Rozdział 2, część 1
Od kilku lat Wład ćwiczy na siłowni, starając się doprowadzić swoje ciało do wizualnego ideału męskiej urody, jak sam mówi. Inspiruje go wszystko, co piękne i idealne. W szkole był chudym nastolatkiem, ale te czasy dawno minęły, za to chęć bycia lepszym – nie. Przez ten czas Wład osiągnął dobre wyniki i trochę się nimi obnosi… No dobrze. Bardzo obnosi się ze swoją sylwetką i rozmiarem bicepsów. Czasami wręcz czuję się nieswojo, patrząc, jak podziwia siebie w odbiciu przypadkowych luster. Ale to jego prywatna sprawa, każdy ma jakieś dziwactwa!
A co do mnie, to mam jeszcze trzy miesiące, by zrozumieć, dokąd ta relacja nas zaprowadzi i jak mam żyć dalej.
– Mam, ale postanowiłem olać trening. Nie mam nastroju.
– Ty-y? – teraz naprawdę jestem zdziwiona, a Wład wzrusza ramionami:
– W ostatnich dniach na siłowni jest mnóstwo ludzi – nie da się ćwiczyć! Przyszli nowicjusze i to mnie denerwuje. Pokaż im to, pokaż im tamto. A ja nie lubię, gdy ktoś mnie rozprasza, kiedy mam nowy zestaw ćwiczeń. Nic nie szkodzi – uśmiecha się – przeniosę trening na rano. Chodźmy lepiej do kina, skoro mam wolny wieczór.
„On ma”.
Słysząc to, zwalniam kroku i sztywnieję.
– Alicja?
– Dzisiaj? Przecież umawialiśmy się na weekend.
– Tak, ale co stoi na przeszkodzie, żeby pójść teraz?
Nic, poza drobnym szczegółem.