Rozdział 4, część 2
Po chwili wahania jednak otworzyłam wiadomość.
Dzień dobry, Diano! Nazywam się Walentyn i jestem prowadzącym nowego projektu telewizyjnego „Miłość od pierwszego Walentyna”. Dowiedziałem się o Pani od Pani mamy – niezwykle czarującej Astralii. Bardzo ciepło wypowiadała się o córce, dlatego nasz zespół postanowił poznać Panią bliżej.
Nasz projekt telewizyjny poświęcony jest poszukiwaniu idealnej pary. Przygotowujemy pilotażowy sezon złożony z siedmiu odcinków, który ukaże się w przeddzień walentynek. Została Pani wybrana jako jedna z uczestniczek i z radością o tym informujemy!
Pierwsza randka odbędzie się już w tym tygodniu – format „w ciemno”. Metodą losowania koła Kupidyna wszyscy uczestnicy utworzą pary, po czym czeka ich jeszcze sześć randek w okolicznościach wyznaczonych przez projekt. Walka o nagrodę i oczywiście o tytuł „idealnej pary” – którą wskażą widzowie.
Nagrania są poufne, bez transmisji na żywo, ale odcinki będą montowane w formule reality show. Miejsce spotkania nie jest wcześniej omawiane, podajemy tylko ogólne dane: datę, godzinę i zadanie. Szczegółowo z warunkami zapoznają Panią przy podpisaniu kontraktu.
Proszę się nie martwić, Diano, wszystko będzie lekko, pięknie i zgodnie z Pani horoskopem. Obiecujemy!
Jeśli zdecyduje się Pani przyjąć naszą propozycję – proszę odpisać jednym słowem „Zgadzam się” i podać adres e-mail.
P.S. Mamy świetny budżet, najlepszych profesjonalistów i kosmetolożkę na backstage'u. Proszę nawet nie wątpić – z nami będzie Pani błyszczeć!
Do zobaczenia wkrótce!
Wasz Walentyn
Przeczytałam i wpatrzyłam się w ekran. Palce mi drżały.
Błyszczeć? Kosmetolożka? Siedem randek przed kamerami?!
Kontrakt?!!
Boże, daj znak z góry – po co mi to?!
– Dianka, no co tam? Pokaż! – niecierpliwie wtrącił się Stas.
– Diano, wszystko w porządku? – tata wyciągnął szyję, nie bez niepokoju.
Nic nie było nawet bliskie porządku.
Wstałam od stołu, jeszcze raz przeczytałam wiadomość na głos... i ciężko wypuściłam powietrze.
– Wszystko jest po prostu cudownie, aż za pięknie! – powiedziałam z determinacją rozpaczy, żeby nie jęknąć. – Zostało tylko założyć na szyję skarpetkę szczęścia i można ruszać na podbój telewizji.
Gdzieś we mnie głośno zatrzasnęły się drzwiczki zdrowego rozsądku, a przeciąg zapiszczał: pomocy!
***
Pokój Diany...
Zamknęłam drzwi sypialni, wdrapałam się na łóżko i otworzyłam wspólny czat z dziewczynami o nazwie „Ptaszki”. Kiedyś na WF-ie wszystkie trzy sfrunęłyśmy z ławki i od tamtej pory żaden nasz dzień nie obywał się bez ćwierkania:
Diana:
Dziewczyny, HELP!
Wpakowałam się! Pilnie potrzebuję planu ucieczki z miasta!
A do tego nowej sukienki (najlepiej od razu siedmiu), nowej torebki i adwokata.
Wika:
Kicia, co się stało? Postanowiłaś wypisać się z kursu koreańskiego, ale boisz się powiedzieć prowadzącemu?
Dasza:
Albo zjadłaś po osiemnastej i gryzą cię wyrzuty sumienia? Di, nie strasz tak, jesteśmy z tobą! Na pewno nie przytyjesz AŻ TAK!
Diana:
Jest dużo gorzej, dziewczyny.
Mama miała występ w TV. I teraz biorę udział w MIŁOSNYM SHOW!
I nie – nie przewidziało wam się!
Pożyczcie mi środek nasenny i wieżę ze smokiem. Prześpię tam do lepszych czasów!
Wika:
(zdumiony emoji)
O Boże! Czyżby Astralia poszła va banque?! Di, pamiętasz, że podczas noworocznych wróżb twojej mamie wyszło spotkanie z potencjalnym zięciem! Czyżby to było TO?!
(zachwycony emoji)
Czekamy na szczegóły!
Diana:
Mój idealny Koreańczyk jest gdzieś w pobliżu?! Taki, który jest jednocześnie idolem, intelektualistą i umie ugotować fantastycznego pad thaia?!
(przeciera oczy i rozgląda się)
Ups! Oczywiście, że nie.
Mama uczestniczyła w podcaście jako zaproszone medium. Sprowokowali ją i na żywo obiecała, że połączy każdą parę.
A potem w porywie natchnienia wygadała się, że ma dorosłą samotną córkę (rycząca emotka). Czytajcie – NIEUDACZNICĘ! Mnie. Na cały kraj!
I że jest pewna, że jestem stworzona do idealnej pary!
A tam wszystkie krokodyle zębate – w TV! Zwłaszcza producent i prowadzący Walentyn.
Oni JUŻ do mnie napisali!
I teraz, jeśli odmówię – wyśmieją mamę.
A jeśli się zgodzę – czeka mnie siedem randek z zadufanym influencerem, który na pewno przyjdzie się wypromować i założy marynarkę w cekiny!
W ciemno!
Przed kamerami!
Nie mam żadnych szans wygrać!
Dasza:
(w szoku otwiera usta, pilnie robi popcorn)
(włącza szelest torebki)
Wika:
(z zachwytu opadła jej szczęka)
Otwiera dokument Google i pisze: „Styl Diany na telehisterię”
Sekcje robocze:
Randka w parku – trencz i urok.
Randka w stresie – nude i kawa
(przyjaciółko, pilnie potrzebujesz nowego seksownego stanika!)
Randka z idiotą – total black i sarkazm (twój przypadek!)
Di, z jasnym kucykiem, smoky eyes i czerwoną szminką będziesz wyglądać obłędnie!
Dasza:
Zgadzam się. Do kosza z marynarką w cekiny!
Potrzebujemy czerwonej Chanel!
(smuci się) Szkoda, że nie stać nas na torebki Birkin.
Diana:
Dziewczyny, wy jesteście normalne?
Wika:
Di, obiektywnie rzecz biorąc (łap swoje zdjęcie!):
Jesteś mądra.
Jesteś piękna.
I bez żadnych show na każdej randce zachowujesz się jak na castingu!
A teraz przynajmniej utrwalą to dla potomności i powiedzą ci, co robić.
DLACZEGO NIE?
Dasza:
I dadzą jedzenie za darmo. To ważne!
Di, a jeśli będzie tam ktoś super?
Może to przeznaczenie?
Diana:
(z sarkazmem i smarkami)
Jasne. Też z kosmetolożką na backstage'u i gonitwą za oglądalnością?
Dasza:
Miłość od pierwszej obelgi też jest miłością! Wyobraź sobie:
on siada naprzeciwko, oślepia cię blaskiem cekinów i mówi „Cześć, mała”,
a ty do niego – „Nienawidzę cię, paskudo”, i poprawiasz w odbiciu cekinów swój lok.
Romantycznie!
Diana:
Dziewczyny... Przerażacie mnie.
Ha-ha! Wyobraziłam to sobie!
I jednocześnie podnosicie na duchu.
(smarki zwisły do podłogi)
Dzięki, ptaszki!
Dasza:
(silny emoji)
Nasza supermoc jest z nami!
(popcorn poszedł w ruch)
Wika:
Kicia, dasz radę!
Wierzymy w ciebie!
A jeśli influencer okaże się nudziarzem, spopielisz go spojrzeniem!
Dasza:
Albo poddusisz seksownym stanikiem w przypływie namiętności, haha!
Już chcę TO zobaczyć!
A potem...
A potem zamknęłam czat, wpatrzyłam się w ekran... i zaakceptowałam wiadomość od Walentyna. Usłyszawszy za drzwiami surowy głos taty i zagubiony głos mamy, wpisałam jedno słowo „Zgadzam się”. Wysłałam odpowiedź i przycisnęłam dłonie do policzków.
Skarpetka. Kawa. Reality show. Mama...
Pełnia, inaczej być nie może!
Ale kiedy, mimo późnej pory, ubrałam się i wyszłam na ulicę, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza i pójść do sklepu – z nieba patrzył na mnie młody księżyc. Cienki i chytry jak zadowolony uśmieszek losu.
Westchnęłam gorzko i ruszyłam do supermarketu po węglowodany – poprawić sobie humor. Już przy wyjściu zderzyłam się z Demoncem, który odszedł od sąsiedniej kasy i też kierował się do wyjścia.
W bluzie z kapturem, z dużą torbą w ręce i ponurą miną bez cienia uśmiechu, wyglądał, jakby zaproszono go do roli zabójcy, który nie ma nic do stracenia.
Spotkaliśmy się spojrzeniami.
– Nie za późno spacerujesz sama, Koszkina? Odprowadzić cię?
– Dziękuję, obejdzie się. Nie chcę trafić do piekła przed czasem.
Na tym się rozeszliśmy.