Rozdział 2, część 2
– Nie, to nie ja, to oni powiedzieli! – zaszczebiotała mama i nawet wskazała palcem w stronę sypialni, niewinnie trzepocząc rzęsami – że startują z pilotowym sezonem projektu! Par będzie kilka. Wszystko anonimowo! Do momentu nagrania uczestnicy nie wiedzą, z kim ich połączą. Walentyn dobierze parę losowo. Show wyjdzie w przeddzień walentynek. Nikt do emisji niczego się nie dowie!
– Mamo! To nawet brzmi nielegalnie! Ja. Nie. Pójdę. Do. Show. O. Szukaniu. Miłości!
– Dianeczko, tam wszystko jest uczciwie, obiecują. Wiesz, jaki był casting – obłędny! To przecież znany kanał telewizyjny!
– Potrzebuję adwokata i żeby ktoś mnie adoptował na nowo!
– Adoptował córkę... nie masz pieniędzy na adwokata.
– Mamo, ile osób oglądało stream?
– N-nie wiem. Myślę, że z siedem tysięcy... albo dwadzieścia, licząc retransmisję w social mediach.
Pociemniało mi w oczach.
– Ty mnie sprzedałaś... za content?!
– Nie, słoneczko! Za miłość!
– Mamo!
– Przepraszam! Samo tak wyszło!
– A jeśli moją parą okaże się idiota? Albo bananowy dzieciak, który przyszedł do show dla popularności? Albo w ogóle... maniak-kwiatofil?!
– Wtedy po prostu się nie zakochasz. A ja... pójdę handlować kartami. Mam ich sto talii.
– Ja i tak się nie zakocham, rozumiesz?
– Słoneczko, tego nie możesz wiedzieć z góry.
– Trzeba było zgłosić do projektu naszego Zodiaka! On też jest bez pary!
– Jest wykastrowany, a ty masz szansę!
Stałam i patrzyłam na mamę. Wyglądała na winną i jednocześnie zachwyconą. Taką... mamowatą. Trochę szaloną, rozczochraną, ale zawsze wierzącą, że przed nami czeka tylko coś dobrego.
Oszaleć można, chyba wpadłam po uszy!