SOVABOO

Tylko ty

Ch. 44: Rozdział 44

Bölüm 44

Rozdział 44

Włączam telefon pod koniec pierwszych zajęć. Zbieram się na odwagę, by poważnie porozmawiać z Jegorem podczas przerwy, a potem widzę trzy tuziny wiadomości od niego bez odpowiedzi. Są pełne pytań, nieporozumień, pretensji i rozpaczy. To, co czytam w tych ostatnich, ściska mi serce ze strachu.

- Anastasio, przepraszam! Gdzie się wybierasz? A co z nowym tematem ...

- Przepraszam, Wasiliju Igorewiczu, ale muszę już iść!

Wybiegam z klasy, mamrocząc słowa przeprosin do nauczyciela i zatrzymuję się na korytarzu, by wybrać numer...

Sygnały dźwiękowe ... sygnały dźwiękowe ... sygnały dźwiękowe ... I wreszcie:

- Jegor!

- Halo? Cześć, Nastya. Dawno się nie kontaktowaliśmy.

Jego ojciec odpowiada mi - chłodno i nieprzyjaźnie, bez cienia zwykłego ciepła, a torba natychmiast wypada mi z rąk, a ramiona opadają na ścianę. Rozmowa jest krótka i gwałtowna, a wyrzuty sumienia dosłownie wbijają mnie w ziemię.

Tak, jestem winny. To wszystko, co muszę wiedzieć.

Nie pamiętam, jak dotarłem do Cherokhyno i spakowałem swoje rzeczy. Rezerwuję bilet na następny pociąg. Okazuje się, że to pociąg ekspresowy z przesiadką, ale to nie ma znaczenia. Wiem tylko, że muszę pilnie jechać i że Stas raczej mnie teraz nie puści. Wiem też, że nigdy sobie nie wybaczę, jeśli nie przyjadę.

Dzwonię do Stasia z pociągu, opierając głowę o plastikową ściankę przedziału, zamykam oczy z rozpaczy i staram się mówić spokojnie, ale mój głos wciąż zdradziecko drży.

- Stas, kocham cię! Proszę, czekaj na mnie!

- Nastya, co się stało?

- Natychmiast jadę do Dalei Yar. Jegor miał wypadek i myślę, że to moja wina. Jego rodzice nie chcą niczego wyjaśnić, a ja nie wiem, co mu jest. Nie mogę przestać o tym myśleć. Nie mogę po prostu udawać, że nic się nie stało.

- Nastia!

- Wrócę pojutrze porannym pociągiem. Obiecuję! Jeśli możesz, wyjaśnij to rodzicom. Kocham cię, Stas. Kocham cię...

Sąsiad patrzy na mnie z zaciekawieniem i zdziwieniem, reagując na moją eskapadę, ale mnie to nie obchodzi. Wyłączam telefon, zdając sobie sprawę, że nie wytrzymam próby niechęci i nieufności Stasia. Nie zerwę, zostając z nim i zapominając o Jegorze. Jest zbyt zaborczy i zawsze był, żeby zaakceptować mój wyjazd w ten sposób. To bardzo trudne do wytłumaczenia.

Dzień w drodze, sam na sam z myślami i poczuciem winy, jest trudny. W nocy nagle słyszę, jak Stas mnie woła, i nawet wybiegam z przedziału do przedsionka, żeby go znaleźć, ale wpadam na starszego konduktora, który pewnymi ruchami zamyka drzwi wagonu.

- Co się stało, dziewczyno? Pokład się skończył, idź spać. To nie jest twoja stacja. Pamiętam dokładnie, gdzie wysiąść, więc nie martw się, przypomnę ci z wyprzedzeniem...

- Myślałem, że ktoś do mnie dzwoni.

Kobieta spogląda przez ramię, rzuca obojętne spojrzenie na rozczochranego pasażera i, zdoławszy zamknąć żelazne drzwi, odpycha mnie, abym wszedł do wagonu.

- Nawet jeśli ktoś do kogoś wołał, to w sąsiednich wagonach, a na pewno nie do ciebie. Pociąg zatrzymał się na dwie minuty, jedziemy markowym szybkim pociągiem, następna stacja jest dopiero za trzy godziny... Powinnaś iść i odpocząć, moja droga. Nieważne! Niewiele osób błąka się nocą po peronie...

A pociąg już pędzi, pędzi. Szybciej i szybciej.

Do Dalny Bur docieram nad ranem. Jest tam tylko jeden szpital miejski i od razu udaje mi się znaleźć oddział urazowy, zapytać dyżurującą pielęgniarkę o interesującego mnie pacjenta, a nawet złapać lekarza po zebraniu wszystkich pacjentów.

- Tak, jest jeden. Jegor Silin jest w ósmym okręgu. A kim ty jesteś dla niego?

- "Ja?" - z jakiegoś powodu nie ma co do tego wątpliwości. "Przyjaciel.

- Rozumiem - westchnął z niedowierzaniem mężczyzna, poprawiając okulary na grzbiecie nosa - Jeden z takich 'przyjaciół' właśnie przyszedł, więc nic nie słyszcie, dziewczyny. Pamiętajcie, gdzie jesteście.

- Powiedz mi, co się z nim dzieje? Jak on się czuje?

- Dzisiaj jest znacznie lepiej. Ale twój przyjaciel ma się dobrze, nie martw się! Nie wyglądasz jak ty. Chłopiec urodził się w koszuli. Jego obrażenia są niewielkie - stłuczona tkanka miękka głowy, zwichnięty bark, pęknięta kość łokciowa. Miał szczęście, że na przeciwległym pasie nikogo nie było. Sprawca z hukiem wyrzucił samochód na pobocze.

- To znaczy, że samochód Jegora został uderzony, mam rację?

- Zgadza się. Z tego co wiem, jakiś pijak zgniótł cały bok samochodu. Dobrze, że facet miał zapięte pasy. Myślę, że jutro lub pojutrze będę mógł go puścić do domu.

- Tak, dzięki Bogu nic mu nie jest - położyłam na chwilę dłoń na oczach - dziękuję, doktorze.

- Nie ma za co - mężczyzna poklepał mnie po ramieniu i odszedł korytarzem - Idź już, spotkaj się ze swoim przyjacielem, pacjenci na mnie czekają...

- Nastia?

W pokoju Yehora jest dziewczyna. Kiedy wchodzę, jej dłoń trzyma jego palce. Kiedy mnie widzą, oboje zabierają ręce, ale mam czas, by to zauważyć. Nie czuję urazy, tylko ulgę, że żyje i jest we względnym porządku.

- Cześć, Jegor. Jak się masz?

Podnosi zaskoczony wzrok i widzę gips na jego ramieniu i łokciu. Szeroki gips na czole nad brwią.

- "Sonia, proszę, wyjdź", prosi dziewczynę, jego policzki czerwienieją, ale gość się nie rusza, więc mówię:

- Nie ma takiej potrzeby. Możesz wysiąść?" - pytam, wskazując na drzwi, a on odpowiada:

- Tak, oczywiście.

- Dobrze. Poczekam na korytarzu.

Idziemy aż do końca korytarza, do ostatniego okna, a ja w końcu mogę pocałować przyjaciela w policzek i powiedzieć mu to szczerze:

- Dzięki Bogu, żyjesz! Tak się bałam. Twój ojciec nie chciał ze mną rozmawiać.

- Nastia, tam na oddziale... To nie tak, jak myślisz. Przyszła sama.

- Jesteśmy małym miastem, Jegor, pamiętam ją. Sonia Lapina, kiedyś byłeś w niej zakochany.

- Dawno, dawno temu - Jegor zaciska ponuro usta, patrząc na mnie znajomymi niebieskimi oczami. Teraz smutnymi i pozbawionymi radości. Widzę w jego oczach współczucie i wyrzut, ale nie tylko one sprawiają, że się odsuwam. Kluczowym słowem jest "kiedyś", masz rację - mówi cicho, ale gniewnie.

- Tak. Obiecałem ci rozmowę.

Jednak oboje nie spieszymy się z rozmową, dopóki Jegor nie westchnie. Zawsze trudno jest zacząć.

- Czy tak skończyła się nasza miłość, Nastenysh? Gorzko.

- Przykro mi, Jegor.

- Nie przepraszaj. To twoja wina. Czułem wszystko, ale nic nie powiedziałem. Miałeś rację - nie doszlibyśmy z tobą do niczego dobrego. Ale każdy walczy o swoje szczęście najlepiej jak potrafi, ja też. Ale się nie udało.

- Odniesiesz sukces. Uda ci się.

- Ale ja nie jestem nim. Nie nim, prawda?

To ważny moment, w którym nie można ukrywać się za zaniechaniami. Nie można odwracać wzroku i milczeć. Skoro już tu jestem, Yegor zasługuje na szczerą odpowiedź.

- Tak. Nie on.

- Ale dlaczego, Nastia? Dlaczego?! Nawet go tam nie było! Przez te wszystkie lata nie był z tobą.

Nie wiem, co ten facet widzi w moich oczach, ale rozumiem, że to, co się w nich odbija, potęguje jego ból.

- Byłem, Yegor. Zawsze. Każdego dnia. Był w moim sercu w każdej minucie. Próbowałam, naprawdę próbowałam zapomnieć o Stasiu, ale teraz wiem, że nigdy nie pozbędę się uczuć do niego. Będę kochać jego albo nikogo.

Usta Jegora rozchylają się w uśmiechu, a ten uśmiech ukochanej osoby jest pełen prawdziwej goryczy.

- Mówisz tak pewnie... A on, Nastya? Jak on się czuje? Co się z tobą stanie, jeśli znowu wpadniesz do tego miasta? Wrócisz do mnie?

Potrząsnąłem głową w zaprzeczeniu.

- Nie. Nie czekaj na mnie, Jegorze. Zasługujesz na szczęśliwe życie i prawdziwą miłość. Nie wrócę.

- Bez ciebie jest to niemożliwe.

- Pewnego dnia nie wystarczy ci, że po prostu jestem i będziesz chciał więcej - uczuć, odpowiedzi w moich oczach. Mogę być z tobą, ale nie grać, dopóki cię nie uduszę i nie znienawidzę. Czy będziesz w stanie zadowolić się takim szczęściem?" Jegorze, zrozum, że nie jestem twoja. Zawsze byłam jego. Zawsze. Jeśli Stas się we mnie zakocha, Nastia Matwiejewa po prostu przestanie istnieć, to wszystko. A jednak kocham cię - jako przyjaciela, jako brata, jako osobę bliską memu sercu. Możesz mi nie wierzyć, ale ja wierzę! I proszę o wybaczenie.

Wpatrujemy się w siebie przez długi czas, albo naprawdę przepraszając, albo żegnając się. Kiedy ramię obejmuje mnie w talii, nie mogę powstrzymać się od rozpoznania go i drżę na całym ciele.

Nieogolony, kłujący, z upartymi kośćmi policzkowymi i ciemnoszarymi oczami. Tak bardzo przypomina faceta, którego poznałam w domu mojej macochy pięć lat temu.

- Stas? - wykrzykuję zaskoczona, odwracając się w stronę faceta, który w niewytłumaczalny sposób znalazł się tutaj, w szpitalu, w moim mieście. Zanim zdążyłam zrobić krok, on owija swoje ramię wokół moich ramion, przyciąga mnie do siebie i całuje w skroń.

- Nastya ...

- "Rozmawialiśmy", powiedział sucho Jegor. "Nie patrz na mnie jak na wilka, słyszałeś mnie.

- Słyszałem. Gdyby nie twoje złamanie, przyjacielu z dzieciństwa, sam bym ci coś złamał. Powinieneś był pozwolić jej odejść dawno temu, jeśli ją kochałeś. Zabieram moją dziewczynę i nie oczekuj, że ją odzyskam. Jest moja.

Nieważne, jak bardzo chciałem złagodzić swoje odejście przed Jegorem, i tak wyszło jak wyszło - w pośpiechu i bez oglądania się za siebie.

- Nie chcę, żebyś przepraszał kogokolwiek za to, że chcesz żyć swoim życiem. Tak jak ty to czujesz. Proszę, Nastya, obiecaj mi to, a nie poproszę cię o nic więcej.

Będzie prosił. Poprosi o wiele więcej, a ja tego chcę, ale się zgadzam.

- Obiecuję.

Stoimy na schodach szpitalnego ganku i obejmujemy się, jakbyśmy nie widzieli się od wieków. A może jednak.

- Mówiłem ci, Elf - szepcze w moje włosy - że nie możesz mi uciec, ale mi nie uwierzyłaś.

- Więc to byłeś ty? Byłeś tam na platformie?

- Tak. Goniłem cię, ale nie mogłem cię dogonić.

- Oszalałeś, Stas! Powiedziałem, że wrócę!

- Nie mogę bez ciebie żyć, to jak umieranie. Proszę, nigdy więcej nie wyłączaj telefonu.

Proszę bardzo. Zapytał ponownie, ale powiedział...

 

Wracamy do domu za dwa dni. Stas jest ciekawy wszystkiego i oprowadzam go po naszym małym miasteczku. Groby mojej matki i babci, szkoła, w której się uczyłem, dom, w którym mieszkałem, uniwersytet... Wszystko jest dla niego nowe i interesujące, ale ja jestem najbardziej interesujący i jestem z tego bardzo zadowolony.