się społeczeństwa postindustrialnego". "Twoja macocha jest dziwna, Matveeva. Niezwykła. Czy jest przybyszem z kosmosu?

- Dlaczego?" Wciąż przyzwyczajałem się do żartów mojego przyjaciela.

- Cóż, zazwyczaj macochy nienawidzą swoich pasierbic: kanony gatunku, protest przeciwko status quo i tak dalej. Ale z tobą jest na odwrót. To nawet dziwne.

- Nie, jest dyrektorką i wiesz... - uśmiechnąłem się, wzruszając ramionami, nie wiedząc, jak w pełni i w jakich słowach opisać mój stosunek do żony ojca - Jest po prostu bardzo dobrą osobą, uwierzysz?

Dashka mi uwierzyła i zgodziliśmy się co do tego. Ale nadal kazała mi obiecać, że nie pozwolę żadnemu Dinkasowi Gubenkowi ani Marynkasowi Woropajewowi wycierać nam nosów. Nie miałem pojęcia, jak to zrobić, ale obiecałem przyjaciółce, że spróbuję.

Po szkole razem z dziewczynami zostałyśmy na treningu cheerleaderek. Następnego dnia zaplanowano szkolne mistrzostwa w koszykówce, zawody zapowiadały się ciekawie i tłumnie, a Albina Pawłowna goniła nas w rytm muzyki, za każdym razem wymagając wyjątkowej synchronizacji i porządku w tańcu.

Wydawało mi się, że idzie nam świetnie. Nawet Marynka prawie zawsze łapała mnie w ramiona, kiedy wstawałam z mostka, tak jak wymagała Albinochka - w rytmie i pod kolanami, podczas gdy dziewczyny za nami podnosiły Anyę Skvortsovą (prawie tak szczupłą jak ja, ale jak się okazało, nie tak elastyczną jak ja). Cofnęła się o krok, pozwoliła mi wstać, a potem, z rękami uniesionymi w powietrzu, ponownie zamknęła krąg dziewcząt.

- Można by pomyśleć, że w tej szkole nie uczymy się wiedzy ogólnej, ale szkolimy się na tancerki corps de ballet" - narzekała Dashka, przebierając się w szatni po treningu. "Dzisiaj wszystkie dowiedziałyśmy się tego od trenerki, ale milczenie nie leżało w jej charakterze." "Cóż, nie mogę podnieść nogi nad głowę, moje mięśnie sprzeciwiają się takiej przemocy wobec natury! Jak myślisz, Nastya, może jestem z drewna?

Dashka nie była drewniana i nie tak nieudolna, za jaką się uważała. Starała się, bardzo się starała i bała się zawieść wszystkich. Dzisiejszy dzień był szczególnym dniem treningu, kiedy to zarażone duchem zespołu dziewczyny nie kłóciły się ze sobą, ale martwiły się o jutro. Dinka Gubenko, która otworzyła usta, by odpowiedzieć Daszy, w milczeniu odwróciła się do swojej szafki pod ponurym spojrzeniem Skvortsovej i kontynuowała nakładanie błyszczyka.

Wstałem z ławki i podałem Dashy jej torbę, dopasowując swój plecak na plecach.

- Albina Pawłowna tylko się martwi, ale świetnie sobie radzisz, Dash!

- Tak myślisz?

- Oczywiście!

Wyszliśmy z szatni, uśmiechałem się do przyjaciela i nie zauważyłem, że uderzyłem nosem w klatkę piersiową Voropaeva - trening koszykówki miał się rozpocząć.

- Nastia? Cześć - przytaknął chłopak, a ja nie miałam innego wyjścia, jak tylko odpowiedzieć:

- Witam.

- Czekaj!

Ale ja już uciekałam przed nim na przystanek autobusowy, pamiętając, że macocha czeka na mnie w domu.

A jednak... Gdy tylko wpadliśmy na Siergieja, Stas wszedł do korytarza prowadzącego do siłowni. Z jakiegoś powodu nie chciałam, żeby zobaczył, jak jego najlepszy przyjaciel łapie mnie za rękę.

 

W domu było cicho. Elektroniczny zegar na ścianie wskazywał trzecią po południu, a moi rodzice jeszcze nie wrócili. Zwykle nie lubiłem być sam w domu: dom, duży i nowy, nie w pełni zamieszkany, wydawał się ponury i nudny, kłujący w swojej przestronnej nowości, gdy słyszałem własne kroki na schodach. Ale dziś chciałam ciszy. Chciałam zrzucić z siebie ciężar poprzedniego dnia, kiedy musiałam udawać, że nie boli mnie widok Stasia z innymi dziewczynami.

Tak, teraz znałem nazwę tego kłującego uczucia. Znałem też nazwę innego uczucia, które ściskało moją klatkę piersiową. Nie mogłam już dłużej ukrywać się przed samą sobą - ukrywać się za strachem przed nienawiścią mojego przyrodniego brata. Mogłam uciec od wszystkiego, co nagle pojawiło się w moim życiu - wraz z moim przybyciem do domu macochy. Mój przyjazd zmienił ją na zawsze... Wygląda na to, że Galina Juriewna miała rację: w ciągu tych kilku dni naprawdę się postarzałam.

Tęskniłam za nim, moim okrutnym dręczycielem, przystojnym ciemnowłosym chłopakiem, który uśmiechał się do innych i był zbyt pewny siebie. W domu sama unikałam Stasia, a jednocześnie z niepokojem i oczekiwaniem w sercu nasłuchiwałam kroków za ścianą. Słuchałam z nim muzyki i marzyłam, że pewnego dnia stanę się dumna i piękna, i może pewnego dnia przestanie mnie nienawidzić.

Po co tu przyszedłem, skoro uczucia są tak bolesne? Jeśli moje serce chce widzieć, ale złe słowa: "Wynoś się z mojego życia" - odpychają mnie?

Zanim się zorientowałam, byłam w jego pokoju. Jeszcze minutę temu stałam przy kuchennym oknie z kubkiem herbaty, patrząc na zaśnieżone podwórko, a teraz przekroczyłam próg czyjejś sypialni i weszłam do środka. Rozejrzałam się z ciekawością, uśmiechając się ostrożnie do zapachu zimowych igieł sosnowych i znajomych rzeczy mojego przyrodniego brata: znikały i pojawiały się ponownie w moim pokoju, cały czas przypominając mi, kto jest prawdziwym właścicielem.

Stas miał prawo być na mnie zły - jego nowa sypialnia była równie przestronna jak moja, ale w ogóle nie wyglądała na zamieszkaną. Nawet nowe meble, nie do końca zmontowane, ułożone w piękną stertę w rogu, nie dodawały przytulności. Ani zmięta pościel i rzeczy rzucone na krzesło. A jednak było tu coś niebezpiecznie pociągającego, coś, co przyciągnęło moją uwagę, sprawiło, że przeszłam kilka kroków i opadłam na łóżko. Przejechałem dłonią po miękkiej poduszce, a nawet położyłem na niej na sekundę głowę...

- Nastia! Nastia, moja dziewczynko, jesteś w domu?

O mój Boże! Nie, nie mogłem spać! Tylko to sobie wyobrażałam! Wyleciałam z pokoju mojego przyrodniego brata jak pocisk i popędziłam korytarzem na drugim piętrze, nie wiedząc dokąd iść. Wbiegłam po schodach, spotykając macochę i ojca, którzy już wspinali się po schodach w poszukiwaniu mnie.

- Oto twoja córka, Grisha. W domu wszystko w porządku. Wiera!" Galina Juriewna zatrzymała się i przyłożyła do ucha telefon, który zadzwonił: "Jesteś już na miejscu? Dobrze, rozumiem. Tak, idziemy coś przekąsić i przyjeżdżamy z Nastią. Dokonaj wyboru bez nas!

- "Znasz Marinę i Siergieja, prawda?" zapytała moja macocha, wsiadając za kierownicę, a dwadzieścia minut później wsiadałam do jej samochodu, zakładając czapkę, kurtkę i buty. Jechałyśmy do centrum handlowego kupić nową sukienkę. Galina Juriewna z zasady zostawiała ojca w domu.

- Tak, Marina i ja jesteśmy w tej samej klasie, ale nie znam Siergieja zbyt dobrze, ponieważ jest starszy.

- "No i co? No i co!" - zdziwiła się moja macocha, przypominając mi o zapięciu pasów. Uruchomiła samochód i delikatnie wyjechała na drogę. "Sierioża Wiery to miły chłopak. Pewnie wodzi dziewczyny za nos w szkole, prawda?

- Nie wiem, tak mi się wydaje.

- Co, nie podoba ci się? Ani trochę? Jako dziecko był takim niebieskookim aniołkiem, że wszyscy nazywaliśmy go Cherubem.

Galina Juriewna uśmiechnęła się. Rzuciłem jej ostrożne spojrzenie i postanowiłem się przyznać:

- Nie za bardzo.

Kobieta roześmiała się.

- I słusznie! Mój Stasko jest lepszy. Jest bardziej niezawodny, choć nadal jest głupcem. Marinka o tym wie. Odkąd poznaliśmy się jako rodzina, Wiera typowała ją na oblubienicę syna. "Jak myślisz, Nastia, czy ona będzie dobra dla Stasia? Czasami z zewnątrz widać lepiej.

Serce waliło mi jak oszalałe, a policzki pokryły się rumieńcem. Mój język wydawał się przyklejony do podniebienia. Mogłam tylko mamrotać i kiwać głową:

- Myślę, że Marina jest bardzo piękną dziewczyną. I... Stas ją lubi.

Tam - powiedziała. Natychmiast odwróciłam się do okna, żeby nie zdradzić się wzrokiem. Moje oczy szczypały na wspomnienie mojego przyrodniego brata i Voropaeva całujących się na sali gimnastycznej i próbowałam wziąć głęboki oddech, aby się uspokoić. Muszę nauczyć się żyć z moimi uczuciami do brata, nawet jeśli tylko bolą. A Marina... Marina podobała się wielu chłopakom, w tym Stasowi, a ja nie mogłam okłamywać macochy.

- "Piękna?" pomyślała kobieta. "Chyba tak. Kto lubi zimne piękno. Nie polegam zbytnio na moim guście w tych wszystkich nowomodnych pięknościach, wolę proste, ludzkie rzeczy. Jeśli chodzi o mnie, myślę, że jesteś o wiele bardziej atrakcyjny dla moich oczu i serca.

- Byłam tak zaskoczona, że odwróciłam się do macochy. Wcześniej byłam tylko najlepsza dla mojej babci.

- Ty - przytaknęła z uśmiechem Galina Juriewna. Zwróciła ku mnie swoje szare, uważne oczy: - Dlaczego jesteś zaskoczona, dziewczyno? Jestem bardziej niż stronnicza w tym sensie, jak każda matka czy ojciec. Stasko to trochę cykuta, ale jest mój. To głupi syn, ale jest moim ulubieńcem.

- Nie wiem.

- Ale ja wiem. I wydaje mi się, moja droga, że nadejdzie moment, kiedy będziemy się śmiać z naszej dzisiejszej rozmowy.

- Och, Nastiu - westchnęła po chwili macocha, gdy przed nami wyrósł wysoki budynek centrum handlowego, pojawił się parking pełen samochodów, a za nami hałaśliwa aleja - zaczynam się denerwować. Pierwszy raz tak się denerwowałam, jakbym sama szła na bal. To jakiś cud! Dobrze, że Vera i jej córka postanowiły dotrzymać nam towarzystwa. Nie ma to jak kupić Stasowi koszulę, mnie jako doradcy nie można ufać w kwestii sukienek. Jak mogłam pomyśleć, że będę miała do czynienia z dziewczyną...

- Przepraszam.

Macocha znów się roześmiała. Dawno nie widziałam tej silnej kobiety w tak dobrym humorze. Po zaparkowaniu samochodu przy wejściu, wysiadła i delikatnie przytuliła mnie za ramiona.

- Chodź, moja skromności. Mam przeczucie, że obojgu nam się to spodoba.

 

Marina i jej matka czekały na nas w kawiarni. O tej porze centrum handlowe było zatłoczone i znalezienie ich zajęło nam trochę czasu. Kiedy moja macocha zobaczyła swoją przyjaciółkę i córkę, pomachała ręką na powitanie.

- Cześć dziewczyny! Oto jesteśmy z Nastyą!

- Witaj, Galya!

- Dzień dobry...

Gdy się zbliżyłyśmy, wymieniłyśmy pozdrowienia i miałam nadzieję, że Galina Juriewna nie zauważyła, jak Marina pospiesznie się odwróciła, by się ze mną nie przywitać.

Znowu pomyślałem, że nie zrobiłem tej dziewczynie nic złego. Chciałbym się z nią zaprzyjaźnić, gdyby była tak przyjazna jak Dasha. Szkoda, że tak bardzo mnie nie lubi. Być może jej brat Siergiej miał rację: dla nich bardzo ważne jest, kim jesteś i skąd pochodzisz. Obok nich nie było miejsca dla dziewczyny z górniczego miasta. Znów poczułam dłoń macochy na ramieniu.

Vera kupiła córce sukienkę na bal dwa tygodnie temu, a dziś kręciła się wokół swoich modnych niebieskich lakierowanych szpilek, które według niej idealnie pasowały do niebieskiej sukienki Mariny i chabrowych kwiatów w jej blond włosach.

- Chciałabym znaleźć przyzwoitą wizażystkę, kogoś z gustem i rękami. I fryzjera. I takiego, który nie żąda fortuny za swoje usługi! Gdybyś tylko wiedziała, Galoczko, ile zeszłoroczny bal kosztował Wsiewołoda i mnie. A ten, jak widzę, będzie kosztował nie mniej, i to wszystko dla dobra naszego ukochanego potomstwa. Kupiliśmy też nowy garnitur dla Sergiusza, markowy - nasz chłopak w ciągu roku urósł jak chwast. Wkrótce prześcignie twojego Stasia.

- "Och, wątpię w to, Vera", delikatnie sprzeciwiła się moja macocha. "Z takim apetytem rekina jak mój Stas'ky, jest to mało prawdopodobne", uśmiechnęła się pewnie. Już prawie dorównuje Griszy w barkach, a mój mąż nie jest słaby. Szkoda, że nie mam czasu zajmować się synem, tylko praca i praca. W zeszłym roku moi mężczyźni dali radę sami założyć strój, żeby mama nie była ciągana, ale w tym roku nie dam rady. Chcę, aby moja pasierbica była zadowolona z wakacji, ponieważ wkrótce w ich szkole wydarzy się kolejna rzecz.

- Tak - westchnęła kobieta, a ja poczułem na sobie jej intensywne spojrzenie. Minęło trochę czasu od naszego pierwszego spotkania, a ona znów patrzyła na mnie, jakby wspomnienia zostały wymazane z jej umysłu. A może naprawdę się zmieniłem: bardzo chciałem wierzyć w to drugie. Kto by pomyślał, że Grisza ma córkę...

Macocha z łatwością odcięła się od swojej przyjaciółki.

- Vera, nie zaczynaj. To już zostało powiedziane tyle razy!

- "Jak sobie życzysz, Galya", ponownie podniosła buty na wysokość oczu i uśmiechnęła się, "Galochka, spójrz: czyż nie są piękne? Najnowsze i w naszym rozmiarze! Jakby czekały na Marinę osobiście. Wyobrażam sobie, jak pięknie będzie jej ze mną. Są też inni absolwenci i musimy o tym pamiętać.

Jeśli sekundę wcześniej między kobietami pojawiło się coś, co przypominało napięcie, natychmiast zniknęło.

- "To bardzo ładne buty" - zgodziła się moja macocha. "Zawsze miałaś dobry gust, Vera.

- "Robimy to dla Stasia", zaśmiała się figlarnie kobieta, "żeby nie miał szansy przejść obok". "Twój godny pozazdroszczenia narzeczony dorasta, Galio. Boimy się go stracić!

- "Mamo, przestań!" - powiedziała nieszczęśliwie Marina, a ja na jej miejscu byłabym równie zażenowana.

- I co z tego?" - zdziwiła się przyjaciółka mojej macochy. Pochyliła się do stołu, żeby włożyć buty do pudełka, a potem do torby. Nastia jest, można powiedzieć, swoją własną osobą w naszej rodzinie. Przyrodnia siostra Stasia. Myślę, że będzie szczęśliwa...

- Nie! Nie chcę! Nie chcę, żeby... Nie chcę, żeby on... - Ale Marina zdołała się opanować i dokończyła spokojnie, nawet jeśli jej oczy błysnęły zimno w moim kierunku. Nie chcę!

 

Modny butik z sukniami wieczorowymi, do którego przywiozła nas Wiera Aleksandrowna, zadziwiał cenami. Usłyszałam jedną, wypowiedzianą przez sprzedawczynię na prośbę nieznajomego i byłam przerażona: sukienka podobna do letniej sukienki, tylko do podłogi, kosztowała tyle, co trzy emerytury babci! Wszystko tu było drogie i niezwykłe. I takie piękne! Według matki Mariny stało się jasne, że kupiła sukienkę na bal w tym sklepie, a ja z przyjemnością patrzyłam na rzeczy, wyobrażając sobie, jak piękna musiała być ta sukienka. I Stasowi na pewno by się spodobała, tak jak samej Marinie. Nie, tak naprawdę nie wierzyłam, że jedna z tych sukienek mogłaby być moja. Raczej po prostu podziwiałam ten piękny strój.

Zobaczyłam tę sukienkę przez przypadek. Wisiała na manekinie stojącym w kącie, a ja zatrzymałam się jak kamień, nie mogąc odwrócić wzroku. Bladoróżowa, z małymi kroplami dżetów i lekką koronką na gorsecie, sięgała powyżej kolan i była tak delikatna, zmysłowa i elegancka, jakby celowo została stworzona dla młodej dziewczyny. Wyglądała jak tiul kołyszący się i latający na wietrze. Dziewczyna, która ją założy, z łatwością poczuje się wyjątkowo.

Wpatrywałam się w nie, nie wierząc, że takie piękno istnieje. Że ubrania mogą być tak wykwintne. W tamtej chwili nawet nie pomyślałam, że może być moje.

- "Podoba ci się?" - zapytała Galina Juriewna, zatrzymując się za mną, a ja z podziwem skinęłam głową:

- Tak, bardzo.

Marina odpowiedziała gdzieś w pobliżu jej ramienia, a Vera Alexandrovna natychmiast wykrzyknęła ze zdziwieniem, zwracając się do sprzedawcy:

- Co ja widzę! Jak to możliwe, dziewczyno? Sukienka wciąż nie została sprzedana? Przecież dwa tygodnie temu mówiłaś, że podobno została wstrzymana! Nie mogłam się pomylić. Masz jeszcze jedną taką sukienkę? Nie rozumiem, w jakie gierki pogrywasz ze swoimi klientami...

Sprzedawczyni za ladą szybko podniosła wzrok znad kasy i, niezrażona tymi słowami, odpowiedziała w przyjazny sposób:

- Nie, sukienka jest ekskluzywna i sprzedawana w jednym egzemplarzu, co potwierdza gwarancja producenta. Przykro mi, ale dopiero dziś wystawiliśmy ją ponownie. Niestety klientka nie była w stanie zapłacić za zakup, ale do ostatniej chwili opłacała rezerwację. Taka praktyka nie jest sprzeczna z regulaminem naszego sklepu, o ile termin płatności nie przekracza dwóch tygodni.

Bardzo grzeczny i bardzo wyraźny, ale wciąż nie słyszałem otaczającego mnie świata. Patrzyłem na to delikatne różowe cudo i nie mogłem się nacieszyć.

- To piękna sukienka - zgodziła się macocha ze swoją przyjaciółką - i myślę, że spodoba się mojej Nastii. "Dziewczyno", powiedziała do sprzedawczyni bez wahania, podczas gdy ja nadal unosiłam się w chmurach, "proszę, pomóż nam w przymiarce.

- Ale mamo... Powiedzieli, że go kupili. Kupili!

- Marina, przestań.

- Chcę tę sukienkę! Tę sukienkę i żadną inną! Chodź, proszę! Znaleźliśmy ją jako pierwsi!

- Nie zamierzam kupować drugiej sukienki na święta tylko dlatego, że ty tego chcesz. Nie jesteś już dzieckiem, powinnaś zrozumieć, że to drogie, nawet dla nas. Poza tym kupiliśmy już buty.

- Co z tego? To niesprawiedliwe!

- Galia - Wiera Aleksandrowna spojrzała na przyjaciółkę z uśmiechem winy. - Może mogłabyś wybrać inną sukienkę dla Nastii? Jest tu tyle pięknych. Chętnie pomogę.

Serce mi zamarło, gdy czekałem na odpowiedź, a nie mogłem powiedzieć ani słowa przeciwko mojej macosze. Ale odpowiedziała, a moje serce znów zaczęło bić. Tylko jej głos stwardniał, brzmiał inaczej, z nutami, którym nie chciałem zaprzeczać.

- Byłbym szczęśliwy, gdyby Nastya chciała czegoś innego. Ale wydaje mi się, że to jej się podoba.

Później, w przymierzalni, kiedy Vera Alexandrovna i jej córka wyszły, powołując się na pilne sprawy, sprzedawczyni niechcący dodała coś do rozmowy, pomagając mi zapiąć pas i dopasować spódnicę:

- Twoi przyjaciele byli zdenerwowani na darmo. Powiedziałam im ostatnio, że ta sukienka jest dla bardzo szczupłej dziewczyny. Przyjaciółce twojej córki byłoby w niej niewygodnie...

Galina Juriewna kupiła mi nie tylko sukienkę. Kupiła mi również buty i srebrny lawendowy pasek. Trzymałam to wszystko w rękach i czułam się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Miałam sukienkę i zaproszenie na mój pierwszy zimowy bal. Gdyby na świecie istniał prawdziwy Kopciuszek, z pewnością nie mógłby być szczęśliwszy ode mnie!