SOVABOO

Kujony się nie poddają!

Ch. 8: Rozdział 8

Rozdział 8

Chapter 8/8 · Page 2 of 392%

— Jeszcze raz zająkniesz się o tym ostatnim, Okularniku, a zrobię z ciebie gazetę! Ze zdjęciem! Zniknęłaś mi z oczu, już! I żebym cię więcej nie widział! Jeśli komukolwiek powiesz, że na nagraniu jesteś ty, znajdę cię, jasne?! I ja cię wcale nie ratowałem. Rozmarzyła się! Jeszcze czego! — ryknął i przejechał niebieskim skanerem oczu po mojej sylwetce: masz! Od czubka głowy po pięty. W stylu: ty się w ogóle widziałaś w lustrze?

Fuj, cham! I jeszcze wyzywa! A ja tak się martwiłam, żeby go nie utopić! Och, chyba pośpieszyłam się z oceną w punkcie numer dwa. Pazurki urazy zadrapały w duszy, ale w odpowiedzi posłusznie pokiwałam głową.

— Zrozumiałam, aha! Jasne, że znajdziesz! Jeszcze jak!

Najwyraźniej Wróbelek jednak wyczuł w mojej odpowiedzi haczyk, bo skonsternowany drgnął brwią i się cofnął. Zarzuciwszy plecak na ramię, spojrzał na mnie jak na robaczka: drobnego i paskudnego, ale wyraźnie zbyt bezczelnego.

No proszę, a Swietka mówiła, że jestem podobna do Lalki. Ani trochę nie jestem podobna! Więcej nie będę mrugać!

— Nie no, tego już za wiele! — rzucił ze złością przez zęby. — Skąd się biorą takie namolne typy!

Znowu chciałam mu przypomnieć o przeznaczeniu i rolkach, o tym, że „Wania, jestem twoja na wieki!”, ale nie zaryzykowałam, widząc niebezpieczne iskry w niebieskich oczach. Tylko skromnie wzruszyłam ramionami, niby: trzeba znać miejsca, amatorze! Ale Wróbelek już odchodził szerokimi krokami, pewnie zamierzając na zawsze wyrzucić z głowy i bezczelną mnie, i całą tę głupią scenę z fontanną.

A guzik! Nie uda się! Słowo daję, patrząc za jego pewną siebie sportową sylwetką, miałam ochotę potrzeć dłonie jedną o drugą i zaśmiać się cienko, zupełnie jak słynny major Payne: hi, hi, hi.

R-r-r-r! Albo rzucić mu w plecy czymś ciężkim, na przykład balonikiem z mlekiem. A najlepiej z wapnem! Okularnik, też coś. Czy on w ogóle pamięta, ile mamy lat? A niby student!

Odwróciłam się i ruszyłam dumnie korytarzem w stronę przeciwną do Wróbelka.

Uznał, że się zakochałam. Niedoczekanie! Rozmarzył się!

***

A więc drugi krok wykonany, a dokładniej: rozpoczęty. Pierwotne zadanie zrealizowane, a misja zdobycia popularnego chłopaka trwa. Dzisiaj rozpoznano mnie z twarzy, obejrzano i, co bardzo ważne, zapamiętano moje imię. Ile dziewczyn na uniwersytecie może się pochwalić tym, że Iwan Wróbelek odróżni je od tysiąca innych? Nie sądzę. A Kasia Ufimcewa może! Więc jestem mądralińska i zdecydowanie zasłużyłam na nagrodę!

Obok przeszły dziewczyny, ciągnąc za sobą smugę zapachu świeżych wypieków i kawy, a ja, zrównawszy się z uniwersytecką kafeterią, uznałam, że też nie zaszkodzi mi się posilić. Zwłaszcza po biegach po schodach w stylu agenta Johnny'ego Englisha za jednym szkodliwym Ptakiem.

Do początku kolejnych zajęć zostało niewiele czasu, a przy stolikach gdzieniegdzie zwolniły się miejsca. Kupiwszy kawałek pizzy i herbatę, zauważyłam jasną, kręconą głowę Morozowa i się uśmiechnęłam.

— Cześć, Anton! Jak tam? — usiadłam naprzeciwko chłopaka i od razu zabrałam się do jedzenia. Przerwa miała zaraz się skończyć, a chciałam ze wszystkim zdążyć. — Dlaczego wczoraj nie wpadłeś do mnie po książki? — spytałam. — Przygotowałam ci Gaimana i Ondaatjego, tak jak obiecałam. I jeszcze parę książkowych nowości. Myślę, że ci się spodobają!

— Cześć, Kasiu! — Anton przywitał się i uśmiechnął w odpowiedzi. — Wybacz, nie wyszło. Wezwali mnie wcześniej do pracy, więc nie zdążyłem.

Wiecie, dobrze jest mieć mamę i tatę oraz wsparcie rodziny. Kiedy można nie myśleć o tym, co jeść, gdzie spać, w czym chodzić i jak studiować. Kiedy można po prostu cieszyć się czasem studiów. Anton musiał myśleć o wielu rzeczach. A przede wszystkim o tym, jak się wyspać po nocnych zmianach w pocztowym serwisie ekspresowych dostaw, gdzie pracował, sortując towar i ładując go do samochodów. Najczęściej w weekendy, ale czasami zmiany wypadały też w środku tygodnia. Dlatego nie miałam pojęcia, kiedy on ze wszystkim nadążał!

— A tak przy okazji, napisałeś świetne recenzje książek Goldinga i Burgessa, bardzo mi się podobały! I twoje spojrzenie na sprzeczności w powieściach też. — Anton prowadził własnego bloga literackiego na Facebooku i z każdym dniem przybywało mu czytelników. — Myślę, że sam też będziesz pisał świetne historie. Kiedyś — roześmiałam się — kiedy ostygniesz do nauk ścisłych!

— Dzięki, Kasiu, ale nie sądzę, żeby tajemnice fizyki kwantowej przestały mnie poruszać. — Anton łyknął kawy, nawet nie dotykając swojej pizzy, leżącej na talerzu nieco z boku, a ja się zdziwiłam.

— A to co, Morozow? Trenujesz siłę woli? Dzisiejsza pizza jest bardzo smaczna, słowo!

Anton nagle zaróżowił się na policzkach i odpowiedział ostrzej niż zwykle.

— To nie moje.

— A czyje? — zdziwiłam się. — Kto u nas jest taki hojny, że zostawia paliwo dla umysłu bez opieki? To przecież studencki bufet! Tu niebezpiecznie jest pokazywać palce, bo odgryzą!

Anton wzruszył ramionami, a ja nagle natknęłam się na czarne spojrzenie Agnii Korsak, które w dziwny sposób przewiercało mnie na wylot. No niezła dziewczyna! Z taką to już na pewno lepiej się nie zadawać. Ciemne włosy idealnie wygładzone i sięgające talii, biała bluzka, krótka ołówkowa spódnica… Nawet ja zapatrzyłam się na jej długie nogi, kiedy przemierzała bufet, kierując się do naszego stolika.

— Cześć, Mroziku — powiedziała, zatrzymując się między nami jak królowa między lokajami. — A gdzie moja kawa? Odeszłam tylko na parę minut, ale pamiętam, że wyraźnie wypowiedziałam prośbę.

Zmarszczyłam brwi, a Anton, choć spiął się na pojawienie dziewczyny, z pozoru pozostał spokojny. Nawet na nią nie spojrzał.

— Nie jestem twoim kelnerem, Korsak, żeby ci usługiwać. Też pamiętam, że wyraźnie odpowiedziałem, co o tym myślę.

Agnia się nie zdziwiła. Usiadła przy stole, zakładając nogę na nogę. Wyciągnąwszy rękę, odebrała chłopakowi filiżankę i upiła łyk. Powiedziała do jego zdumionej twarzy wcale nie kokieteryjnie, raczej żądająco:

— Morozow, czy naprawdę tak trudno zrobić dziewczynie przyjemność? Swojej dziewczynie, zauważ! Mam ci przy wszystkich zrobić wykład, jaki jesteś wobec mnie nieuważny? I tak znoszę obok ciebie Ufimcewą przez waszą przyjaźń, ale sądziłam, że wszystko sobie ustaliliśmy. Więc gdzie moja kawa, Stokrotko?

Spokojny i uprzejmy Anton nagle wybuchł. Wstał nad stołem, zgniatając i odrzucając serwetkę na bok.

— Dobra, Korsak, dość już! Mam tego dosyć! — poprawił okulary. — Na nic się z tobą nie umawiałem! I sam będę decydować, z kim się kontaktuję, jasne? Nie jestem twoją marionetką: idź tam, przynieś to! Ja cię w ogóle ledwo znam!

Agnia też wstała, a ja otworzyłam usta. Co tu się w ogóle dzieje?

— A czyja to wina? — niewzruszenie oznajmiła brunetka. — Twoja! Mogłeś mnie już gdzieś zaprosić. Najwyższy czas! Powiedziałam ci wszystko wprost!

Jakieś dziewczyny obok zachichotały i Agnia się odwróciła. Smagnąwszy je ciemnym spojrzeniem, rozciągnęła piękne usta w niedobrym uśmieszku.

— Dziewczynki, zgasić wam humor czy podkręcić atmosferę? Jedno i drugie będzie bolesne, uprzedzam. Nie lubię, kiedy się ze mnie śmieją.

Dziewczyny spuściły wzrok i szybciutko się odwróciły. Anton złapał mnie za rękę i pociągnął zza stołu.

— Chodźmy, Kasiu! Nie mogę już tu być! To przekracza wszelkie granice!

Chapter 8 / 8 · Page 2 of 3