SOVABOO

Odłamki Ciebie

Ch. 8: Rozdział 8

Rozdział 8

Chapter 8/54 · Page 1 of 213%

On wychodzi, ale Nicholas nie. Odprowadziwszy przyjaciela długim spojrzeniem, zamyka za nim drzwi i podchodzi bliżej. Zatrzymuje się przede mną i pyta:

– Co tu się wydarzyło? Co ty tu z nim robiłaś?

Nie mam bliskich relacji ze swoim przybranym bratem i nie zamierzam mu się z niczego tłumaczyć. Sama ledwo radzę sobie z tym, co przed chwilą się stało. I na pewno nie chcę o tym z nikim rozmawiać, a już tym bardziej z nim!

Opuszczam ręce, kurczowo chwytając za spódnicę.

– Nic.

Ale na mojej twarzy wciąż widać ślady łez i Nick mi nie wierzy. Zawsze był podejrzliwy.

– Nie, tak to my bawić się nie będziemy, siostrzyczko – mruży szare oczy, zerknąwszy na drzwi. – Nie jestem idiotą. I zadałem pytanie!

Dwaj silni faceci, i obaj w niebezpiecznej bliskości ze mną — jak na jeden dzień to dla mnie za dużo. Próbuję ominąć Nicholasa, ale on bez trudu zastępuje mi drogę swoimi szerokimi barkami. Odpycha mnie rękami w tył.

– Puść mnie!

– Skrzywdził cię? Obraził? Co?!

Dlaczego przez ułamek sekundy wydaje mi się, że w pytaniu mojego przybranego brata pobrzmiewa nadzieja? Zupełnie jakby sam nie robił tego setki razy.

– Nawet jeśli, to nie twój interes!

Znów próbuję ominąć Nicholasa, ale bezskutecznie. Dotykanie go napawa mnie obrzydzeniem; zawsze miałam wrażenie, że jest stworzony z jakiejś obcej mi materii — lepkiej i dusznej — więc muszę się cofnąć. Jednak gdy tylko to robię, w jego głosie natychmiast pojawiają się znajome, syczące nuty.

Nie rozumiem, jak on może podobać się dziewczynom? Mam ochotę uciekać od niego, gdzie pieprz rośnie!

– Mylisz się, Kaczka! Zapytałem, co tu robiłaś z Carterem. I chcę znać odpowiedź! Mało ci jednego brata Wrighta, że postanowiłaś zabrać się za drugiego?!

– Co? – Cofam się przed Nicholasem, szeroko otwierając oczy. W jego spojrzeniu i słowach wyczytuję tyle niezrozumiałej złości. Ale zaraz ogarnia mnie oburzenie — na to akurat starczy mi sił:

– Jak możesz w ogóle tak mówić?! Nawet nie waż się porównywać Alexa do takich jak wy! Do was obu, zadufani w sobie durnie!

Na twarzy Nicka pojawia się cień domysłu. Opiera dłoń o ścianę tuż obok mojej głowy.

– Do takich jak my? – Nie pyta, raczej się upewnia, jakby złapał mnie za słówko. – A więc mam rację i Wright czegoś od ciebie chciał? Czego?! – wyrzuca z siebie gwałtownie, napastliwie.

Tego już za dużo. Mam go dosyć w domu, żeby jeszcze użerać się z nim w szkole!

– Niczego! To ma znaczenie tylko w twojej chorej wyobraźni!

Nicholas na sekundę spuszcza głowę, przygryzając dolną wargę. Przesuwa dłoń tak blisko, że jego kciuk ląduje na moim gardle, i powoli gładzi moją skórę. I znowu ten dotyk w niczym nie przypomina czułości. Tym razem wygląda to raczej na ostrzeżenie, wywołując we mnie potworny dyskomfort.

Próbuję się odsunąć, ale on nie pozwala.

– Posłuchaj mnie, Kaczka. Posłuchaj uważnie… – Nick zniża głos, ogląda się na drzwi i przysuwa bliżej. – Teraz nie mam czasu na dyskusje z tobą, ale na pewno do tego wrócimy. Twój Alex był mięczakiem! Nieudolnym gówniarzem, a ja przymykałem na niego oko. Jeszcze długo prowadzałby cię za rączkę, zanim odważyłby się cię przelecieć. Ale Carter to zupełnie inna bajka. On dobrze wie, co dziewczyny mają między nogami, a to mi się, do cholery, nie podoba!

Zatyka mnie ze zdumienia, nie wiem, co odpowiedzieć, a Nick ze złością żąda:

– Zapomnij o nim, zrozumiałaś?! Zapomnij, albo zniszczy cię szybciej, niż zdążysz się obejrzeć! I wtedy nikomu nie będziesz potrzebna. Nawet… – Nie podoba mu się to, co zamierza powiedzieć, ale zmusza się do wyznania: – Nawet dla mnie!

Zastygam, niezdolna pojąć tego, co usłyszałam, i kręcę głową.

Nigdy nie mówił niczego podobnego, a całej reszty po prostu nie chciałam dostrzegać. Dlaczego miałby się mną interesować? Córką żony swojego ojca, którą ledwo toleruje?

– Nie. Jesteś rąbnięty, Nick! Nie chcę tego słuchać! Przecież ty mnie nienawidzisz!

Chłopak ledwo zauważalnie kiwa głową.

– To prawda, Kaczka. I to jest cholernie zabawne — wiedzieć, że wszystko rozumiesz. Nie podchodź do Wrighta! Nie żartuję!

W końcu odpycham go od siebie i prześlizguję się pod jego ramieniem. Chwytam plecak z ławki, cofając się w stronę wyjścia.

– Nie będziesz mi rozkazywać, nie jesteś nawet moim bratem! A Alex nigdy nie był mięczakiem! Był lepszy od was wszystkich! I teraz też jest dla mnie lepszy, rozumiesz? Mam cię w nosie!

Próbuję uciec, ale Nicholas nie bez powodu jest napastnikiem w najlepszej drużynie lacrosse’a w historii szkoły. Z łatwością chwyta mnie za nadgarstek i szarpie ku sobie. Sprawia, że plecami uderzam o drzwi wejściowe, i sam napiera na mnie z góry.

Aż dziw, że nikt na korytarzu nie usłyszał hałasu dobiegającego z klasy. Ale to najpewniej dlatego, że teraz wszystkie starsze klasy mają zebrać się na stadionie, by powitać szkolną drużynę lacrosse.

I Pilar, która pierwszy rok jest w zespole cheerleaderek i strasznie się stresuje, pewnie już się przebrała i szykuje się do wyjścia z resztą dziewczyn. I wypatruje mnie, mając nadzieję, że dodam jej otuchy.

– Dokąd to, siostrzyczko? Stój! Jeszcze z tobą nie skończyłem!

– Puść mnie! Natychmiast, albo zacznę krzyczeć!

Nicholasa moje groźby nigdy nie przerażały, nie przerażają i teraz. Mało kogo naprawdę zdziwiłaby domowa kłótnia między rodzeństwem. Też mi coś! Czy to trudno znaleźć powód?

– Kaczka – syczy mi w twarz – tylko spróbuj komuś pisnąć, że nie jesteś moją siostrą, a gorzko tego pożałujesz! Będziesz siedzieć cicho razem ze swoją suką-mamuśką, taką samą latawicą jak ty, i dziękować mnie i ojcu za naszą dobroć. Inaczej wam obu narobię kłopotów!

Dawno już do tego przywykłam — do gróźb Nicka. Najpierw nie pozwalał mi siadać na swoim krześle, potem brać swojego kubka czy przeszkadzać mu dźwiękami mojego syntezatora, dlatego najczęściej grałam na klawiszach za zamkniętymi drzwiami swojego pokoju, puszczając dźwięk na słuchawki. Albo zbliżać się do basenu, gdy byli tam jego znajomi — o tym wszystkim Nick nigdy nie wspominał przy rodzicach, za to na osobności — ile dusza zapragnie.

Kiedy zostawaliśmy sami, zawsze przyciągało go do mnie jak magnes i zaczynał śledzić mnie niczym jastrząb. A może tylko mi się wydawało, ale uwielbiałam, kiedy wychodził wieczorami. I kiedy przyprowadzał do siebie dziewczyny też — wtedy Nick o mnie zapominał.

Przez ostatni rok bardzo brakowało mi Alexa. Przy nim zawsze czułam się lekko i swobodnie.

Gdy dorosłam, zrozumiałam, dlaczego mama nie chciała wracać do Marka Holta — kontrolował każdy jej krok i każde działanie, żądał uwagi, ale jednocześnie nie widziałam szczególnej czułości w jego oczach — wydaje mi się, że po prostu nie był do czułości zdolny. Albo wyrażał uczucia na swój własny sposób. Prędzej rządziła nim potrzeba posiadania Adeli i obsesja, którą próbował ukryć pod irytacją, milczeniem i drogimi prezentami, którymi obsypywał żonę. Dobrze rozumiałam, że jej potrzebował bez względu na jej własne pragnienia, ale wciąż brakowało mi doświadczenia, by dokopać się do sedna ich małżeństwa i wszystko pojąć, a mama starała się sprawiać wrażenie spokojnej.

Jednak coś widziałam w jej pięknych oczach — coś, co mnie powstrzymywało i nie pozwalało mi przysparzać jej kolejnych zmartwień.

Chapter 8 / 54 · Page 1 of 2