SOVABOO

Siedem fałszywych randek!

Ch. 8: Rozdział 4, część 2

Rozdział 4, część 2

Kapitel 8/1937%

Po chwili wahania jednak otworzyłam wiadomość.

Dzień dobry, Diano! Nazywam się Walentyn i jestem prowadzącym nowego projektu telewizyjnego „Miłość od pierwszego Walentyna”. Dowiedziałem się o Pani od Pani mamy – niezwykle czarującej Astralii. Bardzo ciepło wypowiadała się o córce, dlatego nasz zespół postanowił poznać Panią bliżej.

Nasz projekt telewizyjny poświęcony jest poszukiwaniu idealnej pary. Przygotowujemy pilotażowy sezon złożony z siedmiu odcinków, który ukaże się w przeddzień walentynek. Została Pani wybrana jako jedna z uczestniczek i z radością o tym informujemy!

Pierwsza randka odbędzie się już w tym tygodniu – format „w ciemno”. Metodą losowania koła Kupidyna wszyscy uczestnicy utworzą pary, po czym czeka ich jeszcze sześć randek w okolicznościach wyznaczonych przez projekt. Walka o nagrodę i oczywiście o tytuł „idealnej pary” – którą wskażą widzowie.

Nagrania są poufne, bez transmisji na żywo, ale odcinki będą montowane w formule reality show. Miejsce spotkania nie jest wcześniej omawiane, podajemy tylko ogólne dane: datę, godzinę i zadanie. Szczegółowo z warunkami zapoznają Panią przy podpisaniu kontraktu.

Proszę się nie martwić, Diano, wszystko będzie lekko, pięknie i zgodnie z Pani horoskopem. Obiecujemy!

Jeśli zdecyduje się Pani przyjąć naszą propozycję – proszę odpisać jednym słowem „Zgadzam się” i podać adres e-mail.

P.S. Mamy świetny budżet, najlepszych profesjonalistów i kosmetolożkę na backstage'u. Proszę nawet nie wątpić – z nami będzie Pani błyszczeć!

Do zobaczenia wkrótce!

Wasz Walentyn

Przeczytałam i wpatrzyłam się w ekran. Palce mi drżały.
Błyszczeć? Kosmetolożka? Siedem randek przed kamerami?!
Kontrakt?!!
Boże, daj znak z góry – po co mi to?!

– Dianka, no co tam? Pokaż! – niecierpliwie wtrącił się Stas.

– Diano, wszystko w porządku? – tata wyciągnął szyję, nie bez niepokoju.

Nic nie było nawet bliskie porządku.

Wstałam od stołu, jeszcze raz przeczytałam wiadomość na głos... i ciężko wypuściłam powietrze.

– Wszystko jest po prostu cudownie, aż za pięknie! – powiedziałam z determinacją rozpaczy, żeby nie jęknąć. – Zostało tylko założyć na szyję skarpetkę szczęścia i można ruszać na podbój telewizji.

Gdzieś we mnie głośno zatrzasnęły się drzwiczki zdrowego rozsądku, a przeciąg zapiszczał: pomocy!

***

Pokój Diany...

Zamknęłam drzwi sypialni, wdrapałam się na łóżko i otworzyłam wspólny czat z dziewczynami o nazwie „Ptaszki”. Kiedyś na WF-ie wszystkie trzy sfrunęłyśmy z ławki i od tamtej pory żaden nasz dzień nie obywał się bez ćwierkania:

Diana:

Dziewczyny, HELP!

Wpakowałam się! Pilnie potrzebuję planu ucieczki z miasta!

A do tego nowej sukienki (najlepiej od razu siedmiu), nowej torebki i adwokata.

Wika:

Kicia, co się stało? Postanowiłaś wypisać się z kursu koreańskiego, ale boisz się powiedzieć prowadzącemu?

Dasza:

Albo zjadłaś po osiemnastej i gryzą cię wyrzuty sumienia? Di, nie strasz tak, jesteśmy z tobą! Na pewno nie przytyjesz AŻ TAK!

Diana:

Jest dużo gorzej, dziewczyny.

Mama miała występ w TV. I teraz biorę udział w MIŁOSNYM SHOW!

I nie – nie przewidziało wam się!

Pożyczcie mi środek nasenny i wieżę ze smokiem. Prześpię tam do lepszych czasów!

Wika:

(zdumiony emoji)

O Boże! Czyżby Astralia poszła va banque?! Di, pamiętasz, że podczas noworocznych wróżb twojej mamie wyszło spotkanie z potencjalnym zięciem! Czyżby to było TO?!

(zachwycony emoji)

Czekamy na szczegóły!

Diana:

Mój idealny Koreańczyk jest gdzieś w pobliżu?! Taki, który jest jednocześnie idolem, intelektualistą i umie ugotować fantastycznego pad thaia?!

(przeciera oczy i rozgląda się)

Ups! Oczywiście, że nie.

Mama uczestniczyła w podcaście jako zaproszone medium. Sprowokowali ją i na żywo obiecała, że połączy każdą parę.

A potem w porywie natchnienia wygadała się, że ma dorosłą samotną córkę (rycząca emotka). Czytajcie – NIEUDACZNICĘ! Mnie. Na cały kraj!

I że jest pewna, że jestem stworzona do idealnej pary!

A tam wszystkie krokodyle zębate – w TV! Zwłaszcza producent i prowadzący Walentyn.

Oni JUŻ do mnie napisali!

I teraz, jeśli odmówię – wyśmieją mamę.

A jeśli się zgodzę – czeka mnie siedem randek z zadufanym influencerem, który na pewno przyjdzie się wypromować i założy marynarkę w cekiny!

W ciemno!

Przed kamerami!

Nie mam żadnych szans wygrać!

Dasza:

(w szoku otwiera usta, pilnie robi popcorn)

(włącza szelest torebki)

Wika:

(z zachwytu opadła jej szczęka)

Otwiera dokument Google i pisze: „Styl Diany na telehisterię”

Sekcje robocze:

Randka w parku – trencz i urok.

Randka w stresie – nude i kawa

(przyjaciółko, pilnie potrzebujesz nowego seksownego stanika!)

Randka z idiotą – total black i sarkazm (twój przypadek!)

Di, z jasnym kucykiem, smoky eyes i czerwoną szminką będziesz wyglądać obłędnie!

Dasza:

Zgadzam się. Do kosza z marynarką w cekiny!

Potrzebujemy czerwonej Chanel!

(smuci się) Szkoda, że nie stać nas na torebki Birkin.

Diana:

Dziewczyny, wy jesteście normalne?

Wika:

Di, obiektywnie rzecz biorąc (łap swoje zdjęcie!):

Jesteś mądra.

Jesteś piękna.

I bez żadnych show na każdej randce zachowujesz się jak na castingu!

A teraz przynajmniej utrwalą to dla potomności i powiedzą ci, co robić.

DLACZEGO NIE?

Dasza:

I dadzą jedzenie za darmo. To ważne!

Di, a jeśli będzie tam ktoś super?

Może to przeznaczenie?

Diana:

(z sarkazmem i smarkami)

Jasne. Też z kosmetolożką na backstage'u i gonitwą za oglądalnością?

Dasza:

Miłość od pierwszej obelgi też jest miłością! Wyobraź sobie:

on siada naprzeciwko, oślepia cię blaskiem cekinów i mówi „Cześć, mała”,

a ty do niego – „Nienawidzę cię, paskudo”, i poprawiasz w odbiciu cekinów swój lok.

Romantycznie!

Diana:

Dziewczyny... Przerażacie mnie.

Ha-ha! Wyobraziłam to sobie!

I jednocześnie podnosicie na duchu.

(smarki zwisły do podłogi)

Dzięki, ptaszki!

Dasza:

(silny emoji)

Nasza supermoc jest z nami!

(popcorn poszedł w ruch)

Wika:

Kicia, dasz radę!

Wierzymy w ciebie!

A jeśli influencer okaże się nudziarzem, spopielisz go spojrzeniem!

Dasza:

Albo poddusisz seksownym stanikiem w przypływie namiętności, haha!

Już chcę TO zobaczyć!

A potem...

A potem zamknęłam czat, wpatrzyłam się w ekran... i zaakceptowałam wiadomość od Walentyna. Usłyszawszy za drzwiami surowy głos taty i zagubiony głos mamy, wpisałam jedno słowo „Zgadzam się”. Wysłałam odpowiedź i przycisnęłam dłonie do policzków.

Skarpetka. Kawa. Reality show. Mama...
Pełnia, inaczej być nie może!

Ale kiedy, mimo późnej pory, ubrałam się i wyszłam na ulicę, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza i pójść do sklepu – z nieba patrzył na mnie młody księżyc. Cienki i chytry jak zadowolony uśmieszek losu.

Westchnęłam gorzko i ruszyłam do supermarketu po węglowodany – poprawić sobie humor. Już przy wyjściu zderzyłam się z Demoncem, który odszedł od sąsiedniej kasy i też kierował się do wyjścia.

W bluzie z kapturem, z dużą torbą w ręce i ponurą miną bez cienia uśmiechu, wyglądał, jakby zaproszono go do roli zabójcy, który nie ma nic do stracenia.

Spotkaliśmy się spojrzeniami.

– Nie za późno spacerujesz sama, Koszkina? Odprowadzić cię?

– Dziękuję, obejdzie się. Nie chcę trafić do piekła przed czasem.

Na tym się rozeszliśmy.

Kapitel 8 / 19