SOVABOO

Tylko ty

Ch. 19: Rozdział 19

Kapitel 19

Rozdział 19

POV Stas

- Hej, Frol, czemu jesteś taki spięty? "Wyluzuj, stary, dobrze się bawimy!" Savelyev uderzył mnie w ramię, wyrywając się do muzyki z jakąś dziewczyną. "Cholera, Yurok, jestem tak najebany! Szkoda, że nie możemy jeszcze zapalić... "Lenka to młot, naprawdę: ukradła wódkę swoim przodkom!" krzyknął Metelski. Frol, myślałem, że powiedziałeś, że mi pomożesz?

- Tak, później. Może. Nie teraz.

Teraz stałem pośrodku tańczących i patrzyłem na mojego byłego przyjaciela, nie wierząc, że zdecydował się podejść do szkieletu po naszej walce. W ogóle z nim rozmawiać. Przede mną, tak otwarcie, pamiętając naszą rozmowę, pamiętając, że miałam w dupie jego siostrę.

Gorący gniew poparzył mi żebra, zatkał klatkę piersiową, podszedł do gardła, ściskając moje zwłoki... Jeśli to ostrzeżenie od niego, odpowiedź na moją możliwą zemstę na Marinie, to Sierioża zaczął to na próżno. Wczoraj zrozumiał, że nie pozwolę, by upadek dziewczyny poszedł na marne i zemszczę się. Ale jeśli pół godziny temu, jeszcze przed pojawieniem się Elfa, który mnie zmylił, zamierzałem rozśmieszyć Królową (na oczach wszystkich - i zrobiłbym wszystko, co w mojej mocy), to teraz...

Znałem Woropajewa jak nikt inny, ale do końca miałem nadzieję, że się mylę. Myślałem, że nie odważy się rozpocząć gry - nie wygra zakładu. Szkielet nigdy by z nim nie poszedł i nie pozwolił mu się dotknąć. Nikt tego nie zrobi. Przez cały ten czas patrzyłem na moją delikatną Elfkę, myślałem o tym, jak bardzo chcę z nią być. Właśnie teraz, z nią i z nikim innym. Po prostu stać tam, patrzeć w wielkie niebieskie oczy, czuć bliskość tej dziewczyny. Zdając sobie sprawę, jak bardzo byłem zmęczony nienawiścią, która prawie mnie spaliła, jak głupie to wszystko było i że tak naprawdę czułem do niej coś zupełnie innego... Tak prawdziwego, że zrozumienie tego niemal bolało. Próbowałem zrozumieć prawdziwą istotę tego "innego", dopóki nie zobaczyłem obok niej Voropaeva.

Wciąż nie mogłem się z nią umówić i nie mogłem cofnąć swoich słów. Sierioża też dobrze mnie znał. Gdyby tylko nie był Stasiem Frołowem. Tym, którego starsi koledzy nauczyli cenić przyjemności i który tyle razy udowadniał przyjaciołom, że uczucia są dla niego niczym. Ja byłem tego przykładem, odważny drań, ale Elf... nie mogłem się z nią publicznie zabawiać.

Gdyby szkielet odwrócił się od mojego byłego przyjaciela, znalazłbym powód, by z nim walczyć - tam, na korytarzu, ale on ostrożnie zrobił krok w stronę Woropajewa, przytulając go, prawie wyrywając mi serce. Poczułem, jak krew odpływa mi z twarzy z bólu, który zalał moją świadomość, a zamiast niej pojawił się pot. Dłoń innej osoby znalazła się na moim ramieniu w niewłaściwym momencie...

Nie, to nie Marina czy Lenka, szkoda.

- Polozova, odpierdol się.

- Co?!

- Słyszałem to! Teraz potrzebuję mojej królowej.

- Szalony ...

Stoi nieopodal, otoczona swoją świtą, patrząc na mnie. Oczywiście, kto inny jak nie ja powinien poprosić Jej Wysokość do tańca. To pieprzony bal!

Udało mi się nawet do niej uśmiechnąć.

- Stas ...

Przytuliłem Marinę i przycisnąłem ją do siebie - w tej sali, z chłopakami z Suspense i grającą piosenką Spider-Men, nikt się nikim nie przejmował.

- Ja, Anioł.

Obok dziewczyny alkohol był przyjemnie odurzający i starałem się, aby blondynka to poczuła. Prowadząc ją do odpowiedniego stolika, nalałem drinka z karafki do szklanki i przechyliłem do swojej.

- "Frol, jeśli chcesz dodać więcej, jest tego więcej. "Ihorowi się udało" - zaśmiał się z satysfakcją kolega z klasy.

Wziąłem kolejnego drinka i podałem go Marynie. Odezwałem się do jej ucha, krzyżując dłoń na jej brzuchu:

- Chodź, kochanie, napij się! Przysięgam, będzie fajnie tak imprezować!

Wypiła go. Wybuchnęła śmiechem. Potem, uśmiechając się, pozwoliła się wyprowadzić z pokoju. Pozwoliła mi pójść z nią na pusty korytarz na piętrze. Pozwoliła mi zamknąć się z nią w toalecie i zabrać ją, gdzie tylko zechcę, mimo że jej nie chciałem - chciałem kogoś innego... Sięgnęła do ust i znalazła się przyciśnięta do ściany.

- Wystarczy!

- Stas ...

- No dobra - pozwoliłem jej nieudolnym ustom połączyć się z moimi. Nie chcąc przedłużać gry, znalazłem jej nadgarstek i pociągnąłem go w dół. Dłonią głaskałem jej krocze. Między naszymi ciałami kliknąłem klamrę paska...

- Chodź, kochanie. Zrobimy to szybko. Nikt nawet nie zauważy, że nas nie ma.

Marina nie była zadowolona przez długi czas, ale potem jej zażenowanie otrzeźwiło ją. Sprawiło, że oderwała ode mnie usta i cofnęła rękę. Dziewczyna miała wątpliwości.

- Stas, nie mogę.

- Cicho. Co ty wyprawiasz? Chcesz tego tak samo jak ja. Prawda?

- Tak. Ale nie jestem pewien, nie wiem...

- Nie, to prawda!

Z łatwością ją puściłem. Uderzyłem dłońmi w ścianę, cofając się. Patrząc jej w oczy, uśmiechnąłem się zawadiacko - ta gra mnie bawiła. Bawiła mnie chęć zemsty za ból, który szalał w mojej duszy, nie myśląc o uspokojeniu się. Ta dziewczyna kłamała i wiedziałem o tym. Mogłem to wyczytać w jej płonących oczach. Inaczej nie przyszłaby tu ze mną. Nie obserwowałaby mnie przez cały wieczór, nie spuszczając ze mnie wzroku - nikomu nie obiecywałem posłuszeństwa. Zwłaszcza jej - królowej szkoły, która była piękna i pożądana - dla wielu, ale nigdy dla mnie.

- Dobra. Jesteś wolny, kochanie! Adiós! Biegnij do mamusi, zanim jej skrzydła anioła zostaną oderwane, a cenne opakowanie zniszczone. Nikogo nie zmuszam do bycia ze mną! Ale jeśli chcesz znać prawdę, Marino - zrobił krok tak, że znów nachylił się do jej twarzy - to do cholery nie podoba ci się prędkość, którą wybrałem!

Jej zażenowanie trwało pół minuty. Wystarczająco, by powstrzymać mnie przed odejściem.

- Stas, czekaj! - złapała mnie za koszulę, odciągając do tyłu. Owinęła ramiona wokół mojej szyi, przyciągając mnie do siebie. Przycisnęła nos do mojego policzka. Pocałuj mnie jeszcze raz, proszę. Proszę...

Nie odpowiedziałem.

- "Chcę, tak, chcę!" przyznała w odpowiedzi na moje milczenie, "ale miałam nadzieję, że stanie się to w szczególny sposób. To piękne. Kiedy mi powiesz... Kiedy jesteśmy razem...

Powstrzymywałem się od śmiechu, choć słowa Mariny mnie nie zaskoczyły. Wiele razy słyszałem, jak jej rodzice mówili mi, jak świetlana i piękna będzie nasza wspólna przyszłość, więc byłem przyzwyczajony do obojętnego traktowania takich bzdur. Nikt i nic na tym świecie nie mogło mnie zmusić do zrobienia czegokolwiek, czego bym nie chciała. Nie wiem, kim był mój ojciec, ale upór miałam po matce.

- Nie ma tu nikogo trzeciego, jesteśmy razem, a ja nie bawię się w przedszkole.

- Tak, wiem. Po prostu trochę się boję, to wszystko.

- Kto mówił cokolwiek o strachu, kochanie? W końcu ją pocałowałem. Ponownie wsunąłem dłonie pod jej sukienkę. Głaskałem zimną skórę, zbliżając się do części ubrania, która najbardziej mnie interesowała. Nie skrzywdzę cię, obiecuję. Po prostu sprawisz, że poczuję się dobrze, to wszystko. Jeśli chcesz, oczywiście - przejechałem palcami po rozczochranym blond kosmyku włosów na jej skroni - i może zrobię coś dla ciebie w zamian. Może...

Wszystko działało. Zawsze działało. Kiedy było po wszystkim, zapiąłem rozporek i odwróciłem się do zlewu, czując przyjemne ciepło rozchodzące się po moim ciele od chmielu i przyjemność, która ściskała moje krocze. Mój gniew czekał na swoją zemstę, zamieniając się w jakieś niezrozumiałe pomruki i mrowienie w zębach. Złość rozciągnęła usta w zadowolonym uśmiechu.

Przechyliłam głowę i łykając wodę, wsadziłam twarz pod zimny strumień. Prostując plecy, wyciągnęłam serwetkę z uchwytu, by powoli wytrzeć usta. Zgniótł ją i wyrzucił do kosza. Nie przestając się uśmiechać, w odbiciu lustra dostrzegłam zdezorientowane niebieskie oczy. Teraz były naprawdę zdezorientowane.

- Dobra, królowo, czas wracać. Dziękuję, było świetnie. Korona dobrze na tobie wygląda.

- Ale, Stas, co z... Obiecałeś.

- "Co obiecałem?" Powtórzyłem swoje pytanie jeszcze raz. Nie była to pierwsza dziewczyna, którą o to zapytałem, ale dziś chciałem odpowiedzieć na nie z największą szczerością. Dla siebie? Moje jelita? Co dokładnie ci obiecałem? Że będziemy razem?

- Nigdy nic nie powiedziałeś.

- "Nie oświadczył się?" - nietrudno było zgadnąć. "Marina, mówisz poważnie?

- "Cóż, tak", była zakłopotana.

Wszystko jest odbierane i nie ma nic więcej, czego można by chcieć.

- Oświadczyć się? Tej, która okazała się jedną z dziewczyn, o które się założyliśmy? Tej, której nigdy nie lubiłem? Mam wyznać, że pamiętam, ile masz lat? Tak, pamiętam i dziękuję za to drugie.

Nadal na nią patrzyłem i zauważyłem, że cofnęła się, zaskoczona moimi słowami, jakby została uderzona.

- Znasz mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Nie składam pustych obietnic - nikomu. Twój brat prosił mnie o milczenie, ale ja mu tego nie obiecałem. Nie będę milczeć o tym, jak wczoraj celowo zraniłeś szkielet. Nie było ci go żal, prawda? Uśmiechałeś się i wyglądałeś na zadowolonego z siebie.

- W-kto?" blondynka oparła się o ścianę ze zdziwienia, ale nie zamierzałem jej oszczędzać, już w tym życiu pobłażałem jej kaprysom. Jeśli miała choć krztynę inteligencji, miałem nadzieję, że zapamięta lekcję.

- "Nieważne!" Przezwisko Elf wyszło przypadkowo, a ja pospiesznie zacisnęłam usta. Ta blada dziewczyna była zmęczona byciem ważniejszą niż była w rzeczywistości. "Widziałam wszystko, tak jak twój brat. Widziałam, jak popchnąłeś moją przyrodnią siostrę podczas występu, a ona została ranna. Wczoraj Siergiej powstrzymał mnie przed dotarciem do ciebie, a dzisiaj nie mógł.

- To nieprawda!

- Jestem! Wiesz o tym!" gotował się przez chwilę, ale potem odzyskał spokój. "A teraz wiem, jakim draniem potrafisz być.

Widziałem, jak jej blade usta drżą z rozczarowania i urazy, jak łzy spływają jej po policzkach... jak pośpiesznie i niezdarnie zaczęła prostować sukienkę. Jeśli mogłem ją teraz pocieszyć, to tylko szczerym wyznaniem:

- Taki drań jak ja.

Marina znów mnie objęła, wbijając palce w moją koszulę, choć nie z tego samego powodu, co pięć minut temu. Teraz dziewczyna miała gorączkę, a jej głos łamał się w szlochach.

- Stas, nie powiesz, prawda? Nikomu nie powiesz, że tu jesteśmy... Że ja... Proszę! Proszę!

Miałem rację: to była prawdziwa Marina i miała gdzieś szkielet. Jak każdy, najpierw myślała o sobie.

- "Nie," odpowiedział szczerze, "nie powiem ci.

Wyszedłem, zostawiając ją samą. Każdy, kto mnie znał, domyśliłby się, co królowa i ja tutaj robimy. Nie zamierzałem obalać plotek.

***

Impreza szalała. Zespół Ignata rozgrzał tłum do czerwoności, a zaimprowizowany parkiet sali gimnastycznej dusił się od gorących, drżących ciał. Było ciasno, ale tak klimatycznie i przyjemnie, jak może być tylko wtedy, gdy dzieją się najśmielsze głupoty. Zatrzymałem się w progu i rozejrzałem po szerokim, półmrocznym pomieszczeniu w kolorowych plamach pulsujących świateł stroboskopowych: szukałem Woropajewa. Kiedy zobaczyłem go przy stoliku w towarzystwie chłopaków, uśmiechnąłem się: wiedziałem, że Elf nie pozwoli mi się do niego zbliżyć. Gdyby tak się stało, zabiłbym Sieriożę. Ale teraz chciałem zobaczyć, jak mój były przyjaciel zdoła się na mnie zemścić. To była jego wina, bo dał się ponieść emocjom i zapomniał o moim ostrzeżeniu. W naszych kłótniach zawsze miałem ostatnie słowo.

 

POV Nastia

Straciłem już rachubę piosenek. A teraz była kolejna piosenka dziwnego zespołu o nazwie Suspense, która zdawała się doprowadzać wszystkich tutaj do szaleństwa, ale Stas wciąż był nieobecny. Tęskniłam za nim i wciąż spoglądałam w stronę drzwi w nadziei, że go zobaczę. Nagle zdałam sobie sprawę, dla kogo chcę być piękna tego wieczoru, ukrywając szkielet, którego nienawidził za moim strojem.

Na początku Pietia i Dasza tańczyli obok siebie, a potem zniknęli, odsuwając się na pięć minut, aby zaczerpnąć świeżego powietrza, ponieważ nasz przyjaciel nagle poczuł się duszno. Anya Skvortsova i ja od razu domyśliliśmy się, co się dzieje: policzki obu tancerzy płonęły jak pochodnie, a Pietia był śmiesznie zawstydzony, próbując wyglądać na bardziej pewnego siebie niż był w rzeczywistości obok Dashy.

Anya tańczyła, a ja siedziałam lub kręciłam się po sali, wciąż zaskoczona niezwykłą atmosferą wieczoru, w której uczniowie wydawali się dziwnie dorośli, nieznani i odważni - widziałam kilka par całujących się otwarcie podczas tańca, nie stroniących od ciekawskich spojrzeń. Nauczyciele, choć nie mieli się czego wstydzić, już dawno zniknęli w gabinecie nauczyciela wychowania fizycznego. Tylko od czasu do czasu zaglądali i wychodzili. Jak mówiła Dina Hubenko: mieli tam swój "noworoczny bufet", nauczyciele to też ludzie... Byłam zaskoczona, gdy kilku chłopców, nie tylko jeden, poprosiło mnie do tańca. Nie zgodziłam się, tłumacząc odmowę bolącą nogą, ale i tak taka uwaga była niespodziewanie przyjemna.

Siergiej Woropajew nigdy więcej się do mnie nie zbliżył. Tylko raz, kiedy złapał mnie za talię w pobliżu choinki, zaproponował spacer po szkole, ale stanowczo odmówiłam. Nadal go nie lubiłam i myślę, że był pijany, więc starałam się trzymać od niego z daleka.

Byłem na skraju sceny i zajęło mi chwilę, zanim zdałem sobie sprawę, skąd dochodzi hałas, ale kiedy spojrzałem za siebie, zobaczyłem Stasia po przeciwnej stronie sali gimnastycznej. Stał kilka kroków od Siergieja, twarzą w twarz, a wokół nich gromadził się tłum. Nie było jasne, co się stało. Zauważyłem tylko, że coś nieznanego, jasnego koloru spadło z rąk mojego przyrodniego brata na podłogę, a twarze obu chłopaków wydawały się dziwnie spięte I nagle Siergiej Woropajew zaatakował pięściami swojego najlepszego przyjaciela.

Uderzyłby go, absolutnie by go uderzył! Gdyby jego przyjaciele nie powstrzymali go, chwytając go za ramiona. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom! Nie słyszałam, co krzyczeli z powodu głośnej muzyki, stojąc na drugim końcu sali, ale chłopcy nagle odwrócili się i skierowali do drzwi. Cały tłum chłopców opuścił salę, pozostawiając dziewczyny wpatrujące się w zdumieniu.

- Zapytała mnie Anya Skvortsova, kiedy do mnie podeszła, ale ja tylko wzruszyłam ramionami w zakłopotaniu.

- Nie wiem.

Wszystko, co się działo, wydawało się dziwne, niezrozumiałe i niebezpieczne.

- Co ty możesz wiedzieć! Nie widziałeś, jak blado wypadł Woropajew? Wygląda na to, że chłopaki założyli się o naszą królową!

Powiedziała to nieznajoma z klasy maturalnej, a ja i Anya odwróciłyśmy się do niej.

- Co?" wydyszeli zgodnie, a dziewczyna tylko uśmiechnęła się obojętnie.

- Seryozha tęsknił za siostrą, więc oszalał! Frolov i Voropaev są starymi rywalami. Dzisiaj pewnie też się założyli i jeden przegrał z drugim. Nie zdziwiłabym się, gdyby na podłodze leżał biustonosz królowej, albo coś gorszego" - pulchna i bystra dziewczyna przewróciła oczami, chichocząc - "W naszej szkole od dawna krążą plotki o Frolovie, więc nic dziwnego. Przy okazji, ostrzegałam Marinę!

- Myślę, że zaczną się spotykać, nie ma co do tego wątpliwości! - powiedziała inna licealistka, wstając od swojego stolika. Spojrzała z zaciekawieniem na tłum chłopców tuptających w stronę wyjścia, powoli przesączających się na zewnątrz. - Wszyscy wiedzą, że Marina podkochuje się we Frolovie, a on dzisiaj podkochuje się w niej - widziałaś, jak z nią tańczył? Jakby byli prawdziwą parą! Pozwolił jej się na nim uwiesić, chociaż wszyscy wiedzą, że tego nie lubi. On zdecydowanie na nią leci, zobaczysz! Po prostu Voropaev żałuje, że zrobił z siebie głupka. "Słuchaj - nieznajomy nagle zwrócił się do mnie ze zdziwieniem - ale Siergiej tańczył dziś z tobą, prawda? Nie widziałem go z nikim innym. Więc może to ty jesteś rywalką królowej?

- Nie bądź śmieszna, Glazkova! Oszalałaś! Nastia jest nowa!" Skvortsova prychnęła, pokręciła palcem na skroni, ale dziewczyna nadal w to wątpiła:

- Co z tego, że jest nowa? Ale jest ładna! A żebyś wiedziała, oni jeszcze chętniej stawiają na nowe dziewczyny!" Glazkova powiedziała z autorytetem i zapytała ponownie: "Mam rację?

Nie spieszyłam się z odpowiedzią, wpatrując się w korytarz przede mną. Nie dlatego, że nie chciałam, ale dlatego, że nagle poczułam, jak podłoga pod moimi stopami zamienia się w lód. Zimno paliło, przesączając się przez cienkie podeszwy moich butów, dotykało moich palców, a coś boleśnie ostrego bolało, pełzło po moim ciele, drapało pod skórą, docierając do mojej duszy, nie dając mi szansy na ruch.

- To nie ona - usłyszałam, jak dziewczyny mówią z rozczarowaniem, po czym pobiegły do miejsca, w którym jedna z nich powiedziała, że przedmiot należał do Mariny. Za nimi podążyła zaciekawiona Anya i wszystkie nasze koleżanki z klasy, a ja po prostu tam stałam. Nie wierząc lub nie chcąc wierzyć w to, co zostało powiedziane, a jednak zdając sobie sprawę, że to prawda. Tylko moje serce biło, biło, biło, przypominając sobie szare spojrzenie, które nie spuszczało ze mnie wzroku przez tak długi czas, aż do niedawna. Dlaczego? Dlaczego?

Czy naprawdę się założyli? Bez względu na to, w co grali miejscowi studenci, byłem beznadziejnie daleko od ich cynicznego świata. A jednak... a jednak zdałem sobie sprawę, że wciąż byłem nikim dla mojego przyrodniego brata.

Nie wyglądała już ani na szczęśliwą, ani na pewną siebie królową balu. Kiedy Marina pojawiła się, przekroczyła próg sali gimnastycznej i podeszła do mnie, była blada jak ściana, miała mokre oczy, zmierzwione włosy i patrzyła na mnie z nieskrywaną nienawiścią. Chwilę zajęło mi rozszyfrowanie jej wyrazu twarzy, ale już z daleka czułam skierowaną na mnie złość.

- Ty! To byłeś ty! Ty przebiegła, kłamliwa żmijo! Nienawidzę cię! Nienawidzę cię! To przez ciebie on jest taki! To twoja wina! Jak tylko się pojawiłeś, wiedziałem, że mam kłopoty!

Marina powiedziała to głośno, rzucając wyzwanie głośnej muzyce, ale nawet bez jej nerwowego krzyku, uwaga studentów skupiła się na nas. Dla wielu z nich impreza trwała nadal, a teraz na ich oczach działo się coś zabawnego i interesującego. Rodzaj "fajnego" wydarzenia wieczoru, które mogliby wspominać następnego dnia i śmiać się z przyjaciółmi. Będą opowiadać tym, którzy przegapili spektakl z nieco większą ilością kolorów.

Zanim zdążyłam zrozumieć, co się stało, Marina podniosła rękę i uderzyła mnie w twarz. Wzięła kolejny zamach, ale jedna z dziewczyn ją powstrzymała. Krzyknęły z przerażenia, przywracając dziewczynie, która była tak wściekła, zmysły.

- Maryna, przestań! Czyś ty oszalała? Przestań krzyczeć! Chcesz, żeby Stella i nauczycielka gimnastyki zepsuły całą imprezę? Daj im powód, a odetną im tlen i odeślą do domu! Już się z nami trzęsą!

Uderzenie mnie spaliło, przyłożyłem dłoń do twarzy, spojrzałem na kolegę z klasy, zdrętwiały ze zdziwienia, ale nie poczułem bólu. Bardziej niż policzek palił mnie wstyd. Voropaeva mnie uderzył, a ja wciąż nie mogłem zrozumieć dlaczego, co się dzieje? Nikt nigdy mnie nie uderzył w moim krótkim życiu, więc co nagle zrobiłam źle?

- Nie obchodzi mnie to! Niech to zablokują! Nie chcę iść na taki bal! Nie chcę! Narzekałaś na mnie, prawda, Matwiejewa? Udawałaś biedną, żeby wszyscy ci współczuli, biedactwo! Ty draniu! Drań i łajdak, tym właśnie jesteś! Nienawidzę cię!

Nagle roześmiała się, potrząsając głową.

- "Nazywa ją szkieletem!" powiedziała swoim przyjaciołom, parząc na mnie gniewnym spojrzeniem. "Szkielet! Jak ci się podoba to przezwisko? Zaraz się obrażę! Ale to prawda! Przebiegły szkielet, który zakradł się do cudzego domu i udawał grzeczną dziewczynkę! Dlaczego on cię chroni, Szkielecie? Dlaczego?! Bo nie może cię znieść!

Nie sądziłem, że Stas to powie. Nie spodziewałem się tego. Być może to było najgorsze - kiedy mój pseudonim został wymieniony tak łatwo, przy wszystkich. To było jak zdrada. Ręka sama mi opadła.

- "Maryna, kim jest ten 'on'?" dociekliwa Dinka Gubenko odpowiedziała: "O kim ty mówisz?

- O Frolovie! Nie wiedzieliście, że jest przyrodnim bratem Matwiejewej i że mieszkają w tym samym domu? Tak! Ta żmija jest przyrodnią siostrą Stasia, to ona! A jak myślicie, dlaczego milczała? Żeby donosić mu o wszystkim, co mówimy o chłopcach!

- Wow! Matveyeva, co za niespodzianka!

- Zdrajca! Masz na sobie sukienkę... To nie dla ciebie! To nie dla ciebie, rozumiem!

Wciąż byłam oszołomiona, kiedy Marinka rzuciła się do stolików, chwyciła szklankę drinka z najbliższego niedokończonego i chlusnęła mi w twarz. Podniosła talerz z sufletem i z przyjemnością rozsmarowała go na mojej szyi i gorsecie sukienki.

Cofnęłam się, nie wierząc w to, co ona robi, że cały ten horror przytrafia się właśnie mnie! Teraz jej przyjaciółki stały obok Voropaevej, a Skvortsova, bojąc się interweniować, tupała za nimi, ale Dashki nie było w pokoju. Wszystko działo się bardzo szybko.

- "Co, Kopciuszku, myślałaś, że idziesz na bal jako księżniczka? Myślałaś, że nikt się nie dowie, kim jesteś i skąd pochodzisz?" Marinka znów się roześmiała. "Tak czy inaczej, byłaś starą kobietą w podartym kapeluszu i trzewikach, i zawsze będziesz starą kobietą, bez względu na to, jak bardzo twoja macocha będzie próbowała udawać człowieka! Nigdy nie będziesz taka jak ja! Jak my! Jesteś nędzną, bezwartościową wieśniaczką!

Nie dało się jej powstrzymać. Gniew wstrząsnął dziewczyną od stóp do głów i w jednej sekundzie skierowała na mnie karafkę z wiśniowym ponczem. Zamknęłam oczy, czując, jak zimny, lepki płyn spływa po mojej twarzy i sukience. Kawałki wiśni i brzoskwiń utknęły w moich włosach, o czym radośnie poinformowała jedna z dziewczyn. Wszystkie miały gdzieś Nastię Matwiejewą i jej duszę. Nie obchodziło ich to...

Być może stałbym tam, oszołomiony, zdumiony, gdyby Marynka nie usiadła nagle na podłodze i nie zaszlochała, chowając twarz w dłoniach. Ale występ się skończył. Muzyka grała dalej... Studenci, śmiejąc się i zaspokajając swoją ciekawość, wrócili na imprezę.

Wstałem i pobiegłem. Wpadłem na czyjeś plecy, potknąłem się, czując ból przeszywający moją nogę od biodra w górę, ale nadal się nie zatrzymałem.

- Nastia! Czekaj, Nastia!

Anya Skvortsova dogoniła mnie w korytarzu prowadzącym z siłowni i złapała za ramiona.

- Nie słuchaj jej, Nastia! "Nie słuchaj jej - powiedziała, powstrzymując mnie - Marynka sama jest kłamliwą, zazdrosną idiotką! Gdybyś wiedziała, jak znęcała się nade mną w gimnazjum! Zawsze mówiła, że ona jest wyjątkowa, a ja jestem zwykłą tchórzofretką! Ona po prostu wie, że jesteś lepsza! Dlatego jest wściekła!

Wybiegłam z pokoju i poczułam wokół siebie ciepłe ramiona przyjaciółki i wybuchnęłam płaczem. Nawet nie z powodu Maryny czy horroru tego, co się stało, ale dlatego, że nagle przypomniałam sobie macochę i zdałam sobie sprawę, że nie mam dokąd uciec. Nie miałam dokąd pójść, taka brudna, pokryta wiśniowym ponczem i kremem.

- Daj spokój, Nastya, po prostu napluj na tego głupca, słyszysz mnie? Wyrzuć to z pamięci i zapomnij o tym! Co roku, jak to na zimowym balu, zawsze coś się dzieje! "Och, a gdzie nasza Dasza?", skarżyła się Skworcowa, "Ona by tej Woropajewej dała ognia! Czekaj, wszystko jej opowiem! Daszka jest przebiegła, ale sprawiedliwa. Na pewno coś wymyśli!

- Nie mogę tak iść do macochy, nie mogę jej zdenerwować. Tak bardzo się dla mnie starała, chciała, żebym czuła się dziś najszczęśliwsza. Kupiła tyle rzeczy, a ja... Jak ja się jej pokażę?

- Może pójdziemy pod prysznic w szatni? Nikogo tam teraz nie ma! Szybko się umyjesz, a ja będę miał na ciebie oko! "W szatni jest stacjonarna suszarka do włosów i suszarka do rąk" - powiedział mój przyjaciel - "i jestem pewien, że jest tam mydło do rąk, a może nawet coś lepszego. Chcesz, żebym pomogła ci wyprać sukienkę?

Szkoła była nowa, elitarna i po pierwszym tygodniu nauki przestałem być zaskoczony jej doskonałością.

- "Nie ma potrzeby, Ania, zmoczysz swój strój. Ja to zrobię. Tylko... nie zostawiaj mnie, dobrze?

Anka przytaknęła i zalała się łzami. Szybko się jednak opanowała i wytarła nos. Otworzyła drzwi do szatni, zapaliła światło i zamknęła za nami drzwi.

Dam radę! Postaram się wszystko naprawić dla Galiny Juriewny! Zapnę sukienkę, umyję włosy... A moje włosy wyschną i znów staną się miękkie, wiem to! Gdyby tylko noga mnie nie zawiodła. Chyba ją skręciłam, w dodatku na kontuzjowanej pięcie...

 

POV Stas

- Frol, mylisz się...

- Sanya, zamknij się.

- To nie ma znaczenia. Znasz zasady.

- Wie też, dlaczego to zrobiłem. Ostrzegałem go, żeby ze mną nie pogrywał. Przysięgam, Woropajew, jeśli choćby spojrzysz w jej stronę, zabiję cię!

Nasi rodzice czekali na zewnątrz, a strażnicy nudzili się w przestronnym holu... Sierioża i ja staliśmy na odległym korytarzu szkoły, otoczeni przez trzydziestu chłopców, a po krótkiej walce, kiedy rozdzielało nas kilka rąk, ciężko oddychaliśmy i patrzyliśmy na siebie ze złością.

- Co się stało, Stas? - zapytał Voropaev, uśmiechając się z rozdziawionymi ustami. Jego nos krwawił, kapiąc na koszulę, a on wytarł twarz rękawem, krzywiąc się. "Ty wykorzystałeś moją siostrę, ja wykorzystam twoją, wszystko jest fair, stary. Nie połamaliśmy sobie rąk w zakładzie, prawda? Więc nie ma zwycięzcy.

- "Frol, nie było żadnego zakładu", powiedział z poczuciem winy Savelyev. "Bez urazy, ale pamiętałbym o tym.

- Więc jesteśmy kwita! Ale ty, Frolov, zdecydowanie wpakowałeś się w kłopoty. Miasto jest duże, a ulice ciemne. Pewnego dnia twoja przyrodnia siostra może się zgubić.

Wciąż udało mi się to zrobić, zanim moje ramiona zostały wykręcone i zostałem odciągnięty od blondyna, który upadł na kolana.

- Zobaczymy, Woropajew, kto i gdzie zgubi się pośród nas! Lepiej mi nie groź! Widziałem, co potrafisz!

- "Frol, czy to prawda, że ta nowa dziewczyna z dziesiątego piętra to twoja przyrodnia siostra?" Yurko Metelsky zawisł na moim ramieniu i gwizdnął krótko: "To miła dziewczyna. Od razu ją zauważyłem, jest piękna, ale cicha, nie tak jak Marina. Raczej nie odejdzie dobrowolnie. Niech Sierioża zdejmie stanik i się uspokoi, nie żal ci jej?

Uderzyłem go w zęby: następnym razem przytrzyma mnie mocniej, a Woropajew się roześmiał:

- Współczuję mu, naprawdę. Wyczyścił ją własnymi rękami, więc wstydził się jej powiedzieć. Trzeba było zobaczyć tę cichą dziewczynę, jak tylko przybyła do miasta. Kolektyw Ponury Traktor szturmuje stolicę! Śmiech! Myślałem, że ojciec Stasia wymienił ją na bochenek chleba od żebraków na dworcu kolejowym. Chciałem dać monetę z litości, ale w kieszeni miałem tylko duże banknoty. A teraz wzięli go i podają za normalny...

- Zamknij się, Woropajew! Ona jest normalna! Normalna, rozumiem!

Szkoda, że znowu ktoś wisi mi na barkach.

- Co jest, Frol, utknąłeś na małej dziewczynce? Zakochałeś się jak głupiec? No dalej, powiedz nam, że jesteś zakochany. Nie ma tu już Frola, którego wszyscy znamy. No dalej, przypomnij mi, co mi śpiewałeś o nienawiści do swojej przyrodniej siostry? Nienawidzisz jej czy kochasz, nie rozumiem!

- Kłamiesz!

- A jeśli kłamię, to w czym problem? Zwrócę ci pieniądze i zapomnimy o tym. Jeśli to tylko kolejna dziewczyna, zapomnimy o tym i zajmiemy się tym.

 

POV Nastia

Oczywiście sukienka się nie wyprała, ale brud z niej zszedł. Pamiętając, ile moja macocha za nią zapłaciła, miałam nadzieję, że uda mi się ją wyczyścić w domu za pomocą odplamiacza i proszku do prania. Wiedziałam, że Galina Juriewna używała wszystkiego, co najlepsze. Miałam tylko nadzieję, że tego nie zauważy. Gdyby tylko nie dowiedziała się, co tu się stało! A ja sobie tam poradzę! Poradzę sobie ze wszystkim. Uda mi się...

Wmówiłam to sobie, a łzy kapały mi z oczu. Tak bardzo było mi siebie żal. Za głupią nadzieję, która została zdeptana i za świąteczny wieczór, który nie zakończył się bajką dla "Kopciuszka" z Dalnyj Jar. Wieczór, który nigdy nie stał się dla niej magiczny.

Woda posłusznie uderzyła w podłogę prysznica i stała się przyjemnie gorąca. Nie zamierzałam zanurzać się w wodzie, ale musiałam umyć włosy i kark, a także wypłukać rajstopy przed ich ponownym założeniem. Ucieszyłam się, gdy zobaczyłam na półce czyjś zapomniany szampon... Namydliłam nim trzy razy głowę, chcąc pozbyć się zapachu znienawidzonego ponczu, chcąc zobaczyć swoje włosy znów miękkie i czyste. Właśnie spłukiwałam twarz, gdy drzwi do szatni, a potem do kabiny prysznicowej głośno trzasnęły.

- Ania?

Odwróciłam się i krzyknęłam z zaskoczenia. Cofnęłam się, zanurzając się w strumieniach wody, ponieważ zamiast mojego kolegi z klasy, zobaczyłam wysoką postać mojego przyrodniego brata stojącego na progu.

Moje majtki i stanik były jedwabne, prawie przezroczyste... Łatwo mokre pod wodą, natychmiast przykleiły się do mojego ciała.

- Nie!" wykrzyknęła, owijając wokół siebie ramiona, zderzając się z szarymi oczami, które płonęły jakimś szalonym blaskiem. "Idź! Idź, słyszysz mnie?

- Nie mogę.

Oczy mu opadły, a policzki poczerwieniały. Gdzieś w pobliżu rozległ się śmiech jego kolegów, słychać było kroki, a ja ponownie krzyknęłam z przerażenia, ściskając ścianę za sobą. W przeciwieństwie do drzwi wejściowych, w kabinie prysznicowej nie było zamka, więc nie miałam się czego obawiać. Nie mogłam uwierzyć, że Skvortsova wpuściła chłopaków do szatni. Ale w ostatniej chwili Stas odwrócił się i zablokował drzwi rączką szorowarki do podłogi.

Z zewnątrz klamka została natychmiast pociągnięta.

- "Co, boisz się?" zapytał z wyzwaniem, ale nie wyglądał na szczęśliwego ani odważnego. Tylko jego oczy były nieruchome, a kości policzkowe sztywne i żółte.

- Idź!

- Dałem im słowo, że się z tobą zobaczę.

- Nie! Jesteś szalony! Jesteś szalony!

- W przeciwnym razie przyjdą tutaj.

Łzy spływały jak grad, cicho mieszając się z wodą, która lała się i lała - po moich ramionach, plecach, włosach... Pojawienie się Stasia było ostatnim punktem cierpliwości. Nadmiernym testem dla mojej wytrzymałości. Po prostu nie mogłam tu dłużej zostać. Krzyk sam wydostał się z moich ust:

- Jesteście szaleni, słyszycie mnie? Jesteś szalony! Wynoście się stąd! Nie chcę widzieć żadnego z was! Nie chcę was widzieć!

Nie wiem, na co liczyłem. Ale oczywiście Stas nie zniknął. On też krzyknął, nagle będąc blisko. Wyciągnął mnie spod strumieni gorącej wody i silnymi ramionami przyparł do ściany:

- Dlaczego tu przyszedłeś? Powiedz mi dlaczego! Kto cię zaprosił?! To miasto nie jest dla ciebie! Ta szkoła nie jest dla ciebie! Ja nie jestem dla ciebie! Nie pasujesz tu! Co twój ojciec sobie, kurwa, myślał? Co on sobie, kurwa, myślał? Dlaczego taki jesteś? Skąd się tu wziąłeś?

Rozległo się pukanie do drzwi, a czyjś głos przemówił wesoło i wymagająco:

- Hej, Frol, co ty robisz ze swoją siostrą? Otwórz drzwi!

- Frol, nie żartuj! Co z zakładem?!

- Pierdol się! Pierdol się!

Nie wierzyłam już, że ten horror kiedykolwiek się skończy. Trzęsłam się tak bardzo, że gdyby nie palce mojego przyrodniego brata wbijające się w moje nagie ramiona, upadłabym na podłogę.

Ale to się skończyło. Ten koszmar skończył się, gdy Stas zdjął koszulę i zarzucił mi ją na plecy. Wyjął telefon z kieszeni i odezwał się krótko, przyciągając mnie w swoje ramiona.

- Mamo, zabierz Nastię, natychmiast.

A potem chyba zemdlałem.