SOVABOO

Tylko ty

Ch. 4: Rozdział 4

Rozdział 4

Глава 4/46 · Страница 2 из 28%

– Czyli znowu zaczynasz starą śpiewkę, Stasiek? Nie możesz się uspokoić? Nie miałeś siostry, sam jeden u mnie rosłeś, a teraz się pojawiła. Nie zmuszaj mnie, żebym myślała, że wychowałam wieprzowego kotleta. Jesteś facetem i powinieneś bez słów rozumieć, że Nastia jest u nas gościem. Do tego po chorobie jeszcze porządnie nie doszła do siebie. I jest dziewczyną, w przeciwieństwie do ciebie. Bardziej potrzebuje własnego kąta. Uwierz mi, ja coś o tym wiem.  

– Ale mamo…

– Powiedziałam: zostajesz tutaj i kropka! Nie spodziewałam się tego po tobie, synu…

 

Minął tydzień. Babci się nie poprawiało, za to ja wyzdrowiałam już całkiem i nawet kilka razy pojechałam z ojcem do szpitala, żeby ją odwiedzić. Przez resztę czasu prawie nie wychodziłam z pokoju, nadal skracając dni i wieczory książkami, zapisując w cienkim zeszycie układające się w rymy wersy i szkicując zwykłym ołówkiem krótkie obrazki. Od czasu do czasu spacerowałam po podwórku, starając się nie wpaść w oczy przybranemu bratu. Teraz całkowicie mnie ignorował, nie rozmawiał ze mną przy śniadaniu ani kolacji i nigdy nie patrzył w moją stronę, a ja trochę się uspokoiłam, tylko raz rzuciwszy mu: „Przepraszam, nie chciałam, żeby tak wyszło”. Ale chyba i tak mnie nie usłyszał.

Na tylnym podwórku stała szeroka huśtawka. Galina Jurjewna pozwoliła mi się na niej huśtać, i czasami siadałam na drewnianej rzeźbionej ławce, patrzyłam na zaśnieżone wierzchołki świerków i tui, na polankę nietkniętą śladami stóp, i lubiłam myśleć, że znajduję się w magicznym zimowym lesie. W którym gdzieś całkiem blisko błąka się mała pasierbica z baśni „Dwanaście miesięcy”, albo wraca z przyjaciółmi z polowania dumny i uśmiechnięty książę, jak w baśni „Trzy orzeszki dla Kopciuszka”. W takich chwilach myślałam, że Galina Jurjewna wcale nie przypomina baśniowej macochy, choć jest surowa wobec wszystkich, a jej syn ani trochę nie przypomina księcia. Chyba że takiego samego przystojnego zarozumialca.

Nawet się uśmiechałam i podrzucałam śnieg, zgarniając go z ziemi dłońmi, kręciłam się i chichotałam jak najzwyklejsza dziewczyna, a potem przypominałam sobie o babci, o ponurym przybranym bracie, o milczącym ojcu, i znowu cicho wracałam do domu. A potem…

A potem babci przepisano nowe leczenie, a Galina Jurjewna podjęła decyzję, żeby wysłać mnie do szkoły.

Глава 4 / 46 · Страница 2 из 2