SOVABOO

W stronę świtu

Ch. 5: Rozdział 5

Rozdział 5

Chapter 5/5 · Page 3 of 393%

— On jest niesamowity! Tylko się nie śmiejcie, ale wyobrażacie sobie, że żałuje tego, jak potraktował mnie na imprezie.

— Tego, że cię pocałował? — domyślam się. — Och, Ambi, nie słuchaj go! Co za tchórz!

— Wcale nie, Ashley — protestuje Amber, machnąwszy ręką. — Też najpierw tak pomyślałam. Ale okazuje się, że akurat tego nie żałuje. Wstyd mu, że po pocałunku się pogubił i od razu odszedł, zostawiając mnie samą z idiotą Hughem i Rentonem.

To dopiero wiadomość. Zupełnie niespodziewana i niepodobna do Brody’ego. W każdym razie do tego Bruce’a, którego znam. Ale zdążył już zaskoczyć nas wszystkich, więc po namyśle przyznaję:

— Wiesz, Ambi, wydaje mi się, że go rozumiem.

— A mnie się wydaje, że jutro w naszej szkole będzie o jednego bohatera więcej — znużonym tonem przewiduje Zachary, a my obie kiwamy głowami.

— Dobra, drużyno — poddaje się chłopak. — Niech będzie. Wszyscy czekają teraz na relację z meczu i Halloween, więc odrobina intrygi z Brodym nam nie zaszkodzi, żeby numer rozszedł się jak świeże bułeczki.

— Tylko, Ambi, dodaj do artykułu, że Bruce jest przystojny — proponuję.

— Po co?

— Żebyś nie żałowała, że za pierwszym razem zabrakło ci odwagi!

 

***

Wracam do domu samochodem ojca, zostawszy w szkole dwie godziny dłużej niż zwykle. Wszedłszy do siebie, przebieram się w domowy szlafrok, rozpakowuję plecak, rozpuszczam włosy, uwalniając głowę od znudzonej gumki, i schodzę na dół.

Kiedy wchodzę do kuchni, nikogo tam nie ma. Ale gdy włączam ekspres do kawy i otwieram lodówkę, do kuchni z holu wchodzi Kate.

Proszę, ona też włożyła szlafrok — taki sam jak mój. Prezent na zeszłe Boże Narodzenie od jej matki. I tak samo po treningu rozpuściła swoje jasne włosy. Wygląda na zmęczoną i ponurą, ale nie jesteśmy przyzwyczajone pytać się nawzajem o samopoczucie ani nawet się witać, więc milcząco wykładam z lodówki produkty na blat, zamierzając zrobić sobie do kawy gorącą kanapkę.

Dalej bym jej nie zauważała, ale Kate zatrzymuje się po drugiej stronie wyspy i gniewnie na mnie patrzy.

— Jeśli chcesz coś powiedzieć, mów — zauważam równo, nie wytrzymując uporczywego spojrzenia jej niebieskich oczu. — A patrzeć na mnie nie musisz, bo dziurę wypalisz!

— Myślisz, że utarłaś mi nosa, cholerna Simbo? Wymyśliłaś, jak się zemścić, tak?

Nawet nie dziwię się tym słowom. Córce Patricii zawsze hulało w głowie, ale to nie ja będę zamykać w niej drzwi.

— A niby za co? — pytam w odpowiedzi, nalewając sobie kawy. — Przecież jesteś niewinnym aniołkiem, miss Trujący Bluszcz. Za co miałabym się na tobie mścić?

— Nie udawaj! Lepiej przyznaj, że ty i Palmer specjalnie się zmówiliście, żeby upokorzyć mnie przy wszystkich w „Gorączce”?

Jakie to do niej podobne — nie myśleć o nikim poza sobą. Nawet o swoim chłopaku nie wspomniała, choć starannie zamaskowała jego malinkę na szyi.

— Nie mam pojęcia, o czym mówisz. Reszta cię nie dotyczy.

— Bezwstydna kłamczucha! — Kate się nakręca, podchodząc bliżej stołu. — Wszyscy już widzieli to brudne wideo!

Dopiero co usiadłam na krześle, ale od razu wstaję, żeby ostro jej odpowiedzieć:

— Ono nie jest brudne! Nie waż się tak mówić!

— Mówię o nas z Seanem, a nie o waszym z Palmerem obleśnym striptizie. To twoi przyjaciele wymyślili, żeby obrzucić nas jajkami? Wiesz, ile kosztowała moja sukienka, wieśniaro? A teraz mi ją zniszczyli!

Co? No dobrze. Jeden raz. Tylko jeden raz spróbuję, ze względu na Pat, być cierpliwa wobec jej rozpieszczonej córki i odpowiedzieć po ludzku, choć ona na to nie zasługuje.

— Posłuchaj, Catherine — mówię spokojnie, zmuszając się, żeby ostygnąć — dwa miesiące temu bolała mnie zdrada twoja i Seana. To prawda i głupio temu zaprzeczać. Ale uznałam, że jeśli wybrał ciebie, to nasze relacje nic dla niego nie znaczyły, i uspokoiłam się. A teraz jestem ci nawet wdzięczna. Gdyby nie ty, zmarnowałabym część życia na człowieka, który prędzej czy później i tak by mnie zdradził. I nigdy nie poznałabym Matthew Palmera. Możesz wierzyć albo nie, ale jesteś mi tak obojętna, że w ogóle o tobie nie myślę. I już na pewno niczego nie ustawiam. Po prostu dalej mnie nie zauważaj, a ja nie będę zauważać ciebie. Wasza Wysokość Nudna Dupo! Zrobiłaś, co zrobiłaś. Więc dlaczego teraz, kiedy Renton nie jest ci już potrzebny i jesteś nieszczęśliwa, winisz za to mnie?!

— Mówiłam, że cię nie znoszę?

— Mówiłaś.

— Lepiej, gdybym nigdy nie miała przyrodniej siostry. Bezczelna karierowiczka!

— Wzajemnie, Laleczko. I nie jestem wieśniarą!

— Palmer cię rzuci!

— Już słyszałam. Połowa szkoły o tym mówi. Masz jeszcze jakieś warianty rozwoju wydarzeń? Tylko wymyśl coś oryginalnego.

Kate nie ma wariantów. Ona też, idąc za mną, robi sobie kawę i kanapkę, po czym siada przy stole. Tak siedzimy przez pół godziny w kuchni, gniewnie łypiąc na siebie, dopóki do domu nie wracają rodzice.

A wieczorem, tak jak obiecałam, zamknąwszy się w swoim pokoju, dzwonię do Matthew. Minuty do jedenastej ciągną się jak z gumy, ale on od razu odbiera i mówi:

— Cześć, miss Uśmiech!

You have just finished reading the last part of the work.

What emotions did it leave you with?
Share your impressions in the comments – it is important to the author, and it will help other readers discover this story for themselves.

The story continues ✨

The author continues to work on new chapters.
Save the work in your library and subscribe to the author to be the first to receive updates.

Author profile
Chapter 5 / 5 · Page 3 of 3