SOVABOO

Siedem fałszywych randek!

Ch. 9: Rozdział 5, część 1

Rozdział 5, część 1

Capítulo 9/1942%

W przededniu show

Poranek następnego dnia… 

Obudziłam się z ostrym poczuciem, że we śnie kogoś mocno ugryzłam. I to nie ze złości, tylko dla zasady – jakbym broniła własnego zdania. A ugryzłam w dziwny przedmiot, bardzo podobny do… No tak, mikrofonu!

Gwałtownie otworzyłam oczy i wpatrzyłam się w sufit, przypominając sobie aksamitny uśmiech tegoż Walentyna, który nawet we śnie zdołał doprowadzić mnie do szału. No proszę, coś takiego musiało mi się przyśnić!

Usiadłam w łóżku, odgarnęłam z twarzy włosy, które zdążyły się poplątać i teraz sterczały jak kopka siana, ziewnęłam i sięgnęłam po telefon. Rzuciłam okiem na ekran.

Na ekranie widniała godzina „08:06” rano – długo sobie pospałam! A do tego czekały trzy nowe powiadomienia, z których jedno prowadziło do poczty. To właśnie je otworzyłam jako pierwsze…

„Dzień dobry, Diano!

Z tej strony Rita Gornostaj, asystentka koordynatora projektu „Miłość od pierwszego Walentyna”

Z przyjemnością informujemy, że Pani ankieta została zatwierdzona, a Pani zaproszona do udziału w pierwszym etapie zdjęć. Gratulujemy!

W załączeniu przesyłamy:

Umowę uczestnika projektu.

Instrukcje na dzień zdjęciowy nr 1

Dane lokalizacyjne pawilonu zdjęciowego.

Ważne:

Prosimy o potwierdzenie otrzymania wiadomości do godziny 12:00 bieżącego dnia.

Prosimy o uważne zapoznanie się z Umową.

Prosimy o wskazanie dogodnej godziny, kiedy nasz prawnik będzie mógł się z Panią skontaktować.

Niezmiernie się cieszymy, Diano, że jest Pani z nami!

Z poważaniem,

Rita Gornostaj

Asystentka koordynatora

TRK „GALA-PRO”

Projekt „Miłość od pierwszego Walentyna”

 

…Przeczytałam i znieruchomiałam, sennie mrugając do ekranu i czując, jak żołądek wiąże mi się w niewidzialną kokardkę niepokoju. Wystarczyło przypomnieć sobie wczorajszy wieczór, żebym od razu zapragnęła wrócić do snu – gryźć mikrofon i kłócić się z zębatym prowadzącym, zamiast iść się umyć i ruszać w świat na spotkanie swojego telewizyjnego koszmaru.

Przewinęłam mail w dół. Była tam data, dress code, punkt zbiórki uczestników i lista zakazów, na której jako pierwszy punkt widniało „Żadnych telefonów komórkowych w pawilonie”, a jako drugi: „Żadnych zwierząt domowych”. Zdjęcia do odcinka pilotażowego miały odbyć się już w tę sobotę i niepokojąca kokardka w żołądku zacisnęła się w supeł.

„Uśmiechnij się, miłość wybiera optymistów!”

Optymistów? Podniosłam głowę i z wymuszonym uśmiechem spojrzałam na swoje odbicie w lustrzanych drzwiach szafy, odmawiając przyjęcia tego do wiadomości – wyszło strasznie.

– Dianeczko, nie spóźnisz się? – Drzwi się otworzyły i do sypialni zajrzała mama w swoim zwykłym wydaniu – jasny jeżyk włosów, domowy dres i kapcie. - Dzień dobry!

– Dzień dobry, mamo, - odpowiedziałam. - Nie, jeśli się pospieszę. Dzisiaj wszyscy mamy na drugie zajęcia.

Za mamą do pokoju wniknął smakowity zapach naleśników z serem, co nie zdarzało się często – ktoś w domu najwyraźniej bardzo starał się odkupić winy.

- Słoneczko, kawa czy herbata? – zaśpiewała mama. - A może zrobić ci cappuccino z cynamonem?

Odłożyłam telefon, wstałam z łóżka i poczłapałam w piżamie do łazienki, żeby przegonić sen.

- A cappuccino z koniakiem można? – burknęłam.

Mama złapała mnie za ramiona, pocałowała w policzek i nawet zdążyła przygładzić kilka niesfornych pasm na mojej głowie.

- No już, nie dąsaj się, słoneczko. Można i z koniakiem, jeśli odrobinkę! Ale lepiej bez. Dzisiaj przyśniła mi się tęcza nad różowym flamingiem. Uwierz, nie masz absolutnie czym się martwić!

- Natasza! – warknął z rodzicielskiej sypialni tata, najwyraźniej podsłuchując naszą rozmowę, a mama od razu dodała:

- Ale tata ma rację, jeszcze dzisiaj skontaktuję się z tym Walentynem i wszystko odwołam! Powiem, że się zagalopowałam. Że przeceniłam swoje możliwości i-i w ogóle… ty nie masz z tym nic wspólnego! To wszystko ja, niech sobie myślą, co chcą!

- Nie ma mowy!

Mama zamrugała bezradnie, a ja przyznałam:

- Za późno, mamo. Napisał do mnie jeszcze wczoraj, a ja się zgodziłam. A rano przyszedł mail od stacji – oficjalny, pogratulowali mi i potwierdzili status uczestniczki. Wszystko na poważnie, z instrukcjami i prawnikiem do umowy. I nie pospieszyli się bez powodu – nie mnie potrzebują, beze mnie też mają kolejkę chętnych, żeby zabłysnąć w telewizyjnym show. Potrzebują nazwisk, historii porażek i prowokacji – wszystkie chwyty dozwolone, by podgrzać zainteresowanie nowym projektem. A kto nadaje się lepiej niż Astralia, zwyciężczyni „Ringu jasnowidzów”, z córką nieudacznicą, którą wciągnęła do show?

Ciężko wypuściłam powietrze i dokończyłam, wchodząc do łazienki:

- Tu nie sprzedaje się miłości, mamo, tylko hype, a ja jestem idealną przynętą. Nie pozwolą ci odmówić. Już jesteś na haczyku, po prostu jeszcze tego nie zrozumiałaś.

Mama znieruchomiała oszołomiona. A potem poszła za mną i zatrzymała się przy progu.

Odkręciłam kran, pochyliłam się i chlusnęłam sobie w twarz zimną wodą. Mruknęłam przekleństwo i ustawiłam trochę cieplejszą.

- Ale… ale, Diano, - mama jęknęła z poczuciem winy, - ty przecież tak naprawdę nie chcesz brać udziału w tym show. I wcale nie musisz mnie ratować!

Umyłam się, ściągnęłam z wieszaka ręcznik i przyłożyłam go do policzków. Osuszyłam twarz i spojrzałam na mamę przez lustro.

- Jeszcze jak nie chcę. Ani show, ani kamer, ani randek z chłopakiem, który na pewno ma profil na Tinderze. Ale wiesz, czego chcę jeszcze mniej?

- Czego? – szepnęła mama, prawie nie oddychając.

- Zobaczyć, jak siedzisz na żywo i tłumaczysz się przed ludźmi, którzy potną twoje wyznanie na shortsy i obowiązkowo zrobią z tego content. A potem będą śmiać się z ciebie i z tego, czego kompletnie nie rozumieją! A przy okazji ze mnie. Weźmiesz to sobie do serca, zmartwisz się, a Walentyn tylko uśmiechnie się krzywo i powie: „No cóż, i tak niezbyt jej wierzyłem. A państwo?”. Zje cię na śniadanie, mamo, i nawet się nie zakrztusi.

- Na pewno zje, - sennie potwierdził z korytarza Stas, naciągając buty, żeby pójść do szkoły. – Od razu mi się nie spodobał!

A ja westchnęłam.

- Więc dla Astralii, mamo, jestem gotowa pobyć bohaterką romantycznej szopki. Kto w młodości nie robił głupot?

Tym razem uśmiech wyszedł mi pewniej i nagle całkiem poważnie obiecałam swojemu odbiciu w lustrze:

- Może i nie wygram, ale na pewno nie przegram! Niedoczekanie!

Mama podeszła i z uczuciem objęła mnie za ramiona, przycisnęła policzek do mojego policzka.

- Słoneczko, nie pozwolę ci przegrać! Pamiętaj o flamingu!

Uśmiechnęłam się, patrząc jej w oczy. Naiwna ta nasza mama.

- Mamo, jesteś najbardziej romantyczną jasnowidzką na świecie!

- Wiem, - pociągnęła nosem. - Dlatego w ramach przeprosin pójdę nałożyć ci dwa naleśniki z serem i kroplą pocieszenia. I zrobię kawę – bez koniaku, za to z nadzieją. Nie zaszkodzi!

Kiedy mama zniknęła w kuchni, przypomniałam sobie, co chciałam powiedzieć, i wyjrzałam na korytarz.

- Swoją drogą, mamo, kto chowa złoty łańcuszek z wisiorkiem w przepalonej skarpetce? Tato! Przecież obiecałeś tego pilnować! Prawie ją wyrzuciłam!

- Natasza!

- Tolik, słowo daję, poprosiłam Stasa, żeby miał oko!

Zaczyna się… Zamknęłam drzwi do łazienki i zdjęłam spodnie od piżamy.

La historia continúa...

Inicia sesión o crea un perfil para seguir leyendo.

Capítulo 9 / 19