Rozdział 6, część 2
Śnieżna ma niewielkie, ale jędrne piersi z twardymi sutkami. Jest jedną z tych rzadkich dziewczyn, w których kruchość idealnie łączy się z kobiecymi krągłościami – nie bez powodu Romka wścieka się, gdy kolesie gapią się na jego siostrę. Ale ja zakochałem się w niej wcześniej, kiedy była jeszcze chudzielcem z warkoczem, mojego wzrostu, i przychodziła do klasy młodszego brata sprawdzić, czy znowu się z kimś nie pobił.
A bił się – ze mną. I lubiłem odpowiadać zuchwałością na jej szeroko otwarte, niebieskie oczy. Czasem zagubione, gdy to mi obrywało, czasem surowe – gdy Romce. Ale dzięki temu mnie zauważała. Tak często, że w końcu przyzwyczaiła się do moich wizyt w jej domu i nauczyła się mojego imienia.
Chciałbym słyszeć je z jej ust częściej.
– Rusłan… – szepcze na wydechu, bo przekroczyłem wszelkie granice i pieszczę ją teraz palcami tam, gdzie jest wilgotno i gorąco. Gładzę ją dłonią między gładkimi udami, sam poruszając się przy jej biodrze w rytm tej pieszczoty.
– Nie wolno, słyszysz… Nie możemy!
– Możemy. My już uprawiamy seks, Śniegu, i to jest najlepsza rzecz pod słońcem.
Odpowiadam cicho, wodząc językiem wokół jej ucha. Czuję, jak drży, ale już nie z zimna, a od moich zbyt śmiałych dotyków. Chcę ich więcej, chcę jej więcej dla siebie. Nie tylko czuć Alicję, ale i ją widzieć. Od tak dawna mam na jej punkcie obsesję.
Koksik Rybacki ze swoją panienką już się zmył. Niedługo wrzała ta ich namiętność – nie minęły nawet dwie minuty, a wszystko zgasło. Idiota tak się spieszył, żeby spuścić nie tylko napięcie w gaciach, ale i cały ten związek do kibla, że nawet nie pomógł dziewczynie wstać z łóżka. Kretyn!
Alicja tego nie widzi, nie pozwalam jej tego zobaczyć. Ale to, co dzieje się między nami, to dla niej zbyt wiele. Prosi:
– Rusłan, proszę, nie tutaj.
– Ale pójdziesz ze mną?
– Tak.
– Alicja? – boję się w to uwierzyć.
– Tak!
Zabieram rękę z jej piersi i odwracam Śniegu twarzą do siebie. Patrząc w jej ukrytą w cieniu twarz, nachylam głowę i całuję ją w usta. A ona odpowiada. Przecież nie zwariowałem? Odpowiada z pożądaniem, nie mniej namiętnie niż ja, przyciągając się do mnie i kładąc dłoń na mojej szyi.
Uwielbiam jej usta, nikt takich nie ma. Miękkie i soczyste, z tą wabiącą świeżością. Całuję je, dopóki w garderobie nie braknie powietrza.
– Och, Mardżanow – odrywa się ode mnie pierwsza – daj mi chwilę przerwy, bo się uduszę! Często praktykujesz całowanie się w szafie?
Alicja jest w porządku i wydaje się zdziwiona tym, co się stało, nie mniej niż ja, ale nie zabiera ręki z mojego ramienia i nie odsuwa się. Moje oczy przywykły do półmroku i przysięgam, że widzę blask w jej spojrzeniu.
– Nawet jako smarkacz bym na to nie wpadł! – przyznaję szczerze i uśmiecham się. – Tylko z tobą wszystko jest możliwe. Chodźmy!
Dziękujemy, że wybierasz Sovaboo i cenisz uczciwą twórczość!
Tworzymy tę przestrzeń z miłością do książek i szacunkiem dla autorów. Twoje wsparcie pozwala autorom dalej pisać i tworzyć dla Ciebie nowe historie.
Aby kontynuować czytanie, możesz kupić dostęp online do wszystkich rozdziałów książki.
* VAT jest wliczony w wyświetloną cenę.