Rozdział 2
— Kai, mówiłam poważnie. To nie zemsta na byłym, sama tego potrzebuję. Inaczej do końca życia zostanę starą panną z kalkulatorem. Wiesz, jaka jestem podejrzliwa? Strasznie! Już nigdy nie uwierzę, że to jest „z miłości”. To wszystko jedno wielkie kłamstwo, teraz już wiem. I jeśli jutro udasz, że się nie znamy, zrozumiem, obiecuję! Więc zgadzasz się? Czy mam już zacząć czerwienić się z powodu głupoty, którą właśnie robię?
— Możliwe, że ja też nie mam nic przeciwko temu, żeby tę głupotę popełnić.
Spojrzeliśmy na siebie.
— Jeśli chcesz, pomogę ci odzyskać twoją dziewczynę. Musi być strasznie zazdrosna i na pewno wścieknie się, jeśli pojawi się u ciebie inna. Na najbliższy czas i tak nie mam żadnych osobistych planów, więc jeśli chcesz, możesz zostać moim chłopakiem. Udawanym, oczywiście. Nie będę czyhać na twoje serce ani uwagę, za to spokojnie skończę studia i przygotuję się do obrony dyplomu. – Zamilkłam na chwilę, sama nie wierząc, że to wszystko mówię. – No więc, Kai… umowa stoi?
Propozycja zawisła w powietrzu na dwie sekundy, po czym Kaylen pewnie ścisnął moją dłoń, a serce w piersi zrobiło salto.
— Umowa stoi, Bri.
I pod tym uściskiem dłoni zastygłam, patrząc na chłopaka i próbując ogarnąć, co właśnie się dzieje.
A potem praktyczna Briar Adams powoli uwolniła rękę i zadała najbardziej logiczne pytanie:
— Świetnie. Tylko że... gdzie to się wydarzy? Mieszkam w akademiku, w pokoju z koleżanką. A na samochody od dziś mam alergię. Może w… w parku?
Zamrugałam, rozglądając się dookoła. No tak, kwiecień, mokra trawa, nocny romantyzm. Trzeba będzie potem zwalić to na szalone eksperymenty młodości.
W ręce Kaylena coś brzęknęło. Opuściłam wzrok i zobaczyłam, że wyjął z kieszeni wiatrówki pęk kluczy. Kiwnął brodą w stronę sąsiedniej ulicy.
— Park nam niepotrzebny. Tam jest mój dom, praktycznie już doszliśmy.
Po drugiej stronie ulicy stał schludny trzypiętrowy dom z czerwonej cegły, z kutymi balkonami, jeden z tych, w których zwykle wynajmowali mieszkania starsi studenci, doktoranci albo wykładowcy.
— Masz tu mieszkanie? – zdziwiłam się, i było czemu: wynajem w tej okolicy kosztował niemałe pieniądze.
— Tak, kawalerkę. Tymczasowo mi się poszczęściło – doprecyzował Kaylen, czekając, aż ruszę z miejsca. – Mieszkam sam, tak lepiej mi się uczy. Nie lubię hałaśliwych ekip i wiecznego bałaganu w typowych akademikach.
— Sam… – powtórzyłam, czując, jak do gardła nagle podchodzi mi fala paniki. Wszystkie moje odważne przemowy przed decydującym krokiem nagle wydały się zbyt głośne i głupie. – I żadnych współlokatorów z piwem i futbolem?
— Nikogo. Chociaż futbol czasem lubię obejrzeć.
Podeszliśmy do klatki, ale przy schodkach znowu się zatrzymałam, niezdecydowanie zaciskając dłonie w pięści i patrząc na oświetlone wejście.
— Bri, jeśli zmieniłaś zdanie, możesz po prostu u mnie przenocować – odezwał się Kaylen. Z nieba spadły pierwsze ciężkie krople, a on złapał je w dłoń. – Zaczyna padać, przemokniesz.
— Nie! – zdecydowanie westchnęłam i zrobiłam krok w stronę najbardziej lekkomyślnego czynu w moim życiu. – Chodźmy!
Właśnie ukończono czytanie ostatniej części utworu.
Jakie emocje on pozostawił?
Podziel się wrażeniami w komentarzach — to ważne dla autora i pomoże innym czytelnikom odkryć tę historię.
Historia trwa ✨
Autor nadal pracuje nad nowymi rozdziałami.
Zapisz utwór w swojej bibliotece i zasubskrybuj autora, aby jako pierwszy otrzymywać aktualizacje.