Bölüm 12
Rozdział 12
POV Nastya
- Mam nadzieję, Nastya, że wszystko było tak, jak mówisz. Inaczej, dziewczyno, nie wybaczę sobie i wcale nie chodzi o Griszę.
Galina Juriewna, nie dotykając filiżanki z kawą, zapaliła. Przeklęła samą siebie, mówiąc, że to jej wina, i zgasiła papierosa w popielniczce. Nigdy nie widziałam jej tak wyczerpanej i nie wiedziałam, co powiedzieć. Usiadłem obok niej przy stole, ogrzewając dłonie na filiżance herbaty, starając się nie nawiązywać kontaktu wzrokowego z macochą, bojąc się jeszcze bardziej ją zdenerwować.
Teraz ledwo słyszałam, co mówi. Sprzeczne i dziwne uczucia, które przeniknęły moją skórę wraz z dotykiem mojego przyrodniego brata, wciąż we mnie żyły, płonąc jak ogień na moich policzkach, wprowadzając zamęt do moich myśli, napierając na niewytłumaczalny słodki ból w moim sercu. Bardzo starałam się je uspokoić, ale nie mogłam. Przypomniałam sobie, co Stas powiedział po walce i co usłyszałam wcześniej tego ranka, kiedy obudził mnie w sypialni, i nie mogłam go zrozumieć. Nie mogłam zrozumieć siebie. Tego, co się między nami wydarzyło.
- Widzisz, Nastiu - kontynuowała macocha, patrząc na swoje ciasno splecione palce - znam swojego syna. Chcę tak myśleć. Stasko nigdy by się co do ciebie nie pomylił. Nie dlatego, że jest takim dobrym czy uczciwym chłopcem, nie kłamię, bynajmniej. Ale dlatego, że nie jest przyzwyczajony do obciążania samego siebie. Nie biorę tego, czego nie chcę brać. On jeszcze nie wie, że tymi rękami nie można dostać się do każdej kieszeni. Są kieszenie, które są mocno zapięte, ukryte, takie, które są poza twoimi możliwościami i poza twoimi zębami. Bierze to, co mu się daje, a życie daje mu wiele, co sprawia, że kręci mu się w głowie. Żeby sięgnąć i wziąć samemu, musi jeszcze dorosnąć, dojrzeć. Mój szczeniak jest bezczelny, ale leniwy i rozpieszczony. Nie wiem, czy rozumiesz, co mówię. Naprawdę chcę wierzyć, dziewczyno, że rozumiesz. Że niczego nie ukrywasz. Na razie jesteś ponad nim i lepiej, żebym w to wierzył, bo inaczej nie uspokoję się, dopóki nie wybiję głupoty z mojego syna.
Trudno było mi w pełni zrozumieć wszystko, co usłyszałem, ale jedno wiedziałem na pewno:
- Nie, Galino Juriewna. Stas naprawdę mnie nie skrzywdził. Po prostu bałam się muzyki i... i tego, że nie było cię w domu, więc zadzwoniłam do taty. Mogę już iść?
- Oczywiście, idź, Nastiu - uśmiechnęła się ciepło macocha, głęboko zamyślona - zostanę tu jeszcze chwilę, przynajmniej zapalę jak człowiek. Grisza przeklina, kiedy ty i Stasko jesteście w pobliżu.
- Dobranoc.
- Jezu, co za dzień! Bałagan w pracy i w domu. Kiedy pójdziesz jutro z ojcem do szpitala, nie denerwuj Niny Iwanowny, dobrze? Ona nie musi wiedzieć, jak my tu żyjemy.
Moja macocha nie musiała się o to martwić, ale powiedziałam, że oczywiście nie będę o niczym rozmawiać. Wyszłam z kuchni i poszłam do swojego pokoju (coraz częściej myślałam o sypialni mojego przyrodniego brata jak o swojej własnej). Siedząc na brzegu łóżka, które ktoś zgniótł, długo siedziałam w milczeniu, zaciskając gorące dłonie na kolanach, wyglądając przez okno i zastanawiając się, gdzie teraz jest Stas. Gdzie uciekł z domu przed gniewem matki, głośno trzaskając drzwiami.
Pojawił się niespodziewanie. Pojawił się na progu sypialni, wchodząc bez pukania, tak samo rozczochrany jak przed drzwiami sklepu, w rozpiętej kurtce, z prostymi włosami i twarzą bladą z zimna. Tylko jego oczy nie szukały teraz mnie. Mój przyrodni brat spojrzał na moje dłonie i milczał. Ja również spojrzałem w dół. To był dawny Staś, poznałem to po jego zaciśniętych ustach i napiętych ramionach. Obaj mieliśmy się czego wstydzić.
W końcu przyszedł i szarpnął mnie z łóżka za łokieć. Natychmiast cofnął rękę, krzywiąc się, jakby dotknął czegoś obrzydliwego. Chwycił poduszkę za róg, zdarł poszewkę i rzucił ją na podłogę, a następnie ściągnął prześcieradło.
- Zmień bieliznę, szkielecie, śmierdzi. I pamiętaj, to moje łóżko, jak wszystko inne w tym pokoju - powiedział, trzaskając drzwiami, a mnie wydawało się, że wraz z tym hałasem coś pękło w mojej duszy. Ledwo zabłysła i natychmiast roztrzaskała się na kawałki - wbrew zwykłemu szorstkiemu "szkieletowi".
Kiedy zasnęłam, znów płakałam. Tym razem nie ze strachu czy urazy, ale dlatego, że bolało mnie serce i czułam się taka samotna.
W weekendy odrabiałem lekcje i rysowałem, starając się jak najrzadziej wychodzić z pokoju, z wyjątkiem odwiedzania babci z ojcem. Tata zachowywał się jak zwykle i przeważnie milczał podczas podróży: wiedziałem, że tak naprawdę nie był mną zainteresowany. Mojego przyrodniego brata nie było w domu, a kiedy ojciec zapytał o niego przy kolacji, macocha powiedziała, że pojechał do miasta odwiedzić przyjaciół. Dobrze. Mogłam odetchnąć. Kolacja z myślą, że mój przyrodni brat zaraz się pojawi i usiądzie obok mnie, była jak tortura. Teraz nie przyznałabym się nikomu, jak bardzo bałam się spotkania twarzą w twarz ze Stasiem. Zwłaszcza po tym, jak rano znalazłam w drzwiach karteczkę: "Jeśli komuś powiesz, pożałujesz!".
- "Nastya, cześć!" Dashka, różowowłosa i wesoła jak zawsze, spotkała mnie w szatni i zaprowadziła do klasy. Zakładając niebieski kosmyk za ucho, radośnie oznajmiła: "Czy możesz uwierzyć, że w naszej szkole jest kolejny nagły wypadek! To szaleństwo, pierwsza lekcja jeszcze się nie zaczęła, a Marina Voropaeva już płacze! Spójrz, tam jest, pociesza się przy oknie z przyjaciółmi.
To było niezwykłe widzieć blondynkę we łzach, więc zapytałem:
- Dlaczego? Co się stało?
- Ale o to chodzi, to nic takiego - powiedziała Dashka z prychnięciem, wzruszając ramionami - Nic, czego nie można było przewidzieć! Lenka Polozova z klasy 11B powiedziała Dince Gubenko, najlepszej przyjaciółce Mariny, w zaufaniu, że spotyka się z pawiem. Lenka i Voropaeva mają porachunki do wyrównania, sięgające czasów balu zimowego, więc zerwała się nawet wcześnie rano, by zrujnować Marinie dzień. Wiadomo, w kim podkochiwała się od pierwszej klasy.
- "Zaspałem dzisiaj, spieszyłem się do szkoły, więc nie byłem gotowy na przyswojenie informacji od razu. Odkładając tornister, zacząłem wyjmować podręczniki.
- Tak, po Frolovie, tym kobieciarzu! Dinka powiedziała, że w piątek Lenka była na imprezie u Frołowa i całowała się z nim, a Marinka płakała. Czy ona nie jest głupia? Myślałbyś, że taki paw ma uczucia! Przecież to tylko siłownia!
Podręcznik wysunął się i głośno upadł na podłogę. Schyliłam się i nie mogłam go podnieść, ponieważ moja ręka nagle osłabła.
- Zobaczysz, nie spotka się z Polozovą. Z Mariną też się nie umówi. Pietia powiedział mi, że Frol i Woropajew spotykają się z chłopakami z uniwersytetu, a oni mają ciekawsze dziewczyny niż my. Powiem ci, Nastia, że nawet byłoby mi żal Mariny, szczerze mówiąc, gdyby była milsza. A tak, wcale mi jej nie żal. Kiedy w dziewiątej klasie Borka Bragin dał jej pudełko czekoladek na ósmego marca, pomyślała, że to robactwo za trzy kopiejki. Wyrzuciła je do kosza. Z jakiegoś powodu zapomniała, że Borja, w przeciwieństwie do nas, jest najmądrzejszy, mieszka z matką i całe życie oszukiwał.
W końcu podniosłam podręcznik z podłogi i usiadłam przy biurku. Niegrzecznymi rączkami wyjęłam z torby zeszyt i długopis. Otworzyłam książkę na odpowiedniej stronie i dopóki nauczyciel nie wszedł do klasy, miałam zamiar przejechać wzrokiem po akapicie, który właśnie przeczytałam.
"To kobieciarz - powiedziała Dashka, ale to słowo niewiele dla mnie znaczyło. Nie byłam tą, z którą Stas całował się publicznie na siłowni i którą zaprosił na imprezę. Ale w przeciwieństwie do tej dziewczyny z jedenastej klasy i w przeciwieństwie do Mariny, mój przyrodni brat nigdy nie był moim przyrodnim bratem. Dlaczego więc powstrzymuję swoje podekscytowanie i jestem gotowa wybuchnąć płaczem? Może dlatego, że miejsce na mojej szyi, gdzie Stas dotknął swoich ust, wciąż płonęło, a niewytłumaczalna tęsknota zadomowiła się w moim sercu?
"Nienawidzę cię, szkielecie. Nienawidzę cię! Zawsze o tym pamiętaj".
Nie powinien był ostrzegać mnie notatką. I tak nie odważyłabym się nikomu powiedzieć o tym, co się stało. To było coś, co dotyczyło tylko nas dwojga i czego żadne z nas prawdopodobnie nie potrafiłoby wyjaśnić.
- "Myślę, że Borja jest bardzo miłą osobą", odpowiedziała przyjaciółce, czując, jak jej palce stają się zimne, a litery zlewają się w nieczytelną linię, "Musiał być tak samo zraniony, jak teraz Maryna. Nigdy bym mu tego nie zrobiła.
- Dashka usiadła obok mnie i bawiła się plecakiem, zerkając na drzwi wejściowe w oczekiwaniu na Pietię Zbrujewa. Każdy dzień zaczynała od kłótni z nim: "Sprawiedliwości stało się zadość! Więc dlaczego płaczesz?
- "Mówię ci, Nastia, wojna dopiero się zaczyna", kontynuowała rozmowę później, w drodze do jadalni, "Przed nami głosowania i Bal Zimowy, zeszłoroczna królowa Voropaeva nie odda korony Voropaevej tak łatwo, a walka o pawia to gruba aluzja do bladej słabości, by trzymać się z daleka. I nie mam wątpliwości, że Frolov ponownie zostanie wybrany królem! Jeśli pamiętacie, jak Frol i jego przyjaciele szybko zniknęli z imprezy w zeszłym roku, to znaczy, że nie obchodzą go nasze szkolne rozgrywki! Byłoby lepiej, gdyby królem został Borka Bragin, szczerze! On walczy o honor szkoły na miejskich olimpiadach, nie jest tylko pustogłowym przystojniakiem jak niektórzy!
Z rozmowy z Galiną Juriewną dowiedziałem się, że studia Stasia są w porządku i że między synem a matką istnieje niewypowiedziana umowa dotycząca przestrzeni osobistej, pieniędzy i innych rzeczy, więc ostrożnie sprzeciwiłem się mojemu przyjacielowi:
- Frolov jest dobrym uczniem. Słyszałem, jak trener koszykówki o tym mówił.
Zarumieniła się pod zainteresowanym spojrzeniem przyjaciółki.
- Nie wiem - wzruszyła ramionami Dashka - może i jest piękny. Ale to wciąż jeleń!" podsumowała z westchnieniem i pognała do naszego stolika.
W jadalni było głośno i śmierdziało jedzeniem. Ale Pietia Zbrujew zaspał, kiedy przyszedł do szkoły na drugą lekcję i dostał niezłe lanie od nauczyciela. Za spóźnienie musiał posprzątać ławki kolegów z klasy, a Pietia był otwarcie smutny, słuchając kpin kolegów i znosząc drwiny. Dziś nie nazwał swojej przyjaciółki Kuzniecowej wiewiórką, prosząc ją, by dała mu orzechy. Po prostu patrzył na nią w milczeniu, żując kotleta i popijając kompot.
- To nic takiego wytrzeć stół ścierką. Co w tym wielkiego?" Dashka była oburzona. "A Pietia jest głupcem, jeśli tego nie rozumie.
Naprawdę, to nic takiego. W mojej poprzedniej szkole właśnie tak robiliśmy, zmieniając klasy. Ale to była nowa szkoła, opłacana, z własnymi zasadami, i było wystarczająco dużo personelu, by obsługiwać dzieci z bogatych rodzin. Właśnie miałam poprosić Daszę, żeby została i pomogła Pietii w sprzątaniu, kiedy poczułam na sobie czyjś ciężki wzrok. Nie podnosząc wzroku, wiedziałam, kto to jest.
Sekunda głuchej ciszy, podczas której udało mi się wrócić myślami do wieczoru, w którym odnalazł mnie mój przyrodni brat, a moje serce znów zaczęło bić.
Stas nie wszedł do jadalni sam. Usiadł z przyjaciółmi przy stoliku, co spowodowało, że pokój wyraźnie się uciszył. Jedna z licealistek, piękna czarnowłosa dziewczyna - ta sama Lenka z imprezy, zdałem sobie sprawę - postawiła swoją tacę na stole i usiadła obok Stasa, a on natychmiast objął ją, chichocząc i szczęśliwy, pewnym siebie, leniwym gestem. Nie przestając patrzeć mi w oczy, pochylił głowę w jej stronę i pocałował ją w szyję...
Widzisz, jesteś jak wszyscy inni. Głupią przyrodnią siostrą.
Błysk bólu i wstydu rozświetlił moją świadomość. Rozpoznałam uczucie, które przeszyło moje serce i przestraszyłam się. Nie powinnam czuć zazdrości, nie miałam prawa do tego dorosłego uczucia, a jednak teraz, w tej jadalni, nie tylko Marina walczyła, by nie pokazać swojego podekscytowania i nie pozwolić, by popłynęły jej łzy. Ukryłam oczy w talerzu i desperacko próbowałam się opanować, pragnąc oślepnąć i ogłuchnąć, byle tylko nie widzieć mojego przyrodniego brata i nie słyszeć donośnego dziewczęcego głosu powtarzającego jego imię.
- Nie obrazisz się, Nastya, jeśli będę sam?
- Co?" Zdawałam się nie słyszeć słów Dashy. Moja przyjaciółka wyglądała na nieco zakłopotaną, a ja spojrzałam na nią roztargnionym wzrokiem. - Co robisz sama, Dasha?
- Zostanę i pomogę Pietii w sprzątaniu - powiedziała niezręcznie.
Nie, nie poczułam się urażona. W tej chwili po prostu cieszę się, że mogę wyjść ze stołówki, albo w ogóle ze szkoły. Być może zrobiłabym to, pospiesznie idąc długim korytarzem, schodząc po schodach, gdyby nagle nie zatrzymała mnie czyjaś ręka.
- Nastia? Cześć!
To był Siergiej Woropajew, przyjaciel Stasia i brat Mariny. Spojrzałem na blondyna ze zdziwieniem.
- Witam.
Uśmiechnął się szeroko, odsłaniając rząd białych zębów. Oparł się o ścianę, stojąc krok niżej, blokując mi drogę.
- Dokąd biegniesz? "Albo przed kim?" zapytał, jakby wpatrując się w wodę. "Nie szukasz mnie?
- Nie, nie ty - odpowiedziałam i nagle zdałam sobie sprawę, że on tylko żartował. Zakłopotana, spróbowałam odwzajemnić uśmiech: - Chciałam tylko zejść na dół, zapomniałam czegoś w szatni. Przepraszam...
Zrobiłam krok w bok, zamierzając go ominąć, ale wtedy palce Serhii ponownie owinęły się wokół mojego nadgarstka.
- Słuchaj, Nastya...
- Tak.
Facet starł uśmiech z twarzy i spojrzał na mnie poważnie.
- Czy kiedykolwiek byłeś sam? To znaczy... spacerujesz po mieście, chodzisz do kina? Ojciec ci nie zabrania, prawda?
Mój ostatni spacer po mieście nie skończył się dobrze i nawet zmarszczyłem brwi, gdy przypomniałem sobie późny zimowy wieczór, zimno i panikę, która ogarnęła mnie, gdy zdałem sobie sprawę, że się zgubiłem.
- On tego nie zabrania. Ale tak naprawdę nie lubię chodzić. Nie znam jeszcze zbyt dobrze miasta.
- Przykro mi - odpowiedział blondyn ze smutkiem. Jeśli chcesz, mogę pokazać ci kilka ciekawych miejsc. W pobliżu jest lodowisko i kino. Poczekam na ciebie po szkole, dobrze? Możemy iść do kina.
Jest miłym facetem, a ja mam dobry humor, ale to mi nie pomoże. A palce, które nie puszczały mojej dłoni, delikatnie głaszcząc mój nadgarstek, były dziwnie napięte. Tak samo jak niebieskie oczy, które na mnie patrzyły. Były tak odważne i niemiłe, jak oczy mojego przyrodniego brata.
Przez chwilę wydawało mi się, że widzę zimne, szare oczy Stasa. Ciemne jak wir i tak niebezpiecznie pociągające.
- Nie, nie jestem pewna, czy chcę, Sergei. Przepraszam.
- Szkoda" - facet wesoło drgnął kącikiem ust. Spoglądając za siebie, przeczesał palcem blond włosy, odgarniając kosmyki z czoła. Ten prosty ruch - trochę drżący i niezdecydowany - ponownie przypomniał mi o moim przyrodnim bracie i mimowolnie się cofnęłam. Ostatnio dużo o nim myślałam. "To przez Stasia, prawda? To przez niego nie idziesz ze mną na spacer? Nie powiemy Frolowi, nawet się nie dowie... Nastia, nie proszę o wiele. Tylko spacer do kina między dwoma przyjaciółmi, to wszystko.
Blondwłosy Voropaev spojrzał na mnie, kontynuując studiowanie mojej twarzy i dezorientując mnie swoim intensywnym spojrzeniem. Po tych słowach uśmiechnął się, pewny, że nie odmówię. Trzymał mój nadgarstek w swojej dłoni, nie zamierzając go puścić, wiedząc, że ten niechciany dotyk mnie niepokoi. Zdałam sobie już sprawę, że w tej szkole nie było zwyczaju, aby dziewczyny odmawiały mężczyznom takim jak on. Mój przyjaciel Jegor powiedziałby, że Siergiej jest majorem, nadętym, zadowolonym z siebie indykiem, a ja bym się z nim zgodziła. Chociaż dopiero teraz zrozumiałam znaczenie słowa "major".
Nie chciałam z nim iść z wielu powodów. Nie znałam go dobrze i był najlepszym przyjacielem mojego przyrodniego brata, więc mógł się ze mnie nabijać. Widziałam, jak często przytulał inne dziewczyny i nie czułam się pewnie w jego towarzystwie. Nie, zdecydowanie powinnam trzymać się z dala od Siergieja Woropajewa.
Zadzwonił dzwonek i obejrzałam się za siebie. Chciałam uciec, ciesząc się, że mogłam przerwać rozmowę, ale chłopak nie puścił mnie ponownie. Nagle zdałam sobie sprawę, że na schodach zostaliśmy tylko my.
- Nastya? Wciąż czekam.
Serce waliło mi jak przestraszonemu ptakowi: bałam się spóźnić na zajęcia i bałam się zostać. Próbowałam wziąć się w garść i odpowiedzieć tak spokojnie, jak to tylko możliwe.
- Nie wiem, czy Stasowi na tym zależy. Myślę, że nie. Ale wiem na pewno, że nie spodobałoby mu się, gdybym zaczęła rozmawiać z jego najlepszym przyjacielem. I... w ogóle cię nie znam, Siergiej.
- Czy jestem aż tak przerażający? Niesympatyczny? Nie lubisz mnie?" blondyn figlarnie poruszył ciemną brwią.
- Nie jestem pewien - potrząsnąłem głową.
- Czy w ogóle mnie nie lubisz?
Nie chciałam z nim żartować i naprawdę nie lubiłam być sama.
- Proszę, puść mnie. Muszę iść na zajęcia.
- Nic. Powiesz tylko, że poszłaś do pielęgniarki. "Dziewczyny mają takie... ciężkie dni - powiedział Serhii - Nikt nie powie wam ani słowa, możecie mi wierzyć, widziałem to na własne oczy.
To było zbyt wiele i moje policzki zrobiły się czerwone. Nigdy nie poruszyłam takiego tematu w rozmowie z żadnym z chłopaków, tak łatwo.
Voropaev zdawał się zdawać sobie sprawę, że posunął się za daleko ze swoją radą. Przygryzł wargę w zakłopotaniu i zmusił się do uśmiechu.
- Cóż, przepraszam, Nastya, to był kiepski żart. Ja też się denerwuję, uwierz mi. Nie codziennie stoję tutaj i umawiam się na randki jak głupia. Nie martw się, puszczę cię, chcę tylko zrozumieć.
- "Co dokładnie?" Nie było to łatwe, ale starałam się spojrzeć mu w oczy. "Prawie mnie nie znasz!
- Nie wiem, co z tego? Lubię cię i to wystarczy. Dziwne jest to: dlaczego cię lubię? Co jest w tobie takiego wyjątkowego, Nastiu? Widziałem cię pierwszego dnia, kiedy przyjechałaś z ojcem do domu macochy. Pamiętam, jaka byłaś przerażona i nieszczęśliwa, w tym swoim śmiesznym stroju... Zdałem sobie sprawę, jak bardzo Stas był zdenerwowany twoim przybyciem, ponieważ jest moim najlepszym przyjacielem...
Nie mogłam już na niego patrzeć i spojrzałam w dół, czując drżenie warg. Bojąc się rozpłakać, zagryzłam je mocno.
Serhii milczał przez chwilę, podobnie jak ja, ale nadal nie spieszył się, by mnie puścić.
- "Wcale mnie nie lubisz, prawda, prowincjuszko?" zapytał z nikczemnym uśmiechem na twarzy. "Mogłem zaprosić kogokolwiek innego, tylko nie ciebie, prawda? Czy mój wybór nic dla ciebie nie znaczy?
On nie mówi. Nie może nic powiedzieć. Po prostu nie rozumiałem tego faceta.
- Proszę, mam lekcję...
- Będę czekał na ciebie po szkole, za szkołą, na skrzyżowaniu. Obiecaj mi, że przyjdziesz.
- Nie wiem... Nie mogę. Muszę wracać do domu.
- Więc nie wiem, czy będę milczeć o tym, jaki jesteś. Kim jesteś i skąd pochodzisz!
Spojrzałam na niego, a on zamilkł. Przełknął grudkę, jakby z niedowierzaniem i zakończył rozmowę:
- Marinka nie chce mówić, chyba że Frol tego chce, ma obsesję na jego punkcie, ale ja... Ups, mogę się wygadać. A wtedy, uwierz mi, twoje spokojne szkolne życie skończy się natychmiast. Dziewczyny nie wybaczą ci, że jesteś biedny i śpisz w pokoju Stasia. Zwłaszcza, gdy dowiedzą się, jak bardzo cię nienawidzi. Tak, wiem, że nienawidzi, słyszałam, jak to mówił.
Najpierw jego przyrodni brat, teraz najlepszy przyjaciel. Ten świat, w którym żył mój ojciec, w którym żyli obaj chłopcy, wciąż zaskakiwał mnie swoim okrucieństwem. Jakie gry zostaną wymyślone jutro? I o ile boleśniej zranią mnie w tym jutrze?
Oczywiście nie spodziewałem się, że Stas ukryje przed przyjacielem swój stosunek do przyrodniej siostry, który rozwinął się od naszego pierwszego spotkania. Ale teraz nie zamierzałem wierzyć Siergiejowi ani trochę. Nie wiem, kogo naprawdę lubił, ale to nie byłam ja. A jednak... Mam Daszkę, a z nią Pietię Zbrujewa. Chciałabym wierzyć, że moi nowi przyjaciele nie odwrócą się, nawet jeśli dowiedzą się, jaki śmieszny płaszcz i kapelusz nosiłam w ich pięknym i wielkim mieście.
Udało mi się uwolnić rękę. Przycisnęłam ją do siebie, patrząc w dół na jego klatkę piersiową. Nie chciałam na niego patrzeć.
- Rób jak chcesz, Siergiej.
- Nastya ...
Ale już cofnąłem się o jeden krok.
- Nie obchodzi mnie to. Tak, Stas mnie nienawidzi, twoja siostra mnie nienawidzi i ty pewnie też mnie nienawidzisz, skoro lubisz się ze mną bawić. Nie pójdę z tobą do kina, bo nie jesteśmy przyjaciółmi i nigdy nimi nie będziemy: przyjaciele nie wyśmiewają się z siebie nawzajem i nie poniżają. Możesz powiedzieć całemu światu, jaka byłam nieszczęśliwa. Nie znam tego miasta i nie chcę go znać! Naprawdę mam nadzieję, że kiedyś je opuszczę!
Odwróciłam się, by uciec, a on z łatwością wskoczył na schody i zagrodził mi drogę, ale nie chwycił mnie za rękę.
- "Nastia, nie uciekaj!" - powiedział chrapliwie, a ten przystanek był ostatnią kroplą. Zazdrość, ból, uraza - to wszystko było zbyt wiele dla piętnastoletniej dziewczyny z prowincji. Zakryłam twarz dłońmi i zamknęłam oczy, na próżno próbując powstrzymać łzy. Teraz byłam naprawdę żałosna.
- Proszę, proszę, Siergiej, odejdź.
Nie wiem, jak długo tam stałem, ale kiedy zdecydowałem się otworzyć oczy, Voropaeva już nie było. Na schodach było cicho, lekcja już dawno się zaczęła... Nie mogłam wrócić do klasy zapłakana.
- "Przepraszam, czy mogę z panią usiąść?" zapytała starszą kobietę, która szła korytarzem. Zatrzymała się obok sofy i skinęła głową ze zrozumieniem:
- Co, dziecko, wyrzucili cię z klasy? Za zachowanie? Siadaj. Lepsze to niż palenie na ulicy.
Trzymała igłę dziewiarską i liczyła pętle, patrząc na czasopismo. Natychmiast przypomniałam sobie moją babcię. Jak bardzo za nią tęskniłam!
Dasha musiała powiedzieć, że spędziła lekcję w izbie chorych. Koleżanka nie uwierzyła, że to wagary, więc wymyśliła historyjkę o bólu głowy i mdłościach. I cudowna pigułka... Dobrze, że Kuzniecowa nie jest teraz w nastroju do tego, sama bym sobie nie uwierzyła, to brzmiało tak nieprzekonująco. Pietia Zbrujew w zamian za pomoc w jadalni obiecał, że pozwoli jej obejrzeć nowy film, a Daszka cały dzień powtarzała, że nie cierpi filmów akcji, ale jak trzeba będzie, to obejrzy. Co więcej, Pietia (w wielkiej tajemnicy) obiecał przyjść do jej domu w niedzielę, aby skonfigurować nowe kodeki wideo na jej komputerze. Zagroził nawet, że poprosi o pozwolenie jej mamę: czyż nie jest głupcem?
- Ogólnie rzecz biorąc, nie sądzę, żeby był pawianem, na którego chce wyglądać. Wiesz, Nastya, jest w nim coś ludzkiego.
Oczywiście w Pietii jest dużo człowieczeństwa - ten lekki, wesoły facet, który wybacza swojej dziewczynie wszelkiego rodzaju uszczypliwości. Słuchałem tego wszystkiego z roztargnieniem, zgadzając się z Dashą i myśląc o sobie - o tym, co wydarzyło się dzisiaj w jadalni i na schodach. Dlaczego byłam taka słaba? Dlaczego nie mogłam się obronić? Dlaczego moje serce, które wcześniej nie reagowało, teraz zaczęło żyć własnym życiem, nie chcąc uwierzyć w to, co widzą moje oczy i słyszą moje uszy? Jak mogłam myśleć, że w tym zatłoczonym mieście będzie tak łatwo, jak w domu, w szkole, gdzie miałam przyjaciół z dzieciństwa? Jak mogłam uwierzyć, że mój przyrodni brat, na prośbę ojca, weźmie mnie za prawdziwą siostrę? Kiedy tu przyjechałam, ze wszystkich moich oczekiwań spełniło się tylko jedno, na które nie śmiałam liczyć: macocha ciepło przyjęła mnie, chudą, samotną dziewczynę, do swojego domu. Nawet mój kapelusz i znoszone buty nie stanowiły przeszkody. I na pewno nie pomyślała, żeby ze mnie zakpić.
Nie mogłam dziś zostać na treningu cheerleaderek, więc powiedziałam trenerowi, że źle się czuję i chcę iść do domu. Wygląda na to, że pod koniec lekcji okazało się to prawdą. Dashka, prychając w kwaśne miny swoich koleżanek z klasy, tupnęła za mną, nie wymyślając nawet żadnych wymówek. Niedaleko szatni zauważyłam Stasia z jego najlepszą przyjaciółką i siostrą, a ja znów zarumieniłam się z podekscytowania (tyle że nie patrzyłam mu w oczy i nie spuszczałam głowy). Nie mogłam się powstrzymać: kiedy poczułam obok siebie mojego przyrodniego brata, moje serce natychmiast zaczęło zdradziecko bić: ból w klatce piersiowej nie chciał ustąpić.
- Paw z jakiegoś powodu był smutny. "Czy Polozova go rzuciła, czy co?" - zauważył mój przyjaciel. "To byłby niezły ubaw! Ale Marina Woropajewa jest jak chińska choinka: świeci tanio i jasno. Gdyby Frolov dał jej teraz zielone światło, już wisiałaby na nim jak gwiazda!". "Zastanawiam się - Kuzniecowa spojrzała zamyślona na trio - jak wyglądałaby szkoła, gdyby nie nasze jelenie i małpy? Wszyscy umarliby z nudów! Dobra, pa, Matveyeva, do jutra!
- Do zobaczenia jutro, Dasha!
- I powiedz ojcu, żeby kupił córce odpowiedni telefon. Że jest dupkiem! Bo dzwonienie do ciebie jest jak dzwonienie na samolot. Jest tak samo głuchy! I nie choruj poważnie, bo zawiedziemy Albinę! Zbliża się przedstawienie i bal zimowy!
Mój telefon nie działał dobrze i czasami się rozładowywał, ale nie zamierzałam prosić o nic ojca. Bez własnego komputera, konta w mediach społecznościowych czy iPhone'a wydawałam się Dashy jaskiniowcem, ale to nie powstrzymało jej przed byciem moją przyjaciółką.
Miałem nadzieję, że Stas nie słyszał słów Dashy. Byłem bardziej niż zadowolony z tego, co miałem i nie chciałem nikomu niczego udowadniać ani zmieniać.
Założyłem czapkę, plecak, rękawiczki i wyszedłem ze szkoły. Szedłem centralną aleją do alei, a potem do przystanku autobusowego, rozglądając się dookoła. Nowy Rok powoli, ale natarczywie zbliżał się do miasta, grudzień stawał się coraz ostrzejszy, a śnieg spadał teraz na ziemię w kępach, ciężki, pokrywając pobocza nie śnieżnym, kłującym żwirem, ale prawdziwymi miękkimi zaspami.
Chciałbym móc oczyścić moje serce z ciężkiego smutku i uczynić je tak czystym, jasnym i lekkim jak ten śnieg!
Zatrzymałem się i wziąłem w dłonie śnieg. Błyszczał w słońcu i olśniewał swoją bielą. Podniosłem ręce i podrzuciłem puszystą kupkę do góry, patrząc, jak śnieg spada pod moje stopy w pięknej burzy śnieżnej. Kilkoro uczniów śmiało się w pobliżu, a ja potrząsnęłam głową i pospieszyłam do autobusu. Jeszcze trochę czasu i mogłabym ukryć swój smutek przed wszystkimi w moim pokoju!
Następnego dnia reklamodawcy pokryli przystanek autobusowy plakatami noworocznymi, a teraz był pełen jasnych zaproszeń na świąteczne występy i koncerty. Ledwo zatrzymałem się w pobliżu plakatów i już siedząc w autobusie, byłem zaskoczony, widząc mojego przyrodniego brata na przystanku. Staś nigdy nie wracał do domu tak wcześnie, wiedziałam, że miał codzienne treningi koszykówki i, jak narzekała moja macocha, nieznane romanse z przyjaciółmi. Prawie zawsze wracał nie wcześniej niż o szóstej wieczorem... Mimowolnie zatrzymałam na nim wzrok, obserwując jak mój przyrodni brat wchodzi na podwórko, rzuca torbę na siedzenie, opiera się o barierkę. Przeczesuje palcami swoje śnieżnobiałe, ciemne loki, odgarnia długą grzywkę z czoła i wygląda przez okno.
Oczywiście nie podszedł do mnie i nie zawołał. Zawsze zachowywaliśmy się tak, jakbyśmy byli sobie obcy w miejscach publicznych. A teraz, w tym autobusie, znów byliśmy sobie obcy, jakbyśmy nigdy nie spojrzeli sobie w oczy, nigdy nie dotknęli się dłońmi i nigdy nie poczuli ciepła naszych ciał. Jakbyśmy nie spieszyli się z odnalezieniem siebie nawzajem w mroźny piątkowy wieczór.
Ale autobus zatrzymał się w Cherokhyno i wysiedliśmy, wciąż będąc obcymi dla innych. Stas szedł za mną przez całą drogę do domu, sprawiając, że czułam, jak moje nogi słabną, a tył głowy płonie od jego spojrzenia. Dopiero przy bramie zabrał kluczyki z moich niegrzecznych rąk:
- Pozwól mi to zrobić, szkielecie. Bawisz się, ty niezdarny draniu...
Nasze dłonie dotknęły się, a moje palce zostały poparzone przez prąd. Chwilę zajęło mi zobaczenie kluczy spadających na śnieg, a jemu chwilę zajęło ich podniesienie. Najpierw były twarze, spojrzenia i szary wir oczu. Przeszywająco ostre, jak stal, a jednocześnie ciemne, bulgoczące na dnie, jakby ból rozbryzgiwał się głęboko, głęboko, w tym wirze. Nagle wydało mi się, że on czuje się tak samo źle jak ja.
- Nastia? Stas?" Moja macocha była szczerze zaskoczona, widząc nas na progu. Wyjrzała z kuchni, wycierając ręce w fartuch i uśmiechnęła się. "Moi rodzice wrócili dziś wcześnie do domu, a w domu pachniało pysznie: lubili razem gotować. I jak niespodziewanie jesteście razem. "Ojcze, dzieci są w domu, nastaw czajnik!" - krzyknęła przez ramię męża i zwróciła się do syna, który zdejmował buty: "Staś, już dawno ci mówiłam, żebyś zabrał Nastię ze szkoły do domu, nie ma sensu spędzać czasu z kolegami do wieczora. Spójrz na nią, to mała laska szczęścia, w razie gdyby stała jej się krzywda...
Rozebraliśmy się w milczeniu. Stas już na mnie nie patrzył, ale widziałam jego ramiona: na chwilę zamarły na słowa matki.
- Trzeba było kupić odpowiedni telefon. Na co wszyscy narzekacie? Można by pomyśleć, że żyjecie za grosze.
Dzięki Bogu, w przeciwieństwie do mnie, moja macocha nie rozumiała, o kim mówił. Poszła za synem do kuchni, dotykając ustami jego zimnego policzka. Otworzyła szafkę, kładąc przybory kuchenne na stole.
- W porządku, możesz iść ze staruszkiem. Nie jesteś wystarczająco stary, by liczyć cudze grosze. Kiedy zarobisz wystarczająco dużo na nowy, kupisz go, ale do tego czasu nawet nie marz!
- Mmm. Co się dzieje z tobą i twoim ojcem? Ładnie pachnie.
- Mamy pieczeń i babeczkę czekoladowo-waniliową z migdałami. Wypróbowujemy przepis z naszej domowej piekarni. "Nastia, dziewczyno, co tak stoisz?" - zawołała do mnie macocha, zauważając, że kręcę się po korytarzu. "Umyj ręce, idziemy na obiad! Potem się przebierzesz, wszystko ostygnie!
To było zaproszenie i nie mogłem odmówić. Mimo że nasza rodzina nie była duża, rzadko jadaliśmy razem. Zostawiając torbę w przedpokoju, umyłam ręce i dołączyłam do rodziców. Zajęłam miejsce obok mojego przyrodniego brata, czując, jak moje policzki płoną od jego bliskości. Rozpaliły się, gdy wyjaśnił, leniwie sięgając po talerz z chlebem:
- Przy okazji, mamo, co do telefonu. Nie mówiłam o sobie. Chodzisz jak stara baba, wstyd mi za ciebie.
- "Kto?" Moja macocha już się domyśliła. Zmięła serwetkę w zakłopotaniu, patrząc na mnie. Naprawdę to pominęliśmy... "Hrysha, przynajmniej mogłeś mi powiedzieć, czego potrzebuje twoja córka, szczerze!" - zganiłam męża.
Mój ojciec zakaszlał, a ja byłem zakłopotany. Bałam się takich rozmów i nie lubiłam ich. Galina Juriewna i tak mnie nie obraziła, a ojciec miał wystarczająco dużo na głowie: nie chciałem być dla nich jeszcze większym ciężarem, wywołując kłótnię.
Starałem się mówić przekonująco, ale mój głos wciąż brzmiał cicho i niepewnie.
- Daj spokój, Galina Juriewna! Nie trzeba... Nie mam do kogo zadzwonić, z wyjątkiem babci, ale tata i ja często ją odwiedzamy. Wiem o niej wszystko.
Nastąpiła niezręczna pauza, podczas której chciałem skurczyć się w ślepą bryłę i zwinąć pod stołem. Dzięki mojemu ojcu, który próbował przerwać pauzę niespodziewanie wesołymi słowami:
- Przy okazji, córko! A propos telefonów... Twój Egor zadzwonił do mnie dziś rano, pytając o ciebie!
Na chwilę zapomniałem o wszystkim i spojrzałem na ojca.
- Egor.
- "Jegor," przytaknął z uśmiechem, "dzwonił już wcześniej, miał numer mojej matki, ale ciągle zapominałem mu powiedzieć. To było niezręczne. Myślę, że to dobry facet.
- Tak, jak najbardziej!
Teraz i ja się uśmiechnąłem, zapominając o jedzeniu. Bardzo, bardzo tęskniłam za moim przyjacielem. I chciałam usłyszeć o nim jak najwięcej.
- I... co on powiedział?
- Tak, interesował się głównie tobą. Jak tu mieszkasz, z kim się przyjaźnisz. Przywitał się. Powiedział, że bardzo za tobą tęskni. Jest obrażony, że nie dzwonisz, ale to moja wina, moja córko, to moja wina. Zadzwonimy do niego dzisiaj i porozmawiamy. Opowiesz mu wszystko o sobie.
Tak, powiem! Na pewno ci opowiem! O mojej babci, o mieście, o nowej szkole! A nawet o Dashce!
- Dziękuję, tato!
Kiedy drzwi do kuchni głośno trzasnęły, poczułam się tak, jakbym się obudziła. Zadrżałam i spojrzałam na mojego przyrodniego brata, który wyszedł z kuchni. Nie rozumiałam, co się stało. Nie rozumiałam, jak mogłam nagle skrzywdzić Stasia.
- "Halia, czy powiedziałem coś nie tak?" mój ojciec również uniósł brwi w zdziwieniu, ale moja macocha po prostu to zignorowała.
- Nieważne, Grisza - powiedziała, śmiejąc się nagle i odwracając do okna. Nadal uśmiechała się do swoich myśli, cicho, uprzejmie, i przez długi czas z roztargnieniem obserwowała padający za oknem śnieg. Mój ojciec i ja, bojąc się jej przeszkadzać, dokończyliśmy obiad w milczeniu.
Okazało się, że Jegor ma się dobrze. Byliśmy sąsiadami, przyjaciółmi od dzieciństwa i rozumieliśmy się na pierwszy rzut oka. Rozmawiałem z nim przez prawie godzinę z telefonu rodziców. Zamknięty w pokoju i opowiadający o swoim życiu, nie sądziłem, że słyszy mnie przez ściany. Wiedział o mnie wszystko i chciał wiedzieć jeszcze więcej.
Tak, jestem dobrze traktowany. Tak, mój ojciec ma dobrą rodzinę, pracę i duży dom. W mieście jest nowa szkoła i mam przyjaciół. Oczywiście, moja babcia czuje się znacznie lepiej! Jegor wiedział, że mam przyrodniego brata, zapytał mnie o niego, a ja ponownie powiedziałem mu, że wszystko jest w porządku i jesteśmy przyjaciółmi. Po raz pierwszy nie mogłem powiedzieć prawdy, a może po prostu nie chciałem. Wciąż nie potrafiłam nazwać wielu rzeczy.
Wiedziałem też wszystko o Jegorze. Jakie filmy lubił, jakie marki samochodów, jakie dziewczyny mu się podobały i kogo chciałby zaprosić na pierwszą randkę. Był rok starszy ode mnie, a kiedy zakochał się w Sonii Lapinie, ładnej córce nauczyciela fizyki z jego równoległej szkoły, ćwiczyliśmy nawet chodzenie z nim do kina. Zabiegał o mnie, jakby naprawdę był moim chłopakiem. Długo śmialiśmy się, gdy nie pozwoliłam mu się pocałować.
Jegor powiedział, że nawet jego pies tęsknił za naszymi spacerami, a ja mu uwierzyłem. Pewnego razu, gdy byliśmy dziećmi, znaleźliśmy Mukhę w pobliżu sklepu spożywczego. Szczeniak skomlał z zimna, a Jegor przygarnął go, grożąc, że wychowa go na "prawdziwego człowieka". Oczywiście Mukha nie okazał się człowiekiem, ale szczeniak okazał się silnym owczarkiem podwórzowym, a rok później przekształcił się w potężnego Mukhtara, którego oboje kochaliśmy.
Mój przyjaciel nie chciał, żebym jechał, ale nie mógł mnie powstrzymać.
Obiecałam mu, że na pewno zadzwonię i wrócę. Minutę później stałam przy oknie, patrząc na zaśnieżoną bramę. Na miejsce, w którym zatrzymaliśmy się ze Stasiem po upuszczeniu kluczyków. Tam, gdzie czułam, jak bardzo przypadkowy dotyk może poparzyć palce i jak mocno może bić serce pod czujnym spojrzeniem szarych oczu.
Ale... czy będziesz tak wyglądać, gdy będziesz tego nienawidzić? Kiedy inne dziewczyny wydają się lepsze i piękniejsze? Kiedy będę dla niego nikim?
W moim przyrodnim bracie było tyle tajemnic, a ja nie potrafiłem rozwiązać żadnej z nich.
Oddałam telefon ojcu i zostałam w kuchni z macochą na wieczornej herbacie. Opowiedziałam jej o mojej babci, Jegorze i zbliżającym się balu zimowym. Galina słyszała już o nowomodnych tradycjach szkolnych, więc obiecała kupić mi piękną sukienkę. Jedyną kwestią był czas, a raczej jego brak (wiedziałam, że moi rodzice planowali otworzyć dużą rodzinną kawiarnię i cukiernię w centrum miasta przed Nowym Rokiem, więc byli zajęci tym projektem do granic możliwości). Moja macocha poważnie rozważała możliwość zwrócenia na mnie uwagi.
- Dobrze, Nastya, pomyślimy, co zrobić bliżej wakacji. Nie sądzę, żeby Stasiek był zadowolony z tego, że ja i Grysik będziemy wystawać za drzwiami szkoły, ale zajmę się synem.
Potem pomyślałem o tym, że szkoła nie wiedziała, kim są moi rodzice i kim jest Stas Frolov, ale nie odważyłem się powiedzieć o tym macosze.
- Jesteś taka chuda, Nastia, jak gałązka - westchnęła kobieta - zupełnie nie moja kość. A twoja krew nie jest moja. Patrzę na ciebie i zdaję sobie sprawę, że byłam sprzedawczynią ciast i nią pozostałam. I jeszcze bardziej rozumiem mojego Griszę. Nie obrażaj się na niego. To trudne, kochanie, bardzo trudno tak kochać. Cieszę się, że masz dobre, nieskalane serce. Nigdy się co do tego nie mylę, uwierz mi. Byłam gotowa na wszystko, a ty okazałeś się taki...
Nie rozumiałem dlaczego, ale było mi żal Galiny Juriewny. Wydawała mi się bardzo piękną i silną kobietą. I bardzo miłą. Lubiłam przebywać w jej towarzystwie.
Pojawił się mój ojciec, a ja wyszłam, mówiąc dobranoc. Zamknęłam się w łazience i długo stałam pod prysznicem, dokładnie oglądając się w lustrze, po cichu narzekając, że macocha miała rację: naprawdę jestem za chuda. Moje piersi są małe, mimo że mam szczupłą talię i smukłe nogi. I na próżno ścięłam włosy. W ogóle nie przypominam dziewczyn, które podobały się Stasowi. Z jakiegoś powodu ta ostatnia myśl zabolała szczególnie mocno.
W sąsiedniej sypialni grała muzyka: nawet nie zauważyłam, kiedy mój przyrodni brat ją włączył. Często słuchał rocka, pozostawiając go w tle długo po północy, a ja zasypiałam przy tych dźwiękach. Myślę, że moi rodzice też przestali zwracać na to uwagę. A teraz, po przebraniu się w koszulę nocną i wysuszeniu włosów, położyłam się do łóżka i ze smutkiem patrzyłam przez okno, za którym wciąż cicho padał śnieg
... I w ogóle nie umiem nosić makijażu.
... Włosy Marinki były dziś piękne.
... I ta dziewczyna ze stołówki też.
... Zastanawiam się, czy ktoś mnie kiedyś pocałuje - tak otwarcie, przy wszystkich? A może będzie się wstydził?
... I dlaczego ten Woropajew myśli, że może sobie ze mnie kpić? Czy ja naprawdę wyglądam tak głupio?
... Jestem głupim, żałosnym elfem.
Stas przyszedł, gdy wszyscy w domu już spali, a pokój oświetlał ukośnie snop ulicznej latarni, śnieżne światło wlewało się przez nocne okno... Nie odwiedzał mnie od czasu imprezy. Prawie spałam, więc nie usłyszałam kroków, a jedynie zauważyłam, jak w ciemności unosi się nad moim łóżkiem.
Był nagi, miał na sobie tylko spodnie, stał i patrzył na mnie, ciemny cień o szerokich ramionach na tle okna.
- Usiadłam zaskoczona, przyciągając koc do piersi.
Zwykle, kiedy szedł do swojej sypialni, udając, że dla niego nie istnieję, nigdy nie zaczynałam rozmowy jako pierwsza. Siadał przy komputerze lub zbierał swoje rzeczy w milczeniu. Ale teraz wyglądał, jakbym istniała. Jakby wszystkie jego myśli były skupione na mnie. Wydawało mi się, że Stas jest spięty i zły. Czując się zmuszona przez jego wysoką sylwetkę, nie mogłam po prostu zamknąć oczu, jak kiedyś.
- Kim on jest dla ciebie?
- Kto?
- Jegor. "Kim on dla ciebie jest?" - zapytał mój przyrodni brat chrapliwie, z naciskiem, niezwykle niskim głosem.
mamrotałem zaskoczony:
- Przyjaciel - do tego momentu Stas nigdy nie interesował się moimi przyjaciółmi, ani mną - moim przeszłym życiem. Dziwnie było słyszeć, jak pyta o Jegora.
- Czy to wszystko?
W cichym głosie zabrzmiało niezrozumiałe oczekiwanie. Odgarnęłam włosy z twarzy, które opadły splątanymi kosmykami na policzki, i uniosłam podbródek.
- Nie rozumiem...
Ręce Stasia nagle znalazły drogę do moich nadgarstków i podrzuciły mnie do góry. W jednej chwili byłam na kolanach, ściągając koc i patrząc mu w twarz szeroko otwartymi oczami.
- Szkielet, zapytałem: kim on jest dla ciebie? Dlaczego do ciebie dzwoni? Dlaczego za tobą tęskni?
Ciało Stasa było wilgotne od gorąca i pachniało świeżością oszronionych sosnowych igieł. Jego ciemne włosy opadały mokrymi pasmami na czoło... Jego nowa sypialnia, w przeciwieństwie do mojej, nie miała łazienki i pomyślałam, że pewnie zszedł na dół wziąć prysznic. To była dziwna myśl, nie na miejscu, ale z jakiegoś powodu była czymś zakazanym i ekscytującym. Tak ostre i nieznane jak bliskość przyrodniego brata. Tak przyjemne jak jego zapach, który przenikał moją skórę od pierwszej nocy w tym pokoju.
Jeszcze niedawno, w jadalni, Stas mnie nie zauważył, ale teraz trzymał mnie mocno w ramionach, patrząc mi w twarz i chociaż noc ukryła nasze spojrzenia, czułam, jak jego złe oczy mnie szukają.
- Kochasz go? Kochasz, szkielecie?! Powiedz mi!
Oczywiście, że kochałam Jegora. Był moim najlepszym przyjacielem przez całe życie! Ale Stas zapytał mnie o miłość: czułam, że to coś innego, więc nie mogłam szybko znaleźć odpowiedzi. Musiał uznać moje milczenie za zgodę.
- Nie chcę, słyszysz mnie? Nie chcę... Nie chcę, żebyś z nim była..." ale nie udowodnił, że nie chce. Ściskając moje nadgarstki swoimi silnymi palcami, przyciągnął mnie do siebie i nagle zamarł, spoglądając na moje nagie ramię.
Koszula nocna Galiny Juriewny była piękna i ciepła, z długimi rękawami, ale nie pasowała na jej pasierbicę. Ponieważ Stas trzymał mnie za ręce, cienkie wiązania wokół mojej szyi rozciągnęły się i szyja zsunęła się. Nagle zrobiło mi się wstyd. W półmroku nocy moja skóra wyglądała zbyt blado, a ramiona zbyt szczupło. Z łatwością uwolniłam ręce z osłabionych palców przyrodniego brata, zakryłam się niezręcznie, nie wiedząc, gdzie schować oczy. Chciałam teraz spojrzeć na Stasia tak odważnie i otwarcie jak ta dziwna dziewczyna ze szkoły, ale nie mogłam. Wciąż pamiętałam, co powiedział.
On również milczał. Wciąż na mnie patrząc, puścił moje ręce, ale się nie odsunął. Powoli zsunęłam się z łóżka i naciągnęłam koc na klatkę piersiową. Nawet w ciemności czułam się niezręcznie chuda i krucha obok wysokiej i silnej sylwetki mojego brata. Niezręczna przyrodnia siostra. Prawdopodobnie jutro sobie o tym przypomni i znów będzie się ze mnie śmiał. Z bluzy z kapturem, w której śpię.
Nagle spojrzałam w górę z zaskoczeniem, zauważając uniesioną rękę Stasa, która unosiła się w powietrzu, jakby chciał mnie dotknąć, ale bał się tego. Serce mi waliło, w uszach dzwoniło, a klatkę piersiową bolało oczekiwanie, leniwe, słodkie i nieznane. Nagle rozpaczliwie zapragnęłam, by to się stało. Chciałam, żeby mnie dotknął, tak jak to zrobił w kuchni. I rozgrzał mnie. Był bliżej, niż śmiałam mieć nadzieję, sprawiając, że przez kilka minut myślałam, że ktoś mnie potrzebuje.
Nie śniłam o tamtej późnej nocy, nie śniłam. Zdecydowanie mnie wtedy nie nienawidził.
Wstrzymałam oddech, czekając na jego dotyk i stało się. Dotknął mojej szyi, sięgnął palcami pod materiał mojej koszuli nocnej i nieśmiało odsłonił moje ramię, jakby bojąc się tego, co robi. Przez półotwarte usta wdychał głośno, z przerwami, jakby jego płuca parzyło mroźne powietrze. Jego dłoń zdawała się być jedyną rzeczą na tyle ciepłą, by ogrzać mnie w zimnie. Delikatnie głaskał moją skórę.
- Elf powiedział tak cicho i tak niespodziewanie delikatnie, że chciałem mu odpowiedzieć.
- Tak.
- Czy jest ci zimno?
- Nie.
- Drżysz.
Teraz oboje staliśmy przed oknem i widziałam jego twarz. Teraz wyglądał na poważnego i skoncentrowanego, jakby próbował okiełznać coś w sobie. Dom spał, moi rodzice spali i wydawało się, że jesteśmy jedynymi osobami na całym świecie.
- Powiedz mi, Elf. Powiedz, że jest dla ciebie nikim. Powiedz mi.
Rozumiałam bez słów. Ale nawet gdybym chciał, nie mógłbym go okłamać. Jegor był częścią mojego życia, dobrym sąsiadem i dobrym chłopcem, i nie mogłem go zdradzić.
- Jegor jest moim przyjacielem i kocham go.
Nie wiem, dlaczego to powiedziałam - lepiej byłoby nic nie mówić, ale Stas już się ode mnie odsunął, oderwał dłoń od mojego ramienia, jakby parzyła moją skórę. Natychmiast podciągnęłam koszulę nocną do gardła, czując zimno w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą były jego palce. Wstyd i zażenowanie sprawiły, że zakręciło mi się w głowie, a policzki zaczęły płonąć. Nie mogłam się mylić: nienawiść znów była między nami. Płonęła w sercu mojego przyrodniego brata żrącym płomieniem, szpecąc jego przystojną twarz. Moje słowa, niechcący, wznieciły całe ognisko z jednego węgielka.
- Szkielet... Nienawidzę cię. Nienawidzę cię! Dlaczego tu przyszedłeś? Czego ode mnie chcesz?! Jeśli mnie kochasz, to wynoś się! Wynoś się z mojego domu i mojego życia! Nie mogę już tego robić... Nie chcę!
Znowu płakałam, patrząc na zamknięte drzwi, nie rozumiejąc, co się z nami dzieje. Stas wyszedł, a ja znów poczułam się samotna i zimna.