SOVABOO

My nad oceanem

Ch. 2: Rozdział 2

Rozdział 2

Chapter 2/6 · Page 1 of 217%

Do rozpoczęcia lekcji zostało kilka minut. Nauczyciel zdążył już wyjść z laboratorium, ale w klasie nadal jest głośno. Słyszę wspólny śmiech Seana i Kate, głośne żarty dowcipnisia Hugh, lecz biologia to mój ulubiony przedmiot, więc robię wszystko, żeby skupić się na zbliżającej się lekcji. Otwieram nowy podręcznik i już mam zasłonić uszy dłońmi, kiedy klasa niespodziewanie sama cichnie.

Podnoszę głowę razem ze wszystkimi akurat w chwili, gdy w drzwiach sali pojawia się wysoki, ciemnowłosy chłopak w czarnym T-shircie ze srebrzystym nadrukiem w kształcie hieroglifu, ciężkich butach i czarnych bojówkach.

Krótko kiwa głową panu Shelmanowi zamiast powitania, poprawia plecak przewieszony przez jedno ramię i powoli omiata spojrzeniem klasę. Dostrzegłszy wolne miejsce w ostatniej ławce przy oknie, nie witając się z nikim, pewnym krokiem rusza w jego stronę, podczas gdy wszyscy dookoła otrząsają się i zaczynają szeptać zaskoczeni.

Oczy Trishy też robią się wielkie. Zapominając o Rentonie, łapie mnie za rękę i ciągnie ku sobie.

— O Boże, Ash! Ty też go widzisz? To Matthew Palmer! Czy on naprawdę wrócił do szkoły? Przecież dopiero wiosną wyrzucili go ze szkoły za bójkę!

Jeśli nie jesteś ślepy, bardzo trudno nie zauważyć tego, na kogo zwrócone są wszystkie spojrzenia.

I oczywiście też go obserwuję. Chłopaka o silnym, gibkim ciele, który skręca w przejście między rzędami ławek, by zająć wybrane przez siebie miejsce.

— Czego on tu szuka? — wzdycha tymczasem moja niespokojna przyjaciółka, a ja szepczę w odpowiedzi:

— Najwyraźniej tego samego co my — wiedzy i dyplomu ukończenia szkoły! I ciszej, Trisha! — proszę ją, czując, jak gdy Palmer się zbliża, po plecach przebiega mi lodowaty dreszcz. — Przecież nas usłyszy!

Przyjaciółka chciałaby zamilknąć, ale diabełek, który w niej mieszka, nie daje za wygraną. A poza tym chyba żaden uczeń w tej klasie nie myśli teraz inaczej.

— O Boże, Ashley! — znów wykrzykuje mi prosto do ucha. — Siada obok nas! A jeśli o coś nas zapyta? Jake mówił mi, że lepiej się z nim nie zadawać! Trzyma się z niebezpiecznymi typami, a jego starszy brat siedzi w więzieniu!

Szturcham przyjaciółkę w bok i proszę, żeby zamilkła, bo pan Shelman zaczyna sprawdzać obecność i Palmer naprawdę może nas usłyszeć. Ale wystarcza jej to na jakieś pięć minut, podczas których i tak ukradkiem przygląda się nowemu sąsiadowi.

— Ash? — znów lekko szarpie mnie za rękaw.

— Co?

— Tylko na niego popatrz! Ten chłopak jest równie niebezpieczny, co przystojny. Mroczny charakter — zabójcze połączenie! Zapomnij, co mówiłam ci o złotej trójce „Złotych Orłów”. Już teraz jestem gotowa odszczekać wszystko, co powiedziałam! Nic się nie zmieniło, a najgorętszym chłopakiem w tej szkole jest Matthew Palmer! Och, Amber zemdleje — przypomina sobie Trisha o naszej wspólnej przyjaciółce, która ma teraz zajęcia z „pielęgniarstwa” w drugim budynku szkoły — kiedy opowiem jej, kto jest z nami w klasie!

Nie muszę patrzeć na Matthew Palmera, żeby upewnić się co do jej słów. Już drugi rok pracuję jako fotografka w szkolnej gazecie, relacjonuję wydarzenia i zawody sportowe, robię mnóstwo zdjęć uczniów szkoły Ellison, a potem wybieram najlepsze. Mam dobrą pamięć do twarzy, więc doskonale wiem, jak wygląda.

Ma ciemne, lekko falujące włosy sięgające karku i długą grzywkę. Regularne rysy, ładne czoło, wyraźnie zarysowane kości policzkowe. Gładką skórę — w przeciwieństwie do innych chłopaków, którzy wciąż nie wyrośli z okresu dojrzewania — i dumnie zaciśnięte usta.

Ma się wrażenie, że od pół roku nie był u fryzjera i przez kolejne pół roku też nie będzie — i po co miałby iść? Gdy w zeszłym roku grał w podstawowym składzie „Złotych Orłów”, po prostu związywał włosy w krótki kucyk, zakładał kask i ochraniacze, a potem miał gdzieś, jak wygląda z boku. Agresywna napastliwość, mocny strzał i szybkość. Palmer zdecydowanie cieszył się uznaniem trenera Hurleya. Był najlepszym graczem w jego zespole, najszybszym i z pewnością najbardziej nieprzewidywalnym — wyraźnie świadczyły o tym punkty zdobyte w wygranych meczach.

A ponadto ostatnią bójkę stoczył właśnie z Seanem Rentonem po decydującym meczu o mistrzostwo miasta w lacrosse między szkołami, który wygraliśmy.

 Podobno chłopcy posprzeczali się o funkcję kapitana „Złotych Orłów”, po czym Matthew został wyrzucony ze szkoły.

Jako fotografka byłam na tamtym meczu i dobrze pamiętam, jak przebiegał. Ale bójka wybuchła w sportowej szatni, a Sean nie lubił o niej mówić, więc dowiedziałam się o tym nie od razu.

Wtedy zdziwiło mnie coś innego, wcale nie wybryk Matthew — Palmer zadzierał z wieloma osobami i zawsze zachowywał się prowokacyjnie, trzymając innych na dystans. Ale dlaczego Sean? Do tamtego dnia, obserwując ich na boisku, ani razu nie zauważyłam między nimi rywalizacji, a przecież nie mogła pozostać niezauważona?

Myślę, że trener Hurley też się zdziwił. I do tej pory nie przestało go to dręczyć.

Inaczej Palmer nie wróciłby do szkoły.

Zawsze krążyło o nim sporo plotek, najważniejsza zaś głosiła, że pochodzi z dysfunkcyjnej rodziny, której wszyscy członkowie żyją w konflikcie z prawem i prędzej czy później mają do czynienia z policją. W tej szkole pamiętano jego starszych braci, z których jeden przebywał teraz w głównym więzieniu stanowym, i nie zamierzano o nich zapomnieć. Dlatego co do młodszego brata nikt nie miał już złudzeń.

Nie wierzyłam plotkom, wiedziałam na pewno — to prawda. Odkąd skończyłam osiem lat i zostałam z ojcem we dwoje, powtarzał mi wielokrotnie: „Świat jest niebezpieczny. Omijaj dupków z daleka. Po prostu słuchaj swojego ojca, mała Simbo, a wszystko będzie dobrze”.

Oczywiście, że dobrze. Nie mogło być inaczej, skoro twój ojciec jest policjantem. I zawsze omijałam Palmera z daleka.

Ale to nie znaczy, że go nie zauważałam.

Nie musiałam na niego patrzeć; wystarczał szerokokątny obiektyw aparatu, by wiedzieć: najbardziej zaskakujące i niebezpieczne u Matthew nie jest reputacja złego chłopca, ale jego oczy. Jasnobrązowe i przenikliwe. Zwodniczo ciepłe pod ciemnymi rzęsami. Każdej dziewczynie z pewnością lepiej w nie nie patrzeć!

Ale kiedy takie myśli powstrzymywały moją ciekawską przyjaciółkę?

Trisha znowu odwraca głowę w stronę okna i ostrożnie wychyla się zza mojej głowy, obserwując, jak Palmer otwiera podręcznik na właściwej stronie i pod dyktando pana Shelmana zapisuje w zeszycie temat lekcji.

— I jak ja mam teraz uczyć się biologii? — wzdycha z rozpaczą, niechętnie wracając do zeszytu. — Lepiej, żebyśmy zamiast ewolucji biologicznej i składu genetycznego populacji powtarzali anatomię męską! Tym bardziej że w klasie siedzi idealny okaz! Wtedy na pewno skierowałabym myśli we właściwą stronę!

Nie potrafię powstrzymać chichotu i parskam śmiechem razem z Trishą.

— Pomyśl o Jake’u, a wszystko ci się uda! — radzę cicho przyjaciółce, mając na myśli jej chłopaka — Jacoba Finleya. — Lepiej wyobraź go sobie jako pomoc naukową, może to pomoże ci się skupić?

— Och, tak! — z ochotą się uśmiecha Trisha. Łączy palce środkowe obu dłoni z kciukami, zamyka oczy i przez chwilę udaje, że medytuje:

— Jake! Jake! Jake! — powtarza słodkim głosem. — Jeśli powiem, że cię kocham, przestaniesz oglądać się za innymi dziewczynami? Och, Jake, proszę!

Chapter 2 / 6 · Page 1 of 2