SOVABOO

Odłamki Ciebie

Ch. 3: Rozdział 2

Rozdział 2

Chapter 3/55 · Page 1 of 24%

Wkrótce miasto zaczęło mnie przedstawiać innym mieszkańcom.

Cartera, brata Alexa, zobaczyłam kilka dni później, kiedy do Nicholasa przyszli koledzy, a mama zaproponowała, bym się z nimi przywitała.

Weszła do mojego pokoju, wręczyła mi talerz z ciasteczkami i poprosiła, bym wszystkich poczęstowała. Myślę, że w tamtej chwili czuła się równie nieswojo jak ja (obie wciąż przyzwyczajałyśmy się do domu Holtów), ale bardzo chciała, by miasteczko i jego młodzi mieszkańcy mnie zaakceptowali. Dlatego naprawdę się postarała – ciasteczka migdałowe wyszły wyśmienite!

Czego nie dało się powiedzieć o samym spotkaniu.

— Cyraneczka, uczesz się i zanieś poczęstunek. Do Nicholasa przyszli chłopcy, byłoby cudownie, gdybyście się polubili. Mark mówił, że wszyscy są z twojej nowej szkoły i mieszkają w pobliżu. Dobrze by było, gdybyś ich poznała. Może któryś z nich okaże się twoim kolegą z klasy.

Na te ostatnie słowa wręcz się ucieszyłam, bo od razu pomyślałam o moim przyjacielu-sąsiedzie, za którym zdążyłam już zatęsknić. Przez przeprowadzkę opuściłam tydzień zajęć i teraz wieczorami przygotowywałam się do lekcji, spędzając czas z mamą, tatą i przybranym bratem. Szczerze mówiąc, nie były to najprzyjemniejsze chwile; uczyliśmy się być rodziną, wspólnie jeżdżąc do sklepów i restauracji, pozwalając ciekawskim mieszkańcom Sandfield Rock gapić się na Holtów.

Za każdym razem podczas takiego wyjścia marzyłam, by jak najszybciej się skończyło, czując, że Nick nienawidzi mnie za te wspólne wyprawy. Przy każdej okazji starał się mnie boleśnie szturchnąć na tylnym siedzeniu dżipa ojca i szeptać tak, by rodzice nie słyszeli:

„No dalej, głupia kaczko! Poskarż się na mnie tatusiowi! Rozpłacz się, on przecież ta-ak kocha swoją księżniczkę! Może się zlituje i zabierze cię z powrotem do tego twojego Houston! Do budy, w której mieszkałaś. Wiem o wszystkim!”

Nie chciałam się skarżyć. Chciałam tylko, żeby Nicholas mnie nie zauważał, skoro już nie potrafiliśmy się zaprzyjaźnić. Zupełnie. W końcu to nie była moja wina, że dorastał z ojcem, a nie z matką, która miała inną rodzinę. O tym wszystkim dowiedziałam się któregoś ranka od pani Fernandez, naszej pomocy domowej. A po słowach mamy natychmiast pomyślałam o Alexie Wrightcie.

Dlaczego on jest inny? Nie taki jak Nick? Jak wspaniale byłoby, gdyby to właśnie Alex okazał się moim starszym bratem! Przy pożegnaniu wspomniał mimochodem, że wyjeżdża z rodziną na weekend do Greensboro, a teraz rozpaczliwie pragnęłam, by już wrócił i tu był! I żeby Nick zachowywał się normalnie, zamiast wykrzywiać pogardliwie usta i drwić, przecież Alex sam powiedział, że jest moim przyjacielem!

Ta myśl jednocześnie mnie zawstydziła i uradowała.

Związałam włosy w wysoki kucyk, wzięłam talerz z ciasteczkami i z szerokim uśmiechem ruszyłam do salonu, gdzie przed telewizorem siedziało trzech chłopców. Grali na konsoli i o czymś żywo dyskutowali, ale gdy mnie zauważyli, zwrócili głowy w moją stronę.

— Kto to? — zapytał rudawy chłopak w workowatym t-shircie. Na głowie miał krzywo założoną czapkę z daszkiem z logo jakiejś nieznanej drużyny, a sam wyglądał na nieźle zbudowanego siłacza. — Co to za dziewczyna?

— To Lena, moja młodsza siostra — ku mojemu zdziwieniu Nicholas zaczął całkiem spokojnie, ale skończył już w swoim stylu: — Znalazła się, przybłęda. Teraz tu mieszka, a moja nowa mamusia chce, żebyśmy ja i ojciec podcierali jej tyłek. Kupują jej wszystko na każde zawołanie, jakby była jakąś księżniczką! — parsknął niezadowolony, demonstrując kolegom swój stosunek do mnie. — Łazi za mną jak rzep! Mam już dość!

— A całkiem ładna z niej sztuka. Płaska co prawda jak deska — dorzucił kolejny chłopak, nieco starszy, który siedział na oparciu kanapy. — Ile ona ma lat, Nick?

— Jedenaście. Ale jeśli któryś z was ją tknie — urwę łeb! Jasne? Nawet nie patrzcie w jej stronę! Ja i tylko ja jestem jej osobistym wcieleniem piekła!

Wszyscy przycichli, ja też poczułam się zagubiona. Głośno zaśmiał się tylko ciemnowłosy chłopak — czwarty. Siedział na podłodze z padem w dłoniach, dlatego nie od razu go zauważyłam.

— Aj-aj-aj, Nicky — cichy głos brzmiał kpiąco. — Powtarzasz się, stary — zauważył z chłodnym lenistwem. — To były moje słowa, kiedy mówiłem o swojej siostrze, Victorii. Na co nam twoja księżniczka-przybłęda? Lepiej powiedz jej, żeby już zamknęła buzię, podała ciastka i spadała! Nie ma tu nikogo, kto by ją zabawiał!

Co?! Patrzyłam na chłopaka szeroko otwartymi oczami i nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. W tym mieście miałam jednego przyjaciela, a ten tutaj wyglądał jak jego wierna kopia!

Tyle że niebieskie oczy wydawały się dziś ciemniejsze i patrzyły spod długiej grzywki zupełnie inaczej — obojętnie i bez cienia współczucia, jakby widziały mnie po raz pierwszy. Kości policzkowe na chłodnej twarzy wydawały się ostrzejsze.

Zamurowało mnie po tak grubiańskich słowach.

— Alex? — wykrztusiłam, a głos mi zadrżał. — Czy ty o mnie zapomniałeś? To ja — Lena! Pamiętasz sklep?!

— Nie pamiętam. Zostaw ciastka i znikaj, Leno!

Chłopcy wymienili spojrzenia, a potem wybuchnęli śmiechem. Najgłośniej ze wszystkich mój brat, Nicholas.

Odpowiedział jednak rudy grubas, pokładając się na kanapie:

— „Ach, Alex, czy ty o mnie zapomniałeś? Jak mogłeś!” — przedrzeźnił mnie piskliwie, naśladując mój głos. — Ale z niej idiotka! Nie, to nie jest Alex, głupia! To Carter — jego brat bliźniak! Pomyliłaś ich!

Czerwona ze wstydu wycofałam się, zostawiłam ciastka na stole i wybiegłam z pokoju.

Chyba przeznaczenie nade mną się zlitowało, bo w tej samej chwili przez okno w przedpokoju zobaczyłam Alexa, który wyjeżdżał rowerem ze swojego podwórka i zerkał w stronę naszego domu.

Szybko włożyłam kurtkę i trampki, uprzedziłam mamę i pośpiesznie wyszłam do niego, zostawiając tych nadętych idiotów, by śmiali się sami z siebie. Wciąż nie mogłam się nadziwić, jak dwóch chłopców może być tak różnych i tak podobnych jednocześnie.

Od tamtej pory starałam się nie zauważać kpin Nicholasa, nie odzywać się do niego bez potrzeby i nie wchodzić w drogę jego kolegom w naszym domu. Mamie się nie skarżyłam — ona też nie miała lekko. Tata często ją gdzieś zabierał i prawie nie odstępował na krok. Czasem słyszałam, jak mówi do niej dość szorstko, ale wszystko to działo się za zamkniętymi drzwiami ich sypialni, a przy mnie mama nigdy nie pokazywała, że ją to martwi.

Kiedy spotkałam się z Alexem, nie opowiedziałam mu o tym, co wydarzyło się w salonie Holtów, ale przyznałam, że widziałam jego brata. Sam się domyślił i o nic nie pytał. Tamtego wieczoru, by poprawić mi humor, Alex posadził mnie na rowerze i pokazał z daleka Koralowe Wzgórze. Natomiast do domu pani Sloan na sąsiedniej ulicy, w którym mieszkało z pół setki kotów, podeszliśmy całkiem blisko. Siedziały wszędzie — kolorowe, łaciate i zupełnie zwyczajne. Na niemalowanym ganku, na rynnach, na niskim płocie, na zarośniętym trawniku, a nawet na skrzynce pocztowej!

Chapter 3 / 55 · Page 1 of 2