SOVABOO

Siedem fałszywych randek!

Ch. 7: Rozdział 4, część 1

Rozdział 4, część 1

Chapter 7/19 · Page 1 of 232%

Tata, pizza i popcorn 

Diana 

Wciąż ten sam wieczór...

W kuchni unosił się zapach lawendy i katastrofy.

Mama poszła ratować los kolejnej klientki, rudy Zodiak dojadał karmę ze swojej miski, a ja siedziałam przy stole przed ogromnym kubkiem herbaty i starałam się nie rozpłakać.

Najpierw Demoniec ze swoimi sprośnymi żarcikami, potem siniak na pośladku, a teraz jakieś głupie romantyczne show o szukaniu miłości. Serio?! No kto teraz wierzy takim programom? Pierwszy raz żałuję, że nie mam chłopaka ani życia osobistego. Wtedy za nic nie wpakowałabym się w tę historię z randkami i idiotycznym amuletem, z której teraz nie wiadomo, jak się wyplątać.

Wezmę, zawieszę sobie przepaloną skarpetkę na szyi i będę tak chodzić! Niech myślą, że nie przyjaźnię się ze zdrowym rozsądkiem, i nie wezmą mnie do show. No dlaczego, dlaczego wszyscy mają matki jak matki, a ja mam medium?! I to jeszcze z tak delikatną konstrukcją psychiczną, że moim córkowym obowiązkiem jest ją chronić?

Zodiak skończył jeść, oblizał nos i podniósł na mnie spojrzenie pełne mądrości i potępienia.

– I nie patrz tak – burknęłam do kota. – Też by cię zatkało, gdyby zapisali cię na koci casting, a zapomnieli zapytać! Tylko sobie wyobraź, wokół brutalne samce, a tu nagle ty – rudy pączek w obróżce z brokatem, kompromitujesz się przed kamerą. Podziękuj, że nikt cię w niej nie widzi!

Rozległy się kroki i do kuchni wszedł Stas. Złapawszy moje spojrzenie, brat współczująco uniósł brwi i podrapał się po potylicy.

– Słyszałeś, tak? – zapytałam grobowym głosem.

– Aha. Mieszkam w tym mieszkaniu. Tu słychać wszystko – nawet kiedy mówią duchy.

– Bardzo śmieszne.

Stas wzruszył ramionami.

– No, parę razy na pewno było. Z babcią, pamiętasz? Kiedy pomogła nam znaleźć dokumenty na działkę. Myślałem wtedy, że będę potrzebował pampersa, tak się zesr... przestraszyłem.

– Miałeś osiem lat, nie możesz pamiętać.

– Dziewięć i z ciekawości chowałem się za zasłoną. Za to teraz w tym życiu nic mnie już nie zdziwi. Dianka... – brat usiadł przy stole i podsunął mi słoiczek dżemu. – A może jeszcze wszystko się odwoła? Jasnowidzów i tak nikt nie bierze na poważnie. I kto w ogóle ogląda te głupie podcasty?

Opuściłam głowę na dłonie, potem ją podniosłam i podsunęłam bratu telefon.

– Osiemdziesiąt tysięcy wyświetleń w godzinę, Stas, a jeszcze nic się nie zaczęło. Nie mam ani jednej szansy się wykręcić! Właśnie znalazłam tego gwiazdorskiego prowadzącego w internecie – uwierz, jeśli w przyrodzie istnieją ludzie-rekiny, to on jest najbardziej zębaty. Nie zaprosili Astralii bez powodu, potrzebują show-wydarzenia, ze skandalami i demaskacjami, a teraz ten Walentyn nie przepuści okazji, żeby zdyskredytować mamę na oczach wszystkich. Ja to po prostu czuję! 

W tym momencie szczęknął zamek w drzwiach wejściowych, a w przedpokoju rozległ się głos taty:

– Rodzino, jestem w domu! Ktoś weźmie ode mnie pizzę? Dzisiaj trafiła się z ananasem, za to ogromna! A jeszcze wygrałem w pizzerii wiadro popcornu – wyobrażacie sobie? Przypadkiem wyciągnąłem szczęśliwy kupon. U nas w domu wszystko normalnie? Mama nikomu świeczki na szczęście nie stawiała?

Otworzyłam usta, a Stas zerwał się z krzesła i wystawił przed siebie rękę:

– Spokojnie, Dianka! Zwal to na szósty zmysł i zapomnij!

– No dzięki! – syknęłam. – W tej historii tylko popcornu brakowało!

Ale brat już zwiał do przedpokoju po pizzę razem z Zodiakiem.

A ja wstałam od stołu, wyjęłam talerz i podgrzałam w mikrofalówce kolację dla taty. Jednak przez minutę humor mi nie wrócił i tata, wszedłszy do kuchni, oczywiście to zauważył.

– Wiedziałem! – westchnął z przejęciem. – Znów rodzinny spokój Koszkinów na granicy kryzysu! No i co się tym razem stało? Dianeczko, mój cukiereczku, dlaczego taka kwaśna?

Tata pracował jako taksówkarz, był człowiekiem przyziemnym, praktycznym i, w odróżnieniu od mamy, zawsze pamiętał, którego dnia przychodzą rachunki za media, kiedy pora wymienić patelnię w kuchni i kiedy jego Natasza ma wizytę u manicurzystki. Był prawdziwą podporą rodziny, więc oczywiście od razu mu naskarżyłam:

– Tato – głośno pociągnęłam nosem, wypuszczając na wolność całe oburzenie tym, co się stało. – Wyobrażasz sobie, mama właśnie brała udział w podcaście popularnego kanału telewizyjnego i przypadkiem zapisała mnie do romantycznego reality show o szukaniu miłości! Przebiegły prowadzący ją sprowokował i teraz, żeby Astralii nie wyśmiano na cały kraj, muszę zostać uczestniczką idiotycznego projektu, w którym nieznajomym parom urządza się randki! Aż siedem! A ja ich nie cierpię, zawsze z nich uciekam! I teraz nie wiem, co robić!

– Tak jest – wypuścił powietrze tata, ocierając czoło. – Dzięki Bogu wszyscy żyją. Mamy kefir? – zapytał zwyczajnie. – Zimny?

Kefir był. Podeszłam do lodówki i wyjęłam karton. Nalałam do kubka.

– Masz!

Tata wziął, wypił wszystko duszkiem i usiadł przy stole.

– A teraz, Diano, wyjaśnij wszystko po kolei – poprosił. – Co znowu wywinęła nasza mama?

Nabrałam pełną pierś powietrza i postarałam się nie rozpłakać. Opowiedziałam wszystko szczegółowo od samego początku i zakończyłam:

– ...I teraz muszę wziąć udział w show „Miłość od pierwszego Walentyna”, udawać samotną nieudacznicę i pójść na randkę z chłopakiem, który ma mnie gdzieś, bo przyjdzie tam się wypromować! Koszmar, powiedz sam?! I to wszystko przez maminy popis na wizji!

Tata pomyślał i kiwnął głową. Spokojnie. Nawet za spokojnie.

– Jasne. I czego chcesz?

– Nie wiem – rozłożyłam ręce. – Żeby to zniknęło! Żeby nikt mnie nigdzie nie wołał! Żebym miała normalny wieczór z książką i Zodiakiem u boku! Żebym...

– Tato, nic strasznego się nie stało, nie martw się – wtrącił Stas, opuszczając na stół pudełko z pizzą. – Po prostu ma postanowiła urządzić naszej Diance życie osobiste w swoim firmowym stylu „ups, tak chciał Merkury”. Pierwszy raz czy co? Przygody na pewno jej nie zaszkodzą. Ile można tylko się uczyć? A jeszcze kupiła druty i dzierga czapkę jak stara babcia. Sam widziałem.

– Czapkę? – tata mrugnął zdziwiony.

– Aha, czerwoną – potwierdził Stas. – Po czymś takim ja na twoim i mamy miejscu też bym się spiął, gdybym chciał wnuków.

Otworzyłam usta, odwracając się do brata.

– Robisz sobie ze mnie jaja, mały?

Stas zdążył otworzyć pizzę, ale na wszelki wypadek cofnął się o krok, kręcąc głową z poczuciem winy.

– Właściwie to nie. Dian, od czasu rozstania z nudnym przegrywem ani razu nie poszłaś nawet do kina. A do tego wyrzuciłaś do kosza skarpetkę szczęścia. Może... może nie podoba mi się twój nastrój!

– Ach ty zdrajco! – sapnęłam, zerwałam z krzesła kuchenny ręcznik i cisnęłam nim w brata. Ale on zręcznie złapał go długą ręką. – Szpiegu domowego frontu! Ty mi w ogóle pomagasz?! A czapka jest modna, żebyś wiedział! Chcę, to dziergam! A Nudny nie jest przegrywem, on po prostu... pasjonuje się bilardem! I ja się z nim nie spotykałam – jeszcze czego! Po prostu poszliśmy do kina iii... zostaliśmy przyjaciółmi!

– A z tym mięśniakiem, fitnessowym narcyzem? Też przyjaciółmi?

– Wyobraź sobie!

– To dlaczego spławiasz ich za każdym razem, kiedy ci „przyjaciele” do ciebie dzwonią? – Stas załatwił mnie jedną lewą. – A jeszcze prosiłaś mnie, żebym kaszlał do słuchawki, jakby w naszej rodzinie była epidemia grypy i nie możesz nigdzie iść.

– Bo... Bo... Nie twój interes!

Nagle wypuściłam powietrze i się poddałam.

Chapter 7 / 19 · Page 1 of 2