Rozdział 3
Wstałam od stołu, przy którym piłam herbatę, i podeszłam do wózka inwalidzkiego, w którym siedziała babcia. Przykucnęłam obok i poprawiłam jej nogi. Jej opiekunka i przyjaciółka, Luboczka, kobieta koło pięćdziesiątki i po prostu złoty człowiek, już się podniosła, żeby mi pomóc, ale ją zatrzymałam.
- Sama. Przepraszam, Dita. Nie myślałam, że Eryk wpadnie na to, żeby szukać mnie tutaj. Już go uprzedziłam, że jeśli jeszcze raz cię zaniepokoi, urwę mu uszy i wszystko, co dynda poniżej pasa. Nie było mnie kilka dni, wyjeżdżałam z miasta, i najwyraźniej uznał, że przeczekuję tutaj.
Babcia znała swoją jedyną wnuczkę o wiele lepiej niż jej przyjaciele i całkiem słusznie uśmiechnęła się sceptycznie:
- Ty i przeczekujesz?! Moja dziewczynko, to przecież śmieszne!
Wzruszyłam ramionami:
- Zgoda. Dawno się rozstaliśmy, potem się spotkaliśmy i nagle mu się wydało, że jeszcze można coś odzyskać. Nie zrozumiał motywu, a ja nie zaczęłam niczego tłumaczyć. No i postanowiliśmy zostać przyjaciółmi.
Babcia parsknęła śmiechem:
- Poznaję siebie. W twoim wieku, Agnio, kręciłam chłopakami jak lisica ogonem i wszystkim dawałam prztyczka w nos! Ale czy ten Eryk naprawdę wcale nie jest przystojny?
Znajomy obraz krótko ostrzyżonego bruneta szybko przemknął mi przed oczami i zniknął.
- No, dlaczego. Nawet bardzo. Innym się podoba.
- No to nie kiśnij w domu! Młodość szybko mija! Baw się, póki płoniesz, jesteś u nas dziewczyną z głową. Tym bardziej że za oknem wiosna!
Wiosna rzeczywiście szalała za oknem wszystkimi kolorami: zielona, jasna, w niuansach kwiatowego zapachu i delikatnych odcieni. Takich samych jak uczucie w mojej duszy.
Jeszcze tylko wiedzieć, co z tym uczuciem zrobić.
- Babciu, do tych, którzy chcą mnie, ja iść nie chcę. A ten, którego potrzebuję, nie chce o mnie nawet słyszeć. Okazało się, że tak też bywa, wyobrażasz sobie?
Teraz babcia zdziwiła się naprawdę.
- Nie, mnie się coś takiego nie zdarzyło. – Podkreślona kredką brew uniosła się. – Agnieszko, czyżby cię podkusiło zakochać się w jakiejś modnej gwieździe futbolu? — przyłożyła dłoń do piersi. - Błagam, powiedz, że to nie tak!
- To nie tak.
- W takim razie jest ślepy? Czy po prostu głupi? Dziecko, nie ma nic gorszego niż mężczyzna, który nie potrafi należycie docenić pięknej kobiety. A jeśli tak jest, nie warto tracić na niego czasu. Uwierz, doceni inny, bardziej godny!
- Raczej, babciu, jest i ślepy, i głupi. I z całą pewnością nie chce o mnie wiedzieć. Ale to nie potrwa długo, poradzę sobie. Nie mam wyboru.
- Dlaczego?
- Bo bardzo, bardzo mi się podoba!
Nie tylko babci, ale i Luboczce opadła szczęka, a tablet prawie wypadł jej z rąk. Musiałam więc opowiedzieć wszystko tak, jak było.
- Właściwie Anton to wychowany, uczciwy, mądry i porządny chłopak. Tacy nie zdradzają i nie porzucają. I nie wybierają sobie dziewczyn podobnych do mnie, zbyt pewnych siebie i bez hamulców. Takich, po których nie wiadomo, czego się spodziewać. Lubią dziewczyny domowe i zastraszone jak zapchlone kocię. Takie, które można uratować i pożałować. A mnie on nie kocha, czujecie różnicę? Ze mną mu niewygodnie. Ale nie zmienię siebie, rozumiem to i robię wszystko, żeby go nie spłoszyć.
Uśmiechnęłam się szeroko, nie gorzej niż głodna lisica, która oblizała się za Kołobokiem, i przyznałam:
– Na razie nie spłoszyć. Ale strasznie, strasznie świerzbią mnie ręce i kończy mi się cierpliwość! Potrzebuję go i go zdobędę!
Patrząc na zastygłe twarze, nie wytrzymałam i dźwięcznie się roześmiałam. Wtuliłam na sekundę twarz w kolana babci, podniosłam się i ją objęłam.
- No, pójdę już. Dbaj o siebie, Dita, dobrze? Wpadnę za kilka dni!
- Poznasz mnie z tym chłopakiem, wnuczko?
- Obiecuję!
Zatrzymałam audi na czerwonym świetle i z irytacją wyłączyłam w samochodzie odtwarzacz wideo, urywając utwór Imagine Dragons na wysokiej nucie. Kiedy w moim samochodzie była Milena, próby odwrócenia uwagi muzyką nie miały sensu. Tylu dźwięków jednocześnie w jednej tonacji mój mózg odmawiał odbierania.
- …a ja mu mówię: „Trudno ci było, Mardżanow, do mnie zadzwonić? Czy w Stambule nie ma prądu, Wi-Fi jest zablokowane, a roaming zakazany konwencją genewską?” Czekałam tydzień! Całe sześć dni! A on, drań, nawet zapomniał o mnie pomyśleć! Pewnie bawił się w najlepsze, jak to on potrafi! Niech spada, mam dość! Ja też nie wypadłam sroce spod ogona!
Przyjaciółka zgniotła opakowanie chusteczek i wrzuciła do torebki. Przesunęła dłonią po jaskraworudych włosach, poderwanych podmuchem wiatru, który wpadł przez okno, i gniewnie wypuściła powietrze.
Teraz uraza gotowała się w niej oburzeniem i wylewała przez brzegi. Zresztą nie pierwszy raz, i nawet nie dziesiąty, więc nie spieszyłam się ze zdziwieniem. Pół godziny temu znalazła mnie w centrum fitness „Skała”, gdzie trenowałam na ściance wspinaczkowej razem z Makarem i chłopakami, i poprosiła, żebym zawiozła ją do znajomego baru, do którego wieczorem przed klubem zwykle wpadał Mardżanow z przyjaciółmi.
Moim zdaniem, słowo daję, nie było warto.
- Skoro go posłałaś, to po co do niego jechać, Milen? Może lepiej dać Mardżanowowi czas do namysłu?
- Nad czym? – dziewczyna pociągnęła nosem.
- Nad różnymi rzeczami. Na przykład nad pełnym uświadomieniem sobie głębi swojej winy. Zatęsknić, przyczołgać się na kolanach i tak dalej. A nuż pomoże mu to załatać dziury w pamięci? Ostatnio coś zbyt często zdarzają mu się nawroty dziwnej choroby.
- A jeśli nie zatęskni?
Rzuciłam przyjaciółce krótkie spojrzenie.
- Milena, przestań udawać, że nie rozumiesz. Nie jesteś chyba świętą, aureoli nad głową nie masz, żeby znosić takie traktowanie. Albo już się pogódź i kończ z histerią, jeśli wszystko ci pasuje. Albo…
- Albo co?
- Odetnij to i żyj dalej.
Przyjaciółce ta propozycja nie odpowiadała, ale wiedziała lepiej ode mnie, czym to wszystko się skończy. Obrażanie się jest jednak o wiele łatwiejsze niż podjęcie decyzji.
- Tobie łatwo mówić, Agnio, - Milenka pociągnęła nosem. – Z tobą chłopacy tak nie postępują. Chciałabym na nich popatrzeć, gdybym była tobą. Sama pierwsza spławiłaś Maksa i Eryka, a oni i tak o ciebie pytają. I inne dziewczyny im nie przeszkadzają.
- To dlatego, że niczego nie obiecuję i nie buduję zamków nadziei, tylko idę tam, dokąd chcę. Na twoim miejscu dawno wytarłabym sobie nogi Rusikiem i zapomniała, jak ma na imię. Znalazła sobie, za kim cierpieć!
- A wytrę! Jeszcze jak wytrę! Tylko najpierw powiem mu prosto w twarz wszystko, co o nim myślę! Kiedy się złoszczę, nie kontroluję się! Tym gorzej dla niego, jeśli teraz zastanę go z jakimiś pannicami, jak ostatnim razem. Wiesz, co ten drań powiedział, kiedy się do niego dodzwoniłam?
Nie interesowało mnie to, ale spytałam:
- Co?
Ta parka kłóciła się nie pierwszy raz, a mnie osobiście Mardżanow zawsze wzbudzał antypatię. Nie znoszę facetów, którzy mając dziewczynę, i tak próbują wsunąć ręce pod spódnicę jeszcze jakiejś innej.
Ze mną, co prawda, nie ryzykował, ale tylko dlatego, że mogłam odpowiedzieć. W przeciwieństwie do Milenki wolałam działanie od wszelkich gróźb i łez. I niczego nie zapominałam. Nigdy.
- „Daj spokój, Lenka! Naprawdę się na mnie złościsz? No, Zajączku, mogłaś sama zadzwonić. Po prostu zapomniałem…” Zapomniał o mnie, kurwa mać! Na tydzień! No czy to nie jest dupek?!