SOVABOO

Tylko ty

Ch. 6: Rozdział 6

Rozdział 6

Bölüm 6/46 · Sayfa 1/311%

POV Stas

– Stas, powiedz, na pewno ci się podobam?

– Oczywiście, mała.

– Naprawdę? Bo wy, chłopaki, jesteście tacy niestali. Jeszcze niedawno myślałam, że kręcisz z Katką…

– Połozowa, przyszłaś tu ze mną gadać?

– N-nie.

– No to milcz. Rób dalej to, co robiłaś, a zdecydowanie będziesz mi się podobać jeszcze bardziej.

Lenka irytowała. Szkoła irytowała. Cały świat irytował samym faktem swojego istnienia i obecnością nieprzebytych, cholernych ślepych zaułków, bo w tym świecie była ona. Moja znienawidzona przybrana siostra. Od chwili, gdy się w nim pojawiła, zajęła nie tylko moje terytorium, lecz także moje myśli.

 „…Stas, chcemy z Griszą zawieźć Nastię do sklepu. Kupić jej wszystko, co potrzebne do nauki. Mam nadzieję, że pod tym względem już wystarczająco dorosłeś?

– Najwyższy czas.

– Masz niełatwą szkołę, nie chcę, żeby dziewczynę gnębili koledzy z klasy. Nina Iwanowna mówi, że wnuczce niczego nie trzeba, ale ja tak nie uważam.

Nie mogę powstrzymać złośliwego parsknięcia i wypuszczam je w stronę matki, która zapala papierosa przy uchylonym oknie. Prawie wesoło.

– Serio? Jeśli te starocie, w których chodzi jej wnuczka, można nazwać ubraniem, to babkę nie tylko trafił zawał, ale i demencja.

To za dużo, choć brzmi prawdziwie, i matka niezadowolona marszczy brwi, patrzy z wyrzutem. Ze złością strzepuje popiół z papierosa do popielniczki.

– Nie pytam cię o diagnozę, mądralo! – rzuca ostro. – Podziękuj, że Stary nie słyszy, jak tu u nas rozsądnie rozprawiasz o babci Nastii! Pytam, co kupić dziewczynie, żeby przyjęła ją szkoła i nowi przyjaciele? Nie może ci być wszystko jedno, synu, ona jest twoją siostrą i będzie się uczyć z tobą ramię w ramię. Wszystkie inne uwagi zostaw dla siebie.

No tak, trochę przesadziłem, zgoda. Siostra? Ha! Akurat!

– A co kupić? – nawet nie muszę udawać. To i tak jasne. Wstaję i z hałasem odsuwam krzesło. W ostatniej chwili powstrzymuję się, żeby nie roztrzaskać go w cholerę o płytki. –  Wszystko! Najważniejsze, dyrektorko, żebyś się nie targowała, jeśli pretendujesz do tytułu najlepszej macochy roku. Inaczej Elf wypomni ci skąpstwo na starość…”

Matka się nie targowała. Miała mnie gdzieś! Szerokość duszy zawsze wyraźnie odróżniała ją od innych ludzi. Zresztą tak samo jak pragmatyzm i twardy charakter. Jeszcze nikomu nigdy nie udało się wejść jej na głowę, i nie wątpiłem, że przybranej siostrze taki numer też się nie uda. Musiałem po prostu poczekać, aż matka nacieszy się rolą dobrej wróżki dla swojej cichej pasierbicy, i wszystko wróci na zwykłe miejsca. Musiałem, ale cierpliwości nie miałem za grosz. Zwłaszcza kiedy widziałem, jak ostrożną radością rozpalają się niebieskie, szeroko otwarte oczy Elfa, jeśli matka się do niej zwraca. I z jakim smutkiem ojciec odwracał wzrok od obu swoich kobiet. Jakby czuł to samo co ja.

Ale mnie było gorzej, tysiąc razy gorzej, i z tym trzeba było żyć.

Wiedziałem, że moja przybrana siostra jest taką samą głupią dziewczyną jak wszystkie, i tego wieczoru będzie sterczeć przy oknie. Nie bez powodu rozbiłem cholerne lustro. I sterczała. Przymierzała nowe rzeczy, kręciła się przed swoim odbiciem w szybie, naiwnie ciesząc się nowymi ciuchami. Irytując mnie tą cichą radością i zmuszając, żebym na nią patrzył. Zmuszając, żebym myślał o niej tak, jak nie chciałem.

Patrzyłem i patrzyłem na nią, wypalając jednego papierosa za drugim, mając nadzieję spopielić ją wzrokiem, a widziałem tylko uśmiech i cienką dziewczęcą figurkę. Piękne włosy do ramion - miękkie, lekko falowane - i same ramiona, tak samo młode i delikatne jak dziewczyna. Córkę ojczyma, która bez pytania wtargnęła do mojego świata, którą nienawidziłem, nienawidziłem, nienawidziłem…

Powtarzałem to raz po raz następnego ranka w drodze do szkoły, a ona biegła za mną, lekko przeskakując przez podmarznięte kałuże, starając się dotrzymać mi kroku. Z ciekawością rozglądała się na boki, nieśmiało spoglądając na mnie spod białej czapki z pomponem, która tak pasowała do jej ciemnych blond włosów i niebieskich oczu.

Dobrze, nie podchodź do mnie. Lepiej, do cholery, trzymaj się z daleka!

Do diabła! Nawet w przybliżeniu nie była dziewczyną, która mogłaby mi się spodobać. Zdążyłem już liznąć dorosłego życia z dziewczynami starszych kumpli i nie mogłem się mylić. Potrzebowałem więcej, o wiele więcej niż chudej Szkieletki sterczącej w oknie, i zamierzałem zaspokoić tę potrzebę całkiem niedługo, już przy wejściu do szkoły zauważywszy tę, która mi w tym pomoże. Piękną, wysoką uczennicę starszej klasy, która na mój widok wyszła mi naprzeciw i rozlała się w uśmiechu. Dziewczynę, o którą dopiero wczoraj założyłem się z kumplami.

Lenka Połozowa, dumna panna, która kręciła się z chłopakami z uniwersytetu? Czemu nie? Zawsze ciekawie sprawdzić, ile prawdy jest w plotkach. W każdym razie u niej zdecydowanie wszystko było na swoim miejscu. Wiedziałem, że wyglądam starzej, obracając się w towarzystwie dorosłych znajomych, i zamierzałem skorzystać z tej przewagi, podchodząc do dziewczyny.

Łatwo pomogliśmy sobie nawzajem zapomnieć i urwaliśmy się z lekcji. Wyrzucenie stanika przez okno toalety okazało się banalnie proste. Żadnych obietnic. Żadnych związków. Tylko pragnienie i tylko możliwości. A łzy? No co z łzami? O nich trzeba było myśleć wcześniej, kiedy nie odmówiła i sama pozwoliła. To dorosłe życie, mała. Tutaj my, i tylko my, odpowiadamy za swoje czyny. Oczywiście, zobaczymy się, jeśli zechcesz, czemu nie? Można i na imprezie u mnie w domu. Tylko rodzice się zwiną, i dokończymy w moim pokoju to, co zaczęliśmy. Spodoba ci się, obiecuję.

I żadnej przybranej siostry. Żadnych nowych dziewczyńskich ciuchów w szafie. Nie wiedzieć, nie widzieć, nie myśleć. Nie pamiętać. Znowu żyłem i oddychałem pełną piersią, gospodarzyłem we własnym świecie, twardo idąc ku jutrzejszemu dniu. W którym zamierzałem żyć tak jak wcześniej: w swoim domu i ze swoją rodziną. Na całego korzystając z zasobów własnego ciała i rodzicielskiego portfela. I może Stary nigdy nawet nie przypomni sobie o córce. O chudej, niebieskookiej Szkieletce, która umiała uśmiechać się jak anioł. Trzeba po prostu wymazać ją ze swojego życia, i tyle.

Stanąłem jak wryty, kiedy nagle znalazła się u moich stóp. Pośrodku sali szkolnej stołówki, gdzie taki upadek zawsze wywoływał śmiech. Tak jak teraz u moich kumpli, którzy rżeli jak konie, dopóki nie zatrzymało ich moje spojrzenie. A dokładniej dwóch z nich.

Nie musiałem widzieć twarzy dziewczyny, żeby rozpoznać te włosy rozsypane po ramionach i cienkie nadgarstki wyglądające spod mankietów. Jeszcze niedawno sam mocno trzymałem jeden z nich w dłoni, słysząc, jak pod palcami szybko bije puls i jak spłoszone serce Elfa wali jak oszalałe. Jakby się mnie bała. Bardzo liczyłem, że tak właśnie było.

Pochyliła głowę, chowając rumieniec, a w prześwicie ciemnych blond pasm zamajaczyła delikatna linia policzka i podbródka. Zgrabne ucho i porcelanowa szyja, tak cienka i krucha z wyglądu, że zmusiłem się, by podnieść wzrok. To ją wyobrażałem sobie w swoich rękach, kiedy głaskałem Lenkę. Cholera!

– Jak malowniczo, Frol, obraz olejny jak żywy. Biedna Nastieńka i prawowite trofeum jej…

– Zamknij pysk, Siwy. Najlepiej na poważnie i na długo. Nie żartuję.

Bölüm 6 / 46 · Sayfa 1/3