Rozdział 7
— Kaśka, przecież rozumiesz, że w walce z pięknościami o serce chłopaka bez potencjału się nie obejdzie? Przede wszystkim będziesz musiała zmienić siebie.
No tak. I ta część planu jest najtrudniejsza!
Znowu westchnęłam i skinęłam głową:
— Rozumiem.
— W takim razie, siostrzyczko, powiem tak: ten Wróbelek nie ma żadnych szans! Bo ty jesteś u nas wyjątkową dziewczyną!
Obie się roześmiałyśmy, a ja jeszcze raz w duchu ucieszyłam się, że mam Swietkę. Gdzieś w mieszkaniu ktoś jęknął, rozległ się stukot, kroki, wysoki kobiecy głos powiedział: „Nie, nie, proszę mnie nie odprowadzać! Sama znajdę wyjście!” i po sekundzie zamknęły się drzwi wejściowe.
— Co to było? — odwróciłam się. — Lalka ma nowego korepetytora? — domyśliłam się.
Swietka uśmiechnęła się niewesoło.
— No, sądząc po tym, jak szybko damulka zwiała, już nie. Nasz cudzie, co się stało tym razem?
W progu kuchni pojawiła się Lalka z drżącym podbródkiem i śladami tuszu na mlecznych policzkach.
— Ja tylko dałam jej potrzymać łapę upiora i pokazałam zasuszonego nietoperza, a ta nauczycielka nazwała mnie pomiotem piekieł!
„Łapę upiora” — Yorricka — Olka dostała na urodziny od Kosticzka; była z wyleniałego króliczego futra produkcji made in China, z serwisu AliExpress. Ale wystarczyło wyobrazić sobie sypialnię siostry w upiornych plakatach Marilyn Mansona, ciemne zasłony i mnóstwo zapalonych świec (którymi właśnie skutecznie wypędzała z sypialni korepetytorów), żeby zrozumieć, jaki horror przeżyła biedna kobieta.
Zwykle mama uprzedzała nauczycieli o drobnej osobliwości ich młodszego dziecka, ale najwyraźniej tym razem prywatne lekcje umawiał tata.
— No i po co podsunęłaś jej to paskudztwo? — surowo zainteresowała się Swietka. — Po jakiego grzyba, Lalka?!
— Chciałam pomóc jej rozładować napięcie — odpowiedziała Olka. — Z jakiegoś powodu się denerwowała i nie mogła zacząć!
— No i jak? Rozładowałaś?
— Nie, ale to nie moja wina, że zamiast fotela postanowiła usiąść w mojej trumnie. No to powiedziałam, że to zły omen. A ona złapała się za serce, nazwała mnie i uciekła. I czym ja ją obraziłam, nie rozumiem?
Swietka powoli zamknęła oczy i zastygła, a ja parsknęłam w filiżankę. Omal się nie zakrztusiłam!
Lalka, nagle rezygnując z płaczu, wzruszyła ramionami i podeszła do stołu. Wlazła z nogami na krzesło i cieniutko zajęczała:
— Kaaś, zrób za mnie algebrę! No proszę! Ka-tiu-siu!
Znamy to, przerabialiśmy.
— Figę dostaniesz! I tak cały wieczór spacerowałam z twoim Voldemortem, kiedy ty medytowałaś, miej sumienie!
— A jeśli bardzo poproszę? No, chcesz, jutro Kosticzek odkurzy dywan w twoim pokoju? Albo pójdzie z Siomą na spacer do parku, co?
Tylko kłapouchego gota z ogromnym pająkiem na ulicy mi brakowało!
Nawet Swietce oczy wyszły na wierzch, a Partyzant miauknął protestująco.
— Nie no, niektórzy to naprawdę umieją się ustawić w życiu! Aż zazdrość bierze!
Odrobienie za siostrę zadania domowego było dla mnie pestką, nawet z błędami (przez tyle lat przywykłam już do nie takich rzeczy), tyle że myśli teraz zupełnie nie mieściły się w granicach matematycznej geografii. No, kompletnie!
— Słuchaj, Lalka, po co ci algebra — powiedziałam pod wpływem chwili. — Tobie potrzebne są karty tarota, duże i z obrazkami. Rozkładasz je wachlarzem i wszystkie odpowiedzi masz jak na dłoni! Spytają z pracy domowej czy nie spytają — będziesz wiedzieć. A nuż się upiecze?
— Tarot?? — Oczy Lalki zamrugały szybko, szybko i otworzyły się z zachwytem, a ja, widząc szklaniejące spojrzenie młodszej, zrozumiałam, że palnęłam za dużo. Ale za późno, Lalka już z całych sił marzycielsko gapiła się w okno. — Tarot…
Ja też zamrugałam.
— Chodź, Umka! — Swietka wstała z krzesła i pociągnęła mnie za sobą. — Nie przeszkadzaj człowiekowi marzyć. Goci już tacy są, potrzebują przestrzeni dla wyobraźni i ciszy!
***
— Właśnie tak, Sioma, wszystko się wydarzyło. I jeśli myślisz, że za to, co dziś zaszło, sama jestem winna, to częściowo muszę się z tobą zgodzić. Ale tylko częściowo! W końcu jestem żywym człowiekiem i, jak się okazało, nie mam takiego chitynowego pancerza jak ty. I jadowitych zębów też nie mam!
Nakarmiłam pająka mącznikiem i wzięłam go z terrarium pod odnóża na dłoń. Sioma rozprostował kończyny w aksamitnych włoskach, uniósł jedwabisty odwłok, przeszedł z jednej dłoni na drugą i zastygł. Ja też zastygłam. W przyjacielskich relacjach pająka z człowiekiem najważniejsze to nie wykonywać gwałtownych ruchów. Oczywiście kiedy Sioma był młody i ruchliwy, nieraz mnie gryzł, ale po prostu uwierzcie: lepiej się bez tego obejść!
Za to można westchnąć i wypuścić powietrze. Nawet warto po takim dniu! Odwróciłam się i podeszłam do okna, za którym już dawno się ściemniło, starając się skupić na myślach. A myśli, sami rozumiecie, chodziło mi po głowie całe mnóstwo. I najważniejsza: wyznaczyć jasne punkty orientacyjne moich dalszych działań!
— A zatem na początek rozpatrzmy dane wyjściowe i rozłóżmy zadanie na punkty — powiedziałam na głos. — Co mamy? Mamy najprostsze równanie z jedną niewiadomą (Kasią Ufimcewą), w którym wiadoma (Iwan Wróbelek) jest już domyślnie podniesiona do kwadratu. A to znaczy, że wynik równania wydaje się całkiem przewidywalny.
Punkt pierwszy: Wpakowałam się w historię, w której warunki od początku nie są równe.
Punkt drugi: Jest wysportowany i atrakcyjny. Nie zarozumiały, ale pewny siebie. Niezbyt mądry, niezbyt dowcipny, nie grubiański, jednak: odważny, zuchwały i czarujący. I myślę, że na tym ostatnim warto szczególnie się skupić, żeby nie ulec jego urokowi. Na przykład wymyślić hasło kodowe „Karaluch” albo „Pryszcz” i powtarzać je za każdym razem, kiedy sytuacja zechce wymknąć się spod kontroli.
I tutaj, Sioma, muszę uznać niezaprzeczalny fakt: podoba się wszystkim dziewczynom bez wyjątku, nawet mnie. Oczywiście z umownie estetycznego punktu widzenia i gdzieś głęboko w duszy, ale zresztą nie pozwolę sobie rozpraszać się takimi drobiazgami.
Punkt trzeci: On nie zauważa takich jak ja. Nie widzi takich jak ja. Dla takich jak Wróbelek — my po prostu nie istniejemy. A więc trzeba będzie przebić mur czołem i wejść w strefę jego uwagi, nie zważając na trudności.
I wreszcie punkt czwarty: Uwierz w siebie! I ten punkt tak naprawdę jest najważniejszy, bo od dzisiaj jestem zdecydowanie nastawiona, żeby wszystko zmienić! Niech będę okularnicą i prymuską. Kujonką, kurduplem i nudnym molem książkowym. Postanowiłam jedno: Kujony się nie poddają! Drugi krok przede mną i pora przejść do działania!
Sioma się poruszył, więc odłożyłam pająka do terrarium. Rozczesałam długie włosy, włożyłam piżamę, położyłam się do łóżka i zaczęłam obmyślać dalszą strategię zdobycia Wróbelka.