Rozdział 5, część 1
W przededniu show
Poranek następnego dnia…
Obudziłam się z ostrym poczuciem, że we śnie kogoś mocno ugryzłam. I to nie ze złości, tylko dla zasady – jakbym broniła własnego zdania. A ugryzłam w dziwny przedmiot, bardzo podobny do… No tak, mikrofonu!
Gwałtownie otworzyłam oczy i wpatrzyłam się w sufit, przypominając sobie aksamitny uśmiech tegoż Walentyna, który nawet we śnie zdołał doprowadzić mnie do szału. No proszę, coś takiego musiało mi się przyśnić!
Usiadłam w łóżku, odgarnęłam z twarzy włosy, które zdążyły się poplątać i teraz sterczały jak kopka siana, ziewnęłam i sięgnęłam po telefon. Rzuciłam okiem na ekran.
Na ekranie widniała godzina „08:06” rano – długo sobie pospałam! A do tego czekały trzy nowe powiadomienia, z których jedno prowadziło do poczty. To właśnie je otworzyłam jako pierwsze…
„Dzień dobry, Diano!
Z tej strony Rita Gornostaj, asystentka koordynatora projektu „Miłość od pierwszego Walentyna”
Z przyjemnością informujemy, że Pani ankieta została zatwierdzona, a Pani zaproszona do udziału w pierwszym etapie zdjęć. Gratulujemy!
W załączeniu przesyłamy:
Umowę uczestnika projektu.
Instrukcje na dzień zdjęciowy nr 1
Dane lokalizacyjne pawilonu zdjęciowego.
Ważne:
Prosimy o potwierdzenie otrzymania wiadomości do godziny 12:00 bieżącego dnia.
Prosimy o uważne zapoznanie się z Umową.
Prosimy o wskazanie dogodnej godziny, kiedy nasz prawnik będzie mógł się z Panią skontaktować.
Niezmiernie się cieszymy, Diano, że jest Pani z nami!
Z poważaniem,
Rita Gornostaj
Asystentka koordynatora
TRK „GALA-PRO”
Projekt „Miłość od pierwszego Walentyna”
…Przeczytałam i znieruchomiałam, sennie mrugając do ekranu i czując, jak żołądek wiąże mi się w niewidzialną kokardkę niepokoju. Wystarczyło przypomnieć sobie wczorajszy wieczór, żebym od razu zapragnęła wrócić do snu – gryźć mikrofon i kłócić się z zębatym prowadzącym, zamiast iść się umyć i ruszać w świat na spotkanie swojego telewizyjnego koszmaru.
Przewinęłam mail w dół. Była tam data, dress code, punkt zbiórki uczestników i lista zakazów, na której jako pierwszy punkt widniało „Żadnych telefonów komórkowych w pawilonie”, a jako drugi: „Żadnych zwierząt domowych”. Zdjęcia do odcinka pilotażowego miały odbyć się już w tę sobotę i niepokojąca kokardka w żołądku zacisnęła się w supeł.
„Uśmiechnij się, miłość wybiera optymistów!”
Optymistów? Podniosłam głowę i z wymuszonym uśmiechem spojrzałam na swoje odbicie w lustrzanych drzwiach szafy, odmawiając przyjęcia tego do wiadomości – wyszło strasznie.
– Dianeczko, nie spóźnisz się? – Drzwi się otworzyły i do sypialni zajrzała mama w swoim zwykłym wydaniu – jasny jeżyk włosów, domowy dres i kapcie. - Dzień dobry!
– Dzień dobry, mamo, - odpowiedziałam. - Nie, jeśli się pospieszę. Dzisiaj wszyscy mamy na drugie zajęcia.
Za mamą do pokoju wniknął smakowity zapach naleśników z serem, co nie zdarzało się często – ktoś w domu najwyraźniej bardzo starał się odkupić winy.
- Słoneczko, kawa czy herbata? – zaśpiewała mama. - A może zrobić ci cappuccino z cynamonem?
Odłożyłam telefon, wstałam z łóżka i poczłapałam w piżamie do łazienki, żeby przegonić sen.
- A cappuccino z koniakiem można? – burknęłam.
Mama złapała mnie za ramiona, pocałowała w policzek i nawet zdążyła przygładzić kilka niesfornych pasm na mojej głowie.
- No już, nie dąsaj się, słoneczko. Można i z koniakiem, jeśli odrobinkę! Ale lepiej bez. Dzisiaj przyśniła mi się tęcza nad różowym flamingiem. Uwierz, nie masz absolutnie czym się martwić!
- Natasza! – warknął z rodzicielskiej sypialni tata, najwyraźniej podsłuchując naszą rozmowę, a mama od razu dodała:
- Ale tata ma rację, jeszcze dzisiaj skontaktuję się z tym Walentynem i wszystko odwołam! Powiem, że się zagalopowałam. Że przeceniłam swoje możliwości i-i w ogóle… ty nie masz z tym nic wspólnego! To wszystko ja, niech sobie myślą, co chcą!
- Nie ma mowy!
Mama zamrugała bezradnie, a ja przyznałam:
- Za późno, mamo. Napisał do mnie jeszcze wczoraj, a ja się zgodziłam. A rano przyszedł mail od stacji – oficjalny, pogratulowali mi i potwierdzili status uczestniczki. Wszystko na poważnie, z instrukcjami i prawnikiem do umowy. I nie pospieszyli się bez powodu – nie mnie potrzebują, beze mnie też mają kolejkę chętnych, żeby zabłysnąć w telewizyjnym show. Potrzebują nazwisk, historii porażek i prowokacji – wszystkie chwyty dozwolone, by podgrzać zainteresowanie nowym projektem. A kto nadaje się lepiej niż Astralia, zwyciężczyni „Ringu jasnowidzów”, z córką nieudacznicą, którą wciągnęła do show?
Ciężko wypuściłam powietrze i dokończyłam, wchodząc do łazienki:
- Tu nie sprzedaje się miłości, mamo, tylko hype, a ja jestem idealną przynętą. Nie pozwolą ci odmówić. Już jesteś na haczyku, po prostu jeszcze tego nie zrozumiałaś.
Mama znieruchomiała oszołomiona. A potem poszła za mną i zatrzymała się przy progu.
Odkręciłam kran, pochyliłam się i chlusnęłam sobie w twarz zimną wodą. Mruknęłam przekleństwo i ustawiłam trochę cieplejszą.
- Ale… ale, Diano, - mama jęknęła z poczuciem winy, - ty przecież tak naprawdę nie chcesz brać udziału w tym show. I wcale nie musisz mnie ratować!
Umyłam się, ściągnęłam z wieszaka ręcznik i przyłożyłam go do policzków. Osuszyłam twarz i spojrzałam na mamę przez lustro.
- Jeszcze jak nie chcę. Ani show, ani kamer, ani randek z chłopakiem, który na pewno ma profil na Tinderze. Ale wiesz, czego chcę jeszcze mniej?
- Czego? – szepnęła mama, prawie nie oddychając.
- Zobaczyć, jak siedzisz na żywo i tłumaczysz się przed ludźmi, którzy potną twoje wyznanie na shortsy i obowiązkowo zrobią z tego content. A potem będą śmiać się z ciebie i z tego, czego kompletnie nie rozumieją! A przy okazji ze mnie. Weźmiesz to sobie do serca, zmartwisz się, a Walentyn tylko uśmiechnie się krzywo i powie: „No cóż, i tak niezbyt jej wierzyłem. A państwo?”. Zje cię na śniadanie, mamo, i nawet się nie zakrztusi.
- Na pewno zje, - sennie potwierdził z korytarza Stas, naciągając buty, żeby pójść do szkoły. – Od razu mi się nie spodobał!
A ja westchnęłam.
- Więc dla Astralii, mamo, jestem gotowa pobyć bohaterką romantycznej szopki. Kto w młodości nie robił głupot?
Tym razem uśmiech wyszedł mi pewniej i nagle całkiem poważnie obiecałam swojemu odbiciu w lustrze:
- Może i nie wygram, ale na pewno nie przegram! Niedoczekanie!
Mama podeszła i z uczuciem objęła mnie za ramiona, przycisnęła policzek do mojego policzka.
- Słoneczko, nie pozwolę ci przegrać! Pamiętaj o flamingu!
Uśmiechnęłam się, patrząc jej w oczy. Naiwna ta nasza mama.
- Mamo, jesteś najbardziej romantyczną jasnowidzką na świecie!
- Wiem, - pociągnęła nosem. - Dlatego w ramach przeprosin pójdę nałożyć ci dwa naleśniki z serem i kroplą pocieszenia. I zrobię kawę – bez koniaku, za to z nadzieją. Nie zaszkodzi!
Kiedy mama zniknęła w kuchni, przypomniałam sobie, co chciałam powiedzieć, i wyjrzałam na korytarz.
- Swoją drogą, mamo, kto chowa złoty łańcuszek z wisiorkiem w przepalonej skarpetce? Tato! Przecież obiecałeś tego pilnować! Prawie ją wyrzuciłam!
- Natasza!
- Tolik, słowo daję, poprosiłam Stasa, żeby miał oko!
Zaczyna się… Zamknęłam drzwi do łazienki i zdjęłam spodnie od piżamy.
La storia continua...
Accedi o crea un profilo per continuare a leggere.