Rozdział 3
W obcym mieszkaniu pachniało drewnem, miękką skórą i czymś nieuchwytnie męskim, co rozlało się w nocnej ciszy.
Kaylen otworzył drzwi, wszedł do środka i pstryknął włącznikiem. Niewielki przedpokój przechodzący w pokój zalało miękkie, przytłumione światło ściennego kinkietu.
— Wejdź, Bri. I nie krępuj się. Poza nami nikogo tu nie ma.
Ostrożnie przekroczyłam próg, czując się jak włamywaczka, która dostała się nocą do muzeum. Wytarłam mokre podeszwy trampek o wycieraczkę, rozejrzałam się bezradnie i przeciągnęłam ręką po włosach. Rano starannie wyprostowałam je prostownicą, żeby końce sięgały talii, ale po podróży autobusem, zapłakanym maratonie i wilgotnym nocnym powietrzu moje kasztanowe włosy znowu zmieniły się w loki i sterczały we wszystkie strony. A w głowie, jak pasek z wiadomościami, krążyła jedna jedyna myśl: „Briar Adams, naprawdę jesteś w mieszkaniu nieznajomego chłopaka. Bez walizki, z rozmazanym tuszem i twardym zamiarem utraty dziewictwa. Jesteś po prostu geniuszem szalonych strategii!”
W mieszkaniu było zaskakująco czysto: schludna półka na buty z trampkami, ciemnoniebieska kanapa z beżowymi poduszkami, biurko, laptop i równe stosy podręczników na półkach. Żadnych rozrzuconych skarpetek przy progu ani pustych puszek, jak w przedpokoju u Travisa.
Kaylen zamknął drzwi, zdjął buty i powiesił wiatrówkę na wieszaku. Odwrócił się do mnie, wyciągając rękę.
— Bri?
Ja też zdjęłam buty i ściągnęłam z siebie grubą dzianinową bluzę, przekładając ją w jego dłoń.
— Nie krępuję się. Po prostu jeszcze nigdy nie byłam nocą u chłopaka. Masz tutaj… przytulnie.
— Zazwyczaj. Ale dzięki.
Kiedy zostałam w samym topie bez rękawów i długiej spódnicy, mimowolnie skuliłam się od chłodu w mieszkaniu i pogładziłam nagie ramiona.
— Zmarzłaś? Chcesz się czegoś napić? – zapytał Kaylen, podchodząc bliżej. – Coli? A może herbaty?
Nasze niezręczne spojrzenia zaczepiły się o siebie, jakbyśmy zobaczyli się w nowym świetle, i kazały nam zamilknąć.
W dinerze wcale mi się nie wydawało. Oczy mojego nowego znajomego w świetle jego przedpokoju okazały się ciemnoniebieskie i uważne. Bez tego lepkiego zainteresowania, do którego przywykłam na uniwersyteckich imprezach. A usta miał takie… męskie, chyba.
— Nie, po kawie „U Louiego” mam już dość. Mogę od razu wziąć prysznic, Kai? Pół dnia spędziłam w autobusie, potem w kawiarni. Nie chcę pachnieć zdradą i frytkami, kiedy… no wiesz – niezręcznie zażartowałam i prychnęłam, nie wiedząc, co jeszcze powiedzieć.
— Rozumiem, Bri. Jasne.
Chyba udało mi się speszyć Kaylena, bo szybko odwrócił wzrok i podszedł do szafy. Otworzył ją, wyjął rzeczy i podał mi:
— Proszę, ręcznik i koszulka. Są czyste. W łazience łatwo się odnajdziesz, wszystko jest standardowe. W szafce nad umywalką jest nowa szczoteczka do zębów.
— Dzięki. Postaram się szybko!
Łazienka okazała się równie czysta i prosta, bez żadnych udziwnień, jak całe mieszkanie. Było widać, że mieszka tu chłopak: zauważyłam osobiste rzeczy Kaylena, maszynkę do golenia, szczoteczkę, grzebień, parę perfum i świetny żel pod prysznic. Za to śladów obecności jego byłej dziewczyny nie znalazłam.
Zamknęłam drzwi na klucz, odwróciłam się i głośno wypuściłam powietrze, kiedy w lustrze spotkałam własne odbicie. Koszmar! Patrzyła stamtąd na mnie kudłata panda z rozmazanym tuszem i czerwonym nosem. Obiektywnie: strach na wróble, nie obiekt pożądania. Kai jest chyba święty, skoro zgodził się przespać z taką „pięknością”!
Prychnęłam histerycznym śmiechem i natychmiast zakryłam sobie usta dłonią.
Dobra, Bri, bez paniki. Sama to zaproponowałaś.
Umyłam twarz, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Zaczęłam stanowczo zmywać z siebie ślady osobistego dramatu. Gorąca woda razem z pianą energicznie spłukiwała do odpływu zmęczenie podróżą, żel Kaylena pachniał obłędnie, a ja starałam się nie zwracać uwagi na własny puls, który walił mi w skroniach jak szalony.
Kiedy wyszłam z kabiny, dokładnie wytarłam włosy ręcznikiem, ale kasztanowe pasma pozostały wilgotne i opadły na plecy oraz ramiona ciemnymi półkolami. Nie odważyłam się szukać suszarki o drugiej w nocy. Po prostu potrząsnęłam włosami, włożyłam bieliznę i koszulkę Kaia. Na mnie wyglądała jak minisukienka. Pociągnęłam ją niżej na biodra, wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi. Wchodząc boso do pokoju, niezdecydowanie zamarłam w progu.
Kaylen stał przy kanapie, ale kiedy usłyszał moje kroki, odwrócił się. Jego wzrok, jakby pod ciężarem odważnika, opadł na moje nagie nogi. Zaraz jednak zmusił się, by taktownie odwrócić oczy, i wbił spojrzenie gdzieś w ścianę za moim ramieniem.
Wiedziałam, że nie powinnam krępować się własnych nóg (zwłaszcza pięć minut przed seksem z tym chłopakiem), ale wcale nie chodziło o ich zgrabność (albo jej brak). Po prostu sytuacja była tak nietypowa, że niezręczność między nami zmieniała nas w drewniane kukły.
— Ja… gotowe – odezwałam się, czując, jak płoną mi policzki.
Kaylen kiwnął głową, wskazując na kanapę.
— Bri, położyłem poduszkę i koc na kanapie. Nadal możesz się rozmyślić, położyć tutaj i po prostu zasnąć. A rano udamy, że żadnej umowy między nami nie było. Po prostu wypiliśmy kawę. Pomyśl, kiedy będę pod prysznicem. Nikomu nic nie jesteś winna, tym bardziej mnie. Przyjmę twoją decyzję.
— Okej.
Kai zniknął w łazience, a ja zostałam pośrodku cudzego pokoju, niespodziewana gościni, która naruszyła jego spokój. Kanapa wyglądała przytulnie i bezpiecznie, noc za oknem była ciemna… Gdzieś w niej Travis na pewno się bawił. Gdzieś w niej była Kaylena spała ze swoim nowym chłopakiem. I jeśli czegokolwiek chciałam w tej chwili, to zdecydowanie zamknąć drzwi przed tą nocą. Nienawidzę autorefleksji!
Ściągnęłam z kanapy poduszkę, podeszłam do przestronnego łóżka Kaylena i odchyliłam kołdrę. Zanim zdążyłam się rozmyślić, wsunęłam się pod nią, odsuwając się pod ścianę, i naciągnęłam kołdrę aż pod brodę.
Po jakichś dziesięciu minutach szum wody ucichł. Drzwi się otworzyły i Kaylen wszedł do pokoju w samych spodniach dresowych, z wilgotnymi włosami. W tej chwili patrzyłam w sufit, ale przysięgam, szóstym zmysłem poczułam, jak najpierw rzucił okiem na kanapę, potem spojrzał na łóżko i ciężko przełknął ślinę.
No cóż. Bri Adams nie szuka łatwych dróg, a przed trudnościami się nie cofa!
— Kai, jeśli zmieniłeś zdanie, zrozumiem! – mimo wszystko pisnęłam ze swojego miejsca.
Kai bez słowa zgasił światło i podszedł do łóżka. W ciemności rozległ się cichy szelest materiału. Zdjął spodnie dresowe i położył się obok. Poczułam, jak materac ugina się pod ciężarem jego ciała. Położył się na swojej połowie, zostawiając między nami odstęp, ale i tak było to dziwne. Jakby ktoś wypełnił tę przestrzeń elektrycznością.
Uniosłam się, szybko zdjęłam z siebie koszulkę i znów się położyłam, wpatrując się w sufit, na którym odbijały się słabe pasma światła z ulicznej latarni. Zawołałam go szeptem w ciemności:
— Kai?
— Bri? – odezwał się równie cicho i trochę chrapliwie.
— Mogę nie zdejmować stanika? – wycisnęłam z siebie, czując, jak moja pewność siebie zaczyna pękać. – Trochę mi niezręcznie.
— Jasne, żaden problem.
Poleżeliśmy jeszcze jakieś trzy minuty w milczeniu.
— Masz wygodne łóżko.
— Tak, też je lubię.
— I jest tu tak cicho, dziwnie. U nas w akademiku zawsze ktoś hałasuje, nawet w nocy.