SOVABOO

Upolować Kujona!

Ch. 4: Rozdział 4

Rozdział 4

Chapter 4/7 · Page 1 of 343%

Moja fascynacja alpinizmem przyszła niespodziewanie, niedługo po rozmowie z mamą o mojej przyszłości, kiedy podczas letnich wakacji szkolnych znalazłam się z ojcem w Alpach na zawodach alpinistów w Tyrolu. Był sierpień, słońce paliło, a ja chciałam nad morze, nie krążyć po Austrii z ekipą filmową ojca, ale obiecał, że będzie ciekawie, i nie skłamał.

Na górskim szlaku było głośno, wesoło i zupełnie swobodnie wśród takich samych podróżników jak my. Najpierw spodobała mi się sama atmosfera trasy, a potem duszę opanował czysty zachwyt. Taki zachwyt, który porusza i inspiruje. Nic nie zapowiadało tego nagłego zainteresowania, dopóki nie zobaczyłam stromych, wysokich skał Alp i dziwnych ludzi, którzy wspinali się po nich w górę z niezwykłym uporem i zapałem.

W parku krajobrazowym Tyrolu było mnóstwo podejść dla miłośników boulderingu* i początkujących wspinaczy, a następnego dnia odważyłam się spróbować wejść po najprostszej ścianie.

W wieku trzynastu lat byłam szczupłą, ale dość silną dziewczynką, odcinek był przeznaczony dla początkujących i udało mi się pokonać moje pierwsze cztery metry. Ale nie to było najważniejsze! Ledwie poczułam pod dłońmi rozgrzaną słońcem fakturę skały, ledwie zachłannie wczepiłam palce w kamienie, wspięłam się na górę i zobaczyłam uśmiech ojca, zaparło mi dech i serce zabiło mocno. Nie ze strachu, bo nigdy i niczego się nie bałam, lecz od myśli o ludziach i o tej wysokości, która była w ich zasięgu. A więc w moim także.

Te wakacje okazały się dla mnie najbardziej pamiętne i najszczęśliwsze.

Po powrocie do domu rzuciłam taniec, którym zajmowałam się od piątego roku życia, lekcje dykcji scenicznej i teatralne bzdury, i z pasją oddałam się nowej fascynacji.

Ojciec się zdziwił, mama oburzała, Dita była zaskoczona, ale mój twardogłowy upór pokonał wszystkich. Znalazłam ściankę wspinaczkową i zaczęłam spędzać w sali wspinaczkowej cały wolny czas, zdobywać ścianę i przygotowywać się do prawdziwych wejść. Studiowałam naturę gór, znane trasy i sprzęt alpinistyczny. Trenowałam ciało, wzmacniając ręce i nogi, marzyłam i wiedziałam z absolutną pewnością, że kiedyś pokonam swój osobisty Everest.

O tej mojej dziwnej pasji oczywiście wiedzieli przyjaciele (już od trzech lat wychodziłam z chłopakami na kilka górskich tras), dlatego Milenka tak łatwo mnie dziś odnalazła.

 

Rozpędziwszy samochód na trasie do stu trzydziestu kilometrów na godzinę, przeleciałam odległość do osiedla domków, gdzie mieszkała moja rodzina, w kilka minut. Minąwszy główną ochronę, otworzyłam pilotem automatyczną bramę, wstawiłam audi do garażu i weszłam do domu.

Ogromny marmurkowy dog Charlie spał przy schodach i nawet się nie poruszył, tylko drgnął uchem, zauważywszy moje pojawienie się. Za to doberman Terry podbiegł, rozdziawił pysk i radośnie zamachał kikutem ogona, domagając się pieszczoty.

- Cześć, chłopaki.

Przykucnęłam obok Charliego i pogłaskałam psy. Tak zwyczajnie było znów do nich wrócić. Do znajomej ciszy przestronnego domu, w większości pustego bez swoich gospodarzy. Tak wielkiego, że dopiero kiedy zdjęłam z nóg buty, postawiłam torebkę na komodzie i ściągnęłam gumkę z długiego kucyka, uwalniając włosy, z sypialni rodziców wreszcie przybiegł maminy toy terrier, mała i płochliwa dziewczynka Gretta. Pokręciwszy się przy moich nogach, dostała swoją porcję pieszczot, przebiegła cienkimi łapkami po parkiecie i wlazła Charliemu na szyję, żeby się ogrzać.

- Agnieszko, wróciłaś?

Głos dobiegł z kuchni, więc ruszyłam mu naprzeciw.

- Tak, Olgo Pawłowno, jestem w domu.

Z łuku wychyliła się głowa naszej gosposi i zaraz zniknęła.

- Dziecko, w takim razie umywam ręce i uciekam! Sztućce do kolacji są na stole, risotto i chleb na kuchence, a świeży sok i sałatka w lodówce… Krótko mówiąc, wszystko jak zawsze! Viola ma próbę w teatrze, dzwoniła pół godziny temu i powiedziała, że będzie późno! A ja za godzinę mam randkę, wyobrażasz sobie? Ja!

Weszłam do kuchni i zatrzymałam się przy progu. Kiedy w kuchni rządziła Olga Pawłowna, zawsze brakowało miejsca. A teraz kobieta rozglądała się wokół, doprowadzając wszystko do ostatniego połysku.

Obejrzawszy pomieszczenie krytycznym wzrokiem, pomknęła do stołu, żeby poprawić w wazonie kompozycję bukietową z żywych orchidei.

- Nareszcie. Już dawno najwyższy czas.

Podeszłam do lodówki i wyjęłam świeży sok pomarańczowy. Nalałam sobie z karafki do kieliszka. Teraz byłam zaciekawiona, więc spytałam:

- I kto to taki?

Kobieta pracowała u nas wiele lat i pamiętała mnie jeszcze jako dziewczynkę. W swoich czterdziestu sześciu latach pozostawała interesującą osobą, samotnie wychowała córkę bez męża i wciąż nie mogła zbudować swojego osobistego szczęścia. Tydzień temu Irka zarejestrowała ją na portalu randkowym i, zdaje się, lody ruszyły.

- Jest kapitanem policji. Gdybyś go widziała, taki interesujący mężczyzna! Co prawda wdowiec i ma dorosłego syna, ale życie przecież trwa. A nuż coś nam się uda?

Życzyłam kobiecie powodzenia, przekazałam pozdrowienia jej córce i wyszłam z kuchni.

 

Znalazłszy się w swojej sypialni, pozwoliłam sobie na pięć minut opaść na sofę i odchylić głowę na zagłówek.

Chciało mi się jeść i spać, dobrej książki, Mrozika pod bokiem i słuchać przez całą noc jego opowieści o tajemnicach Wszechświata. Ale nauki nikt nie odwołał, więc póki nie przyszło rozluźnienie, wzięłam się w garść, włączyłam laptop i poświęciłam trzy godziny na dalsze opracowywanie programu współpracującego z bazą danych  MS SQL, mojego zadania laboratoryjnego.

O pierwszej w nocy wróciła mama, zjadłyśmy kolację i poszłam pod prysznic. Długo stałam pod gorącymi strumieniami, odchyliwszy głowę, pozwalając ciału się rozluźnić, a dopiero kiedy poczułam w mięśniach żar, natarłam ciało lodem, a potem drogim olejkiem kosmetycznym.

Tak nauczyła mnie mama, dawno stało się to zwykłą procedurą przed snem, i kiedy kładłam się spać, właśnie w tej chwili bardziej niż w jakiejkolwiek innej czułam się kobietą.

Nawet nie wiem, czy spałam, czy nie, ale na początku piątej rano oczy się otworzyły, a ręka sięgnęła po iPhone'a. O tej porze dwa razy w tygodniu na blogu Antona na Facebooku pojawiały się posty, w których omawiał przeczytane książki, i od miesiąca nie przegapiłam ani jednego.

Profil: Anton Morozow, 20 lat, student.

Zainteresowania: nauki ścisłe, filozofia, literatura, Kosmos

O sobie: patrzę we Wszechświat. Mam nadzieję, że kiedyś Wszechświat zobaczy mnie.

Kocham rock. Marzę, by pewnego dnia znaleźć się w dżungli, zejść na głębokość 40 metrów i poznać prawdziwego nurka jaskiniowego.

Blog literacki Antona Morozowa
Wpis z 28 kwietnia

Czas publikacji 04:01

Cześć wszystkim miłośnikom ciekawych historii!

Stęskniliście się za dobrą porcją zdrowej ironii i porządnym stylem? Zmęczyła was życiowa flauta i czekacie na emocjonalne potrząśnięcie?

Przygotujcie się, dziś wszystkiego będzie aż nadto! Tej powieści nigdy nie zapomnicie, nawet jeśli po przewróceniu ostatniej strony ciśniecie ją pod łóżko albo grzecznie odłożycie na półkę. I kiedy czytacie moje ostrzeżenie o ironii, nie śpieszcie się z myślą, że czeka was lekka podróż do świata wielkiej literatury. Wasze poczucie humoru jedynie złagodzi zanurzenie w rzeczywistość, ale nie ocali przed bólem upadku i gorzkim posmakiem cudzej winy!

Chapter 4 / 7 · Page 1 of 3