SOVABOO

Domyślnie szczęśliwa

Ch. 5: Rozdział 5

Rozdział 5

Chapter 5/39 · Page 3 of 412%

— Lera, nie teraz. Nie mam do ciebie głowy, idź do pokoju. Sierżancie, co pan proponuje? — wpatrzył się w policjanta.

Ten taktownie kaszlnął w pięść na widok parki, a ja nawet nie pomyślałam, żeby się krępować. Jeszcze czego! Już ich przyłapałam w nie takim położeniu!

— W tej chwili widzę dwie drogi rozwiązania problemu — odpowiedział Leszenko, autorytatywnie poprawiając czapkę. — Pierwsza droga: pan, obywatelu Bierkutow, natychmiast opuszcza mieszkanie, a ja je pieczętuję z uprawnień służbowych przedstawiciela prawa. Tak, proszę nie protestować! — uniósł rękę, uprzedzając oburzenie chłopaka. — Na policję wpłynęła skarga od obywatelki Fiejakiny i jesteśmy zmuszeni podjąć środki! W końcu w mieście są hotele, a moja służba się kończy! A swoje roszczenia wobec agencji oboje możecie zaskarżyć na drodze sądowej, ale myślę, że już po świętach.

— To niemożliwe. Jaki do diabła hotel, skoro zapłaciłem za to mieszkanie, i to niemało!

— Nie zgadzam się! Ci oszuści z „Dziadka Mroza” zdarli ze mnie opłatę za trzy miesiące z góry! Nawet nie dali pomyśleć! — wypaliliśmy z Hulkiem jednocześnie i gniewnie wlepiliśmy w siebie oczy.

— Dawajcie drugą drogę, sierżancie!

— Tak, dawajcie! — podchwyciłam.

— Pan, Jegorze Bierkutow, przestaje utrudniać obywatelce Fiejakinie przebywanie w tym mieszkaniu. Nie wystawia jej pan za drzwi na prawach silniejszego, nie obraża i nie straszy, tylko próbuje rozwiązać problem drogą cywilizowanego dialogu. W końcu jest noc, a państwo nie jesteście małymi dziećmi, żeby nie poradzić sobie sami. Zwłaszcza w przeddzień Nowego Roku.

Hulk prychnął — z wściekłości niemal strasznie.

— Dwoje obcych ludzi na jednym terytorium? I jak pan to sobie wyobraża, sierżancie? Nie zamierzam mieszkać w komunie, wystarczy mi hałaśliwej młodości! Ten wariant mi nie odpowiada!

Mnie też nie odpowiadał. Jeszcze tego brakowało — dzielić mieszkanie z takim grubianinem. Można powiedzieć: świętość nad świętościami! Zwłaszcza po tym, jak obiecał mnie zatłuc i nazwał niezbyt mądrą. Zaraz ci pokażę, które z nas jest głupie.

— Świetnie! W takim razie jest jeszcze trzeci wariant!

Obaj mężczyźni wlepili we mnie wzrok, a ja dumnie poprawiłam kożuszek.

— Towarzyszu sierżancie, proszę odpowiedzieć na pytanie — poprosiłam. — Jeśli ten… Bierkutow wyciągał do mnie ręce? Rozerwał kożuszek — tu, górny guzik — można go aresztować?

Leszenko już miał podrapać się po potylicy, ale szybko zrozumiawszy, skinął głową.

— Można. Na dwie doby, do wyjaśnienia okoliczności napaści.

— Co? Jakie znowu dwie doby? — oburzył się Hulk. — Słuchaj no, ty, oszustko! Ja cię zaraz…

— A za groźby i obrażanie uczciwej dziewczyny?

— Można. Na siedem dób.

— Świetnie! W takim razie proszę go aresztować od razu! Jestem zmęczona i głodna. Mam go dość jak kot pcheł! Jak mam zostać z nim w jednym mieszkaniu, skoro on jest nieobliczalny! Jeszcze rzuca się na ludzi ni z tego, ni z owego. Nawet nie spytał, kim jestem. Od razu wygonił! I posadził na zimnej podłodze, drań! Aresztować! — wielkodusznie pozwoliłam.

Hulk zzieleniał.

— Ty jedna! Powiedz dziękuję, że w ogóle cię nie zabiłem po czymś takim. Nie przywykłem do świadków, jeśli chodzi o moje prywatne sprawy.

— Tak, obywatelu Bierkutow, proszę się wytłumaczyć! — groźnie wtrącił się w nasz sparing Leszenko. — Co znaczy „nie przywykłem do świadków”? To groźba?

— Rozumcie to, jak chcecie! Ale kiedy uprawiam seks z dziewczyną, sierżancie, nie spodziewam się, że w zamkniętym na klucz mieszkaniu nagle otworzą się drzwi pokoju, wpadnie do niego półobłąkana dziewoja i radośnie wrzaśnie: „Cześć, kochany, oto jestem — twoja Wróżka. Nie spodziewałeś się?”. Oczywiście, że się wściekłem. A pan na moim miejscu nie zwątpiłby, czy ona ma wszystko w porządku z głową?

Co-o? Poczerwieniałam. Ale nie ze wstydu.

— To była radość. Witałam się z domem! — wysyczałam.

— No właśnie, mówiłem, że ona ma nierówno pod sufitem!

— I nie było tam żadnego seksu. Tak, byłeś z dziewczyną, to prawda. I chyba nawet czegoś u ciebie szukała… czegoś chciała. — Rozłożyłam ręce. — Ale ups! Wygląda na to, że jednak nie znalazła.

 

Hulk skostniał jak lodowata bryła. Nawet szczęki zacisnął w krzywym grymasie, połykając język. Nietrudno zgadnąć, że chłopak nie przywykł do godnych przeciwników, a tu taki niespodziewany nokdaun. Łapki drgnęły mu razem z grdyką. Gdyby mógł dosięgnąć, naprawdę pacnąłby mnie jak muchę. Tyle że nie mógł. Kto by mu pozwolił?

Wróżeczka — Bokser — 1:1. Wykrzywiłam usta w chłodnym uśmieszku, patrząc krzywdzicielowi w twarz.

„Co, nie spodziewałeś się? — powiedziałam spojrzeniem. — Uu, pasożycie! Za wszystko mi odpowiesz!”.

Dziewoja Xena z powodu mojej samobójczej odwagi rozdziawiła usta, a Leszence rozszerzyły się oczy. Nawet czapka zsunęła mu się na potylicę — chyba ze zdumienia.

— Uroczo! Nigdy nie złośćcie Wróżki. W gniewie straszniejsza jest od wiedźmy!

— Co? — Hulk odwrócił głowę do policjanta. — Co pan powiedział?

Ten wzruszył ramionami:

— Ja? Nic.

— Nie, przed chwilą. Na pewno coś pan powiedział, sierżancie, o wróżkach.

— Nic nie mówiłem, ja wiem lepiej! — burknął tamten. — Może mój partner powiedział? Czasem gada, kiedy mu się nudzi… Przez radio! — sierżant ważnie się wyprostował i klepnął po pasie. — Więc co państwo postanowili, młodzi ludzie? Pieczętujemy?.. Czy aresztujemy? I proszę szybciej z odpowiedzią. Muszę już iść!

Wciąż z Hulkiem wierciliśmy w sobie wzrokiem, a czas tymczasem nieubłaganie płynął, rozpalając między nami powietrze.

— Pozbieraj pomarańczki — rozkazałam grubianinowi, ledwie skinąwszy na klatkę. — Wszystkie. I zanieś torbę do kuchni.

Sekunda. Pięć sekund. Dziesięć…

Hulk zagrał żuchwą, ale ruszył z miejsca. Przeszedł obok, trącając mnie ramieniem.

Strzepnęłam ten dotyk jak kurz — lekko i z gracją. Kiedy po twojej stronie stoi siła prawa, to naprawdę dodaje skrzydeł!

— I zabierz walizkę. Ostrożnie! — ostrzegłam. — Jeszcze jednego strzału do bramki nie przeżyje. Będziesz musiał kupić mi nową. Razem z laptopem, który jest w środku.

— Misiu, nie wygłupiaj się — zapiszczała kulturystka Lera, biegnąc na paluszkach za swoim dręczycielem. Gdyby mnie tak jak jej przytrzasnął włosy rozporkiem, już dawno zdjęłabym z niego skalp i naciągnęła mu uszy na pięty! A ona nic — tylko klepie go czule po plecach. — Misiu!

Oj, a może oni są masochistami?

— A teraz choinkę, Hulk. I pamiętaj, będziesz musiał ją naprawić — zarządziłam bez dyskusji. — Noc długa, postaraj się do rana uporać i wszystko złożyć. Na jutro mam wielkie plany.

— Jegor, nie słuchaj jej! Towarzyszu sierżancie, to samowola!

No nie, ależ ta niedo-Xena ma paskudny głos. I jeszcze logiki ani śladu. Leszenko przecież wszystko jasno powiedział.

Musiałam wyjaśnić jeszcze raz.

— Twój Pietuchow, kurko, nie ma wyboru — uśmiechnęłam się do niepojętnej dziewoi, obserwując, jak chłopak gwałtownymi krokami wnosi moje rzeczy z powrotem do mieszkania — jeśli oczywiście chce przywitać Nowy Rok z tobą, a nie na komisariacie.

— Nie jestem żadną kurką! A on to sam Bierkutow! Wstyd go nie znać!

— Choćby Kuropatkin. Najważniejsze, że ja dla was nie jestem ani nienormalna, ani oszustka! Jasne?! — odbiłam podanie dziewczynie.

Była o głowę wyższa, ale ja pewnie trafiłam do celu. Oj, wyprowadzili mnie z równowagi. Oboje!

Chapter 5 / 39 · Page 3 of 4