SOVABOO

Tylko ty

Ch. 30: Rozdział 30

Bölüm 30

Rozdział 30

Poranek zbliża się wielkimi krokami. I nieważne ile spałem i jak bardzo nie chcę przerywać snu, czas wstawać. Dziś ważny dzień - dzień pierwszego zgłoszenia do udziału w konkursie architektonicznym. Spotkanie z grupą biznesową, czołowym architektem miasta i prezentacja przed ważną komisją wizualnego rozwiązania tematu zaproponowanego przez organizatorów. Wybór uczestników zapowiada się trudny, a mój projekt Expocenter z pewnością znajdzie silnych konkurentów. Mam jednak nadzieję, że nie zgubię się dziś na tle innych studentów i powalczę o nagrodę pieniężną, a także o możliwość odbycia stażu w znanej firmie architektonicznej, a być może o pracę. Oznacza to, że niezależnie od tego, jak bardzo jestem zmęczony po nocnej nauce przy komputerze i nocnej przygodzie, muszę wziąć się w garść i wyglądać godnie dla mojej rodziny i planów, które zamierzam zrealizować ku uciesze mojej macochy i dla dobra mojej własnej przyszłości.

Biegnę na uczelnię wcześnie, nie jedząc śniadania, przemykając obok otwartej sypialni mojego przyrodniego brata. Zatrzymuję się dopiero na schodach, by dać sobie szansę na poczucie spokoju, bo Stas jest w domu. Gdy tylko przekraczam próg ganku, zakładam buty na wysokim obcasie i cieszę się, gdy ojciec oferuje mi podwiezienie na uniwersytet o tak wczesnej porze.

Pierwsze zajęcia mijają niepostrzeżenie, wśród ogólnego podekscytowania i szeptów. Składanie projektów zaplanowano na dziesiątą rano, a do tego czasu w sali wykładowej zbiera się co najmniej trzydziestu studentów. Wieść o trudnej osobowości i doskonałej pamięci założyciela konkursu rozchodzi się błyskawicznie, więc gromadzimy się razem, rozmawiając cicho przed otwartymi drzwiami klasy. Ryzykując nasze nazwiska i losy, zaglądamy przez szparę, podczas gdy ważniacy na zmianę wywołują nas do tablicy.

To pierwszy etap konkursu. Trzeba zaimponować komisji swoją pracą, a kiedy znajduję się za niskim krzesłem przed nieznanymi mi mężczyznami - dziekanem wydziału i wykładowcami - pokazuję szczegółowy rysunek projektu i zwracam uwagę na detale. Wyjaśniam, jak widzę główne centrum wystawiennicze miasta, jakiego rodzaju modernizację sal wystawowych i przyległych terenów zamierzam przeprowadzić, i dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że najwyraźniej ponownie zadano mi to pytanie.

- Przepraszam?

To był mężczyzna. Duży, z łysiną, w drogim garniturze, po czterdziestce. Podczas całego mojego monologu siedzi tam ciemniejszy niż chmura, a pod koniec prezentacji rysunku pyta:

- Zapytałem: jak masz na imię?

- Nastia. To znaczy, Anastasio - odpowiadam grzecznie, starając się zachować wyprostowane plecy i uśmiechnąć się pod jego ciężkim spojrzeniem. Kontynuuję, odwracając się z powrotem do projektu:

- Przepraszam, nie wspomniałem jeszcze o wielofunkcyjnej stronie kompleksu i projekcie pawilonów Expocentre. O rozwiązaniu oświetleniowym. Myślę, że ciekawym i nowoczesnym rozwiązaniem będzie zastosowanie techniki ...

- "Czy dobrze usłyszałaś pytanie, dziewczyno?" głos ważnego nieznajomego przerywa mi ponownie, "Nie powiedziałaś swojego imienia.

Spoglądam w górę z zaskoczeniem.

- Matveeva.

- Chcę wiedzieć, Anastasio Matveeva, jak ma na imię twoja matka? A może jej nazwisko panieńskie?

Ton pytania mężczyzny nie toleruje sprzeciwu. I prawdopodobnie odpowiedziałabym, gdyby chodziło o projekt i temat prezentacji, a nie o moje życie osobiste. Nie podoba mi się też sposób, w jaki na mnie patrzy i to, jak żółte policzki na jego bladych kościach policzkowych są napięte. Jakbym go kiedyś przekroczyła.

Wycieram uśmiech z twarzy i odwracam się od tablicy, na której wisi mój rysunek.

- Przepraszam, hmmm...

- Dmitrij Iwanowicz.

- Przykro mi, Dmitriju Iwanowiczu - odpowiadam równo, ale pokazuję, że nie mam zamiaru zaspokajać jego ciekawości - Nie mogę odpowiedzieć na twoje pytanie. Nie ma ono nic wspólnego z tematem konkursu.

- "Dalej, Matveeva", dziekan przychodzi na ratunek, a ja kiwam głową z wdzięcznością do Wasilija Igorewicza.

- Dziękuję.

Kontynuuję swoją opowieść, ale z powodu podniecenia, które nagle mnie ogarnęło, ledwo rozumiem znaczenie wypowiadanych przeze mnie słów. Spoglądam na nieznajomego, który najprawdopodobniej jest założycielem konkursu, udziałowcem, i widzę, że rozmawia przez telefon, nie słuchając mnie. Ponownie potykam się o jego spojrzenie i zatrzymując się, całkowicie tracę wątek opowieści.

- Przepraszam.

- "Dobra, Matveeva, idź!" - rozkazuje dziekan, zauważając moje zakłopotanie - "Pracuj dalej, czekamy na twój rysunek! I poproś następną osobę, aby weszła.

- Anastasio - męski głos zatrzymuje mnie w drzwiach sali - zostań po prezentacjach. Nadal zamierzam z tobą porozmawiać.

Dziwna prośba i dziwny człowiek. Wątpię, żeby mnie słuchał. O czym mógłby chcieć ze mną rozmawiać? Czekam jednak cierpliwie prawie dwie godziny na korytarzu na osobistą audiencję u nieznajomego, zanim decyduję się pójść do uniwersyteckiej stołówki. Biorę kawę, rogalika z wiśniami, dwie cienkie saszetki cukru - standardowy zestaw głodnego studenta - i siadam przy oknie, opadając zmęczona na ramiona. Gubię łyżeczkę w gorzkim napoju instant.

Tak, prezentacja projektu była ewidentną porażką.

Telefon drży, sygnalizując, że otrzymał wiadomość, i ja też, kiedy patrzę na ekran i zdaję sobie sprawę, kto jest nadawcą. Stas Frolov.

"Cześć".

Długo przeciągam palcem po wyświetlaczu, zanim decyduję się odpowiedzieć.

"Cześć".

"Uniwersytet?"

"Tak".

"Znowu przede mną uciekasz?"

Pozostawiam tę wiadomość bez odpowiedzi, a on natychmiast wysyła nową:

"Jesteś pilnym uczniem, Elfie, i tchórzliwym zającem".

"Chyba".

Teraz milczy. Czeka, aż się zgodzę. Nie jest zadowolony z niepewności, więc piszę:

"No dobrze. Po prostu muszę czegoś chcieć. Naprawdę chcieć. To wszystko."

"A czego ty chcesz?"

"Naprawdę jesteś zainteresowany?"

"Bardzo!"

Myślę o wiele dłużej niż piszę, ale odpowiadam wymijająco:

"Nie za bardzo, naprawdę. Zwykły zestaw składników szczęścia. Zasniesz z nudów, jeśli zacznę je wymieniać".

"Ty spróbuj".

"Innym razem".

"Jak mówisz".

"Nastia, chcę cię..."

"...aby się spotkać".

Przerwa trwa tylko kilka sekund, a mnie ściska w gardle.

"Dlaczego, Stas?"

"Powiedziałbym ci, ale nie chcesz tego słuchać".

"Nie chcę".

"Dobrze. Więc po prostu powiem, że zapomniałem o obietnicy".

"Nastya?"

Nie odpowiadam, wpatrując się w ekran telefonu.

"Elfie, jesteś tutaj?"

"Przepraszam, nie rozumiem, o co ci chodzi. Muszę iść."

Wiem, że jestem tchórzliwym kłamcą, ale lepiej przestać, niż się wygłupiać. Poza tym, moja kawa już dawno wystygła, a croissant, którego podgrzałam w mikrofalówce, wysechł i znów stał się nieświeży.

Wkładam telefon z powrotem do torby i wracam do sali wykładowej. Widzę, że sala jest pusta. Wchodzę do przestronnego pomieszczenia i odwracam się do mężczyzny z papierosem w ręku, który stoi tyłem do mnie przy otwartym oknie.

- Dmitrij Iwanowicz, to jest Anastazja Matwiejewa. Przepraszam, ale chciałeś ze mną porozmawiać.

- Chciałem.

- Czy chodzi o projekt konkursowy?

- Nie.

- O czym?

Czekam, stojąc na progu, zamierzając odejść przy pierwszej okazji, a mężczyzna odwraca wzrok.

- W pośpiechu? Jak znajomo. Twoja matka też nie dbała o uczucia innych.

Zamarłam w miejscu: nie spodziewałam się usłyszeć czegoś takiego od nieznajomego.

- Przepraszam, co?

- Anna Grigorieva. Czy nie miała na imię Anna? Twoja matka?

- Tak...", mój oddech ledwo wystarcza na odpowiedź.

- Podobieństwo jest niemal idealne. Niesamowite podobieństwo. To dziwne, że rodzina twojego wujka nigdy nic o tobie nie mówiła.

 

POV Stas

- Dobra, Red, wyluzuj trochę. Myliłem się, przyznaję.

Stoję w biurze mojego przyjaciela Bumpera i patrzę mu prosto w oczy. Siedzi na swoim krześle, w milczeniu stukając tępym końcem ołówka o drogi lakier biurka.

- "Vitko!" Nie mogę znieść tej pauzy. "Przestań! Nie każ mi padać na kolana!

- Przynajmniej coś - Red zaśmiała się w moim kierunku - Myślałam, że nigdy nie oczyścisz głowy.

- Obyś był...

- Bumper odrzuca ołówek i wstaje od stołu. "Tym razem, Frol, twoja nieudolność kosztowała nas poważne problemy z chłopakami Gleba! Ciesz się, że jeszcze żyjesz i że żyjemy pod rządami Big Bossa. To ostudzi każdego, lepiej niż lodowaty prysznic! Inaczej chodziłbym z posiniaczonymi jajami!

- "Kto poprosił ciebie i Luke'a, żebyście tam weszli?" Za bardzo się denerwuję, chociaż prawda nie jest po mojej stronie. Cholera. To jest jeszcze gorsze! Kiedy patrzysz przyjacielowi w oczy i nie wiesz, co powiedzieć. To znaczy, wiesz, ale nie możesz znaleźć słów od razu. - Jestem przyzwyczajony do decydowania za siebie! Wiesz o tym! I odpowiedziałbym Glebowi!

- Ty głupcze!

Rudzielec odchodzi od stołu i wkłada ręce do kieszeni spodni. Wzdycha gwałtownie, zagryzając wargi.

- Dobra, wytarliśmy to. Był przyzwyczajony do podejmowania własnych decyzji. "Szczerze mówiąc, Stas, jeśli jeszcze raz zobaczę twoją Nastię w klubie w nocy, przestanę ją szanować. Słyszałeś mnie? Oczywiście, jeśli jest twoja.

Bumper wie, jak prowadzić rozmowę i nigdy nie rzuca słów na wiatr. Teraz czuję, że ten "wiatr" owiewa mnie zimowym chłodem.

- "Czy jest coś, czego nie wiem, Red?" - słowa mojego przyjaciela budzą we mnie niepokój.

- Może nie.

- Vitka, nie czytaj tomiszczy.

- Wczoraj wieczorem Nastia wpadła na chłopaków Khryashchova. Tutaj, przy wejściu do klubu. Na co się gapisz, Frol? To nie ja piłem i zabijałem się, kiedy twój Elf cię szukał.

- Czy była z nimi jakaś chrząstka?

- Oczywiście. Osobiście. Stałem z boku, ale zauważyłem, z kim są chłopcy. Dopóki nie ma oczywistych skarg, nie mogę zabronić im pojawiania się na naszym terytorium. Nie powiedziałem Luke'owi, bo jesteśmy neutralni. Jak na razie nie ma nic, co mogłoby go zdenerwować.

- Woropajew.

- Ja nie. Ale mogłem tego nie zauważyć.

- Zrozumiałem. Sam porozmawiam z Khryashchovem.

- To twoja sprawa.

- Red ...

- Co?

- Dziękuję.

- Więc idź do diabła...

Gdy wychodzę za drzwi, wyprzedza mnie zrzędliwy i niespokojny głos mojego przyjaciela:

- Nie gadaj za dużo, Frol! Jeśli będziesz czegoś potrzebował, zadzwoń do mnie, a przyjadę! I pamiętaj: liczę na ciebie!

Wychodzę z klubu i spoglądam na zegarek. Dzisiaj minęłam się z Elfem na uniwersytecie, telefon od Reda złapał mnie w połowie drogi do domu i chociaż mój gniew jest wciąż świeży, zamierzam załatwić sprawę teraz. Zanim zmuszę Elf do rozmowy ze mną dziś wieczorem. Nie wiem, jak bardzo zależy jej na tym blond Francuzie, który był między nimi, ale teraz, gdy wiem, że jej uczucia są żywe, teraz, gdy widziałem jej oczy i zrozumiałem, czym są wypełnione, nie zamierzam się wycofać. Nie będę długo cierpliwy.

- Chrząstka? Gratulacje.

Zatrzaskuję drzwi samochodu i z uśmiechem trzydziestki dwójki kieruję się w stronę niskiego, barczystego faceta, który właśnie wyszedł z bloku.

- Frol? Hej. Obudziłeś mnie. Po co dzwoniłeś?

Chrząstka rozciąga się i mrugając zaspanymi oczami, drapie się po brzuchu pod szeroką koszulką. Nie ma czasu na ziewanie, kiedy napieram na drzwi i ściskam jego szyję dłonią.

- Nie krzycz na ulicy, Leo, bo złapiesz trzmiela. Powiedz mi lepiej, z kim spiknąłeś się ostatniej nocy - w klubie Bumpera?

- "Frol, co do diabła?", mówi facet, "Myślałem, że chłopaki przesadzają, ale zdecydowanie nie jesteś szalony!

- Być może.

Jest silny i próbuje się uwolnić, ale trzymam go mocno. Nie ma sensu z nim rozmawiać, nie mam na to ani ochoty, ani czasu. Już wcześniej musieliśmy sobie radzić, więc dobrze mnie zna.

- Leo, zawsze byłeś bystrym dzieciakiem. Nie komplikuj tego zbytnio, bo będę musiał nadwyrężyć twoją pamięć. Jest wiele dziewczyn, ale pytam o jedną.

Potrząsam nim, a on niechętnie się przyznaje:

- Cóż, był jeden ptak. Chłopaki nie zdążyli go nawet porządnie wystraszyć. Zderzak przeszkadzał, suko.

Czuję, jak ciemna zasłona zakrywa mi oczy.

- Chrząstka, zapomnij. Jest moja.

- A ja myślałem, że Red...

Chrząstka rdzewieje i muszę kopać go w żebra. Tak czy inaczej, ten facet zawsze był jednym z najbardziej strachliwych. Z długą pamięcią i naturą drania, wie jak znaleźć ludzkie słabości. Uścisk jest na mnie, śmiech jest irytujący... a ja szykuję się do kolejnego uderzenia. Jeszcze nie z pełną siłą, bardziej jako ostrzeżenie.

- Puść mnie, zanim sąsiedzi zadzwonią na policję.

- Czekam. Nadal nic nie powiedziałeś.

- Co za to dostanę?

Sprytny robal, od razu zorientował się, co się dzieje. Nie myliłem się. Brązowe oczy ukryły się w szczelinach, czekając na moją odpowiedź.

- Będziesz żył, Leo, i zobaczymy.

Rozluźniam uścisk na jego szyi i patrzę Khryashchevowi w oczy. Przypominam mu, że nie przyszedłem bawić się z nim w łaźnię, ale jeśli chce, możemy uszczęśliwić sąsiadów walką. Dlaczego nie?

- No dobrze - powiedział Khryashch - pamiętałem ją. I wiedziałem, że Red jest zajęty.

- Woropajew.

- Kilka dni temu pokazał mi dziewczynę w jakimś studiu artystycznym. Powiedział, że miała szkolny dług, ale chciał, żeby była ładna. Kiedy rozpoznałem ją w klubie, wysłałem chłopaków. Zastanawiałem się, dlaczego była sama. Frol, to nie ja jej potrzebuję, tylko Woropajew. Chociaż dziewczyna jest miła, nie kłócę się, też nie miałbym nic przeciwko posiadaniu takiej. Musiałem nawet zebrać plwocinę, żeby nie kapała.

Zatrzymuję pięść na zębach, które wyszczerzam w uśmiechu, niemal sprowadzając na nie swój gniew.

- Zamknij się.

- Mam to, Frol, mam to! Chrząstka unosi ręce, ale ja już go odpycham, bo zaraz naprawdę się wkurzę. Widziałem ją dzisiaj znowu na uniwersytecie, kilka godzin temu, widział ją też Siergiej Woropajew. Wygląda na to, że planuje wybrać się z przyjaciółką na Dzień Zaginionego Studenta, jeśli jeszcze tego nie zrobiła...