Rozdział 6
Niech mu tam, że ma ładne oczy. Żorik też miał ładne, a do czego to doprowadziło? Ja jestem tutaj, a on… Nie, raczej nie z inną. Na pewno Gieorgij siedzi w domu z mamą i oboje trwają w idylli rodzinnego szczęścia.
Ech, życie moje — krokodylowe bagno! Co to jest, gdzie nie stąpnąć, wszędzie grząsko! Nawet mieszkania nie udało się normalnie wynająć!
No proszę, teraz można westchnąć i popłakać. Przewróciłam się na bok, położyłam głowę na poduszce i wsunęłam dłoń pod policzek. Przypomniałam sobie o pielmieniach na podłodze, ale wychodzić zdecydowanie nie chciałam — jeszcze znów z bokserem się zetrzemy. Dla niego przecież ja też jestem niezbyt przyjemną niespodzianką.
A pal je licho, te pielmienie! Czy w nich szczęście? Mogę zjeść na śniadanie cukierki.
Dobrze, zostawię wojnę na jutro. Dzisiaj wywalczyłam sobie sypialnię marzeń, i choć będę spała w niej sama, to na pewno słodko! A potem już dobiorę się do białego dywanu!
W tym nastroju wstałam, zgasiłam światło i wlazłam pod kołdrę — z czysto strategicznych względów zostając w ubraniu. A nuż znów do boju?
Jednak tak po prostu zasnąć się nie dało. Przez pierwszą połowę nocy słuchałam, jak za ścianą jęczała Xena, naśladując aktorki z filmów porno — najwyraźniej Hulk gorliwie udowadniał dziewczynie, że nie jest amatorem. (Chociaż po takich teatralnych jękach na jego miejscu jeszcze bardziej zwątpiłabym w siebie). Potem usłyszałam głosy już przy drzwiach — przecież on odprowadza swoją dziewczynę! Nocą? No naprawdę, drań!
A przez drugą połowę nocy bokser stukał.
Czyżby naprawdę posłuchał sierżanta Leszenki i stawia mi choinkę?
Okazało się, że tak. Kiedy wcześnie rano obudziłam się i pobiegłam do toalety, niespodziewanie zobaczyłam w przedpokoju zieloną piękność mojego wzrostu — puszystą i smukłą.
Nie wiem, co tam głośno chrupnęło, kiedy na nią upadłam, ale teraz wszystko było w pełnym porządku — tylko brać i ubierać. No proszę…
Przy progu leżał Amur — kudłaty i piękny. Zobaczywszy mnie, pies czujnie podniósł głowę, ale nie zawarczał — zuch. Zawsze miałam słabość do owczarków — najmądrzejsze stworzenia! Ten młokos też za pierwszym razem zrozumiał, kto w domu rządzi!
Szeptem pochwaliwszy psa, wróciłam do sypialni, wzięłam ulubiony pluszowy szlafrok, iPhone'a, przybory kąpielowe i poszłam pod prysznic — dziś musiałam jeszcze pokazać się w pracy i obsłużyć parę ważnych klientek. A także rozwiązać sprawę z agencją nieruchomości. Mimo że wieczór był emocjonujący, a noc bezsenna, zamierzałam przyjść do pracy świeża i uśmiechnięta, a do tego nie zaszkodziło poprawić sobie humoru.
Boże, jakie lustro! Jakie światło! Jaka wanna! Jest w niej nawet hydromasaż, a prysznic ma rozmiar latającego talerza! I tata nie puka: „Córka, miejże sumienie!”, i mama nie pogania: „Natasza, szybciej, spóźnię się do pracy!”. Leż sobie, rozkoszuj się. A Hulk… no, a co Hulk? Dzisiaj jestem głucha. Dzisiaj nic nie słyszę.
Aha, w nocy ogłuchłam!
Nie wiem jak wy, ale ja lubię pluskać się przy muzyce i śpiewać. W dzieciństwie chodziłam nawet do chóru — byłam solistką. Śpiewałam dwa lata, dopóki nie wyrzucono mnie za bójkę z jednym chłopakiem — synem nauczyciela muzyki. No cóż, zawsze miałam alergię na złośliwców. Z chóru mnie więc wyrzucono, ale ochota do śpiewania nigdzie nie zniknęła.
W ogóle uważam, że jeśli talent w człowieku żyje, to gaszenie go w sobie jest przestępstwem!
Na iPhonie z YouTube'a ładowała się świąteczno-bożonarodzeniowa składanka piosenek, a ja z przyjemnością jej wtórowałam, namydlając głowę.
— Dżingyl be-elz, dżingyl be-elz, dżingyl o-ol ze wej! Tram-pam-pam, param-pam-pam, in wan hors opyn slej. Hej!
Tu-du-du!!
— Hej, ty! Śpiewaczko! Jeśli za minutę nie wyjdziesz, wyważę drzwi! Nie żartuję!
No przecież zrozumiałam. Minęło już z dwadzieścia minut od pierwszej groźby, a boksera jak zacięło. Wciąż nie żartuje i nie żartuje. Mówię przecież, dzięcioł za starszego! Jeszcze by dziobem w drzwi postukał.
— Nic, jak wyważysz, to wstawisz! — puściłam wodę, spłukując pianę z włosów. — Numer na policję znam. Znikaj, Misiu, biorę prysznic!.. E dej ou tu ego-ou, aj sot aj tejk e ra-ajd! End suun miss Fani Bra-ajt, łoz sited baj maj sa-ajd. Hej!
Nowy Rok za pasem, a ja nie jestem winna, że w tym mieszkaniu marzeń łazienka jest połączona z toaletą. Trzeba wstawać wcześniej! Jakoś Hulk nie bardzo się mną przejmował, kiedy siedziałam na klatce!
— Co?! Cholera… Nie jestem żadnym Misiem! Szybciej, Megiero! Nie jesteś tu sama! Za pół godziny mam trening, słyszysz!
— Choćby za trzy! — Podniosłam nogę i sprawdziłam jej gładkość — ani jednego włoska! Poruszyłam paluszkami — wszystko idealnie!
Wyłączywszy wodę, sięgnęłam po ręcznik. Bożonarodzeniowe dzwoneczki wciąż dźwięczały, ale już ciszej. Osuszyłam skórę i zaczęłam smarować ją kremem — lubię o siebie dbać. Zwłaszcza kiedy nigdzie się nie spieszę, tak jak teraz.
— Swoją drogą, Misiu, a dlaczego ty właściwie jesteś Misiem? — spytałam przyjaźnie, czując, że humor mi się poprawił. — A nie na przykład jakimś Herkulesikiem? W sensie Herkules. Czy nie wszędzie jesteś duży, tylko w widocznych miejscach? No dawaj, opowiadaj, skoro sterczysz pod drzwiami. Strasznie lubię łzawe historie!
Hulk ucichł, a ja szeroko się uśmiechnęłam, wyobrażając sobie, jak chłopakowi usta wypełniają się zębowym pyłem, a oczy nabiegają krwią. Parsknęłam śmiechem, zasłaniając usta dłonią.
Nie trzeba mi było w nocy przeszkadzać spać — sam sobie winien! Bokser czy kto on tam, ale pysznić się prawem silniejszego wobec dziewczyny jest nieuczciwe, i to delikatnie mówiąc. Nie tylko Hulk postawił sobie za cel zapewnić mi maksymalnie niewygodne sąsiedztwo, ja też nie zamierzałam mu ustępować, a łazienka była dopiero początkiem. Nastał poranek, a razem z nim wróciła wojna o terytorium. W której, jak wiadomo, wszystkie chwyty dozwolone!
Już niedługo, całkiem niedługo będę siedzieć w salonie na podłodze, na miękkim dywanie, czuć się sułtanką, pochłaniać cukierki i oglądać film. W całkowitej samotności! Bo „moje” tymczasowe mieszkanie nie może mieć dwóch gospodarzy — to przecież proste i jasne jak dzień!
Mam nadzieję, że już dziś z agencją naprawimy nieporozumienie i trener boksu Jegor Bierkutow zniknie z mojego życia tak samo błyskawicznie, jak się w nim pojawił. Raz na zawsze!
A wiecie, co najśmieszniejsze? Gdybym znalazła się na miejscu Hulka, już dawno odcięłabym sobie światło! Wyłączyłabym bezpieczniki i spokojnie poczekała, aż złośliwej dziewoi znudzi się siedzenie w ciemności jak mokra kura z mroczkami przed oczami. To przecież elementarne! Ale bokserzy, jak powszechnie wiadomo, nie należą do najbystrzejszych mężczyzn świata. A mnie co, dla mnie tym lepiej!
Za drzwiami łazienki podejrzanie ucichło i nagle zgasły lampy — na ścianie i na suficie. W jednej chwili zrobiło się wokół tak ciemno, że choć oko wykol, jak w kopalni węgla. Ani jednej smużki światła, nigdzie!
Nie, to niemożliwe! Hulk przecież nie mógł czytać mi w myślach? Czy jednak mógł?
Zrobiłam krok i potknęłam się o okrągły dywanik, machnąwszy rękami. Noż kur…! O mało nie upadłam, ale za to wygrałam czas. Zawsze plus!