Rozdział 10
Rozdział 6, część 1
Tańczymy przez chwilę, odrywając się od tych nieprzyjemnych typów. Stopniowo wokół przybywa ludzi, co pozwala nam ponownie się rozluźnić i wrócić do świątecznej atmosfery.
– W sumie to nawet się cieszę, że tak wyszło z tym Denisem – parska Marinka, unosząc ręce nad głowę i kręcąc biodrami. – Lepiej od razu się rozczarować i zapomnieć, niż potem wmawiać sobie, że to moja wina. A ja tak potrafię. Najpierw chodzę w różowych okularach, puszczam bańki mydlane, a potem się dziwię, że książę okazał się kompletnym idiotą. Chrzanić ich wszystkich! Też mi coś, tatuaż w stylu irezumi!
– Słuchaj, Marin, a może oni mają taki sposób? Zapraszają dziewczyny na imprezy, a potem je zlewają? – przytakuję, tańcząc obok niej. – Mają towarzystwo, a potem żadnych zobowiązań. Wygląda na to, że dziewczyna z windy miała rację. Lepiej rozczarować się na brzegu, niż potem odganiać się od rzeczywistości wiosłem!
– No dokładnie! – potakuje dumnie Marinka. – Jeszcze chwilę potańczymy i wychodzimy. Tych dwóch kretynów za nic nie zepsuje nam nastroju!
Nagle głos przyjaciółki się zmienia, a jej palce mocno wbijają się w mój nadgarstek.
– Ojej, Aliska! Idzie tutaj! Sam!
– Kto?
– Denis! I co ja mam mu powiedzieć?
Odwracam głowę i ja też dostrzegam zbliżającego się do nas barczystego chłopakaz tatuażem na szyi. Bezceremonialnie rozpycha się łokciami między tańczącymi parami.
– Nic nie mów – chmurnię się. – Jak podejdzie, tak sobie pójdzie. Niech spada! Przecież widzisz go pierwszy raz w życiu!
– Tak myślisz? – Marinka wypuszcza bezradnie powietrze i przestaje się ruszać.
– Cwietkowa, co z tobą? – odwracam się do niej i napotykam jej stęskniony wzrok. – Jasne – wzdycham, domyślając się prawdy. – Już się zakochałaś. Marin, kiedy ty zdążyłaś?
– Nie wiem – trzepocze rzęsami. – Przecież mówiłam, że jestem głupia.
Poprawiam jej kucyk na ramieniu i ściskam dłoń.
– Dobra, pogadaj z nim, skoro tak chciałaś. Czuję, że do pocałunku w ciągu najbliższej godziny nie dojdzie.
– Niedoczekanie jego! – Marinka natychmiast odzyskuje rezon. – Jeszcze mu bokiem wyjdzie!
– A to oznacza, że masz sporą szansę sprawdzić, czy chcesz kontynuować tę znajomość, czy nie. Powodzenia, Marin!
– Czekaj, Śnieżna. A ty dokąd? – zatrzymuje mnie.
– A surowa mamuśka posiedzi w mieszkaniu! – żartuję z uśmiechem. – Tu jest dla mnie za zimno.
Zostawiam Marinkę pod szklanym dachem i wracam do ciepłego pomieszczenia, gdzie też wszyscy tańczą i piją. Mam nadzieję, że bezalkoholowe.
Jasne, wolne żarty!
– Hej, Śnieżynko! Nie umawialiśmy się, że przyjdziesz tak wcześnie i bez prezentów. Mikołaj o tym wie?
– To do mnie?
Odwracam się i napotykam przystojnego, rudowłosego chłopaka, który odłączył się od jednej z grup. Jest dobrze ubrany, pewny siebie i domyślam się, że nie jest tu po raz pierwszy.
– Do ciebie. Jesteś do niej podobna.
– Wiem. Ale się pomyliłeś. Przyszłam tu z przyjaciółką.
– Serio? – uśmiecha się, parskając pod nosem. – A gdzie ona jest?
Nieznajomy ma zaskakująco przyjazne spojrzenie, więc wzruszam ramionami, lekko unosząc kąciki ust.
– Została na balkonie. Ma tam niespodziewaną randkę i randez-vous. Wiesz, w takich chwilach lepiej nie przeszkadzać.
– Rozumiem. Chcesz się rozgrzać, Śnieżynko? Wydaje mi się, że zmarzłaś, a ja robię tu dzisiaj za chłopca na posyłki.
– Jeśli to legalne.
Chłopak się śmieje. Ktoś już na niego woła: „Witek, dawaj do nas!”, więc zaczyna się wycofywać.
– Legalne, nie martw się! Napijesz się grzańca? Z francuskim winem!
– Może być.
– Okej! Tylko nigdzie nie odchodź!
Właściwie nie mam dokąd iść – wszystkie ciemne zakamarki w ogromnym apartamencie zajęły pary, te oświetlone zresztą też. Rudzielec przynosi mi gorące wino, mruga do mnie i odchodzi, a ja wycofuję się w głąb mieszkania. Przystając przy eleganckiej, białej komodzie, powoli sączę napój. Przyglądam się obrazom na ścianach i grzeję dłonie o kieliszek, czując, jak wino rozlewa się po ciele.
Słucham muzyki, ogrzewam się i myślę o Marince. O tym, że ten mało mi znany Denis naprawdę podoba się mojej przyjaciółce, inaczej Cwietkowa nie zostałaby z nim sam na sam. A to oznacza, że pewnie znalazł już wymówkę dla tego głupiego żartu.
Dziwne, czy tak się postępuje, gdy dziewczyna wpada w oko?
Za bardzo się nad tym zastanawiam, dlatego nie od razu reaguję na pojawienie się w zasięgu mojego wzroku Włada. On też wchodzi do środka z tarasu – radosny, z wypiekami na twarzy. Przeczesuje dłonią włosy, pręży bicepsy, tak bardzo typowy w swojej chęci popisania się przed wszystkimi i łapania zachwyconych spojrzeń.
To niespodzianka, zobaczyć tu Rybackiego. Pierwszą rzeczą, jaką robię na widok mojego chłopaka, jest odstawienie kieliszka na komodę i uniesienie ręki, by zwrócić jego uwagę. Pamiętam, że Wład miał być z rodziną, ale najwyraźniej udało mu się wyrwać wcześniej i przyszedł tutaj, żeby mnie odnaleźć.
Prawda? Bo po co innego miałby tu być?
Jednak kolejna sekunda daje mi brutalną odpowiedź na to niezadane pytanie.
Tuż za Władem do mieszkania wpada dziewczyna i obejmuje go ramieniem w pasie. Gdy tylko oboje znajdują się w cieniu pod arkadą pokoju, w którym stoję, Rybacki gwałtownie przyciąga ją do siebie i wycofuje się głębiej.
Całują się, nie oślepłam. Mój chłopak i ta nieznajoma z windy, która niedawno obiecywała, że go odbije. Ten sam, który zaledwie kilka godzin temu mówił, że mnie kocha. Powiedział to tak szczerze – tak, bym mu uwierzyła.
I powtarzałby to pewnie jeszcze nieraz, gdybym się tutaj nie zjawiła. Rybacki zawsze z łatwością szafował słowami, jeśli nic go nie kosztowały.
Ten widok odbiera mi mowę, oszałamia mnie. Nie potrafię się odwróтить ani uciec. Mój związek rozpada się w tej właśnie sekundzie, a jedyne, co mogę zrobić, to wbijać palce w krawędź komody i łapać powietrze spierzchniętymi wargami.
Znają się od dawna, to jasne. Rybacki zachowuje się wobec niej zbyt śmiało, a ona mu wtóruje. Ale dlaczego nie powiedział, że chce zerwać? Po co kłamał, że jestem dla niego jedyną? Gdyby nie kłamał, teraz tak bardzo by nie bolało.
Po co w ogóle wymyślił ten cholerny eksperyment?!
Tak bardzo bałam się trafić w życiu na niewłaściwy związek, że z jakiegoś powodu uznałam, iż przyjaźń będzie solidnym fundamentem dla miłości. Tak, miałam wątpliwości, ale wierzyłam… A wychodzi na to, że Wład po prostu się tym zmęczył.
Albo zawsze taki był.
Całująca się para podchodzi bliżej, a ja odskakuję w bok. Jedyne, czego teraz pragnę, to uciec. Żeby Rybacki mnie nie widział i żebym ja nie musiała patrzeć w jego zmieszane oczy. Nie słyszeć usprawiedliwień i kłamstw. Nie czuć dotyku jego rąk… i nie patrzeć w twarz, która nie zdoła ukryć rozczarowania tym, że mu przeszkodziłam.
Ja sama nie chcę już nikogo widzieć ani słyszeć – ani imprezy, ani muzyki. Znów jestem sama i jest mi zimno. Bardzo zimno. O wiele bardziej, niż gdyby się po prostu zmarzło na balkonie.
Rozczarowanie i ból mają swoją cenę, która właśnie w tej sekundzie pożera wszystko, co żywe w mojej duszy.
Za to rozumiem jedno – gdyby moje serce kochało, teraz bym umarła.
Uderzam dłońmi o ścianę i wbiegam do jakiegoś pokoju. To przestronna sypialnia, panuje tu półmrok, ale przy łóżku świeci się lampa podłogowa.
Zdążę jeszcze usłyszeć głos Włada i zauważyć migający za mną cień, gdy w panice chowam się w cudzej garderobie.
Mój chłopak jest z inną, a ja wstydzę się za nich oboje.
***
Rusłan
Dzisiaj u Witka Artiemiewa [1]zebrało się sporo ludzi i wieczór zapowiada się ciekawie. Kiedy zapraszałem tu kumpli, wiedziałem, że „Bumper” zorganizuje wszystko jak trzeba, a i tak niedoceniłem rozmachu imprezy. Ludzie wciąż napływają i już nie dziwi mnie widok znajomych twarzy z uniwersytetu.
Maks ciągle nawija, jak zajebisty jest widok z balkonu i dlaczego nie poznałem go z Rudym wcześniej. Artem[2], z rękami w kieszeniach spodni, jak zwykle zlewa kolejną koleżankę, a Malwin wyskakuje ze swoimi durnymi dowcipami, próbując zgrywać swojaka i wszystkim się przypodobać.
Lepiej, żeby przypodobał się Żance, bo już mnie skręca od udawania, że jej paplanina interesuje mnie bardziej niż jej ręka na moim brzuchu. I choć nie mam nic przeciwko temu, by ją tam czuć, to Żanka szczerze mnie irytuje, uwieszając się na mnie co minutę. Akurat ją najmniej obchodzi, że jestem od niej o dwa lata młodszy i ewidentnie ją spławiam po tym wszystkim, co było.
Śmieje się głośno z kolejnego żartu Malwina: „Patrzcie, wywoływaliście Śnieżynkę? Zakład, że ta dziewczyna ma spore szanse wygrać główną nagrodę wieczoru – uwagę Rudego?”, gdy nagle, odwracając się, dławię się własnym śmiechem na widok Alicji Śnieżnej w holu.
Jest tu duszno, ciemno i pełno ludzi, ale to na pewno ona. Wypiliśmy już po mocnym drinku, ale nie jestem jeszcze tak pijany, żeby się pomylić. Rozpoznałbym tę dziewczynę wszędzie.
Ona też mnie zauważa i kiwa głową, a ja, jak idiota, gapię się na nią. Nie po raz pierwszy. Z nieroztopionym śniegiem na długich włosach, który lśni jak brokat, naprawdę przypomina bohaterkę zimowych bajek.
Tylko co ona tu robi? Znam Śnieżną od szkoły, ale nigdy nie widziałem jej na takich spędach… w przeciwieństwie do jej napakowanego chłopaka. Ale ten palant potrafi rzucać piaskiem w oczy.
Nagle dociera do mnie, że Alicja raczej nie wie, że Rybacki też tu jest, inaczej przyszliby razem. A Śnieżna nigdy nie wyglądała na dość silną, by znieść taką niespodziankę.
– Szlag – przeklinam pod nosem, zrzucając rękę Żanki z szyi. – Tylko Śniegu tu brakowało!
– Jakiego śniegu, Rusik? – Żanka wciąż się uśmiecha, rozglądając się zdezorientowana. – Przecież chyba nie palisz żadnego świństwa, Rusłan? – próbuje mnie objąć, ale straciłem już dla niej resztki zainteresowania. Kiedy Śnieg jest blisko, nie potrafię myśleć o nikim innym.
– Sewa? – zwracam się do Malwina, odchodząc od grupy. – Zabaw ją chwilę, muszę iść. Pilne!
– Rusłan? – Żanka uparcie chwyta mnie za łokieć, ale strząsnąć jej rękę z łokcia jest jeszcze łatwiej niż z szyi. Rzuca za mną obrażona, nie mogąc mnie zatrzymać: – No to nie podchodź do mnie więcej!
Znajduję Alicję z przyjaciółką na balkonie. Tańczą. Wiem, że Śnieżna nie będzie zachwycona, jeśli podejdę, więc zostaję z boku. Ma dziś na sobie krótką spódniczkę i błękitny sweter. Jasne włosy poruszają się na plecach piękną falą w takt muzyki, a zgrabne biodra kołyszą się miarowo. Uwielbiam na nią patrzeć i nic, kurwa, nie mogę z tym zrobić.
Zmuszam się jednak, by rozejrzeć się wokół.
Wiedziałem. Jej koks obściskuje się w najlepsze z jakąś brunetką po przeciwnej stronie balkonu, najwyraźniej nie podejrzewając, że jego dziewczyna tu jest. Tępy idiota! Jeśli sprawi Śniegowi ból, sam go zabiję!
Zapominam jednak o wszystkim, gdy widzę Alicję i jej koleżankę w towarzystwie popularnych gości. Rozmawiają, co jest dla mnie sporym zaskoczeniem. Znam tych typów i doskonale wiem, na co ich stać. Czuję, jak zalewa mnie zazdrość.
Nigdy nie wątpiłem, że Śnieg w końcu rzuci Rybę. Ale nie mogę patrzeć, jak trafia do kogoś innego.
[1] Wiktor Artiemiew, znany pod pseudonimem „Bumper”, to główny bohater powieści „Kolumbina dla Rudego”. Postać ta pojawia się również w innych utworach autorki.
[2] Artem Sokolski („Sokół”) i Sewa Martynow („Malwin”) to bohaterowie powieści „Sokół i Czyż”