SOVABOO

Upolować Kujona!

Ch. 2: Rozdział 2

Rozdział 2

Chapter 2/7 · Page 1 of 414%

- Ola! Hej, Olgo! Wyjrzyj na salę, twój syn przyszedł! Możesz od razu rozłożyć towar w dziale, akurat Anton pomoże! Bo ja, zanim zastawiłam półki słoikami z grzybami i ananasami, prawie nogi wyciągnęłam. Myślałam już, że się nie wyprostuję!

Zarzuciłem plecak na ramię i wsunąłem rękę do kieszeni dżinsów, zatrzymując się przy wejściu do zaplecza dużego supermarketu, w którym pracowała mama. Czasem siedziała na kasie, a czasem wychodziła na salę, właśnie tak jak zamierzała teraz. Już dawno weszło mi w nawyk, żeby wpadać do niej po zakupy podczas jej zmian.

- Ciociu Taniu, proszę powiedzieć mamie, żeby się nie spieszyła! Poczekam.

Wysoka i tęga kobieta stojąca przy wejściu roześmiała się.

- Och, Antosiu. Jaka ja tam dla ciebie ciocia? Mam dopiero trzydzieści siedem lat! Dobrze, że nikt nie słyszy! Lepiej mów mi po prostu Tatiana, wtedy czuję się młodsza. Wiesz przecież, przystojniaku, że serce się nie starzeje? — kobieta mrugnęła i poprawiła dłonią służbową czapeczkę z logo sklepu, która kokieteryjnie tkwiła na jej natapirowanym czubku głowy. - Zwłaszcza kobiece. Jak tylko zobaczę ładnego chłopaka, od razu zaczyna walić! Prawie wyskakuje, tak jak teraz!

Uśmiechnąłem się i wzruszyłem ramionami. Pewnego dnia dorosłem, ale nadal nie umiałem przywyknąć do żartów przyjaciółki mamy.

- No, chyba tylko teoretycznie, - przypuściłem.

- On wie. Jeszcze jak wie!

Z zaplecza wyłoniła się mama i wytoczyła za sobą wózek załadowany towarem. Zrównawszy się ze mną, cmoknęła mnie w policzek i zwyczajowo obejrzała syna, czy cały i zdrowy.

- Cześć, Tosiek. Już wolny? Coś wcześnie dzisiaj, - zauważyła z zadowoleniem.

- Cześć, mamo. Tak wyszło.

Odwróciwszy wózek przodem do przejścia, mama pogroziła przyjaciółce:

- Tatiana, przestań mi zawstydzać dziecko! Wszystko słyszałam! Wiesz przecież, jaki on u mnie nieśmiały. Pamięta cię od piątego roku życia, kim jesteś dla niego, jeśli nie ciotką?

- Twoje dziecko wyrosło na takiego postawnego chłopaka, Olgo, że niedługo nie opędzi się od narzeczonych! Wciąż nie mogę się przyzwyczaić: dopiero co był jasnowłosym, kręconym chłopczykiem, wszyscy brali go za dziewczynkę, a teraz proszę, jaki chłop z niego wyrósł! Antonie, kiedy wreszcie zaprosisz moją Anię na randkę? Ma już osiemnaście lat, pozwalam! Wpadłbyś choć raz do nas, córka ciągle o ciebie pyta.

- On się uczy, Taniu. Nie ma czasu myśleć o randkach!

Kiedy mama tak mówiła, naprawdę zaczynałem się czerwienić. Niby już najwyższy czas przywyknąć do takich żartów, a jednak się nie udawało.

- Mamo, może wystarczy? — odebrałem wózek z rąk matki i potoczyłem go przed sobą. Oddalając się przejściem, odwróciłem się do starej znajomej: – Ciociu Taniu, proszę nie zwracać uwagi! Proszę pozdrowić Anię, kiedyś się zobaczymy!

W wózku leżały paczki kaszy, a na zakręcie mama przytrzymała je ręką.

- Synku, a może naprawdę zaprosiłbyś córkę Tani do kina? — powiedziała zmęczona. Jej zmiana zaczynała się bardzo wcześnie i zanim przychodziłem, dzień zazwyczaj zdążył już ją wyczerpać. – Poszlibyście razem, rozerwali się trochę. Przecież ty masz w głowie samą naukę, czy tak można? Ja w twoim wieku już ciebie niańczyłam.

- Można, mamo. Wszystko można, kiedy ma się cel.

Przywykłem do nauki, zawsze interesowało mnie wszystko, co nowe i niezwykłe. A jeszcze dzięki temu łatwiej było nie czuć samotności w naszym małym mieszkaniu. Już wtedy, gdy miałem siedem lat, a matka wyszła za mąż po raz drugi.

Teraz westchnęła i pogładziła mnie po ręce:

- Ech, Tosiek, po kim ty jesteś taki mądry? Żeby tak twojej siostrze choć trochę twojego rozumu się dostało. Teraz Kristinka nie chce się uczyć, a potem będzie jak ja: całe życie garbić się dla obcego faceta. Nie rozumie, głupiutka, że nie zawsze będziesz obok i będziesz ją rozpieszczał.

- Nie rozpieszczam jej, mamo.

Niebieskie oczy, niepodobne do moich, spojrzały z powątpiewaniem.

- No oczywiście! Kto cię prosił, żebyś kupował Kris nowy smartfon? A teraz zażyczyła sobie słuchawek bluetooth i tego, jak mu tam, kijka do selfie. Powiesz, że to nie rozpieszczanie? A co z Kanadą, synku?

Kanada wciąż pozostawała mglistym marzeniem, a siostra była obok, najprawdziwsza. Wiercipięta, ale ją kochałem.

- Nie zaczynaj, mamo. Przecież chciała. Kristina ma dwanaście lat. Wszyscy mają, jej też się chce.

- A skąd ty wiesz, że jej się chce?

Jak zawsze, gdy myśli wracały do ojczyma, odpowiedź wyszła ostra:

- Wiem. Mnie nigdy niczego nie kupował. Jej też nie, chociaż Kristina jest jego córką. Czasem, mamo, wystarczy przykład.

Oboje umilkliśmy, urywając rozmowę, bo dalszy ciąg nie miał sensu.

Rodzice uważali, że ja i siostra mamy wszystko, co konieczne. A jeśli konieczne oznacza jedzenie i dach nad głową, z takimi argumentami trudno się spierać. Nikt jednak nie zabraniał mi się z nimi nie zgadzać.

Pomogłem rozładować wózek, kupiłem w sklepie potrzebne produkty, żeby matka nie musiała nieść ich do domu w rękach, i wyszedłem. Dla mnie dzień dopiero się zaczynał.

 

W domu nikogo nie było. Z uniwersytetu wróciłem wcześniej niż zwykle, a siostra nie zdążyła jeszcze przyjść ze szkoły. Do nocnej zmiany w pocztowym oddziale dostawczym, gdzie od nieco ponad roku pracowałem jako magazynier, sortowacz i młodszy menedżer w jednej osobie, zostawało jeszcze trochę czasu, więc po prysznicu po prostu zwaliłem się spać. Poprzednia noc też była robocza i teraz bardzo chciałem odpłynąć.

Najpewniej zaspałbym, głęboko zapadłszy w sen (ostatnio tylko tak spałem, natychmiast przechodząc z jednego stanu w drugi), gdyby nie siostra.

Kristina wskoczyła kolanami na łóżko i zwinną ręką zmierzwiła mi włosy.

- Śpiochu, obudź się! Hej! Spóźnisz się do pracy!

Snów nie widziałem, tylko jedną ciągłą, przytulną otchłań, z której nie chciało się wydostawać. Do jakiej znowu pracy? W odpowiedzi wymruczałem coś niewyraźnie i odpędziłem się ręką.

- No już, Tosiek, wstawaj! — oburzyła się siostra. - Sam potem będziesz klął i leciał na złamanie karku, znam cię!

Oderwałem policzek od poduszki, sennie przesunąłem dłonią po twarzy i spojrzałem na siostrę.

- Cześć, mała. Która jest?

Mała westchnęła i zsunęła się z łóżka.

- Właściwie prawie siódma! Więc jeśli chcesz zdążyć na zmianę, wstawaj! A przy okazji, usmażyłam ci ziemniaki, chcesz?

Chciałem jeść. Na myśl o jedzeniu żołądek natychmiast zaburczał i zażądał paliwa. A zaraz za nim uśmiech przemknął mi po ustach.

- Jeszcze pytasz! Jestem głodny jak wilk! Zaraz, poleżę jeszcze parę minut i wstanę…

Kristina zeszła z łóżka, usiadła na podłodze i oparła podbródek o brzeg posłania.

- Anton, bardzo jesteś zmęczony, co? — spytała nagle ze współczuciem, westchnąwszy. – Bardzo?

- Da się wytrzymać.

Odpowiedziałem niechętnie. Od pewnego czasu, który zakradł się niepostrzeżenie, siostra podrosła i zaczęła się nade mną litować, co było niezwykłe i, jako fakt, trudne do przyjęcia. To ja wciąż byłem za nią odpowiedzialny, to ja przez całe dzieciństwo i młodość opiekowałem się dziewczyną-urwisem, która bezczelnie mnie wykorzystywała, czemu w zasadzie nie byłem przeciwny. A teraz ona wrzuca do prania moje koszulki, smaży ziemniaki i pyta, czy jestem zmęczony…

Jak dawno to było: miałem osiem lat, nowy mąż mamy, i nagle, kiedy dotkliwie czułem, że jestem samotny, w moim życiu pojawił się bliski człowiek.

Chapter 2 / 7 · Page 1 of 4