SOVABOO

Tylko ty

Ch. 29: Rozdział 29

Chapter 29

Rozdział 29

Jest północ, moi rodzice śpią. Jutro ciężki dzień, siedzę nad projektem konkursowym, pracuję nad wizualizacją wybranego tematu i rozpaczliwie nasłuchuję kroków na korytarzu Cisza. Znowu jest cicho. Kiedy w końcu coś usłyszę? Przynajmniej jakiś hałas, skrzypnięcie, jakąkolwiek akcję! Czekanie tak długo jest nie do zniesienia. I obwiniam się, znowu się obwiniam, patrząc w smutne oczy macochy.

Gdzie jesteś, Stas?

Odkładam ołówek i wstaję od stołu. Wychodzę z pokoju i idę korytarzem, by zatrzymać się na progu czyjejś sypialni. Mojej sypialni. Drzwi są otwarte, ale nie mogę do niej wejść. Nawet wyciągnięcie ręki i zapalenie światła wydaje się inwazją na czyjeś życie, na moją zapomnianą przeszłość, a ja stoję i wpatruję się w ciemność.

"Nie waż się, słyszysz mnie? Nie waż się!"

Ale gdzie bylibyśmy teraz, gdybym mu na to pozwoliła? Pozwoliłabym sobie przypomnieć nasz pocałunek. Tę pierwszą, prawdziwą i nikczemną desperację, pełną niewypowiedzianych uczuć, pozostawioną na moich ustach.

Do diabła ze wszystkimi myślami! Nie przynoszą żadnej ulgi! Teraz chcę tylko, żeby Stas wrócił do domu. Wtedy znów będę mogła żyć w spokoju i patrzeć macosze w oczy. Spać, malować, istnieć. Mogę to zrobić, prawda?

Sięgam po telefon - niegrzecznie, tchórzliwie, i nie ma znaczenia, co powiem, bo długie dzwonki wciąż pozostają bez odpowiedzi.

- Czy mogę dostać taksówkę do Cherukhino? Tak, proszę pana. Dziękuję. Dokąd? Bumper and Co.

Ubieram się szybko, nie dając sobie czasu na zmianę decyzji. Wątpliwości mogą wymazać determinację, a strach przed nocą przypomni mi po raz setny, że oszalałam. Wskakuję w dżinsy, T-shirt, baletki, wrzucam pieniądze i telefon do torebki, wymykam się na dziedziniec i za bramę, nie myśląc o tym, że jest zimna noc, moje włosy są rozpuszczone i zmierzwione, a ja wyglądam wręcz paskudnie jak na drogi klub młodzieżowy. Wsiadam do taksówki i w drodze do klubu milczę, gapiąc się ze strachem przez okno, i jestem przerażona wraz z kierowcą, gdy motocykle pędzą obok nas z zawrotną prędkością przy wjeździe do miasta. Mnóstwo motocykli.

- Zapamiętaj moje słowa, dziewczyno. Pewnego dnia jeden z nich skręci sobie kark albo zostanie kaleką! Rozpoczęli tu wyścig, zasmarkane dranie. Co noc to samo, nie ma nad nimi żadnej kontroli...

 

POV Stas

Savelyev jest zdenerwowany. A nie powinien. Co może mi powiedzieć? Wszystko zostało już postanowione, a noc trwa.

- Frol, odpuść sobie! Wycofałeś swoje pieniądze, a tylko idioci i dzieciaki grają dla zabawy.

- Sanya, zamknij się kurwa.

- Ale w mieście? Oboje pójdziecie do piekła! Kogo obchodzi, kto jest lepszy? Wczoraj był on, dziś jesteś ty. Ty i Lom zasługujecie na siebie!

- Savelyev, odpierdol się! Mówisz jak matka nad dziewczyną na imprezie. Po prostu przejedźmy i wracajmy do domu.

- Na pustym torze, Frol, mógłbyś się rozbić. A co z samochodami? A potem, Bumper powiedział...

Jest piękna noc. Wiele osób zebrało się na poboczu autostrady Cherokhina, aw reflektorach tu i ówdzie różne sportowe motocykle lśnią stalowym chromem i drogimi plastikowymi wykończeniami. Dałem wiele praw Sanyi, więc teraz, gdy dokucza mi jak zrzędliwa stara kura, muszę po raz kolejny przerwać mu chamstwem:

- Rudzielec nie musi wiedzieć, uspokój się! Nasz spór go nie dotyczy! Ty ustalasz taryfę, ja ci płacę, wszyscy są zajęci i szczęśliwi.

Będą szczęśliwi, jeśli pokonam Loma. Nasza rywalizacja trwa już zbyt długo i nadszedł czas, aby całkowicie zakończyć ten spór. Cios w ramię czy cios w twarz - oba pachną życiem. "Wszystko jest względne" - lepiej dać w twarz komuś innemu niż sobie. Jeśli masz zamiar się sprawdzić, powinieneś zrobić to na maksa!

Spoglądam za siebie i widzę twardziela. Żółty sportowy motocykl, równie potężny jak mój czarny Japończyk, wyjeżdża na drogę - na gładką betonową nawierzchnię nowego toru - i napotyka moje intensywne spojrzenie z drapieżnym uśmiechem. Odwzajemniam się tym samym uśmiechem. Zakładam kask i rękawiczki i, skinieniem głowy oznaczając początek kłótni, zdejmuję sportbike'a z podnóżka i ruszam w pogoń...

Teraz jestem potrzebny tylko na tej cholernej drodze.

 

POV Nastia

- Dziewczyno, jesteśmy! Klub Bumper and Co, zgodnie z zamówieniem.

Taksówka zatrzymuje się na skraju chodnika, czterdzieści kroków od wejścia do przysadzistego, szerokiego budynku z neonem na fasadzie, położonego pomiędzy dwoma wysokimi biurowcami. O tej porze parking przed klubem jest zapchany samochodami i motocyklami, wszędzie stoją grupki ludzi, niektóre pary... Płacę kierowcy i pytam o taryfę:

- Przepraszam, czy mógłby pan na mnie poczekać? Pięć do dziesięciu minut, nie więcej. Naprawdę mi przykro.

- Tylko jeśli walka nie jest oczekiwana i za kaucją. Rozumiesz: noc, klub, dziewczyny... Ktoś może poprosić o przysługę.

Kierowca śmieje się, ale ja nie jestem w nastroju, by uśmiechać się z jego humoru. Dziękuję mężczyźnie, daję mu pieniądze i idę w kierunku wejścia, ignorując chłopaków i dziewczyny, którzy wyszli na zewnątrz zapalić lub zaczerpnąć świeżego powietrza. Nie zwracam też uwagi na echo muzyki i tępy hałas parkietu dochodzący z tyłu lokalu.

- "Weź to", wręczam bramkarzowi banknot, ale on i tak mnie zatrzymuje.

- "Jesteś pewna, że czegoś zapomniałaś, dziecko?" spogląda na mnie z góry i z dołu ze swojego znacznego wzrostu, wesoło klikając językiem, "Domowe dziewczyny, takie jak ty, śpią i śnią o tej porze nocy. Paszportu?

- Zapraszamy.

- Dobrze, kochanie. Nie mam z tym problemu. Miłego wieczoru!

Szczerze mówiąc, warto było zadać sobie tyle trudu, by strażnik tak pięknie otworzył przede mną drzwi wejściowe, odprowadzając mnie z niedowierzającym uśmiechem... Rozglądam się, już żałując, że nie zapytałam go o Stasia. Schodzę po schodach do holu, wypatrując znajomej sylwetki...

Sala jest zatłoczona i niespodziewanie chłodna, pomimo atmosfery wieczoru, która jest tak żywa i pomimo faktu, że rozgrzane ciała wyginają się na parkiecie. Noc jest w pełnym rozkwicie, a stolik, przy którym siedzieliśmy z Dashą tydzień temu, jest teraz zajęty przez nową grupę... Powoli chodzę po sali, starając się nie zwracać na siebie uwagi, ale nigdzie nie widać Stasia. Z nadzieją kieruję się do baru, wciąż zabraniając sobie myśleć o tym, co bym mu powiedziała, gdybym go znalazła.

Jeśli go znajdę. A jeśli nie jest sam?

Jest już za późno. Już podpisałem własne szaleństwo.

Barman kiwa do mnie przyjaźnie głową, po czym, zauważywszy mój wzrok, zwraca się najpierw do mnie:

- Cześć! Pamiętam cię, laleczko. Nie mogę zapomnieć tych oczu. Przyszłaś na kolejne Mojito? A może tym razem coś mocniejszego?

- "Cześć", podchodzę bliżej do lady. "Nie. Nic mi dzisiaj nie jest, dziękuję.

- To smutne" - odpowiada chłopiec. Jednak wcale nie jest smutny. Wycierając szklankę, kładzie łokieć na blacie: - Mam nadzieję, że za pół godziny zmienisz zdanie. Pamiętaj, jestem do twoich usług i gotowy do pomocy. Kostya.

Wyciąga do mnie rękę, a ja z łatwością ją ściskam.

- Nastya.

- Miło cię poznać. Więc czego chcesz, Nastya? Nie uwierzysz, ale mogę zrobić koktajl mleczny specjalnie dla ciebie. Ciężarny ptak Ilji Liukowa zwykł się tu kręcić, więc zawsze był w pogotowiu z tym koktajlem. Mam nadzieję, że Bumper i Columbine również dotrzymają kroku swoim przyjaciołom, a koktajl mleczny się przyda.

- Śmieję się z zaskoczenia, nie wiedząc, o kim mówi. "Nigdy nawet nie miałem czegoś takiego we francuskich klubach." "Szukam Stasa. Widziałaś go przypadkiem?

- "Który Stas?" Kostya uśmiechnął się, "Znam co najmniej czterech. A jeśli się nad tym zastanowić...

- Frolov. Na pewno go znasz.

Na jego twarzy pojawia się współczucie. Odstawia szklankę i pochyla się w moją stronę.

- "Bądźmy szczerzy, Nastya", mówi poważnie, "jesteś dobrą dziewczyną, to oczywiste. Przestań! Nie jesteś pierwsza, jasne? Po prostu zaakceptuj to: on nie jest typem, który wróci. Rozumiesz, co mam na myśli?

- Myślę, że tak.

- Dobra! Zapomnij o tym i ruszaj dalej! Nie masz dość facetów? Jesteś taka słodka! Szczerze mówiąc, poderwałbym cię, gdybym miał okazję! Czy ja znam Frola? Oczywiście, że tak! Czy taka dziewczyna jak ty go potrzebuje? Jestem pewien, że będziesz musiała się nad tym zastanowić, kochanie. Co ty na to? Poszukamy Stasia?

Widzę rozczarowanie w jego oczach, ale nie obchodzi mnie to.

- Dzięki, Kostya. Dlatego tu przyszedłem.

Barman wzdycha i odchodzi. Przyjmuje zamówienie na koktajl od kilku dziewczyn, uśmiecha się do nich, potrząsa shakerem, a ja cierpliwie czekam na jego słowa, zapominając o taksówkarzu.

- "O ile mi wiadomo, Frol znów kusi los", Kostya w końcu uznał za konieczne mi odpowiedzieć, "W tym sensie jest osobą z obsesją. Albo będzie pierwszy, albo nie ma innych opcji. Kiedyś tylko Luke był w stanie go wyprostować, ale dziś jest swoim własnym szefem i musi podejmować własne decyzje.

Facet patrzy na mnie ze zmarszczonym czołem.

- Ściga się i zdecydowanie nie jest teraz w nastroju na ciebie, Nastya. Więc nie powinnaś była tu przychodzić.

- Co masz na myśli? - Wydycham powietrze, serce mi zamiera. Złe słowa Woropajewa powracają do mnie: "Jakie wyścigi? Motocykli?

- "Tak", przytakuje barman, "o ile mi wiadomo, dziś jest to dzielnica Cherokhino. Jest tam nowa autostrada... Hej, Nastia! Czekaj! Dokąd idziesz?

Ale ja już idę w kierunku wyjścia, desperacko odpychając ludzi z drogi. Nie rozumiem, dlaczego na początku nie zdawałem sobie z tego sprawy. Złapałem się na niewłaściwych słowach! Nie czułem tego, kiedy przechodziłem obok!

***

- Kostya, odchodzę. Zostawiam klub tobie i Maxowi. Jutro będziesz na zmianie, przygotujesz raport tygodniowy i nowy wniosek o alkohol. Kira będzie tutaj, więc przekażesz jej wszystko. Pa!

- Vitya, czekaj!

- Co?

- Była tu dziewczyna szukająca Frola. Przed chwilą.

- I co z tego? Nie jestem alfonsem Stasia - nie jestem tu po to, żeby rozwiązywać miłosne sprawy. Jest ich tu wielu, znudzonych.

- Nowa. Ma na imię Nastia. Myślałem, że może wiesz. Dlaczego nic nie mówisz?

- Myślałem, że Stas poszedł do domu, prawda? Prawda?

- Co się dzieje? Lom i ja znowu się pokłóciliśmy. Wyszliśmy pół godziny temu.

- Opisz dziewczynę.

- Czarnowłosa, piękne oczy. Szczerze mówiąc, dziewczyny takie jak ona nie są dla Frola.

- Co jej powiedziałeś?

- Tak właśnie jest.

- Kurwa, Kostyantyn!

- Wiem, że jestem głupcem, Bumper.

***

Nie ma taksówki! Pędzę do drogi i zatrzymuję się, rozglądając się. Biegnę wzdłuż parkingu, mając nadzieję, że kierowca właśnie zaparkował samochód gdzie indziej. Nie mógł odjechać tak szybko, prawda? Poprosiłam go, żeby...

- Dziewczyno, zgubiłaś kogoś? Czy to przypadkiem nie ja? Osobiście już cię znalazłem.

Grupa facetów spada ze ściany, blokując mi drogę.

- Kto cię, kurwa, potrzebuje, Zhora! Idź spać! To dla mnie! Mam ciągoty do takich strachliwych kotów. No dalej, dziewczyno, dlaczego się wycofujesz? Przyjechałaś tu po przygodę, prawda? Dlaczego jesteś tu sama? Uciekłaś od mamy i taty?

Skąd oni się wzięli? Nawet nie zauważyła, jak zbliżyła się do pijanej grupy. Odwróciła się, by odejść, ale znów stanęła przed nią postać o szerokich ramionach.

Co to jest!

- "Zderzak", powiedział ktoś z tyłu, "powie, że ona jest z nim. I jak dobrze się to wszystko zaczęło.

- "Ze mną, dzieciaku," odpowiedział spokojnie, ale stanowczo, "Spierdalaj!

To krótkie zdanie sprawiło, że nieznajomi natychmiast stracili zainteresowanie moją osobą.

Ten facet jest przyjacielem Stasa. Właściciel klubu i ten, który przywiózł mnie do domu pewnej nocy. Pojawił się niespodziewanie i we właściwym czasie. Spoglądam na niego i napotykam jego badawcze spojrzenie, jakby zastanawiał się, od czego zacząć rozmowę.

- Cześć, Nastya. Jestem przyjacielem Stasia. Wiktor. Może mnie pamiętasz.

- Cześć. Tak, pamiętam.

Nie ma co owijać w bawełnę, czas jest najważniejszy, a ja mówię o tym, co mnie teraz najbardziej martwi.

- Potrzebuję Stasa. Muszę go znaleźć.

Mam nadzieję, tak, mam nadzieję, że ten wysoki i silny facet mi pomoże. Nie przyszedł tu na darmo. Jeśli nie, te minuty pójdą na marne. Ale to, co mówi, nie jest tym, co spodziewam się usłyszeć.

- Frolova nie ma w klubie i jest mało prawdopodobne, że pojawi się dziś wieczorem. Zabiorę cię do domu.

Powiedział to szczerze. I prawie tak sucho i stanowczo, jak mówił nieznajomym. Ten Victor jest prawdziwym przyjacielem Stasa, więc nie powie nam, gdzie jest. Kim ja jestem, żeby mnie lekceważyć? Odwracam się i pospiesznie wychodzę na jezdnię, zostawiając Zderzaka za sobą. Nie mam o czym z nim rozmawiać. Wiem, że autostop nie jest najlepszą opcją, ale nic nie robienie jest jeszcze gorsze.

- Nastya, czekaj...

- Nie ma potrzeby, Viktor, idę. Tym razem się nie zgubię.

- Stać!

Ale ja już głosuję na drodze, nie zwracając uwagi na tego gościa.

- Cholera! Uparciuch z ciebie... Dobra, idziemy! W końcu to wina samego głupca!

Podchodzimy do drogiego BMW, a kiedy facet otwiera mi tylne drzwi, widzę nieznajomą na siedzeniu kierowcy. Po krótkim rozejrzeniu się, spojrzała na Bumpera.

- Red, co to za niespodzianka? Chwile pracy? Nie taka była umowa.

- Columbine, nie zaczynaj. Wiesz, że jestem twój na zawsze, ze wszystkimi podrobami.

Teraz w głosie Viktora słychać delikatność i prawdziwą czułość dla dziewczyny, którą całuje w usta.

- To jest Nastya. Dziewczyna Frola. Ritsynka, musimy go znaleźć.

Nie jestem dziewczyną Stasia, ale niepotrzebnie to wyjaśniałam, zwłaszcza, że naprawdę postawiło to Zderzaka w niezręcznej sytuacji. Jego dziewczyna nie jest jednak najbardziej dociekliwa, choć nie uważa za konieczne powstrzymywać niedowierzającego uśmiechu.

- "Dziewczyna Frola?" uruchamia silnik, delikatnie ruszając. "Red, mówisz poważnie? Czy on o tym wie?

Nie wiem, ale teraz mnie to nie obchodzi.

- Tanka, to nie nasza sprawa - narzeka Red, ale ja już znam odpowiedź. Tanya. Moja żona. Nie zawsze jest wredna i kłująca, tylko kiedy jest głodna, więc jej nie słuchaj. Tak naprawdę to dobra dziewczyna.

Nie jestem w nastroju na randki, ale wierzę facetowi na słowo i kiwam głową, wymieniając powściągliwy uśmiech z dziewczyną. Teraz ona prowadzi, a ja muszę się do niej odwrócić.

- Tanya, muszę jechać na autostradę Cherokhina. Pospiesz się, proszę! Wiesz, gdzie są wyścigi motocyklowe?

Gdy wyjeżdża na drogę i nabiera prędkości, spogląda na mnie uważnie w lusterku wstecznym. Sądząc po pauzie i zaskoczonym spojrzeniu, zna odpowiedź. Odwraca się jednak z powrotem do męża:

- Vitya, jesteś pewien? Widziałem dziś Stasa. Był na krawędzi, zawsze się kogoś czepiał. Nie chciałbym, żeby Nastia się w nim zakochała. Zwłaszcza, że on naprawdę nie wie... no wiesz. Nie zapomniałam, jaki Frolov potrafi być chamski.

Muszę upierać się przy swoim (bez względu na to, jak Stas mnie poznaje), tylko po to, by otrzymać kobiece spojrzenie pełne ponurego współczucia.

- Cóż, to zależy od ciebie. Ale jeśli chcesz jechać szybciej, proszę bardzo!

Żona Bumpera jest na tyle dorosła, że sama może się ścigać. Z zapartym tchem obserwuję, jak prowadzi samochód i jak umiejętnie zjeżdża na pobocze. Po wyłączeniu silnika odblokowuje zamek i mówi: "Jesteśmy na miejscu", a ja sam wysiadam z samochodu, rozglądając się dookoła.

Nigdy nie byłem na wyścigu ulicznym. Oczywiście widziałem coś podobnego w kinie, ale i tak liczba ludzi mnie zaskoczyła. Teraz, w środku nocy, jest tu co najmniej sześćdziesiąt osób. Na poboczu spokojnej drogi, w pobliżu znaku ograniczenia prędkości, stoi kilkanaście samochodów z włączonymi reflektorami i prawie dwa razy tyle motocykli Wszędzie słychać rozmowy, dziewczęce chichoty i ochrypły śmiech. Jeden z chłopaków, rozpoznając Wiktora, woła do niego Ale nigdzie nie widzę Stasia... Nie mogę go znaleźć.

- Dziewczyny są ze mną.

- Ok, rozumiem. Zachowaj to dla siebie.

- Gdzie jest Frol?

- Czy naprawdę tego potrzebujesz?

- Tak, Zakhar.

- Pojechałem na drugie okrążenie. Beton plus brud, wszystko jest w porządku. Z podjazdem do Kuznetsky Ruin i Fadeev Avenue. Jeśli już, to nie miałem z tym nic wspólnego. Chłopaki postanowili zrobić to sami. Twój Savelyev jest świadkiem.

- Ile jest łącznie okrążeń?

- Trzy.

- Czy oni kurwa oszaleli, Rezanov! Gdzie ty patrzyłeś?

- Sam to powiedz Frolowi, Artemyev! Nie jestem jego mamą!

Rozglądam się i widzę otaczających nas nieznajomych. Mają na sobie ciemne kurtki motocyklowe i skórzane spodnie. Podają rękę Bumperowi, kiwają głową Tanyi, która opiera się o jego klatkę piersiową, i patrzą na mnie. Najwyraźniej nie ma tu miejsca dla obcych, wszyscy się znają, a nowa twarz wzbudza zainteresowanie. Czuję się nieswojo pod tymi badawczymi spojrzeniami i nagle zdaję sobie sprawę, że to desperacka głupota mieć nadzieję, że przyjdę tu sama, do tego niebezpiecznego, żądnego wrażeń świata nocnych wyścigów. Nie ma absolutnie żadnej możliwości, bym ukryła się za szerokimi plecami Viktora, więc staram się na nich nie patrzeć. A jednak rozpoznaję w jednym z nich byłego kolegę Stasa z klasy, gdy podchodzi bliżej, wpadając na Bumpera.

- Sanya! Savelyev! Rozmawialiśmy o tym...

- Co mogłem zrobić, Witia? Frolov i Lom są jak dwa diabły! Jeden wygrywa, drugi przegrywa. To nie ja wymyśliłem te gry, ani ty. Oni chcą zobaczyć, kto jest lepszy. Przekonają się dzisiaj. Może trochę się uspokoją, jeśli nic im się nie stanie. Polna droga tutaj, w przeciwieństwie do toru, to gówno! Po deszczu błoto wlało się i wyschło. Więc trasa zdecydowanie nie była moim pomysłem. Zakhar to słyszał. Dla mnie byłoby lepiej, gdybyśmy pojechali po torze.

- Tak, Bumper, to prawda. Chłopaki zdecydowali sami, z zainteresowania. Swoją drogą, ludzie i tak sporo wpłacili na rzecz zwycięzcy... Więc w razie czego starczy na plastry i zieleń...

Nieznajomy śmieje się, a ja, zapominając o wszystkim, wpatruję się w drogę, z której szybko zbliżały się dwa jasne punkty.

- Patrz, nadchodzą! Sasha, czas na trzecie okrążenie! Dalej!

Ryk potężnych silników przerywa ciszę, tłum milknie, a motocykliści przelatują tak szybko, że nie mam czasu zorientować się, kto jest kim. To prędkość nie do uwierzenia, niemożliwa, ślepa. Cała akcja nie wygląda nawet na zawody, bardziej na flirt ze śmiercią i bezsensowną odwagę. Taksówkarz miał rację. Pewnego dnia taka bezsensowna noc będzie kosztować kogoś życie.

Nie, zdecydowanie postradali zmysły - ci wszyscy faceci... Stas oszalał... Biedna mama Galia! Wycofuję się na pobocze, nie mogąc uwierzyć w to, co się dzieje i nie mogąc na to patrzeć. Gdy tylko motocykle znikają z pola widzenia, ponownie wychodzę na jezdnię i stoję nieruchomo, czekając na osobę, która mnie tu przywiozła.

- "Biedny, mały Red", głos Tanyi dobiega obok mnie. "I co z tego? Ty też zawsze to robisz, prawda? Kiedy jestem na torze? Tak jak teraz Nastya?

- Gorzej, Kolya, sto razy gorzej.

Ale mogłem się z nim kłócić. Prawdopodobnie mógłbym. Gdybym miał siłę, by zamienić dźwięki w słowa, a złą determinację w czyny. Ale nie miałam, w ogóle nie miałam siły. W ułamku sekundy lepki strach pochłonął wszystko. Nie podświadomy, ale kłujący, wyraźny, tak gęsty i lodowaty, że trudno było oddychać z powodu jego chłodu.

Stas zniknął na dwadzieścia minut, a przez cały ten czas życie ze mnie uchodziło. Czuję się tak źle, że ledwo panuję nad własnym bezwładnym ciałem. Nie reaguje na głosy innych ludzi i dotyk moich ramion. Na głupi flirt nieznajomych, tak nie na miejscu, że wydaje się teraz osiadłym kurzem. Ciało nie reaguje nawet na dźwięk własnego imienia.

- Vitka, nie powinieneś był jej tu przyprowadzać. Nie miałem pojęcia, że to takie poważne. Przysięgam, jeśli twój Frolov dotrze do mety w jednym kawałku, to i tak go okaleczę!

Stas przybywa bez szwanku, przerywając ciszę nocy rykiem swojego sportowego motocykla. On i jego rywal idą łeb w łeb i nie od razu wiadomo, kto jest zwycięzcą. Ale to nie ma znaczenia. Obaj zawodnicy ścigają się w oddali, a gdy powoli wracają do mety, otacza ich wiwatujący i hałaśliwy tłum...

- Frol! Dobra robota, Frol! Bez urazy, Lom. Zemściłeś się!

...Jakaś dziewczyna wita się z facetem w czarno-białym kasku i czarnej skórzanej kurtce, jadącym na ciemnym sportowym motocyklu, a ja od razu go rozpoznaję. Zawsze go rozpoznaję. To jak strzałka kompasu we mnie, która zawsze wskazuje właściwy kierunek.

Opuszcza podpórkę i zsiada z roweru. Zdejmuje kask, przeczesując palcami długą grzywkę. Uśmiecha się swoim pięknym uśmiechem, nie przejmując się, gdy obce dziewczyny skaczą mu na szyję z piskiem

Jeden z chłopaków poklepuje Stasia po ramieniu, ktoś podaje mu rękę... Nie rozglądam się. Czuję ruch nóg i zaczynam iść. W jego stronę.

- Nastya, jestem z tobą!" Tanya odpowiada, ale nie potrzebuję jej pomocy. Nie teraz. Dokładnie za sekundę mnie zauważy.

Zauważył. Nie wiem, co zobaczył w moich oczach, ale uśmiech zniknął z jego twarzy, a ręce odepchnęły tych, którzy stanęli między nami.

- Stas! Słyszysz mnie, Stas? Lom już chce odpowiedzi! Na każdym torze! Po prostu powiedz mi, kiedy będziesz gotowy!

Nie słyszy mnie. Teraz patrzy, jak powoli do niego podchodzę, nie zwracając uwagi na nikogo. Nie zauważa, jak jego milczenie i moje podejście sprawiają, że wszyscy się rozdzielają.

Zawsze czułem, że mamy swój własny czas, specjalny czas, kiedy jesteśmy sami na całym świecie. Nie ma znaczenia, kto jest w pobliżu i nas widzi. Liczy się to, co chcemy powiedzieć. A teraz, kiedy w końcu go widzę, chcę powiedzieć tak wiele i nie mogę. Słowa pokrywają się szronem w mojej klatce piersiowej.

Podchodzę bliżej i podnoszę głowę. Znów spotykam jego oczy - ciemne, jarzące się złotem w blasku nocy, niespokojne, wpatrujące się we mnie z zachłannym oczekiwaniem

- Nastya ...

Uderzenie rozbrzmiewa dźwiękiem mojego imienia. Jest świszczący i dźwięczny.

- Nastya ...

Uderzyłem go, nie oszczędzając ani jego, ani swoich rąk.

- Nastya ...

Patrzę na swoje drżące palce, nie wierząc w to, co właśnie zrobiłam, i zakrywam twarz dłońmi. Jestem przerażona tym, co zrobiłam, uczuciami, które mnie ogarnęły.

On żyje, tutaj, obok mnie, po tygodniu tęsknoty. Strach znalazł drogę ucieczki, a chłód wrześniowej nocy natychmiast spada mi na ramiona. Z trudem stawiam teraz krok za krokiem. Ale udaje mi się mówić - z suchym gardłem, złamanym i głuchym:

- Nienawidzę cię! Dlaczego, dlaczego jesteś taki bolesny!

- ...Co za zwrot akcji!

- Kto to jest? Czy ona oszalała? To Frol!

- Wygląda jak jego dziewczyna.

- Raczej zazdrosna dziewczyna. Pierwszy raz słyszę, że on kogoś ma.

Głosy z zewnątrz, nieznajomi... Nie obchodzi mnie, co mówią, co o mnie myślą. Nasz czas minął, a świat znów odnalazł swoje dźwięki. Nie ma mnie w tych dźwiękach, tak jak nie ma dla mnie miejsca w obcym tłumie. Gdybym mógł, po prostu bym zniknął.

Nie widzę, ale wiem, że to Stas. Kurtka jest jeszcze gorąca od jego ramion, kiedy zarzuca ją na mnie, przyciągając mnie do swojej klatki piersiowej.

- Elf, przepraszam, jestem głupcem - mówi w czubek mojej głowy, przytulając mnie mocno. "Chodźmy do domu. Wynośmy się stąd, dobrze?

- Uderzyłbym cię mocniej, Frol, więc łatwo ci poszło.

- Red, nie teraz.

- Nastya, Tanya i ja zabierzemy cię do domu. Powiedz tylko słowo.

- Mówiłem ci, Red, żebyś się w to nie mieszał!

- Stas, nie wygłupiaj się! To niedaleko, a dziewczynie jest zimno. Twój sportowy motocykl nie jest najlepszym rozwiązaniem.

- Chyba że chcesz, żebym przestał uważać cię za przyjaciela. Vitek, spierdalaj!

Ramiona Stasia obejmują mnie tak mocno, że mimowolnie przyciskam policzek do jego twardej klatki piersiowej. Czuję jego zapach, czuję ciepło jego gorącego ciała. Jego serce bije równie mocno jak moje... Gubię dłonie na jego ciele, nie zdając sobie sprawy, jak nagle znalazłam się w niebezpiecznej bliskości z nim.

- Nastya, będę ostrożny, obiecuję. Bardziej niż kiedykolwiek. Proszę, Elf, uwierz mi! Nie mogę cię teraz puścić, kiedy cię znalazłem. Kiedy mnie znalazłeś.

Nie puści. Czuję siłę w jego dłoniach. Znowu jestem zaskoczona, jak wiele jej w nim jest - ukrytej, buntowniczej. Obejmuje mnie niemal w widoczny sposób, poddając mnie woli chłopca. Ale nie mogę go zostawić. Nie teraz, kiedy go znalazłam. Nie mogę, mimo że wciąż pamiętam ten pewny siebie uśmiech, którym hojnie dzielił się z innymi, i dziewczyny wiszące na jego szyi. Pamiętam. Ale pod wolą jego ciepłych dłoni nie chcę myśleć o tym, czy naprawdę ma dla niego znaczenie, że zostaję z nim, a nie z innym.

Wylewam z siebie emocje, ciekawskie spojrzenia palą mnie na wskroś... Uczucie emocjonalnej dewastacji nie pozwala mi się oprzeć, gdy Stas zapina mi kurtkę i zakłada kask. Wydaje się to dziwne: zobaczyć siebie jakby z zewnątrz i zdać sobie sprawę, że w pewnym momencie stajesz się niezdolny do zrobienia czegokolwiek. Mój głos i siła oczywiście wrócą, ale nie teraz.

- Nie... - wciąż próbuję protestować, zdając sobie sprawę, że został bez ochrony. Z włosami zmierzwionymi na szalonej głowie, ubrany tylko w cienką czarną koszulkę, która przylegała do jego silnej klatki piersiowej: zaledwie sekundę temu dotknęłam jej policzkiem.

- Nie kłóć się! I pamiętaj: obiecałem.

Pochyla głowę, owija dłonie wokół hełmu i podnosi moją twarz, by napotkać jego spojrzenie. Mówi tak, abym go słyszał. Nie wstydzi się uszu innych ludzi.

- Chodź, Elf! Tęsknię za twoim domem, przysięgam! Chodźmy do domu.

Stas wsiada na motocykl i rozgląda się, jego uparta grzywka wpada mu do oczu Wygląda teraz tak bardzo jak dawniej. Zaciska dłonie na kierownicy, czekając na moją decyzję, a ja widzę każdy mięsień jego silnych przedramion. Kiwa głową do Tanyi, która pomaga mi wsiąść na motocykl i prosi o włączenie zapłonu i rozrusznika:

- Trzymaj się mnie.

Po prostu trzymaj się tego. Powtarzam sobie te słowa i uświadamiam sobie, że dzisiaj zdecydowanie oszalałam, skoro doszłam do tego, przed czym uciekałam. Tłum ciekawskich otaczających sportbike'a rozstąpił się, a ja delikatnie objęłam Stasa w pasie

Mój dotyk jest lekki i niepewny, ale on pod nim zastyga. Przez kilka sekund wpatruje się w noc przed sobą. Następnie owija swoje dłonie wokół moich i zmusza je do zamknięcia się na jego brzuchu. Prawie je odrywam, gdy wysuwa spod nich koszulkę, pozostawiając moje palce na gołej skórze. Gorąca, parząca skóra, mięśnie jego twardego brzucha kurczące się pod nią, tak nieznośnie pociągające jak dotyk naszych dłoni.

- Będzie ci znacznie cieplej, Elf.

I to wszystko. Nie potrzebuję już być popychana i nie potrzebuję słów. Ma rację, to sprawia, że czuję się o wiele cieplej. I to ciepło dosłownie ucieka przez moje palce, sprawiając, że moje serce bije jak szalone. Opieram się o plecy Stasa i zamykam oczy, pozwalając sobie po prostu go poczuć. Złego chłopaka, który kiedyś dał mi pierwszy pocałunek. Szalony pocałunek, pełen bólu i uczuć. Chłopak, który choć wyrósł na mężczyznę, wciąż oddawał się wielu ludziom. Który tak łatwo zapomniał o moim wyznaniu.

Dlaczego on? Dlaczego zawsze on? Od pięciu lat: w moich snach, myślach i wspomnieniach. Dlaczego nie Jegor, Fabien czy inni? Dlaczego mój przyrodni brat? Co się stanie, jeśli nie pozwolę mu odejść?

Stas dotrzymuje słowa i jedzie ostrożnie - w niczym nie przypomina to jego szalonego biegu. Jesteśmy prawie w Cherokhino. Wjeżdża na ulicę i otwiera bramę. Wyłącza silnik, zatrzymuje motocykl na podwórku domu... i nagle, spuszczając głowę, ponownie przykrywa moje dłonie swoimi.

Dzisiejsza noc jest nocą, w której nie ma miejsca na słowa, a ja siedzę cicho jak mysz, pozwalając mu głaskać moje palce.

- Nastya? Stas?!

Moi rodzice wychodzą na ganek i wołają nas. Macocha jest w koszuli nocnej, ojciec w spodniach i z gołym torsem... Nie spali od dawna, myśleli, że stracili swoje głupie dzieci i słychać to w ich głosach, co natychmiast otrzeźwia.

- Nastia, moja córko, twój telefon nie odpowiadał. Martwiłam się, że coś się stało!

- Stasko ... Syn.

Zabieram ręce i schodzę z roweru, zdejmuję kask i kurtkę. Zostawiam wszystko na kolanach Stasia, nie znajdując odwagi, by spojrzeć mu w oczy. Podchodzę do domu, wchodzę na ganek, by zatrzymać się na chwilę na progu.

- Przepraszam, mamo Galio, tato, to się po prostu stało. W porządku, jesteśmy w domu. Idź do łóżka, tu jest zimno.

Całuję macochę w policzek i słyszę coś cichego:

- Dziękuję, Stas.

Wchodzę do domu i im bliżej jestem swojego pokoju, tym pewniej się poruszam.

- Nastia, przestań!

Ale już biegnę do sypialni i trzaskam drzwiami. Zatrzaskuję je, wplątuję palce we włosy i powoli opadam na podłogę wzdłuż drzwi.

Tylko nie pukaj, bo otworzę. I co wtedy? Co będzie z nami dalej?

Nie zapukał, ale stał w przedpokoju przez długi czas. Myślę, że nawet wtedy, gdy w końcu położyłam się spać.