SOVABOO

Tylko ty

Ch. 39: Rozdział 39

Kapitel 39

Rozdział 39

POV Nastya

Krople spadają na szybę - jedna po drugiej, duże, pojedyncze, rzadkie. Albo deszcz, albo czyjeś gorzkie łzy. Otwieram okno, chcąc je wytrzeć, przesunąć dłonią po szybie i poczuć wilgoć na palcach, ale niebo jest dziś zachłanne i ciche, a deszcz ustaje tak szybko, jak się zaczyna. Jakże chciałbym być na skale z moim włóczęgą i wystawić twarz na zimny wiatr. Słonej bryzie tak kłującej i niezmiennej jak ból w moim sercu. Ale noc jest cicha, bezksiężycowa i leniwie chłodna: moja bajka nie jest o tobie, Nastya. Nie chodzi o ciebie.

Kiedyś byłam pewna, że ten dom nigdy nie będzie mój. Nie byłby w stanie zaakceptować samotnej, przestraszonej dziewczyny, która raz przekroczyła jego próg. Pewnego dnia wyszłam stąd, by nigdy nie wrócić. Uciekłam i dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy nie pozwolił mi odejść. Ten dom pozostał gorzkim wspomnieniem w mojej duszy i pamiętam moje pierwsze uczucia, moją pierwszą złą miłość. Ale to tutaj byłam i jestem prawdziwa i żywa. Tutaj, z moim bolącym sercem. Obok tego, do którego zawsze było rozdarte.

Arnaud ma rację: litość uczyni mnie szczęśliwym, ale sprawi mi ból stokroć gorszy. Nadzieja może być hojna i bezwzględna; może nagrodzić jedną osobę i prawie zabić inną. Jak znaleźć odpowiedzi i pozostać sobą? Dokąd pójść, jeśli każdy krok na każdej ścieżce jest równie bolesny? Dokąd iść, jeśli serce nie chce słuchać, ale chce żyć. Prowadzi cię, nie pytając nikogo i nie biorąc nikogo pod uwagę. Reaguje na wszystko. Reaguje na wszystko.

Dzisiaj byłem bliżej niż kiedykolwiek przyznania się do winy. Tak, wróciłem. Ale dlaczego? Czułem, że nie mogę się wyleczyć. Chciałam się upewnić, że zapomniał i nie pamięta? Że nie zależy mu już na Elfie? Na chudym Szkielecie, którego tak zawzięcie całował? Nie wiem. Byłam pewna, że zapomniałam. Tysiąc razy powtarzałam sobie, że jestem dla niego nikim i tysiąc razy umierałam na samą myśl o tym. Na myśl, że moja miłość nigdy nie rozwinie skrzydeł i nie odleci szczęśliwie, tak jak ja nigdy nie będę tą jedyną. Powtarzałam to, ale wciąż nie mogłam odnaleźć spokoju i zapomnienia. Nie mogłem, nieważne jak bardzo się przed sobą ukrywałem. Arno miał rację. Wróciłem, ale nigdy nie znalazłem odpowiedzi na pytanie, czy lepiej spłonąć w ogniu w mgnieniu oka, czy zamarznąć od wiecznego zimna.

Odwracam się od okna i wracam do malowania. Tej nocy malowałem długo i skończyłem Burlaka jednym tchem, a teraz patrzy na mnie szarym, znajomym spojrzeniem, jakby mnie przejrzał - ponury i samotny, sam na sam ze swoim żywiołem.

Maestro Lisowski, będzie pan zadowolony ze swojego ucznia. Więcej niż zadowolony. Tym razem jej się udało.

Siadam na łóżku i chowam głowę w dłoniach. W domu jest cicho, tylko kroki macochy słychać z oddali na schodach, ale nie mam siły ani ochoty się ukrywać. Nie przed nią.

Teraz wejdzie i zobaczy zdjęcie. I zrozumie. Żona mojego ojca zawsze rozumiała mnie lepiej niż ja sam siebie, a Arnaud nie jest jedyną osobą, która potrafi wszystko wyczuć.

Wchodzi, zatrzymuje się przy sztalugach i długo się przygląda. Tak, uchwyciłem nawet napis na piersi Włóczęgi. Opowiedziałem mu o wszystkim na rysunku, bez ukrywania się. Sytuacja matki jest o wiele bardziej przejrzysta.

- "Mamo Galio, proszę, nic nie mów" - proszę macochę, gdy jej dłoń wędruje na czubek mojej głowy i delikatnie głaszcze mnie po włosach. Siada obok mnie na łóżku.

- Dobra, Stasia, nie będę. Powiem tylko, że jesteś utalentowaną dziewczyną.

Ale trudno jest milczeć, chociaż zawsze łatwiej jest oddychać obok mojej macochy i opieram czoło o jej ramię.

- Powiedz mi, że jestem głupi.

- Nie powiem ci.

- Że jesteś mną zmęczony.

- Oczywiście, że nie! Nie możesz czekać.

- Że zrzuciłam ci na głowę tyle problemów. Przeprowadzka, studia, Arno...

- W porządku, jakoś to rozwiążemy.

Nigdy nie rozmawialiśmy o Stasiu otwarcie, ale zawsze wiedziałem, że wiele o nas rozumie. Nawet jeśli tego nie mówiła. Czasami serce matki w ogóle nie potrzebuje słów.

- Dlaczego zawsze byłaś po mojej stronie? Mamo Galya, dlaczego? To twój syn.

- Starałem się nie dzielić cię: kto jest moim przyjacielem, a kto obcym. Gdybym chciał, nigdy byś nigdzie nie poszedł.

- Nie o tym mówię.

- Ponieważ wiem coś, czego ty nie wiesz. Bo jestem starszy i widzę rzeczy inaczej. Tylko nie proś mnie, żebym ci to wytłumaczył, dobra? To mnie przerasta.

- Dobrze. Mamo Galia!

- Co?

- Dzisiaj zobaczyłem tatuaż na klatce piersiowej Stasa. Pamiętasz, kiedy byłeś młodszy...

- "Nazwał cię Elf. Oczywiście, moja dziewczynko, pamiętam.

- Przyznał, że zrobił to dawno temu.

- Sam mu powiedziałeś?

- Tak. Poprosiłem go o szczerą odpowiedź. Dlaczego nigdy nie mówiłeś o tatuażu?

- Miałem nadzieję, że nadejdzie czas, kiedy sam się przekonasz. Słowa nie są w stanie powiedzieć tyle, co oczy, prawda? Wiele powiedziałeś mi swoim rysunkiem. Bałem się też, że wzruszy cię litość i współczucie.

- Wątpiłeś w niego czy we mnie?

- Nie w żadnym z was. Po prostu spotkaliście się bardzo młodo i okazaliście się tak różni. Dziewczyna cicha jak wiosenny strumyk i chłopak niekontrolowany jak szalony wiatr. Zbyt porywczy i nieprzewidywalny, by zatrzymać się w porę i nie wziąć tego, czego chciał. Nie byłam pewna, czy mój syn cię nie złamał. Bez względu na to, jakie uczucia nim targały, wtedy czy teraz, nie jest zdolny do uczuć połowicznych. Nigdy nie potrafił, taki jest mój Stas. Chciałem dać mu czas na dojrzewanie, a tobie pozostawić możliwość wyboru, wolność decydowania o tym, czego chcesz dla siebie.

Został mu jeden krok, Nastya. Przez cały ten czas tylko nadzieja trzymała go w tym domu, a nie Grits i ja. Kiedyś przysięgałem stać z boku, ale chcę powiedzieć, że jeśli nie ty, to nikt go nie utrzyma. Ten chłopiec urodził się, by jeść z ręki tylko jednej kobiety, a ta kobieta nie jest jego matką. Mogę to szczerze przyznać. Mogę też przyznać, że nigdy nie będzie z nim łatwo.

- Mama Galya ...

- Wiem wszystko, moja dziewczyno! Nigdy cię nie osądzę, nie martw się! Stasko zasłużył na to wszystko, rozumiem.

- Skąd ma te blizny?

- Nastya...

- Podciął sobie żyły? Powiedz mi! Proszę, mamo Galii! Co się stało? Dlaczego? Był chory?

- Nie, nie żyły. Raczej karałam samą siebie, obwiniałam się. Matce trudno o tym pamiętać, Nastia. Jesteś tam, ledwo żywa, a Stasko jest wściekły i ranny. Gdyby nie Grisza, nie wiem, jak dałabym radę udźwignąć wszystko na swoich barkach.

- O mój Boże, Mama Galya.

- Wasze dzieci są dla mnie trudne. Oboje są moimi ulubieńcami i oboje są moi.

Tak, obie należą do niej. Kiedy przytulają mnie ramiona macochy, a jej oczy mnie ogrzewają, nie ma miejsca na wątpliwości. Nigdy nie było.

- Wybacz mi, mamo Galya! Za wszystko!

- Niech Bóg będzie z tobą, moja dziewczyno! Co ty...

I znowu minuty niespokojnego oczekiwania, które łatwiej jest przejść razem.

- Dlaczego zniknęli na tak długo? Czy coś się stało?

- Nie sądzę. Stas nigdy nie skrzywdziłby kogoś, na kim ci zależy, ani nie pozwoliłby, by uszło mu to na sucho. Arno nic się nie stanie, nie martw się. To dorośli mężczyźni, sami sobie poradzą. Stas!

- Co?

- Nie zaśniesz, jeśli wyjdę, prawda? Będziesz tak po prostu siedział?

Westchnąłem:

- Chyba.

- "Wiesz co," rozweseliła się moja macocha, "chodźmy z tobą w to samo miejsce!

- Jest czwarta rano, a ja jestem zaskoczony.

- Dla ludzi to noc, ale dla naszej rodziny to koszmar. W porządku, nie idziemy pieszo, jedziemy samochodem. Ty nie śpisz, ja też nie. Grisha chodzi po kuchni jak lunatyk. Dlaczego więc nie wykorzystać tego czasu z dobrym skutkiem? Zostawimy twojego ojca w domu, żeby poczekał na chłopców, a ty przygotuj się, weź strój kąpielowy i idź na podwórko. Zobaczymy teraz, czy połączenia działają tak, jak powinny, i czy przyjaciele naprawdę chętnie pomogą Halynie Frolovej w każdej chwili, jak twierdzą.

- "Mama Halia" - uśmiecham się, patrząc na macochę w płaszczu domowym i bez zwykłego makijażu, która stoi teraz z rękami po bokach i patrzy na mnie pytająco.

- "Nie wiem, co się wtedy stanie, Staska", przyznaje szczerze, "nie musiałam jeszcze aplikować. Ale myślę - uśmiechnęła się, kierując się do drzwi - że to mało prawdopodobne! Nie jestem ostatnią osobą w mieście. A ilu innym mogę pomóc...

Moja macocha nie odmówiła, więc za niecałą godzinę wjeżdżamy na teren prywatnego kompleksu sportowo-rekreacyjnego "Vegas", gdzie uprzejmi strażnicy wraz z administratorem spotykają nas przy bramie i odprowadzają do pięknego, nowoczesnego budynku, oświetlonego światłami wzdłuż fasady. Nawet o tak wczesnej porze oferowana jest herbata, kawa i masaż leczniczy.

- Chcielibyśmy basen, drogi, a następnie łaźnię parową z miotłą. Czy można to zorganizować? Muszę przyznać, że nie raz słyszałem o waszej gościnności i obsłudze.

Młody człowiek jest uprzejmy i przekonujący w swojej szczerości.

- Oczywiście, Galina Juriewna! Eldar Aleksandrowicz osobiście ostrzegł mnie, abym towarzyszył ci na basenie Lotus. Aeromasaż, hydromasaż, wodospad ścienny, przeciwprąd... Będzie pani zadowolona z naszego kompleksu, zapewniam.

- "Dziękuję! Mam taką nadzieję!" Moja macocha kiwa głową z szacunkiem i, podążając za mężczyzną, szepcze, przechylając głowę w moją stronę: "Stas, czy ty przypadkiem wiesz, co to jest "przeciwprąd"?

Wzruszyłem ramionami, odpowiadając matce Galii uśmiechem:

- Nie mam pojęcia. Myślisz, że go potrzebujemy?

- Podejrzewam, że to nie zaszkodzi!

Pół godziny później, po wzięciu prysznica, pluskamy się już z moją macochą w małym, obłędnie pięknym basenie ze światłami i fontanną, otoczeni przyćmionym światłem marmurowego holu i lekkimi dźwiękami muzyki.

- O mój Boże, Staska, to cudowne! Jak mogłam przez tyle lat odmawiać sobie tak prostej, ludzkiej przyjemności, co?

Woda działa cuda na ludzi, a teraz podziwiam moją macochę, która z zamkniętymi oczami powoli przecina wodę rękami, raz po raz wbiegając w ten sam tajemniczy strumień, który wypływa ze ściany.

- Czy masz na myśli: czy fajnie jest pływać w basenie, czy budzić właściciela tego królestwa rozkoszy w środku nocy, aby przypomnieć mu, że jest ci coś winien?

Oboje się śmiejemy, a to sprawia, że czuję się lepiej. Nie jestem zbyt dobra w wodzie, ale basen jest niesamowicie piękny i chcę zapomnieć o wszystkim.

- Strasznie jest pomyśleć, Stasiu, ilu radości pozbawiłem się, grzęznąc w mojej szalonej pracy. Pierwszy raz jestem w takim miejscu! No cóż, nic nie szkodzi, wytrzymam jeszcze kilka lat i przekażę biznes Stasiowi, niech się nim zajmie! To mądry, wytrwały chłopak i jestem pewien, że sobie poradzi. Gdyby tylko się uspokoił.

- Na pewno sobie poradzi, mamo Galii!

- Wiesz - wyznaje nagle macocha, gdy wynurzam się spod fontanny i podpływam do niej. "Czasami latem chodzimy z Hrycem na ryby. Nad naszą rzekę za lasem. Nie waż się nikomu o tym mówić!

- "Wędkarstwo?" Jestem zaskoczony, nagle wyobrażając sobie, jak mój ojciec namawia swoją poważną żonę-szefa, by do niego dołączyła. "Nigdy bym nie pomyślał, że mój tata jest takim zapalonym wędkarzem. Babcia nigdy nie opowiadała mi o jego hobby, a w naszym domu nigdy nie było wędek. Nawet starych.

- "To nie on!" - śmieje się moja macocha.

- Wypluwam wodę i mrugam, aby usunąć krople, które zawisły na moich rzęsach. Jestem zaskoczona tym wyznaniem i odwzajemniam uśmiech: - Naprawdę?

- "Tak," przytakuje mama Galia. - "Jako dziecko często byłam niedożywiona w sierocińcu, a może po prostu się nudziłam, nie pamiętam, ale uciekałam z chłopakami nad rzekę, żeby łowić kiełbie. Łowiliśmy je na różne sposoby! Nie mieliśmy odpowiedniego sprzętu, więc robiliśmy własne wędki. Dziergaliśmy sieci ze starej zasłony i naciągaliśmy nylon. Smażyliśmy je bezpośrednio na brzegu. Kopaliśmy piasek, wrzucaliśmy kilka gałęzi, a potem gotowaliśmy je w popiele z ziemniakami. Mniam! Nie mogliśmy się doczekać, aż ogień się wypali. Były czarne jak diabły! Byli szczęśliwi! Byłem pierwszym szefem, ilu facetów dostało to ode mnie! Mógłbym ich rozszarpać zębami dla sprawiedliwości, a mam ciężką rękę! Moje łokcie i kolana są zawsze podrapane, mój warkocz jest rozczochrany. Dostaliśmy wiele kar za ucieczkę bez pozwolenia. Ze starego przyzwyczajenia chodzę teraz z Hrycem na ryby. Szkoda, że rzadko udaje nam się uciec.

- Czy Stas o tym wie?

- Czasami to zauważa, ale ma swoje własne życie. Często zabierałam go ze sobą, kiedy mieszkaliśmy w małej rodzinie. Ale on prawie tego nie pamięta, miał tylko cztery lata. A potem nie było na to czasu.

Macocha ciekawie rozmawia, po kolei wypytując mnie o Arno, projekt, wakacje zaginionego studenta, a czas do rana mija niepostrzeżenie. Po wizycie w saunie siadamy w salonie i pijemy ziołową herbatę, po czym dzwoni ojciec z informacją, że chłopcy już wrócili.

- "Wszystko z nimi w porządku?" macocha zadaje główne pytanie i natychmiast oddycha z ulgą: "Cóż, dzięki Bogu. Połóż je w salonie, Grisza, będą spać do wieczora. I nie chcę, żeby którekolwiek z nich szło na górę! Nastia i ja niedługo wrócimy!

- Stas, o której odlatuje Arnaud?

- W wieku siedemnastu, piętnastu lat.

- To oznacza, że musimy być na lotnisku przed trzecią po południu. Mam nadzieję, że uda nam się postawić go na nogi. Wygląda na to, że twój przyjaciel ma za sobą wiele doświadczeń.

 

Mój przyjaciel Bonne nie tylko za dużo wypił, ale sądząc po bladym, ale absolutnie szczęśliwym spojrzeniu, jakie mi rzucił, kiedy wysiadł z samochodu mojego ojca w pobliżu pracowni artystycznej Gruno Lisovsky'ego, umarł, ale nagle zmartwychwstał i był z tego powodu bardzo szczęśliwy.

- To było niezapomniane, Stacey! Crazy ma szalonych przyjaciół! Szalony klub! I chociaż niewiele z tego pamiętam, jedno mogę powiedzieć na pewno - nigdy nie miałam takich wakacji!

- Arna, twoi rodzice nie dadzą mi prezentu dla mojego syna, który wygląda tak, z siniakiem na grzbiecie nosa. Czy możemy zmienić bilety na inny dzień?

- Moi rodzice, mała Belle, są przyzwyczajeni do tego, że jestem inna. I co z tego! Kto nie popełnił błędów w wieku dwudziestu jeden lat? Jestem pod kontraktem, kochanie, a następny samolot do Paryża odlatuje za dwa dni. Więc jeśli zgodzisz się spędzić ze mną te trzy godziny przed lotem, będę bardzo szczęśliwa!

- Arnaud ...

- Wszystko będzie dobrze, Stacey! Nie martw się! A teraz powiedz mi, co twój przerażający nauczyciel powiedział o Włóczędze i jakie masz zamiary co do swojego życia osobistego...