Rozdział 2
Właśnie dlatego biegłam teraz na złamanie karku do nowego budynku, przeskakując co drugi stopień i przeciskając się przez ludzi spieszących do pracy. Bardzo, po prostu bardzo, bardzo bałam się spóźnić! I nieważne, że jeszcze wczoraj na myśl o rozmowie kwalifikacyjnej trzęsły mi się kolana i pociły dłonie. Dzisiejszy poranek po prostu nie zostawił czasu na wątpliwości!
Rozmowę wyznaczono na ósmą rano, a na nasze zdziwione pytanie: „dlaczego tak wcześnie? I jeszcze w poniedziałek?” Żanna Arnoldowna odpowiedziała: „Bo ludzie w «GBG-projekcie» nie zbijają bąków, jak niektórzy, tylko pracę pracują. Będą jeszcze marnować na nas godziny szczytu. Komu się nie podoba, może nie przychodzić. A w ogóle skąd ja mam wiedzieć?”
— Dzień dobry! Jestem ze „SNiPTechPromGazu”! Czy mogę dostać tymczasową przepustkę, proszę? — zwróciłam się do surowo wyglądającego ochroniarza. I nie zapomniałam się uśmiechnąć. — A nie wie pan, nasi już wszyscy przyszli?
— Nie wiem — burknął w wąsy mężczyzna, nawet nie zauważywszy mojego uśmiechu. Oto co znaczy poważna firma!
— A, no dobrze. Przepraszam. A ja dokąd?
— A dokąd pani kazali?
— Do gabinetu dyrektora technicznego!
— Czyli na trzecie piętro — machnął ręką — tam mieści się kierownictwo. Może pani skorzystać z windy. Proszę zaczekać, proszę pani!
Ale ja już się odwróciłam i pędziłam do schodów…
— Dziękuję, pójdę pieszo!
Dopóki nie wbiłam się czołem w czyjeś ramię.
— Ej, ostrożniej! — torebka wypadła mi z rąk i musiałam się schylić. Obejrzałam się za mężczyzną, który właśnie minął mnie, kierując się przez piękny hol do windy. A właściwie przeleciał. Z tyłu cały ważny i drogi, jak gąsior. I nawet przepustki ochronie nie pokazał.
Ciekawe, gdybym była w sukni wieczorowej i w pełnej gali, zatrzymałby się, żeby mi pomóc?
Ech, co to za obłąkany poranek? Wszyscy się spieszą, biegną.
Ja też odwróciłam się i pospieszyłam do schodów, po drodze zdejmując czapkę i rozpinając puchówkę. No tyłkiem czuję, właśnie w takich momentach w życiu dzieje się coś wyjątkowego!